Rozdział 3
Alba
Jakiś czas później
Ocknęłam
się i poczułam ból.
Nie
wiedziałam, gdzie byłam, nie pamiętałam, co się stało, ale bolało mnie
właściwie wszystko.
Spróbowałam
otworzyć oczy, ale nie dałam rady.
Za
drugim razem otworzyłam lewe oko, bo prawe było czymś zasłonięte.
Byłam
w jakimś słabo oświetlonym pokoju, na łóżku przypominającym szpitalne, a obok
mnie stał stojak z kroplówką.
Próbowałam
podnieść głowę, ale też nie dałam rady.
Jęknęłam
z bólu i chciałam, spróbowałam poruszyć
ręką w stronę głowy.
Przypomniałam
sobie.
Po
wyjściu z pracy byłam bardzo niewyspana, zmęczona, rozkojarzona tym bardziej,
że przez cały dzień dręczyło mnie uczucie upokorzenia, wzmagające się na widok
Davida.
Oprócz
tego dostałam miesiączkę, więc byłam trochę obolała.
Albo
trochę bardziej obolała.
Kiedy
doszłam prawie do samego mojego Chargera, wyjmowałam kluczyki z torebki i nie
patrzyłam na okolicę.
Błąd.
Właśnie
wtedy dostałam pierwszy cios.
W
plecy.
Zatoczyłam
się, ale utrzymałam na nogach, więc próbowałam uciekać.
Do
tej pory byłam dumna z tego, jak dobrze potrafiłam uciekać, kryć się, stawać
się niewidoczna dla złych ludzi.
Nie
tym razem.
Znowu
mnie uderzyli.
Upuściłam
torbę z ubraniami, torebka, którą zawsze nosiłam przeciągniętą skosem przez
ramię, przesunęła mi się bardziej na brzuch, siłą rozpędu upadłam na kolana i
dłonie, a potem nadal próbowałam uciekać.
Kopnęli
mnie w twarz.
Tak.
Pamiętałam.
Kopnęli mnie w
twarz!
To
dlatego nie widziałam na prawe oko.
Znowu
próbowałam podnieść rękę, ale nie dałam rady.
Była
tak strasznie ciężka.
Przekręciłam
lekko głowę i zobaczyłam, że miałam wbitą w zgięcie lewego łokcia igłę, z
której długa rurka ciągnęła się do kroplówki.
Nigdy
w życiu nie byłam ranna, nawet nie bardzo chora, nie byłam w szpitalu, nie
miałam podłączonej kroplówki.
Nie
wiedziałam, jak to było; co mogłabym czuć.
Nadal
chciałam biec, uciekać stąd, a może tylko iść, by uratować Nessie przed
śmiercią głodową.
A
potem pomyślałam, że mnie złapali.
Nieprzypadkowo.
Bo
to oznaczało, że nie byłam taka dobra w uciekaniu, jak myślałam, a Nieznajomy
nie żył, albo był bardzo skrzywdzony, poraniony, może uwięziony.
I
to była moja wina.
Oznaczało
to również, że moje życie dobiegało końca.
Zły
wygrał i miałam ostatecznie zranić moich pozostałych bliskich, którzy będą
rozpaczali po mojej śmierci.
Nie
miałam jak z tym walczyć.
Nie
dałabym rady.
Więc
położyłam się na poduszce, zamknęłam oczy i poddałam się.
Nie
płakałam.
Nie
płakałabym nad sobą.
Mój
los nie miał być gorszy niż był los tych, których straciłyśmy z moją siostrą
wcześniej.
Święta Mario,
Matko Boża…
Modlitwa
nie chciał płynąć.
Poczułam
się taka słaba.
Bardziej
wyczułam, niż usłyszałam, że ktoś wszedł do pokoju i podszedł do mojego łóżka.
-
Alba - usłyszałam cichy, znajomy głos, po którym poznałam, że mogłam się mylić,
bo to nie był nikt od Złego.
Nie
jego się spodziewałam.
On?
Pogardzał
mną.
Byłam
dla niego nic nie wartą dziwką, jaką przecież byłam.
Chociaż
tak długo byłam dumna z tego, że potrafiłam dotrzymać moich ślubów życia w
czystości.
Wystarczyło,
że spojrzał wprost na mnie, dotknął mnie, objął, pocałował, a ja oddałam mu
się.
Wiedziałam,
że nie mógł pracować dla Złego, bo był dobry.
Czułam
to w nim.
Ale
nie wiedziałam, dlaczego tam był.
Czemu wrócił?
Otworzyłam
jedno oko i spojrzałam w jego stronę.
O, Matko!
Był
piękny.
Z
tym łagodnym, ciepłym wyrazem twarzy był po prostu piękny.
Pomyślałam
o tym, że ten NC martwił się o mnie, więc wrócił i się mną zaopiekował.
Ale
nadal nie wiedziałam, co się stało z tamtymi.
Patrzyłam
na niego bez słowa.
-
Jestem Filip, Filip Lifer - przedstawił
mi się, ale nadal patrzyłam na niego bez słowa.
Nie
rozumiałam.
-
Pobili cię - wyjaśnił, wreszcie domyślając się, że nie pamiętałam, co się stało
- na szczęście nadszedłem, usunąłem ich i zabrałem cię tu. To miejsce mojego
znajomego. Nie szpital. Nie znajdą cię tu.
Zdziwiłam
się.
Potrójnie.
Po
pierwsze, jak to usunął ich.
Umiał to zrobić?
Po
drugie, czemu miał takie miejsce, w
którym można było się ukryć i wyleczyć jednocześnie.
A
poza tym, skąd wiedział, że ja
potrzebowałam takiego miejsca.
Zauważył
moje zdziwienie.
-
Jak zabierałem cię do samochodu, powiedziałaś tylko nie do szpitala - wyjaśnił częściowo, a ja ponownie się
zdziwiłam, bo niczego nie pamiętałam - …ale potrzebowałaś leków i pomocy
specjalisty.
Poczułam
zmęczenie.
Nie
byłam w stanie myśleć o tym wszystkim.
Nie
teraz.
-
Nessie - szepnęłam.
Oczy
zaczęły mi się zamykać.
Byłam
taka zmęczona.
-
Co? - usłyszałam jeszcze.
-
Kot… - wymamrotałam, albo tak mi się wydawało.
Nie
byłam pewna, czy moje usta opuścił chociażby jeden dźwięk.
Zasnęłam.
*****
Filip
Filip
zamarł niepewny, czy dobrze usłyszał.
Miała kota?
Ze
skąpych informacji, które miał na jej temat, wynikało, że mieszkała sama w
tamtym kompleksie mieszkaniowym, w którym kiedyś mieszkały zarówno Maggie, jak
i Sophie, w mieszkaniu po Sophie.
Filip
był w tym kompleksie kilka razy przy różnych okazjach.
Raz,
kiedy zakładał podsłuch w mieszkaniu Maggie, kiedy miała swoje kłopoty, a
potem, kiedy go zdejmował, jak problemy się skończyły i jeszcze kiedyś u
Benji’ego.
Musiał
to sprawdzić.
Wyszedł
z pokoju Alby i porozmawiał z Doktorkiem, znajomym, który był lekarzem w
szpitalu wojskowym, ale dorabiał sobie, pomagając w przykrych sytuacjach, jakie
czasem zachodziły przy prowadzeniu niezbyt czystych interesów.
Przy
okazji opatrywania jej, Doktorek dowiedział się, że dostała okres i powiedział
to Filipowi.
To
było dobrze, bo Filip był taki zadufany w trafności swojej oceny, że założył,
że brała tabletki.
Wziął
torebkę Alby, przeszukał ją i znalazł klucz do mieszkania przy okazji znalazł
pudełeczko na soczewki kontaktowe, więc wrócił do Doktorka i powiedział mu o
tym.
Nie
powinna pozostawać zbyt długo w kontaktach, jeśli je miała, zwłaszcza gdy była nieprzytomna.
Doktorek
miał się tym zająć.
Potem
Filip poszedł do Rubicon’a i pojechał do kompleksu.
Wspominał
ten dzień, cały pieprzony dzień, kiedy
śledził Albę, więc powinien cholernie wiedzieć lepiej, jaka była.
Kiedy
David zadzwonił do niego z prośbą o sprawdzenie Alby, Filip najpierw siedział
przy komputerze, z czego niewiele się dowiedział.
Był
dumny ze swoich umiejętności wyszukiwania informacji, z tego jak szybko i
skutecznie oceniał ludzi.
Nie
tym razem.
Zawiódł,
wściekł się, a później jeździł za nią przez cały pieprzony dzień, żeby
dowiedzieć się o niej więcej.
Obserwował
jej proste życie.
Widział,
jak robiła cholerne codzienne zakupy i przy tym skromnie uśmiechała się do
ludzi, uprzejmie odnosiła się do każdego, a nawet pomagała matce przy pieprzonych
problemach z niesfornym dzieciakiem.
Bez
zdenerwowania, łagodnie, uspokoiła kilkulatka, który wymyślił sobie coś, czego
matka nie chciała lub nie mogła mu kupić.
Alba
powiedziała tylko kilka słów, uśmiechnęła się i już.
To
wystarczyło, żeby gnojek się uspokoił.
Potem
w pieprzonej bibliotece spędziła samotnie mnóstwo cholernego czasu między
półkami, z nieprzytomnym wzrokiem, jak narkoman na głodzie, który dostał
możliwość zaaplikowania sobie dawki najlepszego koksu.
Kurwa.
Filip
dopiero po zajściu przy remizie zaczął to widzieć i rozumieć to, jaka Alba była
słodka, ciepła, przyjazna i pogodna.
Zero
fałszu.
I
to go dodatkowo pieprzyło.
Myślał
o tym, że był za bardzo zadufany w swojej wiedzy o ludziach, a zwłaszcza o
kobietach.
Właśnie
przekonał się, jak bardzo się mylił.
Jego
pycha i pochopne ocenianie ludzi nieomalże doprowadziły do śmierci kobiety,
która mu zaufała, lgnęła do niego.
Być
może najlepszej, jaka kiedykolwiek stanęła na jego drodze.
Która
sama i chętnie oddała mu swoje
dziewictwo.
Była
tak niespodziewanie czysta.
Do
śmierci kobiety, o którą martwił się kumpel Filipa.
David
by mu nie darował.
Ba,
Filip sam sobie nie mógł darować, że
coś jej się stało tego samego dnia, kiedy potraktował ją jak kutas.
Bo
to właśnie zrobił.
Był
dupkiem.
Palantem.
Kiedy
dotarł na miejsce, do kompleksu, było już całkiem ciemno.
Zaparkował
na cholernym parkingu dla mieszkańców, wysiadł i, dyskretnie się rozglądając,
wszedł na górę, na galerię.
Był
tam Benji, którego Filip znał ze zdjęć, filmów z kamerek, które ten dziennikarz
założył, by obserwować Evę i z tego, że pomagał Maggie.
Zatrzymał
się i pogadał z nim przez chwilę, nie wtajemniczając pieprzonego faceta w
tajniki swojego najnowszego problemu.
Tamten
i tak był zbyt bystry i za dobrze poinformowany.
Kiedy
Benji wszedł do swojego mieszkania, Filip podszedł do drzwi Alby, wyjął klucz i
otworzył drzwi.
Robiąc
to, automatycznie spojrzał na futrynę.
O,
kurwa.
Zuch dziewczyna.
Filip
uśmiechnął się lekko do siebie, a potem schylił się i podniósł z progu
pieprzoną wykałaczkę, która była
nieznacznie oparta o drzwi w rogu futryny.
Alba
wiedziała, jak upewnić się, że nikt nie wchodził do mieszkania pod jej
nieobecność.
Proste,
a skuteczne.
Filip
nie wiedział dlaczego, ale poczuł się dumny
z kobiety, która jeszcze dzień wcześniej tylko go wkurwiała na maksa.
Niezależnie
od małego zabezpieczenia, które założyła sobie Alba, Filip wszedł do mieszkania
nieomalże bezszelestnie, jednocześnie nasłuchując i przyzwyczajając oczy do
półmroku.
Potem
zamknął drzwi na klucz.
Pomieszczenie
oświetlały tylko słabe lampy, które paliły się na wąskiej alejce za kompleksem.
Filip
zawahał się, ale uznał, że tamci, którzy napadli Albę, nie znali jej adresu zamieszkania,
a być może również nie wiedzieli, gdzie ona pracowała.
Prawdopodobnie
trafili do jej samochodu po tym cholernym nadajniku, który udawał pieprzony pendrive.
Więc
zapalił lampkę stojącą przy kanapie i rozejrzał się po mieszkaniu.
Nie
było tam wiele mebli.
Nie
miała stolików do kawy ani foteli.
Jedyna
komoda na niskich nóżkach wyglądała na nie używaną, a jej dolna szuflada była
uchylona.
I
pusta.
Filip
przeszedł do kuchni, znalazł tam i podniósł pieprzoną kocią miskę z podłogi, a
potem otworzył lodówkę w poszukiwaniu kociego żarcia.
Nie
było żadnego.
Kurwa.
Zaczął
przeszukiwać cholerne szafki wiszące nad zlewem i wreszcie znalazł jedną,
ostatnią, pieprzoną puszkę.
Będzie
musiał jakąś kupić.
Wyjął
ją, odwrócił się niezdecydowany i zawołał cicho - Kici, kici, kici - otworzył
szufladę przy kuchence, pewien, że tam znajdzie łyżkę.
Były.
-
Nessie - zawołał ponownie, otwierając puszkę - Kici, kici.
I
wtedy ją zobaczył.
Wychyliła
niepewnie zza rogu wyspy kuchennej swój łaciaty, czarno biały łepek, ale
nadstawiała uszy i patrzyła na jego ręce.
Była
głodna.
Filip
nałożył łyżką trochę pieprzonego żarcia, postawił cholerną miskę na podłodze i
odsunął się.
Kiedy
stał tuż za wejściem do kuchni, zobaczył, że kot podszedł nieufnie do miski i
powąchał jedzenie.
Filip
westchnął, myśląc, że ten kot, podobnie jak Alba i on, nie miał zaufania do
obcych.
Nie
dziwił mu się.
Zostawił
stworzenie i poszedł w stronę drzwi, które, jak wiedział z rozkładu dawnego
mieszkania Maggie, prowadziły do sypialni i łazienki.
Filip
zobaczył, że Alba miała spakowaną torbę, która stała naszykowana przy drzwiach,
więc pomyślał, że chciała uciekać.
Kurwa!
Musiał
koniecznie dowiedzieć się przed czym
uciekała.
Wszedł
do łazienki i smród dochodzący z pudełka, które stało na podłodze, poinformował
go o konieczności wymiany piasku.
Na
szczęście, Alba miała tam wszystko naszykowane, więc po prostu wyrzucił brudny
piasek w torebce foliowej do kosza, a do pudełka nasypał czysty, który był w
innej foliówce.
Kiedy
tak cicho chodził po mieszkaniu między łazienką a kuchnią, przeszukując
bezskutecznie nieliczne rzeczy Alby, czytając tytuły książek, leżących na
blacie kuchennym i na podłodze przy łóżku, kot przestał przed nim uciekać i
chować się.
Zjadł
swoją karmę, usiadł na podłodze przy szafce kuchennej tak, by go widzieć i
wylizywał sobie łapkę.
Filip
nic nie znalazł.
Więc
kot był jedyną osobistą rzeczą, która cokolwiek
mówiła o Albie.
I
te książki.
Filip
przez sekundę zastanowił się, co powinien zrobić, ale Alba spała jeszcze pod
wpływem leków na łóżku szpitalnym u Doktorka, więc nie mógł zabrać jej kota ze
sobą.
Złapał
więc tylko torbę z jej rzeczami w dłoń, zgasił światło i wyszedł z mieszkania,
zamykając za sobą drzwi na klucz.
Uśmiechając
się lekko, postawił wykałaczkę opartą o futrynę tak, jak stała wcześniej.
I
poszedł na parking.
*****
Alba
Dwie doby później
Kiedy
ocknęłam się po raz kolejny, leżałam już w zwykłym łóżku, w cudzej sypialni, a
okna były zasłonięte ciemnymi roletami.
Nie
pamiętałam, jak tu trafiłam.
Nessie
leżała na kołdrze obok mnie i spała, jakby była dobrze zadomowiona w tym nowym
miejscu.
Pamiętałam,
że od czasu pobicia budziłam się kilka razy, było to w tamtym szpitalnym łóżku
i zawsze ktoś był koło mnie, ale były to różne osoby.
Zmieniali
mi opatrunki, smarowali maściami, pomagali mi się myć i załatwiać, a także
podawali mi leki.
Filipa
widziałam tam tylko raz.
Pamiętałam
jego czułe spojrzenie i troskę.
O, Matko!
Powoli
docierało do mnie, jak bardzo zgrzeszyłam pychą, sądząc, że poradziłabym sobie
sama.
Powinnam
była już dawno powiedzieć Davidowi, co mi groziło.
Był
o wiele mądrzejszy ode mnie, bardziej doświadczony i wiedziałby, co powinnam
dalej zrobić.
Albo
powinnam była dawno temu uciekać tak, jak uciekałam przez lata.
Jak
mi kazał Nieznajomy.
Też
był mądrzejszy ode mnie.
Dręczyło
mnie to, co mogło go spotkać, bo wiedziałam, że był za dobry i nie skazałby
mnie, nie naraził na to, co chciał ze mną zrobić Zły, który uważał się za Króla
Przestępców.
Nie
poruszałam się.
Wiedziałam,
że nadgarstki miałam owinięte bandażami, bo posmarowali mi je ponownie maścią
na stłuczenia, ale nie były pęknięte.
Wiedziałam,
że nie miałam opatrunku na twarzy, ale miałam nałożoną tam maść, bo była
spuchnięta.
Nie
byłam podłączona do kroplówki, ale ostatnie leki dostałam już w formie
tabletek, które połknęłam bez pytania o to, czym były.
Leżałam
i myślałam o tym, że byłam egocentryczką, myślącą wyłącznie o sobie, podczas,
kiedy ludzie dookoła mnie cierpieli lub mieli swoje problemy.
David
miał syna.
Nigdy
nie zapytałam go, czy mogłabym mu pomóc.
Inni
mężczyźni w pracy też mieli swoje kłopoty, codzienne sprawy, w których nie
mogłam pomóc, ale mogłam ich przynajmniej wysłuchać.
Nigdy
nie zapytałam.
Skupiałam
się tylko na sobie.
Egoistka.
Kiedy
tak myślałam, drzwi do sypialni otworzyły się i wszedł Filip.
Starał
się być cicho, jakby sądził, że śpię i nie chciał mnie obudzić.
Był
taki delikatny, troskliwy, czuły.
Całkiem
inny, niż sądziłam na początku.
Zobaczyłam,
że niósł w rękach tacę, na której stał parujący kubek i talerz z jedzeniem.
Poczułam
głód.
Wcześniej
o tym nie myślałam, ale teraz, kiedy zobaczyłam przenośny stolik, na jaki
wyglądała ta taca, poczułam, że jestem bardzo głodna.
Zaczęłam
się podnosić, ale poczułam ból ramion, barków i nadgarstków, więc stęknęłam
cicho.
-
Nie - powiedział Filip szybko, zrobił jeszcze dwa kroki i odstawił tacę na
stolik nocny po prawej stronie łóżka.
Zamarłam
w bezruchu.
-
Pomogę ci - powiedział i przyklęknął przy mnie na łóżku.
Pochylił
się w moją stronę i objął mnie pod pachami.
Przytulił
mnie do siebie tak, że moja twarz była oparta o jego ramię, a jego ramiona
obejmowały moje żebra.
O,
Matko Jedyna!
Jakie
to było miłe.
Podtrzymał
mnie delikatnie jedną ręką tak, że opierałam się o niego, a drugą, poczułam to,
poprawiał za mną poduszki.
Zamknęłam
oczy i chłonęłam jego bliskość, chociaż nie powinnam.
A
potem równie delikatnie ułożył mnie z powrotem, ale już w pozycji półsiedzącej.
-
Hej - powiedziałam cicho, kiedy już widziałam jego piwne oczy.
O,
Matko, jakie piękne!
-
Hej - odpowiedział, patrząc na mnie z bliska.
Prawie
siedziałam, oparta o wysoko ułożone, liczne poduszki i patrzyłam, jak wychylił
się na bok po tacę, by postawić ją na moich wyprostowanych kolanach.
-
Głodna? - zapytał.
Skinęłam
głową.
Siedział
bardzo blisko mnie.
Nie
wiedziałam, co miałam o tym sądzić.
Bez
wątpienia żałował mnie.
Być
może miał wyrzuty sumienia, że coś takiego mnie spotkało.
Ale
reszta?
Był
bardzo delikatny i niezwykle czuły, a to absolutnie
nie pasowało do NC, jakim był, a tym bardziej do NF.
Nawet,
jeśli pomyliłam się po tym względem,
nadal wiedziałam, że mną pogardzał i uważał mnie za dziwkę.
Ale
mi pomagał.
Był dobry.
Tak,
jak to czułam wcześniej.
Przyszykował
jajecznicę, którą usmażył dla mnie z pomidorem, ale bez chleba, bo miałam
bardzo mocno spuchniętą wargę i policzek.
Wiedziałam
to.
Nie
obejrzałam tego, bo nie byłam zainteresowana.
Nawet,
jak wreszcie mogłam pomalutku i ostrożnie pójść do łazienki oparta na kobiecie,
która mnie pielęgnowała, nie spojrzałam w lustro.
Ale
czułam to.
Bolało
mnie nawet szersze otwarcie ust, a próba ugryzienia czegokolwiek była prawie
męką.
Poprzedniego
dnia dostałam od kobiety, która mnie karmiła, gęstą zupę, którą piłam z łyżki bokiem
ust.
Karmiła
mnie łyżką bardzo cierpliwie, powoli, pytając ciągle czy nie było zbyt gorące,
więc wiedziałam, że wyglądało to źle.
Dziękowałam
jej cicho i delikatnie uśmiechałam się zapewniająco, ale wciąż wydawała się być
zatroskana.
Prawą
rękę miałam całą potłuczoną, chociaż podobno nie złamaną, więc mogłam nią
poruszać, ale w ograniczonym stopniu.
Miałam
poobijane, prawdopodobnie sine barki, stłuczone po przywróceniu się nadgarstki
obu rąk, które smarowali mi jakąś śmierdzącą maścią i owijali bandażami i nie
wiedziałam, jak wyglądały moje plecy.
Ale
czułam to.
I
najwyraźniej dlatego NC uznał, że nie mogłam sama jeść.
Siedząc
nadal naprzeciwko mnie na brzegu łóżka, Filip nabrał trochę jajecznicy na łyżkę
i przysunął ją w stronę moich ust.
Zawahałam
się tylko przez sekundę, zanim otworzyłam usta i pozwoliłam mu wsunąć ją do
środka.
Zawstydziłam
się.
A
jednocześnie poczułam jakiś dziwny rodzaj ekscytacji.
Zdenerwowanie.
Filip
popatrzył na moje usta i oczy zrobiły mu się takie jakieś dziwne.
Jakby
ciemniejsze.
Moje
policzki się rozgrzały, ale nie wiedziałam dlaczego.
Zarumieniałam się?
Zaczęłam
myśleć.
To
było tak, jak wtedy, kiedy trzymał mnie w objęciach, a to skończyło się
pocałunkiem, a potem się kochaliśmy.
Kochaliśmy się.
Właśnie
wtedy sobie to uświadomiłam.
Moje
ciało zareagowało na jego bliskość i na jego spojrzenie tak, jak wtedy, kiedy
się kochaliśmy.
Więc
to było to.
Podniecenie.
Przełykałam
małe porcje jajecznicy, która była miękka, puszysta i pyszna, a którą Filip podawał mi do ust łyżką i myślałam o tym, że
czułam podniecenie, kiedy Filip był blisko mnie, kiedy na mnie patrzył.
O,
Matko Jedyna!
Pragnęłam
go.
Pożądałam.
Nigdy
nie pożądałam nikogo.
Nagle
ze zdwojoną siłą pożałowałam tego, że moja siostra była tak daleko ode mnie, a
ja nawet nie mogłam do niej zadzwonić.
Tak
bardzo potrzebowałam z kimś o tym porozmawiać.
Poradzić
się.
Byłam
rozdarta wewnętrznie, bo z jednej strony pragnęłam kochać tego Niegrzecznego
Chłopca, kochać się z nim, a z
drugiej strony byłam dumna z tego, że złożyłam śluby czystości, nawet jeśli
tylko przed sobą samą.
Tak
długo czułam się lepsza od innych, bo zachowywałam czystość.
O, Matko Jedyna!
Dotarło
do mnie.
Właśnie
tak ponownie zgrzeszyłam pychą.
Nie byłam lepsza od
innych.
Byłam
dziwką.
*****
Filip
Filip
karmił Albę jajecznicą i czuł, jak jego kutas twardniał coraz bardziej.
Po
chwili zaczął go boleć.
Kurwa,
ale to było trudne.
Już
wcześniej sama myśl o obecności Alby w jego łóżku była trudna do zniesienia,
zważywszy, że on musiał spać w sąsiednim pokoju na swojej pieprzonej kanapie.
Nie
miał drugiej sypialni.
Kiedy
przyniósł ja nieprzytomną w swoich ramionach ze swojego samochodu do domu,
myślał, że to było najlepsze rozwiązanie.
Zaopiekuje się
nią.
Ale
była tak ranna i poobijana, że nie było nawet cholernej mowy, żeby mógł się z nią położyć.
Żeby
chociażby spać obok niej w jego łóżku, ale pod drugą kołdrą.
Chociaż
to mogłoby być jeszcze trudniejsze, niż spanie w drugim pokoju na kanapie, bo
pragnął jej tak, jak nigdy żadnej kobiety.
Początkowo
sobie zaprzeczał, ale dotarło to do niego.
Pamiętał
każdy dotyk, każdy jej szept,
westchnienie, zapach.
Wszystko.
I
chciał więcej, o wiele więcej.
Pożądał
jej.
Musiał
pomyśleć o czymś innym.
Skupił
więc myśli na wspomnieniach swojej pieprzonej rozmowy z Doktorkiem dwa dni wcześniej.
-
Tomografia nie wykazała żadnego złamania, nawet pęknięcia kości, ani krwotoku
wewnętrznego - mówił lekarz, któremu Filip zapłacił fortunę, kiedy w końcu mógł
zabrać Albę do swojego domu - Podaję jej leki, dzięki którym śpi i utrzymamy
ten stan przez dobę.
-
Czemu? - spytał Filip, bo chciał zapytać Albę o parę rzeczy.
-
Nie wiemy, jakie skutki miał cios w głowę - wyjaśnił Doktorek - Mogło to
spowodować wstrząśnienie mózgu, albo jakiś krwiak, którego na razie nie widać.
Obserwujemy ją i więcej się dowiemy, jak ją wybudzimy za kilkanaście godzin.
Właśnie
dlatego Filip wtedy szybko podziękował mu i wyszedł, żeby pojechać do
mieszkania Alby.
-
Zdjęliśmy jej szkła kontaktowe, kiedy przez chwilę była przytomna i powiedziała,
że jest krótkowidzem - powiedział jeszcze Doktorek, więc Filip szukał u niej
kontaktów lub okularów.
Dopiero
później, kiedy nie znalazł nic w jej mieszkaniu, pomyślał, że mogła je mieć w
tej torbie, którą zabrał wcześniej.
W
jej mieszkaniu nakarmił również kota, a potem postanowił, że zabierze go do
siebie, żeby nie jeździć w tę i z powrotem.
Z
książkami, z kotem i jego rzeczami pojechał do swojego domu, u siebie wykąpał
się i przebrał, a dopiero po tym wszystkim zadzwonił do Davida i umówił się z
nim w kryjówce.
Nie
chciał narażać rodziny Davida na pieprzone niebezpieczeństwo, nawet jeśli
podejrzewał, że nie miał cholernego ogona i nikt nie mógł powiązać z Albą ani
jego ani Davida.
Alba
była ostrożna.
Bardzo ostrożna.
Nie
zostawiła żadnych tropów.
Nigdzie.
Filip
nie mógł zrozumieć, dlaczego znaleźli jej Charger’a, ale podejrzewał, że to
chodziło wyłącznie o samochód, więc zapłacił Czyścicielowi za sprzątnięcie
śmieci i ich samochodu.
A
potem sam zabrał się za sprzątnięcie samochodu Alby.
Najpierw
jednak pojechał tam i go opróżnił.
Właściwie
nie miał z czego, bo sama go wcześniej wysprzątała.
Umiała
zadbać o nie pozostawianie śladów.
Pamiętał,
że jej pierwszą myślą był ten „pendrive”, więc to było coś, co ona sama
podejrzewała.
Musiała
mieć to od niedawna.
Jej
schowek był prawie pusty.
Być
może dostała to wszystko tamtego poranka.
Taki
hotel na godziny pasował do tego, bo wielu ludzi, jak Filip tamtego ranka,
myślało stereotypami.
A
hotel mógł być dogodnym punktem, w którym przekazywano jakieś tajne informacje.
Pytanie
brzmiało, od kogo mogłaby to dostać, ale tego mógł się dowiedzieć dopiero
wtedy, kiedy Alba by się obudziła.
Rozmowa
z Davidem nie była miła.
Kiedy
Filip poinformował go o pobiciu Alby, David spojrzał na niego tak, że było
oczywiste, kogo o to oskarża.
Nie
musiał nic mówić.
A
Filip też sam się oskarżał, więc to poczuł.
-
Śledziłem ją dzień wcześniej - Filip przyznał niechętnie - Nie znalazłem
niczego na jej temat, więc chciałem się dowiedzieć…
-
Jak to niczego? - zapytał David napiętym głosem.
Znali
się tak cholernie dawno, że Filip wiedział, że pieprzenie wygadał Davidowi
więcej, niż by chciał.
-
Jej życie zaczęło się pieprzone sześć lat temu - przyznał kumplowi.
-
Kurwa - warknął David - Czemu nic nie
powiedziałeś?
-
Chciałem się dowiedzieć - powtórzył Filip.
David
milczał przez chwilę, a potem odpuścił i wrócił do ostatnich wydarzeń.
-
Gdzie ją dopadli? - spytał o ważne, o
co Filip też by zapytał.
-
Zostawiła samochód w cholernym zaułku oddalonym nieco od remizy - wyjaśnił
Filip - Nie na waszym pieprzonym parkingu. Poszedłem za nią, ale czekałem, aż
wyjdziesz, więc się spóźniłem.
Zobaczył,
jak Davidowi drga mięsień w szczęce na popieprzoną wiadomość, że kumpel go
obserwował i nie dał się zauważyć.
-
Kiedy tam dotarłem, już jej wpieprzyli - zakończył - Zabrałem ją do Doktorka, a
do tamtych wezwałem Czyściciela.
Dla
Davida z tego wszystko pozostałe było
cholernie jasne.
-
W jakim jest stanie? - spytał.
-
Doktorek teraz trzyma ją dobę na lekach nasennych, przeciwbólowych i gównie… - mruknął
Filip, brzmiąc na sfrustrowanego i wiedział o tym, bo tak się czuł - Zrobi jej pieprzoną
tomografię, potem ją wybudzi i zobaczy.
-
Potem zamieszka u nas - powiedział stanowczo David.
-
Ona zostanie ze mną - stwierdził Filip.
-
Maggie się nią zajmie - dodał David.
-
Ona… zostanie… ze mną - powtórzył
Filip z naciskiem, a David cholernie zagapił się na niego.
-
Stary… - zaczął David, ale Filip spojrzał na niego tak, że kumpel zamilkł.
-
Co ty do niej masz? - mruknął David niedowierzająco.
Filip
patrzył na niego i nic nie mówił.
Davidowi
to wystarczyło.
Wyprostował
się, zacisnął zęby, a potem pokręcił głową.
-
Nie możesz… - zaczął, ale Filip mu przerwał.
-
Ona zostanie ze mną - podsumował,
znowu się cholernie powtarzając.
-
Stary… - powiedział cicho David ponownie z pewnym niedowierzaniem w głosie - Pieprzyłeś ją?
Filip
był pewien, że od tego momentu jego pieprzona mina powiedziała Davidowi
wszystko, bo gdyby mógł, to by się w cholerę zaczerwienił.
To nie był jego powód do dumy, ale z drugiej
strony, większość rzeczy, które zrobił Filip w swoim życiu nie było.
-
David… - przyznał w końcu ze skruchą - Ona… była dziewicą.
-
O, kurwa - mruknął David w szoku.
Filip
zwiesił głowę.
David
wiedział jak cenne było dla Filipa to, że kobieta, z którą był, była czysta,
nie należała wcześniej do nikogo.
Nadal
nie było dla Davida cholernie jasne, czemu po tym Filip ją wypieprzył, zostawił
samą i dali jej wpierdol.
-
Byłeś dla niej kutasem? - zapytał David, a Filip szarpnął głową do góry, żeby
spojrzeć na kumpla.
David
był od niego starszy o kilka lat i miał więcej cholernego doświadczenia z
różnymi pieprzonymi ludźmi.
Nawet
jeśli Filip miał więcej innego typu doświadczenia, nadal David mógł mu doradzić
w kwestii dogadywania się z kobietami.
Ale
w tym momencie Filip nie był w cholernym nastroju do roztrząsania tego, co
popieprzonego zrobił Albie.
- Byłeś - podsumował David, patrząc na niego
twardo.
Filip
odwrócił głowę.
-
Teraz to nie jest ważne - mruknął do podłogi - Musisz powiadomić waszego
kapitana, że ona nie wróci do pracy przez kilka tygodni, a ja muszę znaleźć
sposób na wydobycie informacji, kto i dlaczego ją tak urządził.
-
Dobra - mruknął David, a potem niespodziewanie pokręcił głową i roześmiał się
cicho.
Filip
spojrzał na niego ze zdumieniem.
-
Dopadło cię, stary - powiedział ze śmiechem w głosie - Musiało cię w końcu
dopaść.
Filip
zacisnął zęby.
Za
cholerę nie chciał o tym mówić.
Nie
teraz, a może, do kurwy nędzy, nigdy.
Alba
była czysta, słodka, miła i Filip zaczął myśleć, że nie zasługiwał na to, żeby
ją mieć.
Być
może miał tylko pomóc jej w jej problemach, a potem powinien pozwolić jej żyć
czystym, nie skażonym brudem życiem.
Życie
Filipa tonęło w gównie tak długo, że nigdy by się z tego nie otrząsnął.
Więc
siedział naprzeciwko niej, karmił ją, podając do ust łyżką jajecznicę, którą
dla niej zrobił i nie wiedział, o czym mogliby porozmawiać, skoro jeszcze nie
chciał jej wypytywać.
-
Dziękuję - wyszeptała w końcu, a on opuścił rękę z łyżką.
-
Kawy? - spytał, sięgając po kubek.
-
Mogę spróbować sama? - spytała go cicho, z wyraźnym trudem starając się mówić w
miarę wyraźnie.
-
Zaboli cię - zatroszczył się.
-
Dam radę - zapewniła go.
Podał
jej kubek do ręki, stawiając go nisko na kołdrze na jej brzuchu, ale zauważył,
że się skrzywiła.
Na
brzuchu też miała siniaki.
Widział
te zasinienia na jej ciele i to go też pieprzyło.
Kiedy
zobaczył je po raz pierwszy, bo wszedł do pokoju, kiedy pielęgniarka naciągała
na nią czystą koszulę, odwrócił się i wyszedł, zanim Alba go zauważyła.
Miał
ochotę coś stłuc, wpierdolić komuś, wybić z czegoś gówno, albo przynajmniej
kląć na głos.
Jej
miękkie, delikatne ciało było pokryte sinymi plamami, które cholernie bolały
nawet, jak się na nie patrzyło.
-
Musimy porozmawiać - mruknął cicho i zobaczył, jak jej twarz natychmiast stała
się ostrożnie pusta.
Rozumiał
to, ale musieli porozmawiać.
Musiał
wiedzieć.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń