Rozdział 8
Alba
/ Anna
Następnego dnia
Jechaliśmy
z Filipem jego Rubicon’em do domu Maggie i Davida na późny lunch w drugi dzień
Świąt Bożego Narodzenia.
Mieliśmy
ze sobą śliczne śpioszki na prezent dla małego Jima, drewnianą układankę dla
Davie’go, bo wiedziałam, że Eva i Jimmy tam z nim przyjadą i tiramisu domowej
roboty na deser dla dorosłych.
Nasza
miniona noc pełna prezentów gwiazdkowych była cudowna, sycąca i… spowodowała,
że byłam bardzo wyczerpana.
Najchętniej
nie wychodziłabym tego dnia z łóżka, ale nie po to, by się kochać tylko spać,
spać, spać.
I
Filip to widział.
Spoglądał
na mnie co chwilę i, jak widziałam, uśmiechał się trochę łobuzersko pod nosem, jak
Niegrzeczny Chłopiec, jakim był, a trochę zarozumiale, co było dla mnie zrozumiałe.
Był
mężczyzną, który potrafił dać
kobiecie pełną satysfakcję.
O,
tak.
Wiedziałam
to, nawet jeśli nie miałam żadnego, nawet najmniejszego doświadczenia pod tym
względem.
Kiedy
jednak obudziłam się rankiem tego dnia, poczułam się dziwnie.
Nieswojo.
Jakby
umarło coś, albo jakby umarł ktoś, na kim mi bardzo zależało.
Jakby
moje życie stało się uboższe.
Znowu.
Już
to czułam kiedyś, a potem…
Och,
nie, nie powinnam tak myśleć.
Jednak
coś skłoniło mnie do spędzenia chwilki w
bezruchu na krótkiej modlitwie.
Nie
miałam szansy na sprawdzenie tego, na weryfikację swoich przeczuć, więc po
prostu musiałam żyć tym, co było blisko mnie.
A
najbliżej tego dnia byli przyjaciele.
David
i Maggie zaprosili nas na spotkanie w ich domu w porze lunchu z drugie Święto i
Filip zgodził się z kilku powodów.
Jednym
z powodów i bez wątpienia najważniejszym, był ten, że David był najlepszym, najdawniejszym,
o ile nie jedynym przyjacielem
Filipa.
A
ja cieszyłam się, że to miał.
Drugim,
może równie ważnym, powodem był ten, że Filip doskonale wiedział, że Maggie
była dobrą przyjaciółką nas obojga, a ja lubiłam ją i jej syna.
I
Filip też ich lubił.
A
oprócz tego, Filip chciał spędzać ze mną czas, ale nie siedząc w domu, tylko
poznając mnie przez moje rozmowy z innymi.
Tego
ostatniego bałam się.
Bo
odsłaniałam zbyt dużo.
A
powinnam się ukryć, uciekać.
Chronić
jego i wszystkich, którzy byli z nim związani.
Ale
poddawałam się wszystkiemu, co proponował, a nawet robiłam to z uśmiechem, bo
byłam mała, słaba i głupia.
A
poza tym zakochana.
Wiedziałam
to.
Kochałam
go.
Filip
wyrwał mnie z moich myśli, kiedy zatrzymał Rubicon’a przy krawężniku przed
małym, piętrowym domem z trzema sypialniami, który stał w gęstej zabudowie
starszej części miasta.
Przeniosłam
swój wzrok na tego wspaniałego mężczyznę z bezmyślnego gapienia się w widok za
przednią szybą.
Spojrzał
na mnie tak, jak zawsze to robił, kiedy miał nadzieję, że poczekam na swoim
miejscu, żeby przeszedł dookoła maski i wysadził mnie z samochodu.
Poczekałam.
Zawsze
bym poczekała na niego.
Lubiłam
patrzeć, jak się poruszał, idąc dookoła maski samochodu.
Lubiłam
tak wysiadać, wyciągana z siedzenia przez niego za obie ręce, wprost w jego
objęcia, żeby mógł mnie przyciągnąć do siebie i żebym mogła spojrzeć w jego
piękne piwne oczy.
Tego
dnia, jak zawsze do pracy i wśród znajomych, ale nie w domu i u rodziny Filipa,
miałam założone soczewki, które zmieniały kolor moich oczu i wiedziałam, że
Filip tego nie lubił.
Całkiem
inaczej, cieplej i czulej, patrzył na mnie, kiedy miałam oczy w ich własnym
kolorze.
Wiedziałam
dlaczego.
Moje
oczy były przez te soczewki piwne, w dziwnym odcieniu brązowo niebieskiego,
którego ja też nie lubiłam.
Ale
przez to, a może dzięki temu, Filip
patrzył w moje oczy bardzo krótko, a później ruszyliśmy w stronę drzwi
wejściowych, w których David stanął, zanim nawet doszliśmy do połowy chodnika.
Podeszliśmy
do niego i faceci przywitali się tym swoim - Yo.
Podobało
mi się to, jak wszystko w tych NF.
David
delikatnie złapał mnie za ramię i przysunął swój brodaty policzek do mojego policzka
na krótką chwilę, co miało oznaczać, że witał mnie pocałunkiem.
Zdążyłam
się już kiedyś, przypadkiem dowiedzieć od Evy i Maggie, że dawniej nigdy tego
nie robił.
Nie
dotykał nikogo, nawet swoich przyjaciół, bo David nie miał rodziny.
Weszliśmy
do środka ich domu, a wtedy, po zdjęciu mojego nowego płaszcza, oddaniu go
Filipowi do odwieszenia na wieszaku przy drzwiach i po odejściu kilku kroków od
drzwi wejściowych, zatrzymałam się i przez krótką chwilę zapatrzyłam z szeroko
otwartymi oczami, a miałam na co, bo mogłam podziwiać ciepło i przytulność ich
niezwykłego domu.
Byłam
tam po raz pierwszy.
Ten
dom nie był podobny do żadnego ze
znanych mi domów.
Całość
była w kolorystyce, która bardziej pasowała do Maggie niż do Davida, chociaż
wiedziałam, że to David odziedziczył ten dom po dziadkach.
W
salonie, do którego weszliśmy, było mnóstwo niebieskich, szarych i granatowych
poduszek i koców, na komodzie i prostokątnym stoliku do kawy leżały białe,
koronkowe serwetki i stała kryształowa misa i wazon.
W
wazonie było niebieskie jaskry.
W
środku zimy.
O, Matko!
Poznałam
je.
David
nawet w środku zimy kupował Maggie świeże,
niebieskie jaskry, jakie miała w swoim bukiecie ślubnym.
W
kącie salonu stała pięknie udekorowana choinka.
Do
salonu z klatki schodowej weszła do nas Maggie, ale zaraz po tym usłyszałam z
górnej części domu płacz dziecka, więc przywitaliśmy się z nią tylko przelotnym
- Hej - i pobiegła z powrotem na górę.
Nie
było takiej siły, która zatrzymałaby ją na dole, kiedy jej synek tam płakał, a
ja ją rozumiałam.
Uśmiechnęłam
się lekko do facetów i podążyłam za nią.
Idąc
za dźwiękiem płaczu, który zmienił się i urwał, skoro Maggie tam już była,
weszłam na schody, a potem przeszłam krótkim korytarzem, żeby trafić do pokoju,
który David urządził na błękitno.
Maggie
powiedziała mi podczas ostatniego naszego spotkania, że wyścielili większość
twardych elementów pledami i poduszkami, żeby Jim nie uderzał się w czasie
swojej nadaktywności, bo bali się powrotu tłuszczaków, a ich syn był bardzo ruchliwy.
Lekarz
ostrzegł ich, że tłuszczaki mogą powstawać w miejscach urazów.
Dobrze.
-
Hej - zawołałam cicho, kiedy zobaczyłam Maggie siedzącą w fotelu z małym
wiercipiętą na ramieniu - Mogę? - spytałam, żeby zwrócić jej uwagę.
Właśnie
go przystawiała, żeby nakarmić go piersią, podczas gdy on wierzgał nogami i
rzucał piąstkami na boki, co chwilę uderzając ją w pierś, ale odwróciła głowę i
uśmiechnęła się do mnie, a później skinęła zapraszająco i wskazała mi brodą
drugi fotel.
-
Usiądź - powiedziała cicho - Jemu nie przeszkadza, że rozmawiam podczas
karmienia.
Weszłam
wgłąb pomieszczenia, podeszłam do fotela, usiadłam tam i rozejrzałam się po
pokoju.
Mieli
tam wszystkie niezbędne meble i akcesoria.
Było
widać, że cały pokój i jego wyposażenie zostały skomponowane wcześniej, przed
urodzeniem Jima i starannie przemyślane.
Było
tam dosłownie wszystko.
Rozmawiałam
przyciszonym głosem z Maggie o Świętach, dzieciach i pogodzie, kiedy dołączyła
do nas Sophie.
Nawet
nie usłyszałyśmy, że przyjechali.
-
Hej - przywitałyśmy się ze sobą i wstałam, żeby uściskać ją, a Maggie tylko
uśmiechnęła się z daleka, nie przerywając karmienia.
Zobaczyłam
w oczach Sophie tęsknotę, kiedy popatrzyła na małego Jima i wiedziałam, czego
dotyczyła.
Ja
czułam to samo.
Sophie
powiedziała nam, że Alex został z facetami na dole, w salonie.
Potem
opowiedziała nam o wizycie, którą odbyli w pierwszy dzień Świąt u jej brata, w Richmond,
które było oddalone od SLC o jakieś dwadzieścia minut drogi na północ.
Nie
powiedziałam im, że przejeżdżałam tamtędy, bo było to nieistotne.
Chociaż
tam właśnie „skorzystałam” z Internetu.
Nieco
później dołączyła do nas Eva z małym Davie’m.
Rozmowa
zeszła wtedy na dziecinne ubranka, otrzymane prezenty i ulubione dania dzieci i
dorosłych, ale głównie facetów.
-
Och - zawołałam, wtrącając się w rozmowę - Muszę wam bardzo podziękować.
Dzieciaki były zachwycone prezentami.
-
Dzieciaki? - spytała nieco rozproszona Sophie.
-
No, tak - zająknęłam się - Dzieci w rodzinie Filipa.
-
A-aa, te - powiedziała Maggie, czym udowodniła mi, że przejmowałam się
nadmiernie ujawnianiem informacji o życiu Filipa i wstała z Jimem na ręku, by
podejść w moją stronę i podać mi go - Potrzymasz? Muszę tam sprzątnąć - rzuciła
głową w stronę przewijaka.
Automatycznie
wzięłam od niej jedną rękę pieluszkę, przewiesiłam ją sobie przez ramię i
oburącz wzięłam od niej chłopca, by położyć go tam brzuszkiem do mojej klatki
piersiowej.
Pogładziłam
go po pleckach, oparłam się w fotelu i patrzyłam, jak Maggie podeszła do
przewijaka, a Eva podrzucała Davie’go.
-
Te mandale były strzałem w dziesiątkę, a łamigłówki od razu zajęły Johnny’ego -
dodałam nie kontrolując swoich słów, bo zapach i ciepło Jima całkowicie mnie
rozproszyły.
Sophie
uśmiechnęła się do mnie, chociaż widziałam w jej oczach pewien cień zazdrości,
jakby chciała zabrać Jima ode mnie.
-
Zawsze zawożę moim bratanicom i bratankowi kolorowanki, kredki i klocki -
powiedziała cichym głosem - Dodaję klocki, bo lubią budować.
-
Tak? - pociągnęła temat Eva - A ja lubię kupować dzieciom książki. Zwłaszcza,
że Jimmy lubi im je czytać, a one lubią jak ich tata spędza z nimi czas.
Przez
moją klatkę piersiową przeszedł nagły skurcz, kiedy wyobraziłam sobie Filipa
czytającego książkę na dobranoc dziecku, a może naszemu dziecku, który spowodowałby dużo więcej zniszczeń, gdybym
nie zobaczyła odzwierciedlenia takiego samego uczucia u Sophie.
O,
Matko!
Czegoś
nam nie mówiła.
-
Sophie - zawołała cicho Eva, udowadniając, że wszystko zauważała.
-
Nie, nic - wymamrotała Sophie - To dopiero parę miesięcy. Mamy czas.
-
Ale… - zaczęła Maggie.
-
Chcemy mieć dzieci - Sophie potwierdziła
nasze spostrzeżenia - Ale na razie nam nie wychodzi.
-
Nie spiesz się - Eva powiedziała cichym, zatroskanym głosem, który przypomniał
mi, że te kobiety troszczyły się o siebie wzajemnie.
Nieświadomie,
nie kontrolując swoich odruchów, delikatnie poklepałam Jima po pleckach i wtedy
mu się odbiło.
Zrobił
to głośno, „od serca”, ale na szczęście nie ulało mu się.
Zaśmiałam
się delikatnie, pogładziłam go i przechyliłam głowę, żeby spojrzeć na niego z
bardzo bliska.
Cudowny
zapach niemowlęcia całkowicie mnie oszołomił.
Przycisnęłam
bok ust do jego miękkiej główki, a potem wyprostowałam głowę i zobaczyłam, że
Maggie i Eva patrzyły w moją stronę.
Obie
miały na twarzy ten sam, łagodny, macierzyński wyraz i uśmiechały się
porozumiewawczo, zerkając na siebie.
O,
Matko!
Znowu
się odkryłam.
Oparłam
się mocniej w fotelu, gładziłam plecki Jima i myślałam o tym, że bardzo
kochałam te kobiety i ich dzieci, ale to wszystko stawało się za bardzo
niebezpieczne.
Zwłaszcza
dla nich.
Eva
zwróciła się do Sophie z pytaniem o postępy w budowie kolejnego domu i przy tej
okazji dowiedziałam się, że Sophie współpracowała z Soniją w jego wyposażaniu,
bo miał być tematyczny.
Dom
„Rosyjski”, czy jakoś tak.
A
Sonija miała znajomości, więc możliwość zdobycia wyjątkowych mebli, które by do
niego pasowały.
Kobiety
rozmawiały przez chwilę na ten temat, przy czym dowiedziałam się jak bardzo
wyjątkowe były domy, które budowała Sophie, a potem zaczęły się zbierać na dół,
do kuchni, żeby zacząć przygotowywać lunch, a ja myślałam o tym, jak bardzo
dobrze było mieć takie przyjaciółki.
Popatrzyłam
na ciemną główkę Davie’go na ramieniu Evy, czułam ciepłe i delikatne ciałko
Jima na swoim ramieniu i myślałam o tym, że to było właśnie to.
Radość
z posiadania rodziny, przyjaciół, przyszłości.
A
ja miałam to zniszczyć, bo wprowadzałam do ich życia kogoś tak samolubnego i
złego jak Król Przestępców.
On
mógł wszystko zniszczyć.
Moja
obecność tam zagrażała ich szczęściu.
Powinnam
uciekać.
Uwolnić
je od siebie.
Musiałam
się z tym ukryć, więc oddałam Jima Maggie, uśmiechając się pogodnie, a potem
poszłam z kobietami na dół, żeby pomóc w przygotowaniu lunchu i podaniu go
naszym mężczyznom.
*****
Filip
Weszli
do domu Davida i Maggie, Maggie zbiegła na dół, usłyszeli płacz Jima i
natychmiast kobiety poszły na górę.
Kiedy
Ania zdjęła płaszcz, a Filip zabrał go od niej na wieszak, zobaczył, że miała
na sobie tego dnia kolejną seksowną jak cholera sukienkę.
Ta
była gołębio szara, bardzo prosta, z ołówkową spódnicą sięgającą do kolan, ale
wyglądała na elastyczną.
Nigdy
o to nie zapytał, ale sukienka znowu miała pieprzony ekspres na plecach, więc
Filip zastanowił się, jak, do cholery, Ania ją zapięła.
Nie
wiedział również, jak poradziła sobie z zapięciem tamtej cholernej sukienki,
którą miała na sobie na Thanksgiving.
Bo
w rozpinaniu jej, musiał pomagać Filip.
I
pamiętał, jak to się skończyło.
Kurwa!
Myślenie
o tym nie pomagało, tym bardziej, że obraz Ani w sukience z tego dnia, która
była cholernie obcisła, przylegająca również do bioder i ud w sposób, który
pobudzał jego wyobraźnię, spowodował, że Filip stał się twardy.
Bardzo
twardy.
I
obolały.
Gówno.
-
Yo - David przywołał uwagę Filipa, a kiedy ten się odwrócił w jego stronę,
dodał - Piwo jest w lodówce - kiwnął głową w stronę kuchni, żeby go zachęcić do
obsłużenia się.
Filip
poszedł do ich kuchni, wziął pieprzone piwo z lodówki, odkręcił kapsel i
wyrzucił go do kosza, a potem wrócił do kumpla, który siedział na cholernej kanapie
ze swoją butelką.
Obrazy
w jego głowie powodowały pieprzone tortury.
-
Jak tam? - spytał David.
-
Ciekawie - mruknął szczerze Filip, stając obok niego i zamarł.
Bowiem
David zaśmiał się krótko i cicho, zaskakując jak cholera Filipa nie po raz
pierwszy w ciągu minionego roku.
W
życiu jego kumpla wiele się zmieniło za sprawą Maggie przez te dwa lata, odkąd
się poznali, ale na początku nie wyglądało to dobrze.
Filip
musiał nawet raz interweniować, wzywając Maggie do swojego domu, żeby pogadała
z Davidem.
-
Siadaj. Musimy chwilę poczekać na lunch - zauważył David.
Filip
usiadł i w tej samej chwili usłyszeli podjeżdżający do krawężnika i
zatrzymujący się samochód.
Goście.
David
wstał i poszedł do drzwi, żeby je otworzyć dokładnie na kilkanaście sekund
przed tym, zanim na ganek dotarli Alex i Sophie, czego Filip był pewien,
chociaż tego nie widział, bo nie wstał.
-
Yo - usłyszał, że przywitali się wszyscy troje, bo nawet Sophie rzuciła takie
powitanie.
A
potem Filip usłyszał, że Alex poszedł do kuchni po piwo na zaproszenie Davida,
a Sophie natychmiast poszła na górę do kobiet, w ogóle nie wchodząc do salonu.
-
Yo, Filip - odezwał się Alex wchodząc do salonu, na co Filip tylko uniósł swoją
butelkę w powitalnym salucie.
David
wrócił na swoje miejsce, na kanapę.
Alex
zajął miejsce w jednym z foteli, oparł obutą nogę na stoliku do kawy i
przechylił butelkę z piwem do ust.
Filip
i David robili dokładnie to samo, ale na kanapie.
Siedzieli
tak w milczeniu przez prawie minutę, zapatrzeni w komentatora sportowego na
ekranie telewizora.
Filip
poznał Alexa, kiedy on i Sophie mieli problemy spowodowane przez ojca Alexa,
chociaż ci dwoje od razu zdecydowali się na współpracę z FBI.
David
zaangażował się mocniej, ale zadzwonił do Filipa, żeby mieć informacje
potrzebne mu do działania.
Najpierw
wtedy, kiedy Sophie została porwana i miała wystąpić, nie z własnej woli, w
filmie porno, a Maggie tego samego dnia pożyczyła jej swój GPS.
Filip
go wtedy namierzał.
A
potem, kiedy Alex został postrzelony, a Sophie została zwabiona w pułapkę i
David zaangażował grupę SWAT, z którą Filip i David czasem współpracowali.
Zresztą
za całkiem niezłe pieniądze, jako specjaliści.
Gówno.
O
czym Alex i Jimmy, szczęśliwie, nie musieli wiedzieć.
-
Jak leci? - rzucił do nich mało oryginalnie Alex, kiedy komentator na chwilę
zamilkł.
-
Pomalutku - odparł mało oryginalnie Filip.
Alex
spojrzał na niego.
-
Alba to wspaniała kobieta - zauważył Alex.
-
Ta - mruknął Filip.
-
Świetnie sobie radzi z dziećmi - dorzucił Alex, a Filip zesztywniał.
Kurwa,
skąd on to wiedział?
-
Widziałem ją w czasie jednej akcji - stwierdził Alex.
Filip
pytająco spojrzał na Davida.
-
Tak, stary - przyznał David, wzruszył ramionami i pospieszył z wyjaśnieniem -
To było wtedy, jak gasiliśmy jeden kilkupiętrowy dom, a właściwie jedno z
mieszkań.
Filip
zobaczył, że Alex pokiwał głową, pociągnął piwo i patrzył w ekran telewizora,
nie przejmując się nadmiernie tym opowiadaniem.
To
był dla niego po prostu jeden z przypadków ich w pracy.
Dobrze.
-
Znieśliśmy po drabinie dziewczynkę - mówił David - Tak z pięć lat.
Alex
znowu kiwnął głową i w tym momencie usłyszeli kolejny podjeżdżający samochód,
więc David podniósł się i poszedł w stronę drzwi.
-
Mała była kompletnie rozhisteryzowana - pociągnął temat Alex - Płakała,
krzyczała, nie dawała się nikomu dotknąć. Mówię ci, stary, histeria. Nie wiedzieliśmy, co robić, bo bała się nas. Wtedy Alba
do niej podeszła, ukucnęła niedaleko, pogadała cichym głosem, więc nie
słyszeliśmy o czym, a potem po prostu została przy niej i mała się uspokoiła. Nawet
jej nie dotykała. Kiedy znieśliśmy z góry jej mamę, która była w ciąży, dziewuszka
była już na tyle spokojna, że ratownikom ją zbadać i opatrzeć, a potem poszła
grzecznie za mamą do karetki.
W
czasie tego opowiadania Filip usłyszał za swoimi plecami, jak do domu wszedł
Jimmy z Evą i małym Davie’m, a potem Jimmy poszedł do kuchni po piwo i z
Davidem dołączył do facetów w salonie, a Eva poszła na górę z ich synkiem na
rękach.
Jimmy’ego
Filip znał już wcześniej, bo obaj byli z Davidem na misjach, chociaż nie byli
na tej samej misji.
Po
prostu obaj znali Davida.
A Evę Jimmy’ego Filip poznał już dawno temu,
kiedy Jimmy był wobec niej dupkiem w jakiś sposób, którego Filip nie znał, po
tym, jak pieprzona prasa chciała się
do niej dorwać i Eva wystartowała w cholerę, więc David poprosił Filipa o
namierzenie jej miejsca pobytu po kartach kredytowych i rezerwacjach.
Filip
podpiął się tylko do kilku sieci.
Okazało
się wtedy, że była to najprostsza pieprzona robota, jaką Filip miał od lat, bo
Eva korzystała z ich nazwiska i
wspólnej karty płatniczej.
Sama
im podała swoje cholerne miejsce pobytu.
-
Opowiadasz jak Alba poradziła sobie z tamtą małą w czasie pożaru? - spytał
Jimmy, wchodząc do salonu z piwem w ręku i siadając na drugim fotelu, a kiedy
Alex przytaknął, Jimmy zwrócił się do Filipa - Tak, to było zajebiste.
Wystarczyły dosłownie dwa zdania, kilka minut i to dziecko było zupełnie spokojne.
Twoja kobieta świetnie sobie radzi z dziećmi.
Jego kobieta?
Filipowi
oddech zamarł na sekundę na te słowa.
David
również wrócił na swoje miejsce, więc wszyscy czterej siedzieli wokół stolika
do kawy i pili piwo.
Komentator
sportowy w telewizji mówił usypiająco nudne pierdoły.
-
A słyszałeś, jak Alba postawiła trafną diagnozę Jimowi? - spytał Filipa David i
Filip znowu zamarł.
-
Co? - wydusił z siebie.
Diagnozę?
Że
jak medyczną?!!!
O,
kurwa!
-
Jim miał na brzuszku takie zgrubienie - wyjaśnił David kumplowi - Alba
spojrzała, dotknęła i od razu poradziła Maggie iść z tym do lekarza, żeby to
zbadał, a nawet powiedziała, czym to może być i jak to ewentualnie zlikwidować.
A jeszcze uspokoiła Maggie. Pamiętasz, że jej mama zmarła na raka.
Filip
zamyślił się, próbując zdusić swój temperament.
-
Nie wiedziałeś - spytał go David cichym głosem.
Filip
lekko, prawie niezauważalnie potrząsnął raz głową.
Ale
to nie było nic dziwnego, skoro o takich rzeczach, o dzieciach rozmawiali
mężczyźni ze swoimi kobietami, które miały dziecko i kobiety rozmawiały między
sobą.
Filip
rozejrzał się i zobaczył, że Jimmy definitywnie o tym słyszał, a Alex na sto
procent nie słyszał.
Więc
Filip nie wyszedł na jedynego nie poinformowanego.
Ale
nie to go uderzyło najbardziej.
Ania
lubiła dzieci, a on to wiedział.
Ale
też zauważył przynajmniej raz, z tym kolegą Johnny’ego ze szkoły, że miała
pewną wiedzę o chorobach dzieci.
W
Annie, najwyraźniej, nawyki i zamiłowania tkwiły głębiej, niż sama chciała to
przyznać i niż to było dla niej bezpieczne.
Jeśli
chciała się ukrywać, robiła to źle.
Faceci
nie rozwijali już więcej tego pieprzonego tematu.
Rozmawiali
jeszcze przez chwilę o footballu, bo nadchodził jakiś mecz, który koniecznie
chcieli obejrzeć wieczorem.
Potem
wszystkie kobiety z dziećmi zeszły na dół i razem przeszli do jadalni, gdzie podano
lunch i usiedli przy stole.
Po
lunchu przeszli do salonu, gdzie pili kawę, jedli tiramisu Anny i ciasto
dyniowe Evy na deser, a Anna i Sophie siedziały na podłodze i bawiły się z
Davie’m klockami.
Maggie
i Eva odpoczywały na kanapie i patrzyły na to z uśmiechem, ale nie kwapiły się
do przyłączenia do nich.
Było
widać, że mamy miały odpoczynek.
Po
chwili Sophie została z Davie’m na podłodze sama, a Ania dosiadła się do Maggie
i przejęła od niej Jima, po którego Maggie musiała pójść, kiedy obudził się i
zapłakał.
Ponieważ
Maggie nie było w salonie przez dłuższy moment, Filip spodziewał się, że
przewijała lub karmiła synka.
Ania
rozmawiała w tym czasie ze wszystkimi, patrząc na nich z podłogi i nie wyrywała
się na górę, do dziecka.
Dobrze.
Filip
milcząco patrzył na tych wszystkich zaprzyjaźnionych facetów, na to jak byli tam
ze swoimi kobietami, które były przyjaciółkami i nie zazdrościł im.
Ania
była z nim i uśmiechała się pogodnie.
Nawet
śmiała się i żartowała z pewnych sytuacji, które kobiety wspominały ze
wspólnego wyjścia na zakupy.
Było
dobrze.
*****
Alba
/ Anna
Następnego dnia
Tego
dnia pracowałam od szóstej rano do szóstej po południu.
Rano,
po moim obfitym śniadaniu, jak zwykle
to robił, Filip przywiózł mnie do pracy swoim Rubicon’em.
Spaliśmy
mocno przytuleni do siebie po tym, jak kochaliśmy się wieczorem po powrocie od
Maggie i Davida.
Zanim
się kochaliśmy, nasz seks był o wiele ostrzejszy i może powinnam go nazwać
ostrzejszym słowem.
Ale
nie chciało mi przejść nawet przez myśl.
Chociaż
znałam takie słowa, bo je czytałam.
Zaczęło
się od tego, że Filip rozbierał mnie z tej sukienki, którą włożyłam tego dnia,
a zrobił to najpierw nie rozbierając
mnie z niej.
Po
powrocie do domu w pomieszczeniu gospodarczym zdjęłam płaszcz i buty, a i Filip
pozbył się swojego okrycia wierzchniego.
Weszliśmy
do kuchni.
Filip
zatrzymał mnie tam, pupą dociskając do blatu.
Podwinął
mi sukienkę do pasa, chwytając za jej brzeg po obu stronach bioder, a potem
zdjął mi majtki i rajstopy.
Prawie
jednym… płynnym… ruchem.
Odwrócił
mnie tyłem do siebie i, naciskając delikatnie dłonią między łopatkami na moje
plecy, zmusił mnie do pochylenia się do przodu, więc moja pupa była wypięta w
jego stronę.
Opierałam
się rękoma o blat, a właściwie prawie na nim leżałam.
Filip
zrobił to wszystko w taki sposób, że
byłam bardzo podniecona, zanim moje
majtki wylądowały na podłodze.
Dyszałam.
Dlatego
właśnie Filip wziął mnie ostro, na stojąco, opartą rękoma o blat kuchenny,
wchodząc we mnie od tyłu bez problemu wbijając
się, bo byłam bardzo mokra i gotowa.
A
potem było tylko lepiej i lepiej.
Aż
do końca, który był wysoko.
Po
naszym wspólnym wspaniałym orgazmie Filip zdjął wreszcie ze mnie sukienkę,
podczas gdy ja stałam na drżących, niepewnych nogach, oparta już całym tułowiem o blat kuchenny.
Miałam
ochotę tam leżeć i nie wstawać.
Później
poszliśmy razem, bardzo mocno objęci, pod prysznic i tam Filip pokazał mi, że
można to zrobić w strugach ciepłej
wody i było chyba jeszcze lepiej.
Chociaż
nie spodziewałam się, żeby to było w ogóle możliwe.
Kiedy
dotarliśmy do łóżka i przespaliśmy się godzinkę, Filip wstał, poszedł do kuchni
i przygotował nam szybką kolację, którą udoskonaliłam, kiedy poszłam tam za nim
i podgrzałam ją na patelni.
Filip
wtedy zrobił nam mleczną kawę.
Potem
zjedliśmy kolację, a potem dopiero
się kochaliśmy.
Nie
wiem, jak on to robił, ale było jeszcze
lepiej.
Mistrz.
Więc
przespaliśmy resztę nocy nie poruszając się, chociaż, jak podejrzewałam, Filip
miałby siłę i ochotę poruszać się nieco więcej.
Nie
ukrywałam, że ja też miałam trochę
więcej siły.
I
ochoty.
Ale
rano szłam do pracy.
Więc
spaliśmy.
A
w pracy od rana było spokojnie.
Oli
wezwał mnie do swojego gabinetu około południa i powiedział mi, że ma kogoś,
kto mógłby mnie zastąpić w pracy od pierwszego stycznia.
Powiedziałam
mu, że się z tego cieszyłam, ale raczej nie wyglądałam, jakbym się cieszyła.
Wiedziałam
to.
Głównie
z tymi odczuciami chodziło mi o to, że to wpływało na przyspieszenie mojej
decyzji o ucieczce.
Nie
przyznawałam się przed sobą, ale jako jedną z wymówek, że nie uciekałam, miałam
to, że nie było nikogo na moje miejsce w pracy.
Teraz
to odpadło.
Być
może na zewnątrz wyglądałam na taką, która tak bardzo lubiła pracę w straży, że
nie chciała odchodzić.
Może
faceci myśleli, że to było coś innego.
Nie
obchodziło mnie to.
Nie
zadzwoniłam do Filipa z nowiną, mówiąc sobie, że powiem mu po powrocie do domu.
Ale
byłam w rozsypce.
Miałam
w głowie całkowity bałagan.
Byłam
rozdarta między dwoma przeciwnościami.
Wiedziałam,
że powinnam uciec, byłam na to przygotowana tak, jak zrobiłam to już wiele
razy, ale nie byłam na to gotowa.
Całą
sobą czułam rozpacz, ból na myśl o tym, że opuszczę to wspaniałe miejsce i tych
cudownych ludzi.
A
zwłaszcza Filipa, którego bardzo, ale to bardzo
nie chciałam stracić.
Kochałam
go, pokochałam tych ludzi, dzieci, więc chciałam z nimi zostać.
Ale
myślałam głównie o tym, że powinnam ich wszystkich chronić przed sobą i przed
zagrożeniem związanym ze znajomością mnie.
Bo
Król w końcu mnie znajdzie.
I
zrani tych, których zdążyłam pokochać.
Znowu.
Pracowałam
cicho, starając się jak najmocniej skupić na wykonywanych zadaniach i nie
zawieść załogi.
Tego
dnia mieliśmy kilka wyjazdów do wypadków, dwa do dogaszania pożaru na spółkę z
inną jednostką, jeden do zatrzaśniętych drzwi, gdzie trzeba było dostać się na
czwarte piętro.
Tak
właściwie dość rutynowe wyjazdy, chociaż dużo pracy.
A
później dużo wypisywania raportów.
Faceci
badawczo mi się przyglądali, czułam to i widziałam, chociaż nie odzywali się na
temat mojego stanu.
Nie
komentowali.
Ciągle
miałam nadzieję, że myśleli po prostu, że byłam smutna z tego powodu, że
odchodzę z pracy.
Kiedy
zbliżała się godzina zakończenia pracy, zadzwonił do mnie Filip.
Spojrzałam
na wyświetlacz, zobaczyłam, że to on, popatrzyłam przelotnie na facetów i
odebrałam.
-
Hej - przywitałam się z nim, przechodząc do pokoju rekreacyjnego.
-
Hej - powiedział cicho i łagodnie - Możesz rozmawiać?
-
Tak - odparłam - Stało się coś?
- Nie - mruknął, a potem wyjaśnił - A właściwie tak. Muszę wyjechać. Nie mogę przyjechać po ciebie po pracy. Powiem Davidowi, żeby cię odwiózł do domu.
-
Och - zdołałam powiedzieć krótko i miałam nadzieję, że nie brzmiało to, jakbym
mówiła z ulgą.
-
Aniu - powiedział tak, jak lubiłam najbardziej, miękko i czule - Wrócę
najszybciej, jak będę mógł.
-
Okej - szepnęłam i po paru sekundach dodałam z wahaniem - To, pa.
-
Aniu - Filip prawie się zaśmiał - Do zobaczenia!
Zaparło
mi oddech w piersi.
Tak
bardzo nie chciałam, nie mogłam teraz
płakać.
-
Tak - szepnęłam ponownie - …racja.
Rozłączył
się, a ja pomyślałam, że wszystko układało się dokładnie tak, jakby Siła Wyższa
kazała mi uciekać natychmiast, jeszcze tego wieczoru.
Wpatrywałam
się w swój telefon jeszcze przez kilka uderzeń serca, a potem wzięłam się w
garść, schowałam go do tylnej kieszeni spodni i wyszłam z pokoju rekreacyjnego
z podniesioną głową, żeby porozmawiać z Davidem.
Zobaczyłam,
że David już rozmawiał z Filipem ze swoim telefonem przy uchu i spojrzał na
mnie uważnie, potakując do niego.
Zgodził
się odwieźć mnie do domu Filipa.
A
potem miałam uciec.
*****
Środek tej samej nocy
Siedziałam
przy krawężniku uliczki Filipa w kupionym przez siebie starym gruchocie, którym
powinnam dokładnie w tej chwili dojeżdżać do miasta North Platte w Nebrasce.
Moim
celem powinien być Dom Spokojnej Starości, gdzie zostałam tego dnia zatrudniona
na czas określony jednego miesiąca przez Internet jako trzydziestoletnia blondynka, Janett Smith,
pielęgniarka, i miałam tam wynajęte jednopokojowe mieszkanie.
A
ja patrzyłam z daleka przez szybę samochodu, zasypywaną dużymi, gęstymi i
mokrymi płatkami śniegu, na drzwi wejściowe do domu Filipa.
Nie
mogłam wyjechać.
Coś
trzymało mnie w tym miejscu.
Okna
domu Filipa były ciemne, chociaż podejrzewałam, że był w domu.
Nie
byłam pewna.
Kiedy
przyjechałam tu godzinę temu, po odwiedzeniu mojej skrytki z pieniędzmi i
dokumentami, po kupieniu samochodu, po zrobieniu nim kilkuset kilometrów w tą i
z powrotem, zaparkowałam w tym miejscu, gdzie stałam i wydawało mi się, że
widziałam błysk światła wewnątrz, ale potem było już tylko ciemno.
Kilka
godzin temu, natychmiast po pracy David przywiózł mnie swoim Grand Cherokee do
domu Filipa i wpuścił za drzwi.
Odjechał
dopiero, kiedy zamknęłam je na klucz.
Przebrałam
się, nastawiłam pranie, spakowałam małą torbę z kilkoma niezbędnymi rzeczami, ale
większość zostawiłam tak, jakbym miała wrócić.
Napisałam
kilka słów na kartce, którą położyłam na blacie kuchennym.
Zmieniłam
Nessie piasek i dałam jej dużą porcję suchej karmy.
Zdecydowałam
się ją zostawić.
Filip
nie byłby sam, miałby towarzystwo, a ona nie miałaby stresu spowodowanego
przeprowadzką.
Byliby
szczęśliwsi.
Tak
sobie wmawiałam, ale chyba w to nie uwierzyłam, bo… tu siedziałam.
Wyszłam
na mróz i na śnieżycę, jaka się rozpętała i cieszyłam się z tego, że nie
zostawały za mną ślady.
Tak
było lepiej.
Zamknęłam
za sobą drzwi na klucz, który automatycznie, bezmyślnie schowałam do torebki.
Pieszo
dotarłam do przystanku autobusowego, ale okazało się, że kursy komunikacji
miejskiej z powodu śnieżycy były nieregularne.
Stałam
na jednym, a potem innych przystankach komunikacji SLC, jadąc długą, krętą
trasą, a czasem idąc przecznice lub dwie.
Trasą,
którą poznałam w ciągu wielu dni planowania ucieczki, błądząc palcem po mapach
w bibliotece i w Internecie.
Trasą,
którą miałam pokonać w miarę szybko, ale zanim dotarłam do swojej skrytki
minęły godziny.
Opróżniłam
skrytkę z pieniędzy, dokumentów i innych rzeczy, a potem znalazłam warsztat i dealera
samochodowego, który miał jeszcze otwarte i sprzedał mi za jedyne kilkaset
dolarów brązowego, zardzewiałego i poobijanego Forda Mustanga, z widniejącym na
dokumentach rokiem produkcji 1969.
Był
starszy ode mnie, ale jeździł.
Kiedy
późnym wieczorem byłam już daleko w górach, na swojej trasie, którą jechałam bijąc
się przez cały czas z myślami za i przeciw ucieczce, dotarło do mnie z pełną
jasnością, że nie mogłam tego zrobić.
Już
zaczęłam tęsknić za Filipem.
Więc
zawróciłam.
Przejechałam
przez SLC, wjechałam w tę małą, boczną uliczkę i w środku nocy zaparkowałam
przy krawężniku.
A
potem siedziałam tak i nie mogłam się zdecydować, czy powinnam wejść z powrotem
do domu Filipa.
Ale
przecież wiedziałam jedno.
Kochałam
Filipa jak nigdy nikogo, bo miłością do mężczyzny,
więc nie do porównania z tą do rodziców i rodzeństwa.
I
nie chciałam go stracić.
Dlatego
wreszcie wysiadłam z tego grata, w którym nie było ogrzewania, więc miałam
zgrabiałe z zimna dłonie i nogi, podeszłam do drzwi wejściowych do domu Filipa
i otworzyłam je z klucza, którego przecież właśnie dlatego nie zostawiłam, kiedy wyjeżdżałam.
Żeby
wrócić.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń