sobota, 16 lipca 2022

8 - Ucieczka

 

Rozdział 8

Ucieczka

Alba / Anna

 

 

Następnego dnia

Jechaliśmy z Filipem jego Rubicon’em do domu Maggie i Davida na późny lunch w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia.

Mieliśmy ze sobą śliczne śpioszki na prezent dla małego Jima, drewnianą układankę dla Davie’go, bo wiedziałam, że Eva i Jimmy tam z nim przyjadą i tiramisu domowej roboty na deser dla dorosłych.

Nasza miniona noc pełna prezentów gwiazdkowych była cudowna, sycąca i… spowodowała, że byłam bardzo wyczerpana.

Najchętniej nie wychodziłabym tego dnia z łóżka, ale nie po to, by się kochać tylko spać, spać, spać.

I Filip to widział.

Spoglądał na mnie co chwilę i, jak widziałam, uśmiechał się trochę łobuzersko pod nosem, jak Niegrzeczny Chłopiec, jakim był, a trochę zarozumiale, co było dla mnie zrozumiałe.

Był mężczyzną, który potrafił dać kobiecie pełną satysfakcję.

O, tak.

Wiedziałam to, nawet jeśli nie miałam żadnego, nawet najmniejszego doświadczenia pod tym względem.

Kiedy jednak obudziłam się rankiem tego dnia, poczułam się dziwnie.

Nieswojo.

Jakby umarło coś, albo jakby umarł ktoś, na kim mi bardzo zależało.

Jakby moje życie stało się uboższe.

Znowu.

Już to czułam kiedyś, a potem…

Och, nie, nie powinnam tak myśleć.

Jednak coś skłoniło mnie do spędzenia chwilki  w bezruchu na krótkiej modlitwie.

Nie miałam szansy na sprawdzenie tego, na weryfikację swoich przeczuć, więc po prostu musiałam żyć tym, co było blisko mnie.

A najbliżej tego dnia byli przyjaciele.

David i Maggie zaprosili nas na spotkanie w ich domu w porze lunchu z drugie Święto i Filip zgodził się z kilku powodów.

Jednym z powodów i bez wątpienia najważniejszym, był ten, że David był najlepszym, najdawniejszym, o ile nie jedynym przyjacielem Filipa.

A ja cieszyłam się, że to miał.

Drugim, może równie ważnym, powodem był ten, że Filip doskonale wiedział, że Maggie była dobrą przyjaciółką nas obojga, a ja lubiłam ją i jej syna.

I Filip też ich lubił.

A oprócz tego, Filip chciał spędzać ze mną czas, ale nie siedząc w domu, tylko poznając mnie przez moje rozmowy z innymi.

Tego ostatniego bałam się.

Bo odsłaniałam zbyt dużo.

A powinnam się ukryć, uciekać.

Chronić jego i wszystkich, którzy byli z nim związani.

Ale poddawałam się wszystkiemu, co proponował, a nawet robiłam to z uśmiechem, bo byłam mała, słaba i głupia.

A poza tym zakochana.

Wiedziałam to.

Kochałam go.

Filip wyrwał mnie z moich myśli, kiedy zatrzymał Rubicon’a przy krawężniku przed małym, piętrowym domem z trzema sypialniami, który stał w gęstej zabudowie starszej części miasta.

Przeniosłam swój wzrok na tego wspaniałego mężczyznę z bezmyślnego gapienia się w widok za przednią szybą.

Spojrzał na mnie tak, jak zawsze to robił, kiedy miał nadzieję, że poczekam na swoim miejscu, żeby przeszedł dookoła maski i wysadził mnie z samochodu.

Poczekałam.

Zawsze bym poczekała na niego.

Lubiłam patrzeć, jak się poruszał, idąc dookoła maski samochodu.

Lubiłam tak wysiadać, wyciągana z siedzenia przez niego za obie ręce, wprost w jego objęcia, żeby mógł mnie przyciągnąć do siebie i żebym mogła spojrzeć w jego piękne piwne oczy.

Tego dnia, jak zawsze do pracy i wśród znajomych, ale nie w domu i u rodziny Filipa, miałam założone soczewki, które zmieniały kolor moich oczu i wiedziałam, że Filip tego nie lubił.

Całkiem inaczej, cieplej i czulej, patrzył na mnie, kiedy miałam oczy w ich własnym kolorze.

Wiedziałam dlaczego.

Moje oczy były przez te soczewki piwne, w dziwnym odcieniu brązowo niebieskiego, którego ja też nie lubiłam.

Ale przez to, a może dzięki temu, Filip patrzył w moje oczy bardzo krótko, a później ruszyliśmy w stronę drzwi wejściowych, w których David stanął, zanim nawet doszliśmy do połowy chodnika.

Podeszliśmy do niego i faceci przywitali się tym swoim - Yo.

Podobało mi się to, jak wszystko w tych NF.

David delikatnie złapał mnie za ramię i przysunął swój brodaty policzek do mojego policzka na krótką chwilę, co miało oznaczać, że witał mnie pocałunkiem.

Zdążyłam się już kiedyś, przypadkiem dowiedzieć od Evy i Maggie, że dawniej nigdy tego nie robił.

Nie dotykał nikogo, nawet swoich przyjaciół, bo David nie miał rodziny.

Weszliśmy do środka ich domu, a wtedy, po zdjęciu mojego nowego płaszcza, oddaniu go Filipowi do odwieszenia na wieszaku przy drzwiach i po odejściu kilku kroków od drzwi wejściowych, zatrzymałam się i przez krótką chwilę zapatrzyłam z szeroko otwartymi oczami, a miałam na co, bo mogłam podziwiać ciepło i przytulność ich niezwykłego domu.

Byłam tam po raz pierwszy.

Ten dom nie był podobny do żadnego ze znanych mi domów.

Całość była w kolorystyce, która bardziej pasowała do Maggie niż do Davida, chociaż wiedziałam, że to David odziedziczył ten dom po dziadkach.

W salonie, do którego weszliśmy, było mnóstwo niebieskich, szarych i granatowych poduszek i koców, na komodzie i prostokątnym stoliku do kawy leżały białe, koronkowe serwetki i stała kryształowa misa i wazon.

W wazonie było niebieskie jaskry.

W środku zimy.

O, Matko!

Poznałam je.

David nawet w środku zimy kupował Maggie świeże, niebieskie jaskry, jakie miała w swoim bukiecie ślubnym.

W kącie salonu stała pięknie udekorowana choinka.

Do salonu z klatki schodowej weszła do nas Maggie, ale zaraz po tym usłyszałam z górnej części domu płacz dziecka, więc przywitaliśmy się z nią tylko przelotnym - Hej - i pobiegła z powrotem na górę.

Nie było takiej siły, która zatrzymałaby ją na dole, kiedy jej synek tam płakał, a ja ją rozumiałam.

Uśmiechnęłam się lekko do facetów i podążyłam za nią.

Idąc za dźwiękiem płaczu, który zmienił się i urwał, skoro Maggie tam już była, weszłam na schody, a potem przeszłam krótkim korytarzem, żeby trafić do pokoju, który David urządził na błękitno.

Maggie powiedziała mi podczas ostatniego naszego spotkania, że wyścielili większość twardych elementów pledami i poduszkami, żeby Jim nie uderzał się w czasie swojej nadaktywności, bo bali się powrotu tłuszczaków, a ich syn był bardzo ruchliwy.

Lekarz ostrzegł ich, że tłuszczaki mogą powstawać w miejscach urazów.

Dobrze.

- Hej - zawołałam cicho, kiedy zobaczyłam Maggie siedzącą w fotelu z małym wiercipiętą na ramieniu - Mogę? - spytałam, żeby zwrócić jej uwagę.

Właśnie go przystawiała, żeby nakarmić go piersią, podczas gdy on wierzgał nogami i rzucał piąstkami na boki, co chwilę uderzając ją w pierś, ale odwróciła głowę i uśmiechnęła się do mnie, a później skinęła zapraszająco i wskazała mi brodą drugi fotel.

- Usiądź - powiedziała cicho - Jemu nie przeszkadza, że rozmawiam podczas karmienia.

Weszłam wgłąb pomieszczenia, podeszłam do fotela, usiadłam tam i rozejrzałam się po pokoju.

Mieli tam wszystkie niezbędne meble i akcesoria.

Było widać, że cały pokój i jego wyposażenie zostały skomponowane wcześniej, przed urodzeniem Jima i starannie przemyślane.

Było tam dosłownie wszystko.

Rozmawiałam przyciszonym głosem z Maggie o Świętach, dzieciach i pogodzie, kiedy dołączyła do nas Sophie.

Nawet nie usłyszałyśmy, że przyjechali.

- Hej - przywitałyśmy się ze sobą i wstałam, żeby uściskać ją, a Maggie tylko uśmiechnęła się z daleka, nie przerywając karmienia.

Zobaczyłam w oczach Sophie tęsknotę, kiedy popatrzyła na małego Jima i wiedziałam, czego dotyczyła.

Ja czułam to samo.

Sophie powiedziała nam, że Alex został z facetami na dole, w salonie.

Potem opowiedziała nam o wizycie, którą odbyli w pierwszy dzień Świąt u jej brata, w Richmond, które było oddalone od SLC o jakieś dwadzieścia minut drogi na północ.

Nie powiedziałam im, że przejeżdżałam tamtędy, bo było to nieistotne.

Chociaż tam właśnie „skorzystałam” z Internetu.

Nieco później dołączyła do nas Eva z małym Davie’m.

Rozmowa zeszła wtedy na dziecinne ubranka, otrzymane prezenty i ulubione dania dzieci i dorosłych, ale głównie facetów.

- Och - zawołałam, wtrącając się w rozmowę - Muszę wam bardzo podziękować. Dzieciaki były zachwycone prezentami.

- Dzieciaki? - spytała nieco rozproszona Sophie.

- No, tak - zająknęłam się - Dzieci w rodzinie Filipa.

- A-aa, te - powiedziała Maggie, czym udowodniła mi, że przejmowałam się nadmiernie ujawnianiem informacji o życiu Filipa i wstała z Jimem na ręku, by podejść w moją stronę i podać mi go - Potrzymasz? Muszę tam sprzątnąć - rzuciła głową w stronę przewijaka.

Automatycznie wzięłam od niej jedną rękę pieluszkę, przewiesiłam ją sobie przez ramię i oburącz wzięłam od niej chłopca, by położyć go tam brzuszkiem do mojej klatki piersiowej.

Pogładziłam go po pleckach, oparłam się w fotelu i patrzyłam, jak Maggie podeszła do przewijaka, a Eva podrzucała Davie’go.

- Te mandale były strzałem w dziesiątkę, a łamigłówki od razu zajęły Johnny’ego - dodałam nie kontrolując swoich słów, bo zapach i ciepło Jima całkowicie mnie rozproszyły.

Sophie uśmiechnęła się do mnie, chociaż widziałam w jej oczach pewien cień zazdrości, jakby chciała zabrać Jima ode mnie.

- Zawsze zawożę moim bratanicom i bratankowi kolorowanki, kredki i klocki - powiedziała cichym głosem - Dodaję klocki, bo lubią budować.

- Tak? - pociągnęła temat Eva - A ja lubię kupować dzieciom książki. Zwłaszcza, że Jimmy lubi im je czytać, a one lubią jak ich tata spędza z nimi czas.

Przez moją klatkę piersiową przeszedł nagły skurcz, kiedy wyobraziłam sobie Filipa czytającego książkę na dobranoc dziecku, a może naszemu dziecku, który spowodowałby dużo więcej zniszczeń, gdybym nie zobaczyła odzwierciedlenia takiego samego uczucia u Sophie.

O, Matko!

Czegoś nam nie mówiła.

- Sophie - zawołała cicho Eva, udowadniając, że wszystko zauważała.

- Nie, nic - wymamrotała Sophie - To dopiero parę miesięcy. Mamy czas.

- Ale… - zaczęła Maggie.

- Chcemy mieć dzieci - Sophie potwierdziła nasze spostrzeżenia - Ale na razie nam nie wychodzi.

- Nie spiesz się - Eva powiedziała cichym, zatroskanym głosem, który przypomniał mi, że te kobiety troszczyły się o siebie wzajemnie.

Nieświadomie, nie kontrolując swoich odruchów, delikatnie poklepałam Jima po pleckach i wtedy mu się odbiło.

Zrobił to głośno, „od serca”, ale na szczęście nie ulało mu się.

Zaśmiałam się delikatnie, pogładziłam go i przechyliłam głowę, żeby spojrzeć na niego z bardzo bliska.

Cudowny zapach niemowlęcia całkowicie mnie oszołomił.

Przycisnęłam bok ust do jego miękkiej główki, a potem wyprostowałam głowę i zobaczyłam, że Maggie i Eva patrzyły w moją stronę.

Obie miały na twarzy ten sam, łagodny, macierzyński wyraz i uśmiechały się porozumiewawczo, zerkając na siebie.

O, Matko!

Znowu się odkryłam.

Oparłam się mocniej w fotelu, gładziłam plecki Jima i myślałam o tym, że bardzo kochałam te kobiety i ich dzieci, ale to wszystko stawało się za bardzo niebezpieczne.

Zwłaszcza dla nich.

Eva zwróciła się do Sophie z pytaniem o postępy w budowie kolejnego domu i przy tej okazji dowiedziałam się, że Sophie współpracowała z Soniją w jego wyposażaniu, bo miał być tematyczny.

Dom „Rosyjski”, czy jakoś tak.

A Sonija miała znajomości, więc możliwość zdobycia wyjątkowych mebli, które by do niego pasowały.

Kobiety rozmawiały przez chwilę na ten temat, przy czym dowiedziałam się jak bardzo wyjątkowe były domy, które budowała Sophie, a potem zaczęły się zbierać na dół, do kuchni, żeby zacząć przygotowywać lunch, a ja myślałam o tym, jak bardzo dobrze było mieć takie przyjaciółki.

Popatrzyłam na ciemną główkę Davie’go na ramieniu Evy, czułam ciepłe i delikatne ciałko Jima na swoim ramieniu i myślałam o tym, że to było właśnie to.

Radość z posiadania rodziny, przyjaciół, przyszłości.

A ja miałam to zniszczyć, bo wprowadzałam do ich życia kogoś tak samolubnego i złego jak Król Przestępców.

On mógł wszystko zniszczyć.

Moja obecność tam zagrażała ich szczęściu.

Powinnam uciekać.

Uwolnić je od siebie.

Musiałam się z tym ukryć, więc oddałam Jima Maggie, uśmiechając się pogodnie, a potem poszłam z kobietami na dół, żeby pomóc w przygotowaniu lunchu i podaniu go naszym mężczyznom.

*****

Filip

Weszli do domu Davida i Maggie, Maggie zbiegła na dół, usłyszeli płacz Jima i natychmiast kobiety poszły na górę.

Kiedy Ania zdjęła płaszcz, a Filip zabrał go od niej na wieszak, zobaczył, że miała na sobie tego dnia kolejną seksowną jak cholera sukienkę.

Ta była gołębio szara, bardzo prosta, z ołówkową spódnicą sięgającą do kolan, ale wyglądała na elastyczną.

Nigdy o to nie zapytał, ale sukienka znowu miała pieprzony ekspres na plecach, więc Filip zastanowił się, jak, do cholery, Ania ją zapięła.

Nie wiedział również, jak poradziła sobie z zapięciem tamtej cholernej sukienki, którą miała na sobie na Thanksgiving.

Bo w rozpinaniu jej, musiał pomagać Filip.

I pamiętał, jak to się skończyło.

Kurwa!

Myślenie o tym nie pomagało, tym bardziej, że obraz Ani w sukience z tego dnia, która była cholernie obcisła, przylegająca również do bioder i ud w sposób, który pobudzał jego wyobraźnię, spowodował, że Filip stał się twardy.

Bardzo twardy.

I obolały.

Gówno.

- Yo - David przywołał uwagę Filipa, a kiedy ten się odwrócił w jego stronę, dodał - Piwo jest w lodówce - kiwnął głową w stronę kuchni, żeby go zachęcić do obsłużenia się.

Filip poszedł do ich kuchni, wziął pieprzone piwo z lodówki, odkręcił kapsel i wyrzucił go do kosza, a potem wrócił do kumpla, który siedział na cholernej kanapie ze swoją butelką.

Obrazy w jego głowie powodowały pieprzone tortury.

- Jak tam? - spytał David.

- Ciekawie - mruknął szczerze Filip, stając obok niego i zamarł.

Bowiem David zaśmiał się krótko i cicho, zaskakując jak cholera Filipa nie po raz pierwszy w ciągu minionego roku.

W życiu jego kumpla wiele się zmieniło za sprawą Maggie przez te dwa lata, odkąd się poznali, ale na początku nie wyglądało to dobrze.

Filip musiał nawet raz interweniować, wzywając Maggie do swojego domu, żeby pogadała z Davidem.

- Siadaj. Musimy chwilę poczekać na lunch - zauważył David.

Filip usiadł i w tej samej chwili usłyszeli podjeżdżający do krawężnika i zatrzymujący się samochód.

Goście.

David wstał i poszedł do drzwi, żeby je otworzyć dokładnie na kilkanaście sekund przed tym, zanim na ganek dotarli Alex i Sophie, czego Filip był pewien, chociaż tego nie widział, bo nie wstał.

- Yo - usłyszał, że przywitali się wszyscy troje, bo nawet Sophie rzuciła takie powitanie.

A potem Filip usłyszał, że Alex poszedł do kuchni po piwo na zaproszenie Davida, a Sophie natychmiast poszła na górę do kobiet, w ogóle nie wchodząc do salonu.

- Yo, Filip - odezwał się Alex wchodząc do salonu, na co Filip tylko uniósł swoją butelkę w powitalnym salucie.

David wrócił na swoje miejsce, na kanapę.

Alex zajął miejsce w jednym z foteli, oparł obutą nogę na stoliku do kawy i przechylił butelkę z piwem do ust.

Filip i David robili dokładnie to samo, ale na kanapie.

Siedzieli tak w milczeniu przez prawie minutę, zapatrzeni w komentatora sportowego na ekranie telewizora.

Filip poznał Alexa, kiedy on i Sophie mieli problemy spowodowane przez ojca Alexa, chociaż ci dwoje od razu zdecydowali się na współpracę z FBI.

David zaangażował się mocniej, ale zadzwonił do Filipa, żeby mieć informacje potrzebne mu do działania.

Najpierw wtedy, kiedy Sophie została porwana i miała wystąpić, nie z własnej woli, w filmie porno, a Maggie tego samego dnia pożyczyła jej swój GPS.

Filip go wtedy namierzał.

A potem, kiedy Alex został postrzelony, a Sophie została zwabiona w pułapkę i David zaangażował grupę SWAT, z którą Filip i David czasem współpracowali.

Zresztą za całkiem niezłe pieniądze, jako specjaliści.

Gówno.

O czym Alex i Jimmy, szczęśliwie, nie musieli wiedzieć.

- Jak leci? - rzucił do nich mało oryginalnie Alex, kiedy komentator na chwilę zamilkł.

- Pomalutku - odparł mało oryginalnie Filip.

Alex spojrzał na niego.

- Alba to wspaniała kobieta - zauważył Alex.

- Ta - mruknął Filip.

- Świetnie sobie radzi z dziećmi - dorzucił Alex, a Filip zesztywniał.

Kurwa, skąd on to wiedział?

- Widziałem ją w czasie jednej akcji - stwierdził Alex.

Filip pytająco spojrzał na Davida.

- Tak, stary - przyznał David, wzruszył ramionami i pospieszył z wyjaśnieniem - To było wtedy, jak gasiliśmy jeden kilkupiętrowy dom, a właściwie jedno z mieszkań.

Filip zobaczył, że Alex pokiwał głową, pociągnął piwo i patrzył w ekran telewizora, nie przejmując się nadmiernie tym opowiadaniem.

To był dla niego po prostu jeden z przypadków ich w pracy.

Dobrze.

- Znieśliśmy po drabinie dziewczynkę - mówił David - Tak z pięć lat.

Alex znowu kiwnął głową i w tym momencie usłyszeli kolejny podjeżdżający samochód, więc David podniósł się i poszedł w stronę drzwi.

- Mała była kompletnie rozhisteryzowana - pociągnął temat Alex - Płakała, krzyczała, nie dawała się nikomu dotknąć. Mówię ci, stary, histeria. Nie wiedzieliśmy, co robić, bo bała się nas. Wtedy Alba do niej podeszła, ukucnęła niedaleko, pogadała cichym głosem, więc nie słyszeliśmy o czym, a potem po prostu została przy niej i mała się uspokoiła. Nawet jej nie dotykała. Kiedy znieśliśmy z góry jej mamę, która była w ciąży, dziewuszka była już na tyle spokojna, że ratownikom ją zbadać i opatrzeć, a potem poszła grzecznie za mamą do karetki.

W czasie tego opowiadania Filip usłyszał za swoimi plecami, jak do domu wszedł Jimmy z Evą i małym Davie’m, a potem Jimmy poszedł do kuchni po piwo i z Davidem dołączył do facetów w salonie, a Eva poszła na górę z ich synkiem na rękach.

Jimmy’ego Filip znał już wcześniej, bo obaj byli z Davidem na misjach, chociaż nie byli na tej samej misji.

Po prostu obaj znali Davida.

 A Evę Jimmy’ego Filip poznał już dawno temu, kiedy Jimmy był wobec niej dupkiem w jakiś sposób, którego Filip nie znał, po tym, jak pieprzona prasa chciała się do niej dorwać i Eva wystartowała w cholerę, więc David poprosił Filipa o namierzenie jej miejsca pobytu po kartach kredytowych i rezerwacjach.

Filip podpiął się tylko do kilku sieci.

Okazało się wtedy, że była to najprostsza pieprzona robota, jaką Filip miał od lat, bo Eva korzystała z ich nazwiska i wspólnej karty płatniczej.

Sama im podała swoje cholerne miejsce pobytu.

- Opowiadasz jak Alba poradziła sobie z tamtą małą w czasie pożaru? - spytał Jimmy, wchodząc do salonu z piwem w ręku i siadając na drugim fotelu, a kiedy Alex przytaknął, Jimmy zwrócił się do Filipa - Tak, to było zajebiste. Wystarczyły dosłownie dwa zdania, kilka minut i to dziecko było zupełnie spokojne. Twoja kobieta świetnie sobie radzi z dziećmi.

Jego kobieta?

Filipowi oddech zamarł na sekundę na te słowa.

David również wrócił na swoje miejsce, więc wszyscy czterej siedzieli wokół stolika do kawy i pili piwo.

Komentator sportowy w telewizji mówił usypiająco nudne pierdoły.

- A słyszałeś, jak Alba postawiła trafną diagnozę Jimowi? - spytał Filipa David i Filip znowu zamarł.

- Co? - wydusił z siebie.

Diagnozę?

Że jak medyczną?!!!

O, kurwa!

- Jim miał na brzuszku takie zgrubienie - wyjaśnił David kumplowi - Alba spojrzała, dotknęła i od razu poradziła Maggie iść z tym do lekarza, żeby to zbadał, a nawet powiedziała, czym to może być i jak to ewentualnie zlikwidować. A jeszcze uspokoiła Maggie. Pamiętasz, że jej mama zmarła na raka.

Filip zamyślił się, próbując zdusić swój temperament.

- Nie wiedziałeś - spytał go David cichym głosem.

Filip lekko, prawie niezauważalnie potrząsnął raz głową.

Ale to nie było nic dziwnego, skoro o takich rzeczach, o dzieciach rozmawiali mężczyźni ze swoimi kobietami, które miały dziecko i kobiety rozmawiały między sobą.

Filip rozejrzał się i zobaczył, że Jimmy definitywnie o tym słyszał, a Alex na sto procent nie słyszał.

Więc Filip nie wyszedł na jedynego nie poinformowanego.

Ale nie to go uderzyło najbardziej.

Ania lubiła dzieci, a on to wiedział.

Ale też zauważył przynajmniej raz, z tym kolegą Johnny’ego ze szkoły, że miała pewną wiedzę o chorobach dzieci.

W Annie, najwyraźniej, nawyki i zamiłowania tkwiły głębiej, niż sama chciała to przyznać i niż to było dla niej bezpieczne.

Jeśli chciała się ukrywać, robiła to źle.

Faceci nie rozwijali już więcej tego pieprzonego tematu.

Rozmawiali jeszcze przez chwilę o footballu, bo nadchodził jakiś mecz, który koniecznie chcieli obejrzeć wieczorem.

Potem wszystkie kobiety z dziećmi zeszły na dół i razem przeszli do jadalni, gdzie podano lunch i usiedli przy stole.

Po lunchu przeszli do salonu, gdzie pili kawę, jedli tiramisu Anny i ciasto dyniowe Evy na deser, a Anna i Sophie siedziały na podłodze i bawiły się z Davie’m klockami.

Maggie i Eva odpoczywały na kanapie i patrzyły na to z uśmiechem, ale nie kwapiły się do przyłączenia do nich.

Było widać, że mamy miały odpoczynek.

Po chwili Sophie została z Davie’m na podłodze sama, a Ania dosiadła się do Maggie i przejęła od niej Jima, po którego Maggie musiała pójść, kiedy obudził się i zapłakał.

Ponieważ Maggie nie było w salonie przez dłuższy moment, Filip spodziewał się, że przewijała lub karmiła synka.

Ania rozmawiała w tym czasie ze wszystkimi, patrząc na nich z podłogi i nie wyrywała się na górę, do dziecka.

Dobrze.

Filip milcząco patrzył na tych wszystkich zaprzyjaźnionych facetów, na to jak byli tam ze swoimi kobietami, które były przyjaciółkami i nie zazdrościł im.

Ania była z nim i uśmiechała się pogodnie.

Nawet śmiała się i żartowała z pewnych sytuacji, które kobiety wspominały ze wspólnego wyjścia na zakupy.

Było dobrze.

*****

Alba / Anna

Następnego dnia

Tego dnia pracowałam od szóstej rano do szóstej po południu.

Rano, po moim obfitym śniadaniu, jak zwykle to robił, Filip przywiózł mnie do pracy swoim Rubicon’em.

Spaliśmy mocno przytuleni do siebie po tym, jak kochaliśmy się wieczorem po powrocie od Maggie i Davida.

Zanim się kochaliśmy, nasz seks był o wiele ostrzejszy i może powinnam go nazwać ostrzejszym słowem.

Ale nie chciało mi przejść nawet przez myśl.

Chociaż znałam takie słowa, bo je czytałam.

Zaczęło się od tego, że Filip rozbierał mnie z tej sukienki, którą włożyłam tego dnia, a zrobił to najpierw nie rozbierając mnie z niej.

Po powrocie do domu w pomieszczeniu gospodarczym zdjęłam płaszcz i buty, a i Filip pozbył się swojego okrycia wierzchniego.

Weszliśmy do kuchni.

Filip zatrzymał mnie tam, pupą dociskając do blatu.

Podwinął mi sukienkę do pasa, chwytając za jej brzeg po obu stronach bioder, a potem zdjął mi majtki i rajstopy.

Prawie jednym… płynnym… ruchem.

Odwrócił mnie tyłem do siebie i, naciskając delikatnie dłonią między łopatkami na moje plecy, zmusił mnie do pochylenia się do przodu, więc moja pupa była wypięta w jego stronę.

Opierałam się rękoma o blat, a właściwie prawie na nim leżałam.

Filip zrobił to wszystko w taki sposób, że byłam bardzo podniecona, zanim moje majtki wylądowały na podłodze.

Dyszałam.

Dlatego właśnie Filip wziął mnie ostro, na stojąco, opartą rękoma o blat kuchenny, wchodząc we mnie od tyłu bez problemu wbijając się, bo byłam bardzo mokra i gotowa.

A potem było tylko lepiej i lepiej.

Aż do końca, który był wysoko.

Po naszym wspólnym wspaniałym orgazmie Filip zdjął wreszcie ze mnie sukienkę, podczas gdy ja stałam na drżących, niepewnych nogach, oparta już całym tułowiem o blat kuchenny.

Miałam ochotę tam leżeć i nie wstawać.

Później poszliśmy razem, bardzo mocno objęci, pod prysznic i tam Filip pokazał mi, że można to zrobić w strugach ciepłej wody i było chyba jeszcze lepiej.

Chociaż nie spodziewałam się, żeby to było w ogóle możliwe.

Kiedy dotarliśmy do łóżka i przespaliśmy się godzinkę, Filip wstał, poszedł do kuchni i przygotował nam szybką kolację, którą udoskonaliłam, kiedy poszłam tam za nim i podgrzałam ją na patelni.

Filip wtedy zrobił nam mleczną kawę.

Potem zjedliśmy kolację, a potem dopiero się kochaliśmy.

Nie wiem, jak on to robił, ale było jeszcze lepiej.

Mistrz.

Więc przespaliśmy resztę nocy nie poruszając się, chociaż, jak podejrzewałam, Filip miałby siłę i ochotę poruszać się nieco więcej.

Nie ukrywałam, że ja też miałam trochę więcej siły.

I ochoty.

Ale rano szłam do pracy.

Więc spaliśmy.

A w pracy od rana było spokojnie.

Oli wezwał mnie do swojego gabinetu około południa i powiedział mi, że ma kogoś, kto mógłby mnie zastąpić w pracy od pierwszego stycznia.

Powiedziałam mu, że się z tego cieszyłam, ale raczej nie wyglądałam, jakbym się cieszyła.

Wiedziałam to.

Głównie z tymi odczuciami chodziło mi o to, że to wpływało na przyspieszenie mojej decyzji o ucieczce.

Nie przyznawałam się przed sobą, ale jako jedną z wymówek, że nie uciekałam, miałam to, że nie było nikogo na moje miejsce w pracy.

Teraz to odpadło.

Być może na zewnątrz wyglądałam na taką, która tak bardzo lubiła pracę w straży, że nie chciała odchodzić.

Może faceci myśleli, że to było coś innego.

Nie obchodziło mnie to.

Nie zadzwoniłam do Filipa z nowiną, mówiąc sobie, że powiem mu po powrocie do domu.

Ale byłam w rozsypce.

Miałam w głowie całkowity bałagan.

Byłam rozdarta między dwoma przeciwnościami.

Wiedziałam, że powinnam uciec, byłam na to przygotowana tak, jak zrobiłam to już wiele razy, ale nie byłam na to gotowa.

Całą sobą czułam rozpacz, ból na myśl o tym, że opuszczę to wspaniałe miejsce i tych cudownych ludzi.

A zwłaszcza Filipa, którego bardzo, ale to bardzo nie chciałam stracić.

Kochałam go, pokochałam tych ludzi, dzieci, więc chciałam z nimi zostać.

Ale myślałam głównie o tym, że powinnam ich wszystkich chronić przed sobą i przed zagrożeniem związanym ze znajomością mnie.

Bo Król w końcu mnie znajdzie.

I zrani tych, których zdążyłam pokochać.

Znowu.

Pracowałam cicho, starając się jak najmocniej skupić na wykonywanych zadaniach i nie zawieść załogi.

Tego dnia mieliśmy kilka wyjazdów do wypadków, dwa do dogaszania pożaru na spółkę z inną jednostką, jeden do zatrzaśniętych drzwi, gdzie trzeba było dostać się na czwarte piętro.

Tak właściwie dość rutynowe wyjazdy, chociaż dużo pracy.

A później dużo wypisywania raportów.

Faceci badawczo mi się przyglądali, czułam to i widziałam, chociaż nie odzywali się na temat mojego stanu.

Nie komentowali.

Ciągle miałam nadzieję, że myśleli po prostu, że byłam smutna z tego powodu, że odchodzę z pracy.

Kiedy zbliżała się godzina zakończenia pracy, zadzwonił do mnie Filip.

Spojrzałam na wyświetlacz, zobaczyłam, że to on, popatrzyłam przelotnie na facetów i odebrałam.

- Hej - przywitałam się z nim, przechodząc do pokoju rekreacyjnego.

- Hej - powiedział cicho i łagodnie - Możesz rozmawiać?

- Tak - odparłam - Stało się coś?

- Nie - mruknął, a potem wyjaśnił - A właściwie tak. Muszę wyjechać. Nie mogę przyjechać po ciebie po pracy. Powiem Davidowi, żeby cię odwiózł do domu.

- Och - zdołałam powiedzieć krótko i miałam nadzieję, że nie brzmiało to, jakbym mówiła z ulgą.

- Aniu - powiedział tak, jak lubiłam najbardziej, miękko i czule - Wrócę najszybciej, jak będę mógł.

- Okej - szepnęłam i po paru sekundach dodałam z wahaniem - To, pa.

- Aniu - Filip prawie się zaśmiał - Do zobaczenia!

Zaparło mi oddech w piersi.

Tak bardzo nie chciałam, nie mogłam teraz płakać.

- Tak - szepnęłam ponownie - …racja.

Rozłączył się, a ja pomyślałam, że wszystko układało się dokładnie tak, jakby Siła Wyższa kazała mi uciekać natychmiast, jeszcze tego wieczoru.

Wpatrywałam się w swój telefon jeszcze przez kilka uderzeń serca, a potem wzięłam się w garść, schowałam go do tylnej kieszeni spodni i wyszłam z pokoju rekreacyjnego z podniesioną głową, żeby porozmawiać z Davidem.

Zobaczyłam, że David już rozmawiał z Filipem ze swoim telefonem przy uchu i spojrzał na mnie uważnie, potakując do niego.

Zgodził się odwieźć mnie do domu Filipa.

A potem miałam uciec.

*****

Środek tej samej nocy

Siedziałam przy krawężniku uliczki Filipa w kupionym przez siebie starym gruchocie, którym powinnam dokładnie w tej chwili dojeżdżać do miasta North Platte w Nebrasce.

Moim celem powinien być Dom Spokojnej Starości, gdzie zostałam tego dnia zatrudniona na czas określony jednego miesiąca przez Internet jako  trzydziestoletnia blondynka, Janett Smith, pielęgniarka, i miałam tam wynajęte jednopokojowe mieszkanie.

A ja patrzyłam z daleka przez szybę samochodu, zasypywaną dużymi, gęstymi i mokrymi płatkami śniegu, na drzwi wejściowe do domu Filipa.

Nie mogłam wyjechać.

Coś trzymało mnie w tym miejscu.

Okna domu Filipa były ciemne, chociaż podejrzewałam, że był w domu.

Nie byłam pewna.

Kiedy przyjechałam tu godzinę temu, po odwiedzeniu mojej skrytki z pieniędzmi i dokumentami, po kupieniu samochodu, po zrobieniu nim kilkuset kilometrów w tą i z powrotem, zaparkowałam w tym miejscu, gdzie stałam i wydawało mi się, że widziałam błysk światła wewnątrz, ale potem było już tylko ciemno.

Kilka godzin temu, natychmiast po pracy David przywiózł mnie swoim Grand Cherokee do domu Filipa i wpuścił za drzwi.

Odjechał dopiero, kiedy zamknęłam je na klucz.

Przebrałam się, nastawiłam pranie, spakowałam małą torbę z kilkoma niezbędnymi rzeczami, ale większość zostawiłam tak, jakbym miała wrócić.

Napisałam kilka słów na kartce, którą położyłam na blacie kuchennym.

Zmieniłam Nessie piasek i dałam jej dużą porcję suchej karmy.

Zdecydowałam się ją zostawić.

Filip nie byłby sam, miałby towarzystwo, a ona nie miałaby stresu spowodowanego przeprowadzką.

Byliby szczęśliwsi.

Tak sobie wmawiałam, ale chyba w to nie uwierzyłam, bo… tu siedziałam.

Wyszłam na mróz i na śnieżycę, jaka się rozpętała i cieszyłam się z tego, że nie zostawały za mną ślady.

Tak było lepiej.

Zamknęłam za sobą drzwi na klucz, który automatycznie, bezmyślnie schowałam do torebki.

Pieszo dotarłam do przystanku autobusowego, ale okazało się, że kursy komunikacji miejskiej z powodu śnieżycy były nieregularne.

Stałam na jednym, a potem innych przystankach komunikacji SLC, jadąc długą, krętą trasą, a czasem idąc przecznice lub dwie.

Trasą, którą poznałam w ciągu wielu dni planowania ucieczki, błądząc palcem po mapach w bibliotece i w Internecie.

Trasą, którą miałam pokonać w miarę szybko, ale zanim dotarłam do swojej skrytki minęły godziny.

Opróżniłam skrytkę z pieniędzy, dokumentów i innych rzeczy, a potem znalazłam warsztat i dealera samochodowego, który miał jeszcze otwarte i sprzedał mi za jedyne kilkaset dolarów brązowego, zardzewiałego i poobijanego Forda Mustanga, z widniejącym na dokumentach rokiem produkcji 1969.

Był starszy ode mnie, ale jeździł.

Kiedy późnym wieczorem byłam już daleko w górach, na swojej trasie, którą jechałam bijąc się przez cały czas z myślami za i przeciw ucieczce, dotarło do mnie z pełną jasnością, że nie mogłam tego zrobić.

Już zaczęłam tęsknić za Filipem.

Więc zawróciłam.

Przejechałam przez SLC, wjechałam w tę małą, boczną uliczkę i w środku nocy zaparkowałam przy krawężniku.

A potem siedziałam tak i nie mogłam się zdecydować, czy powinnam wejść z powrotem do domu Filipa.

Ale przecież wiedziałam jedno.

Kochałam Filipa jak nigdy nikogo, bo miłością do mężczyzny, więc nie do porównania z tą do rodziców i rodzeństwa.

I nie chciałam go stracić.

Dlatego wreszcie wysiadłam z tego grata, w którym nie było ogrzewania, więc miałam zgrabiałe z zimna dłonie i nogi, podeszłam do drzwi wejściowych do domu Filipa i otworzyłam je z klucza, którego przecież właśnie dlatego nie zostawiłam, kiedy wyjeżdżałam.

Żeby wrócić.

1 komentarz: