poniedziałek, 11 lipca 2022

3 - Pycha

 

Rozdział 3

Pycha

Alba

 

Jakiś czas później

Ocknęłam się i poczułam ból.

Nie wiedziałam, gdzie byłam, nie pamiętałam, co się stało, ale bolało mnie właściwie wszystko.

Spróbowałam otworzyć oczy, ale nie dałam rady.

Za drugim razem otworzyłam lewe oko, bo prawe było czymś zasłonięte.

Byłam w jakimś słabo oświetlonym pokoju, na łóżku przypominającym szpitalne, a obok mnie stał stojak z kroplówką.

Próbowałam podnieść głowę, ale też nie dałam rady.

Jęknęłam z bólu i chciałam, spróbowałam poruszyć ręką w stronę głowy.

Przypomniałam sobie.

Po wyjściu z pracy byłam bardzo niewyspana, zmęczona, rozkojarzona tym bardziej, że przez cały dzień dręczyło mnie uczucie upokorzenia, wzmagające się na widok Davida.

Oprócz tego dostałam miesiączkę, więc byłam trochę obolała.

Albo trochę bardziej obolała.

Kiedy doszłam prawie do samego mojego Chargera, wyjmowałam kluczyki z torebki i nie patrzyłam na okolicę.

Błąd.

Właśnie wtedy dostałam pierwszy cios.

W plecy.

Zatoczyłam się, ale utrzymałam na nogach, więc próbowałam uciekać.

Do tej pory byłam dumna z tego, jak dobrze potrafiłam uciekać, kryć się, stawać się niewidoczna dla złych ludzi.

Nie tym razem.

Znowu mnie uderzyli.

Upuściłam torbę z ubraniami, torebka, którą zawsze nosiłam przeciągniętą skosem przez ramię, przesunęła mi się bardziej na brzuch, siłą rozpędu upadłam na kolana i dłonie, a potem nadal próbowałam uciekać.

Kopnęli mnie w twarz.

Tak.

Pamiętałam.

Kopnęli mnie w twarz!

To dlatego nie widziałam na prawe oko.

Znowu próbowałam podnieść rękę, ale nie dałam rady.

Była tak strasznie ciężka.

Przekręciłam lekko głowę i zobaczyłam, że miałam wbitą w zgięcie lewego łokcia igłę, z której długa rurka ciągnęła się do kroplówki.

Nigdy w życiu nie byłam ranna, nawet nie bardzo chora, nie byłam w szpitalu, nie miałam podłączonej kroplówki.

Nie wiedziałam, jak to było; co mogłabym czuć.

Nadal chciałam biec, uciekać stąd, a może tylko iść, by uratować Nessie przed śmiercią głodową.

A potem pomyślałam, że mnie złapali.

Nieprzypadkowo.

Bo to oznaczało, że nie byłam taka dobra w uciekaniu, jak myślałam, a Nieznajomy nie żył, albo był bardzo skrzywdzony, poraniony, może uwięziony.

I to była moja wina.

Oznaczało to również, że moje życie dobiegało końca.

Zły wygrał i miałam ostatecznie zranić moich pozostałych bliskich, którzy będą rozpaczali po mojej śmierci.

Nie miałam jak z tym walczyć.

Nie dałabym rady.

Więc położyłam się na poduszce, zamknęłam oczy i poddałam się.

Nie płakałam.

Nie płakałabym nad sobą.

Mój los nie miał być gorszy niż był los tych, których straciłyśmy z moją siostrą wcześniej.

Święta Mario, Matko Boża…

Modlitwa nie chciał płynąć.

Poczułam się taka słaba.

Bardziej wyczułam, niż usłyszałam, że ktoś wszedł do pokoju i podszedł do mojego łóżka.

- Alba - usłyszałam cichy, znajomy głos, po którym poznałam, że mogłam się mylić, bo to nie był nikt od Złego.

Nie jego się spodziewałam.

On?

Pogardzał mną.

Byłam dla niego nic nie wartą dziwką, jaką przecież byłam.

Chociaż tak długo byłam dumna z tego, że potrafiłam dotrzymać moich ślubów życia w czystości.

Wystarczyło, że spojrzał wprost na mnie, dotknął mnie, objął, pocałował, a ja oddałam mu się.

Wiedziałam, że nie mógł pracować dla Złego, bo był dobry.

Czułam to w nim.

Ale nie wiedziałam, dlaczego tam był.

Czemu wrócił?

Otworzyłam jedno oko i spojrzałam w jego stronę.

O, Matko!

Był piękny.

Z tym łagodnym, ciepłym wyrazem twarzy był po prostu piękny.

Pomyślałam o tym, że ten NC martwił się o mnie, więc wrócił i się mną zaopiekował.

Ale nadal nie wiedziałam, co się stało z tamtymi.

Patrzyłam na niego bez słowa.

- Jestem Filip, Filip Lifer  - przedstawił mi się, ale nadal patrzyłam na niego bez słowa.

Nie rozumiałam.

- Pobili cię - wyjaśnił, wreszcie domyślając się, że nie pamiętałam, co się stało - na szczęście nadszedłem, usunąłem ich i zabrałem cię tu. To miejsce mojego znajomego. Nie szpital. Nie znajdą cię tu.

Zdziwiłam się.

Potrójnie.

Po pierwsze, jak to usunął ich.

Umiał to zrobić?

Po drugie, czemu miał takie miejsce, w którym można było się ukryć i wyleczyć jednocześnie.

A poza tym, skąd wiedział, że ja potrzebowałam takiego miejsca.

Zauważył moje zdziwienie.

- Jak zabierałem cię do samochodu, powiedziałaś tylko nie do szpitala - wyjaśnił częściowo, a ja ponownie się zdziwiłam, bo niczego nie pamiętałam - …ale potrzebowałaś leków i pomocy specjalisty.

Poczułam zmęczenie.

Nie byłam w stanie myśleć o tym wszystkim.

Nie teraz.

- Nessie - szepnęłam.

Oczy zaczęły mi się zamykać.

Byłam taka zmęczona.

- Co? - usłyszałam jeszcze.

- Kot… - wymamrotałam, albo tak mi się wydawało.

Nie byłam pewna, czy moje usta opuścił chociażby jeden dźwięk.

Zasnęłam.

*****

Filip

Filip zamarł niepewny, czy dobrze usłyszał.

Miała kota?

Ze skąpych informacji, które miał na jej temat, wynikało, że mieszkała sama w tamtym kompleksie mieszkaniowym, w którym kiedyś mieszkały zarówno Maggie, jak i Sophie, w mieszkaniu po Sophie.

Filip był w tym kompleksie kilka razy przy różnych okazjach.

Raz, kiedy zakładał podsłuch w mieszkaniu Maggie, kiedy miała swoje kłopoty, a potem, kiedy go zdejmował, jak problemy się skończyły i jeszcze kiedyś u Benji’ego.

Musiał to sprawdzić.

Wyszedł z pokoju Alby i porozmawiał z Doktorkiem, znajomym, który był lekarzem w szpitalu wojskowym, ale dorabiał sobie, pomagając w przykrych sytuacjach, jakie czasem zachodziły przy prowadzeniu niezbyt czystych interesów.

Przy okazji opatrywania jej, Doktorek dowiedział się, że dostała okres i powiedział to Filipowi.

To było dobrze, bo Filip był taki zadufany w trafności swojej oceny, że założył, że brała tabletki.

Wziął torebkę Alby, przeszukał ją i znalazł klucz do mieszkania przy okazji znalazł pudełeczko na soczewki kontaktowe, więc wrócił do Doktorka i powiedział mu o tym.

Nie powinna pozostawać zbyt długo w kontaktach, jeśli je miała, zwłaszcza gdy była nieprzytomna.

Doktorek miał się tym zająć.

Potem Filip poszedł do Rubicon’a i pojechał do kompleksu.

Wspominał ten dzień, cały pieprzony dzień, kiedy śledził Albę, więc powinien cholernie wiedzieć lepiej, jaka była.

Kiedy David zadzwonił do niego z prośbą o sprawdzenie Alby, Filip najpierw siedział przy komputerze, z czego niewiele się dowiedział.

Był dumny ze swoich umiejętności wyszukiwania informacji, z tego jak szybko i skutecznie oceniał ludzi.

Nie tym razem.

Zawiódł, wściekł się, a później jeździł za nią przez cały pieprzony dzień, żeby dowiedzieć się o niej więcej.

Obserwował jej proste życie.

Widział, jak robiła cholerne codzienne zakupy i przy tym skromnie uśmiechała się do ludzi, uprzejmie odnosiła się do każdego, a nawet pomagała matce przy pieprzonych problemach z niesfornym dzieciakiem.

Bez zdenerwowania, łagodnie, uspokoiła kilkulatka, który wymyślił sobie coś, czego matka nie chciała lub nie mogła mu kupić.

Alba powiedziała tylko kilka słów, uśmiechnęła się i już.

To wystarczyło, żeby gnojek się uspokoił.

Potem w pieprzonej bibliotece spędziła samotnie mnóstwo cholernego czasu między półkami, z nieprzytomnym wzrokiem, jak narkoman na głodzie, który dostał możliwość zaaplikowania sobie dawki najlepszego koksu.

Kurwa.

Filip dopiero po zajściu przy remizie zaczął to widzieć i rozumieć to, jaka Alba była słodka, ciepła, przyjazna i pogodna.

Zero fałszu.

I to go dodatkowo pieprzyło.

Myślał o tym, że był za bardzo zadufany w swojej wiedzy o ludziach, a zwłaszcza o kobietach.

Właśnie przekonał się, jak bardzo się mylił.

Jego pycha i pochopne ocenianie ludzi nieomalże doprowadziły do śmierci kobiety, która mu zaufała, lgnęła do niego.

Być może najlepszej, jaka kiedykolwiek stanęła na jego drodze.

Która sama i chętnie oddała mu swoje dziewictwo.

Była tak niespodziewanie czysta.

Do śmierci kobiety, o którą martwił się kumpel Filipa.

David by mu nie darował.

Ba, Filip sam sobie nie mógł darować, że coś jej się stało tego samego dnia, kiedy potraktował ją jak kutas.

Bo to właśnie zrobił.

Był dupkiem.

Palantem.

Kiedy dotarł na miejsce, do kompleksu, było już całkiem ciemno.

Zaparkował na cholernym parkingu dla mieszkańców, wysiadł i, dyskretnie się rozglądając, wszedł na górę, na galerię.

Był tam Benji, którego Filip znał ze zdjęć, filmów z kamerek, które ten dziennikarz założył, by obserwować Evę i z tego, że pomagał Maggie.

Zatrzymał się i pogadał z nim przez chwilę, nie wtajemniczając pieprzonego faceta w tajniki swojego najnowszego problemu.

Tamten i tak był zbyt bystry i za dobrze poinformowany.

Kiedy Benji wszedł do swojego mieszkania, Filip podszedł do drzwi Alby, wyjął klucz i otworzył drzwi.

Robiąc to, automatycznie spojrzał na futrynę.

O, kurwa.

Zuch dziewczyna.

Filip uśmiechnął się lekko do siebie, a potem schylił się i podniósł z progu pieprzoną wykałaczkę, która była nieznacznie oparta o drzwi w rogu futryny.

Alba wiedziała, jak upewnić się, że nikt nie wchodził do mieszkania pod jej nieobecność.

Proste, a skuteczne.

Filip nie wiedział dlaczego, ale poczuł się dumny z kobiety, która jeszcze dzień wcześniej tylko go wkurwiała na maksa.

Niezależnie od małego zabezpieczenia, które założyła sobie Alba, Filip wszedł do mieszkania nieomalże bezszelestnie, jednocześnie nasłuchując i przyzwyczajając oczy do półmroku.

Potem zamknął drzwi na klucz.

Pomieszczenie oświetlały tylko słabe lampy, które paliły się na wąskiej alejce za kompleksem.

Filip zawahał się, ale uznał, że tamci, którzy napadli Albę, nie znali jej adresu zamieszkania, a być może również nie wiedzieli, gdzie ona pracowała.

Prawdopodobnie trafili do jej samochodu po tym cholernym nadajniku, który udawał pieprzony pendrive.

Więc zapalił lampkę stojącą przy kanapie i rozejrzał się po mieszkaniu.

Nie było tam wiele mebli.

Nie miała stolików do kawy ani foteli.

Jedyna komoda na niskich nóżkach wyglądała na nie używaną, a jej dolna szuflada była uchylona.

I pusta.

Filip przeszedł do kuchni, znalazł tam i podniósł pieprzoną kocią miskę z podłogi, a potem otworzył lodówkę w poszukiwaniu kociego żarcia.

Nie było żadnego.

Kurwa.

Zaczął przeszukiwać cholerne szafki wiszące nad zlewem i wreszcie znalazł jedną, ostatnią, pieprzoną puszkę.

Będzie musiał jakąś kupić.

Wyjął ją, odwrócił się niezdecydowany i zawołał cicho - Kici, kici, kici - otworzył szufladę przy kuchence, pewien, że tam znajdzie łyżkę.

Były.

- Nessie - zawołał ponownie, otwierając puszkę - Kici, kici.

I wtedy ją zobaczył.

Wychyliła niepewnie zza rogu wyspy kuchennej swój łaciaty, czarno biały łepek, ale nadstawiała uszy i patrzyła na jego ręce.

Była głodna.

Filip nałożył łyżką trochę pieprzonego żarcia, postawił cholerną miskę na podłodze i odsunął się.

Kiedy stał tuż za wejściem do kuchni, zobaczył, że kot podszedł nieufnie do miski i powąchał jedzenie.

Filip westchnął, myśląc, że ten kot, podobnie jak Alba i on, nie miał zaufania do obcych.

Nie dziwił mu się.

Zostawił stworzenie i poszedł w stronę drzwi, które, jak wiedział z rozkładu dawnego mieszkania Maggie, prowadziły do sypialni i łazienki.

Filip zobaczył, że Alba miała spakowaną torbę, która stała naszykowana przy drzwiach, więc pomyślał, że chciała uciekać.

Kurwa!

Musiał koniecznie dowiedzieć się przed czym uciekała.

Wszedł do łazienki i smród dochodzący z pudełka, które stało na podłodze, poinformował go o konieczności wymiany piasku.

Na szczęście, Alba miała tam wszystko naszykowane, więc po prostu wyrzucił brudny piasek w torebce foliowej do kosza, a do pudełka nasypał czysty, który był w innej foliówce.

Kiedy tak cicho chodził po mieszkaniu między łazienką a kuchnią, przeszukując bezskutecznie nieliczne rzeczy Alby, czytając tytuły książek, leżących na blacie kuchennym i na podłodze przy łóżku, kot przestał przed nim uciekać i chować się.

Zjadł swoją karmę, usiadł na podłodze przy szafce kuchennej tak, by go widzieć i wylizywał sobie łapkę.

Filip nic nie znalazł.

Więc kot był jedyną osobistą rzeczą, która cokolwiek mówiła o Albie.

I te książki.

Filip przez sekundę zastanowił się, co powinien zrobić, ale Alba spała jeszcze pod wpływem leków na łóżku szpitalnym u Doktorka, więc nie mógł zabrać jej kota ze sobą.

Złapał więc tylko torbę z jej rzeczami w dłoń, zgasił światło i wyszedł z mieszkania, zamykając za sobą drzwi na klucz.

Uśmiechając się lekko, postawił wykałaczkę opartą o futrynę tak, jak stała wcześniej.

I poszedł na parking.

*****

Alba

Dwie doby później

Kiedy ocknęłam się po raz kolejny, leżałam już w zwykłym łóżku, w cudzej sypialni, a okna były zasłonięte ciemnymi roletami.

Nie pamiętałam, jak tu trafiłam.

Nessie leżała na kołdrze obok mnie i spała, jakby była dobrze zadomowiona w tym nowym miejscu.

Pamiętałam, że od czasu pobicia budziłam się kilka razy, było to w tamtym szpitalnym łóżku i zawsze ktoś był koło mnie, ale były to różne osoby.

Zmieniali mi opatrunki, smarowali maściami, pomagali mi się myć i załatwiać, a także podawali mi leki.

Filipa widziałam tam tylko raz.

Pamiętałam jego czułe spojrzenie i troskę.

O, Matko!

Powoli docierało do mnie, jak bardzo zgrzeszyłam pychą, sądząc, że poradziłabym sobie sama.

Powinnam była już dawno powiedzieć Davidowi, co mi groziło.

Był o wiele mądrzejszy ode mnie, bardziej doświadczony i wiedziałby, co powinnam dalej zrobić.

Albo powinnam była dawno temu uciekać tak, jak uciekałam przez lata.

Jak mi kazał Nieznajomy.

Też był mądrzejszy ode mnie.

Dręczyło mnie to, co mogło go spotkać, bo wiedziałam, że był za dobry i nie skazałby mnie, nie naraził na to, co chciał ze mną zrobić Zły, który uważał się za Króla Przestępców.

Nie poruszałam się.

Wiedziałam, że nadgarstki miałam owinięte bandażami, bo posmarowali mi je ponownie maścią na stłuczenia, ale nie były pęknięte.

Wiedziałam, że nie miałam opatrunku na twarzy, ale miałam nałożoną tam maść, bo była spuchnięta.

Nie byłam podłączona do kroplówki, ale ostatnie leki dostałam już w formie tabletek, które połknęłam bez pytania o to, czym były.

Leżałam i myślałam o tym, że byłam egocentryczką, myślącą wyłącznie o sobie, podczas, kiedy ludzie dookoła mnie cierpieli lub mieli swoje problemy.

David miał syna.

Nigdy nie zapytałam go, czy mogłabym mu pomóc.

Inni mężczyźni w pracy też mieli swoje kłopoty, codzienne sprawy, w których nie mogłam pomóc, ale mogłam ich przynajmniej wysłuchać.

Nigdy nie zapytałam.

Skupiałam się tylko na sobie.

Egoistka.

Kiedy tak myślałam, drzwi do sypialni otworzyły się i wszedł Filip.

Starał się być cicho, jakby sądził, że śpię i nie chciał mnie obudzić.

Był taki delikatny, troskliwy, czuły.

Całkiem inny, niż sądziłam na początku.

Zobaczyłam, że niósł w rękach tacę, na której stał parujący kubek i talerz z jedzeniem.

Poczułam głód.

Wcześniej o tym nie myślałam, ale teraz, kiedy zobaczyłam przenośny stolik, na jaki wyglądała ta taca, poczułam, że jestem bardzo głodna.

Zaczęłam się podnosić, ale poczułam ból ramion, barków i nadgarstków, więc stęknęłam cicho.

- Nie - powiedział Filip szybko, zrobił jeszcze dwa kroki i odstawił tacę na stolik nocny po prawej stronie łóżka.

Zamarłam w bezruchu.

- Pomogę ci - powiedział i przyklęknął przy mnie na łóżku.

Pochylił się w moją stronę i objął mnie pod pachami.

Przytulił mnie do siebie tak, że moja twarz była oparta o jego ramię, a jego ramiona obejmowały moje żebra.

O, Matko Jedyna!

Jakie to było miłe.

Podtrzymał mnie delikatnie jedną ręką tak, że opierałam się o niego, a drugą, poczułam to, poprawiał za mną poduszki.

Zamknęłam oczy i chłonęłam jego bliskość, chociaż nie powinnam.

A potem równie delikatnie ułożył mnie z powrotem, ale już w pozycji półsiedzącej.

- Hej - powiedziałam cicho, kiedy już widziałam jego piwne oczy.

O, Matko, jakie piękne!

- Hej - odpowiedział, patrząc na mnie z bliska.

Prawie siedziałam, oparta o wysoko ułożone, liczne poduszki i patrzyłam, jak wychylił się na bok po tacę, by postawić ją na moich wyprostowanych kolanach.

- Głodna? - zapytał.

Skinęłam głową.

Siedział bardzo blisko mnie.

Nie wiedziałam, co miałam o tym sądzić.

Bez wątpienia żałował mnie.

Być może miał wyrzuty sumienia, że coś takiego mnie spotkało.

Ale reszta?

Był bardzo delikatny i niezwykle czuły, a to absolutnie nie pasowało do NC, jakim był, a tym bardziej do NF.

Nawet, jeśli pomyliłam się po tym względem, nadal wiedziałam, że mną pogardzał i uważał mnie za dziwkę.

Ale mi pomagał.

Był dobry.

Tak, jak to czułam wcześniej.

Przyszykował jajecznicę, którą usmażył dla mnie z pomidorem, ale bez chleba, bo miałam bardzo mocno spuchniętą wargę i policzek.

Wiedziałam to.

Nie obejrzałam tego, bo nie byłam zainteresowana.

Nawet, jak wreszcie mogłam pomalutku i ostrożnie pójść do łazienki oparta na kobiecie, która mnie pielęgnowała, nie spojrzałam w lustro.

Ale czułam to.

Bolało mnie nawet szersze otwarcie ust, a próba ugryzienia czegokolwiek była prawie męką.

Poprzedniego dnia dostałam od kobiety, która mnie karmiła, gęstą zupę, którą piłam z łyżki bokiem ust.

Karmiła mnie łyżką bardzo cierpliwie, powoli, pytając ciągle czy nie było zbyt gorące, więc wiedziałam, że wyglądało to źle.

Dziękowałam jej cicho i delikatnie uśmiechałam się zapewniająco, ale wciąż wydawała się być zatroskana.

Prawą rękę miałam całą potłuczoną, chociaż podobno nie złamaną, więc mogłam nią poruszać, ale w ograniczonym stopniu.

Miałam poobijane, prawdopodobnie sine barki, stłuczone po przywróceniu się nadgarstki obu rąk, które smarowali mi jakąś śmierdzącą maścią i owijali bandażami i nie wiedziałam, jak wyglądały moje plecy.

Ale czułam to.

I najwyraźniej dlatego NC uznał, że nie mogłam sama jeść.

Siedząc nadal naprzeciwko mnie na brzegu łóżka, Filip nabrał trochę jajecznicy na łyżkę i przysunął ją w stronę moich ust.

Zawahałam się tylko przez sekundę, zanim otworzyłam usta i pozwoliłam mu wsunąć ją do środka.

Zawstydziłam się.

A jednocześnie poczułam jakiś dziwny rodzaj ekscytacji.

Zdenerwowanie.

Filip popatrzył na moje usta i oczy zrobiły mu się takie jakieś dziwne.

Jakby ciemniejsze.

Moje policzki się rozgrzały, ale nie wiedziałam dlaczego.

Zarumieniałam się?

Zaczęłam myśleć.

To było tak, jak wtedy, kiedy trzymał mnie w objęciach, a to skończyło się pocałunkiem, a potem się kochaliśmy.

Kochaliśmy się.

Właśnie wtedy sobie to uświadomiłam.

Moje ciało zareagowało na jego bliskość i na jego spojrzenie tak, jak wtedy, kiedy się kochaliśmy.

Więc to było to.

Podniecenie.

Przełykałam małe porcje jajecznicy, która była miękka, puszysta i pyszna, a którą Filip podawał mi do ust łyżką i myślałam o tym, że czułam podniecenie, kiedy Filip był blisko mnie, kiedy na mnie patrzył.

O, Matko Jedyna!

Pragnęłam go.

Pożądałam.

Nigdy nie pożądałam nikogo.

Nagle ze zdwojoną siłą pożałowałam tego, że moja siostra była tak daleko ode mnie, a ja nawet nie mogłam do niej zadzwonić.

Tak bardzo potrzebowałam z kimś o tym porozmawiać.

Poradzić się.

Byłam rozdarta wewnętrznie, bo z jednej strony pragnęłam kochać tego Niegrzecznego Chłopca, kochać się z nim, a z drugiej strony byłam dumna z tego, że złożyłam śluby czystości, nawet jeśli tylko przed sobą samą.

Tak długo czułam się lepsza od innych, bo zachowywałam czystość.

O, Matko Jedyna!

Dotarło do mnie.

Właśnie tak ponownie zgrzeszyłam pychą.

Nie byłam lepsza od innych.

Byłam dziwką.

*****

Filip

Filip karmił Albę jajecznicą i czuł, jak jego kutas twardniał coraz bardziej.

Po chwili zaczął go boleć.

Kurwa, ale to było trudne.

Już wcześniej sama myśl o obecności Alby w jego łóżku była trudna do zniesienia, zważywszy, że on musiał spać w sąsiednim pokoju na swojej pieprzonej kanapie.

Nie miał drugiej sypialni.

Kiedy przyniósł ja nieprzytomną w swoich ramionach ze swojego samochodu do domu, myślał, że to było najlepsze rozwiązanie.

Zaopiekuje się nią.

Ale była tak ranna i poobijana, że nie było nawet cholernej mowy, żeby mógł się z nią położyć.

Żeby chociażby spać obok niej w jego łóżku, ale pod drugą kołdrą.

Chociaż to mogłoby być jeszcze trudniejsze, niż spanie w drugim pokoju na kanapie, bo pragnął jej tak, jak nigdy żadnej kobiety.

Początkowo sobie zaprzeczał, ale dotarło to do niego.

Pamiętał każdy dotyk, każdy jej szept, westchnienie, zapach.

Wszystko.

I chciał więcej, o wiele więcej.

Pożądał jej.

Musiał pomyśleć o czymś innym.

Skupił więc myśli na wspomnieniach swojej pieprzonej rozmowy z Doktorkiem dwa dni wcześniej.

- Tomografia nie wykazała żadnego złamania, nawet pęknięcia kości, ani krwotoku wewnętrznego - mówił lekarz, któremu Filip zapłacił fortunę, kiedy w końcu mógł zabrać Albę do swojego domu - Podaję jej leki, dzięki którym śpi i utrzymamy ten stan przez dobę.

- Czemu? - spytał Filip, bo chciał zapytać Albę o parę rzeczy.

- Nie wiemy, jakie skutki miał cios w głowę - wyjaśnił Doktorek - Mogło to spowodować wstrząśnienie mózgu, albo jakiś krwiak, którego na razie nie widać. Obserwujemy ją i więcej się dowiemy, jak ją wybudzimy za kilkanaście godzin.

Właśnie dlatego Filip wtedy szybko podziękował mu i wyszedł, żeby pojechać do mieszkania Alby.

- Zdjęliśmy jej szkła kontaktowe, kiedy przez chwilę była przytomna i powiedziała, że jest krótkowidzem - powiedział jeszcze Doktorek, więc Filip szukał u niej kontaktów lub okularów.

Dopiero później, kiedy nie znalazł nic w jej mieszkaniu, pomyślał, że mogła je mieć w tej torbie, którą zabrał wcześniej.

W jej mieszkaniu nakarmił również kota, a potem postanowił, że zabierze go do siebie, żeby nie jeździć w tę i z powrotem.

Z książkami, z kotem i jego rzeczami pojechał do swojego domu, u siebie wykąpał się i przebrał, a dopiero po tym wszystkim zadzwonił do Davida i umówił się z nim w kryjówce.

Nie chciał narażać rodziny Davida na pieprzone niebezpieczeństwo, nawet jeśli podejrzewał, że nie miał cholernego ogona i nikt nie mógł powiązać z Albą ani jego ani Davida.

Alba była ostrożna.

Bardzo ostrożna.

Nie zostawiła żadnych tropów.

Nigdzie.

Filip nie mógł zrozumieć, dlaczego znaleźli jej Charger’a, ale podejrzewał, że to chodziło wyłącznie o samochód, więc zapłacił Czyścicielowi za sprzątnięcie śmieci i ich samochodu.

A potem sam zabrał się za sprzątnięcie samochodu Alby.

Najpierw jednak pojechał tam i go opróżnił.

Właściwie nie miał z czego, bo sama go wcześniej wysprzątała.

Umiała zadbać o nie pozostawianie śladów.

Pamiętał, że jej pierwszą myślą był ten „pendrive”, więc to było coś, co ona sama podejrzewała.

Musiała mieć to od niedawna.

Jej schowek był prawie pusty.

Być może dostała to wszystko tamtego poranka.

Taki hotel na godziny pasował do tego, bo wielu ludzi, jak Filip tamtego ranka, myślało stereotypami.

A hotel mógł być dogodnym punktem, w którym przekazywano jakieś tajne informacje.

Pytanie brzmiało, od kogo mogłaby to dostać, ale tego mógł się dowiedzieć dopiero wtedy, kiedy Alba by się obudziła.

Rozmowa z Davidem nie była miła.

Kiedy Filip poinformował go o pobiciu Alby, David spojrzał na niego tak, że było oczywiste, kogo o to oskarża.

Nie musiał nic mówić.

A Filip też sam się oskarżał, więc to poczuł.

- Śledziłem ją dzień wcześniej - Filip przyznał niechętnie - Nie znalazłem niczego na jej temat, więc chciałem się dowiedzieć…

- Jak to niczego? - zapytał David napiętym głosem.

Znali się tak cholernie dawno, że Filip wiedział, że pieprzenie wygadał Davidowi więcej, niż by chciał.

- Jej życie zaczęło się pieprzone sześć lat temu - przyznał kumplowi.

- Kurwa - warknął David - Czemu nic nie powiedziałeś?

- Chciałem się dowiedzieć - powtórzył Filip.

David milczał przez chwilę, a potem odpuścił i wrócił do ostatnich wydarzeń.

- Gdzie ją dopadli? - spytał o ważne, o co Filip też by zapytał.

- Zostawiła samochód w cholernym zaułku oddalonym nieco od remizy - wyjaśnił Filip - Nie na waszym pieprzonym parkingu. Poszedłem za nią, ale czekałem, aż wyjdziesz, więc się spóźniłem.

Zobaczył, jak Davidowi drga mięsień w szczęce na popieprzoną wiadomość, że kumpel go obserwował i nie dał się zauważyć.

- Kiedy tam dotarłem, już jej wpieprzyli - zakończył - Zabrałem ją do Doktorka, a do tamtych wezwałem Czyściciela.

Dla Davida z tego wszystko pozostałe było cholernie jasne.

- W jakim jest stanie? - spytał.

- Doktorek teraz trzyma ją dobę na lekach nasennych, przeciwbólowych i gównie… - mruknął Filip, brzmiąc na sfrustrowanego i wiedział o tym, bo tak się czuł - Zrobi jej pieprzoną tomografię, potem ją wybudzi i zobaczy.

- Potem zamieszka u nas - powiedział stanowczo David.

- Ona zostanie ze mną - stwierdził Filip.

- Maggie się nią zajmie - dodał David.

- Ona… zostanie… ze mną - powtórzył Filip z naciskiem, a David cholernie zagapił się na niego.

- Stary… - zaczął David, ale Filip spojrzał na niego tak, że kumpel zamilkł.

- Co ty do niej masz? - mruknął David niedowierzająco.

Filip patrzył na niego i nic nie mówił.

Davidowi to wystarczyło.

Wyprostował się, zacisnął zęby, a potem pokręcił głową.

- Nie możesz… - zaczął, ale Filip mu przerwał.

- Ona zostanie ze mną - podsumował, znowu się cholernie powtarzając.

- Stary… - powiedział cicho David ponownie z pewnym niedowierzaniem w głosie - Pieprzyłeś ją?

Filip był pewien, że od tego momentu jego pieprzona mina powiedziała Davidowi wszystko, bo gdyby mógł, to by się w cholerę zaczerwienił.

To  nie był jego powód do dumy, ale z drugiej strony, większość rzeczy, które zrobił Filip w swoim życiu nie było.

- David… - przyznał w końcu ze skruchą - Ona… była dziewicą.

- O, kurwa - mruknął David w szoku.

Filip zwiesił głowę.

David wiedział jak cenne było dla Filipa to, że kobieta, z którą był, była czysta, nie należała wcześniej do nikogo.

Nadal nie było dla Davida cholernie jasne, czemu po tym Filip ją wypieprzył, zostawił samą i dali jej wpierdol.

- Byłeś dla niej kutasem? - zapytał David, a Filip szarpnął głową do góry, żeby spojrzeć na kumpla.

David był od niego starszy o kilka lat i miał więcej cholernego doświadczenia z różnymi pieprzonymi ludźmi.

Nawet jeśli Filip miał więcej innego typu doświadczenia, nadal David mógł mu doradzić w kwestii dogadywania się z kobietami.

Ale w tym momencie Filip nie był w cholernym nastroju do roztrząsania tego, co popieprzonego zrobił Albie.

 - Byłeś - podsumował David, patrząc na niego twardo.

Filip odwrócił głowę.

- Teraz to nie jest ważne - mruknął do podłogi - Musisz powiadomić waszego kapitana, że ona nie wróci do pracy przez kilka tygodni, a ja muszę znaleźć sposób na wydobycie informacji, kto i dlaczego ją tak urządził.

- Dobra - mruknął David, a potem niespodziewanie pokręcił głową i roześmiał się cicho.

Filip spojrzał na niego ze zdumieniem.

- Dopadło cię, stary - powiedział ze śmiechem w głosie - Musiało cię w końcu dopaść.

Filip zacisnął zęby.

Za cholerę nie chciał o tym mówić.

Nie teraz, a może, do kurwy nędzy, nigdy.

Alba była czysta, słodka, miła i Filip zaczął myśleć, że nie zasługiwał na to, żeby ją mieć.

Być może miał tylko pomóc jej w jej problemach, a potem powinien pozwolić jej żyć czystym, nie skażonym brudem życiem.

Życie Filipa tonęło w gównie tak długo, że nigdy by się z tego nie otrząsnął.

Więc siedział naprzeciwko niej, karmił ją, podając do ust łyżką jajecznicę, którą dla niej zrobił i nie wiedział, o czym mogliby porozmawiać, skoro jeszcze nie chciał jej wypytywać.

- Dziękuję - wyszeptała w końcu, a on opuścił rękę z łyżką.

- Kawy? - spytał, sięgając po kubek.

- Mogę spróbować sama? - spytała go cicho, z wyraźnym trudem starając się mówić w miarę wyraźnie.

- Zaboli cię - zatroszczył się.

- Dam radę - zapewniła go.

Podał jej kubek do ręki, stawiając go nisko na kołdrze na jej brzuchu, ale zauważył, że się skrzywiła.

Na brzuchu też miała siniaki.

Widział te zasinienia na jej ciele i to go też pieprzyło.

Kiedy zobaczył je po raz pierwszy, bo wszedł do pokoju, kiedy pielęgniarka naciągała na nią czystą koszulę, odwrócił się i wyszedł, zanim Alba go zauważyła.

Miał ochotę coś stłuc, wpierdolić komuś, wybić z czegoś gówno, albo przynajmniej kląć na głos.

Jej miękkie, delikatne ciało było pokryte sinymi plamami, które cholernie bolały nawet, jak się na nie patrzyło.

- Musimy porozmawiać - mruknął cicho i zobaczył, jak jej twarz natychmiast stała się ostrożnie pusta.

Rozumiał to, ale musieli porozmawiać.

Musiał wiedzieć.


 

1 komentarz: