Rozdział 5
Alba
/ Anna
Godzinę później
Dojechaliśmy
do domu w prawie całkowitym milczeniu.
Wspominałam
w duchu to, jak Filip pięknie wyglądał w swojej czarnej koszuli, którą miał wyłożoną
na wierzch granatowych dżinsów.
Na
niej miał ciemno szary sweter z dekoltem w serek, który zdjął przed kolacją,
ale zarówno w swetrze, jak i w samej koszuli był po prostu piękny.
Nie
spodziewałabym się, że ten NC miał
takie ubrania.
Bolała
mnie myśl, że ktoś tak wspaniały, dobry i hojny myślał o mnie tak źle, jak
wiedziałam, że myślał Filip, ale musiałam przyznać, że sama dałam mu ku temu
powód.
I
to poważny.
Filip
pokazał mi tego wieczoru kilka razy bez słów i bez żadnego wysiłku, jaki był
naprawdę.
Na
przykład to, jak odnosił się do cioteczki Thelmy, a ona do niego.
Samo
to, jak wszystkie dzieci, zarówno młodsze, jaki i starsze, rzuciły się do niego
z powitaniem najlepiej świadczyło o tym, jak bardzo był dobry.
Dzieci
nigdy nie kłamały w tej kwestii.
Dzieci
w ogóle zwykle nie kłamały.
Chyba,
że musiały się przed czymś kryć.
Jak
Johnny.
Ten
chłopiec mnie zasmucił.
A
właściwie nie on, ale to, ile musiał przeżyć złego, żeby w ten sposób reagować
na dobro, jakie go otaczało.
Na
szczęście, okazał się być dobrym, mądrym dzieckiem i od razu dotarło do niego,
kiedy tylko, żartując o czymś innym, napomknęłam o ciężkiej pracy ich
cioteczki, jaką włożyła w przygotowanie kolacji i wkładała codziennie w
prowadzenie domu dla nich wszystkich.
Znałam
to.
Widywałam
takie dzieci i takie domy.
Domy
zastępcze.
To,
że Filip pochodził z jednego z nich mogło mi wiele wyjaśnić.
Nawet
to, że od razu ocenił mnie jako dziwkę.
I
tak wina leżała po mojej stronie.
Po
prostu rzuciłam się na niego, prosząc
o to, żeby się ze mną kochał.
Wspominałam
w samochodzie swoją krótką rozmowę z cioteczką Thelmą, kiedy Filip z Betsy
zmywali naczynia, dzieci poszły do swoich pokoi, a my we dwie dopijałyśmy kawę
w salonie.
Nie
wiedziałam, co jej wyjawiłam o poznaniu się mnie i Filipa, ale zaczęła patrzeć
na mnie jakoś tak badawczo.
-
Filip to dobry chłopiec - powiedziała mi coś, do czego nie musiała mnie
przekonywać.
-
Wiem - stwierdziłam cicho.
Pokiwała
głową.
-
Ale myśli o sobie źle, bo bywały czasy, kiedy robił złe rzeczy - dodała
półgłosem po kilku sekundach ciszy.
Wstrzymałam
oddech, bo to właśnie było to, o czym nigdy dotąd nie rozmawialiśmy z Filipem,
a czego chciałam się dowiedzieć.
Jego
przeszłość.
-
Widzisz - mówiła cioteczka, zauważając moje zainteresowanie - Po śmierci mojego
męża dziesięć lat temu zaczęło nam być źle. Bardzo źle. Nie mogłam sobie sama
poradzić ze wszystkimi sprawami, więc zaczęło być krucho z pieniędzmi. Mogłam
utracić dzieciaki. I wtedy Filip zaczął zajmować się różnymi sprawami po
swojemu. Niekoniecznie legalnie. Ale wszystkie pieniądze, jakie zdobywał, z
tego co wiem, oddawał nam. Utrzymywał nas.
O, Matko
Przenajświętsza!
Wydawało
mi się kiedyś, jeszcze sześć lat temu, niemożliwością, by zły uczynek był
usprawiedliwiony dobrą intencją, ale tę lekcję pokory dał mi Nieznajomy.
Nielegalne
zdobywanie pieniędzy?
Nadal
nie wiedziałam, jak mogłabym przekonać Filipa, że nie uważam go za złego, nie wyjawiając mu tej części swojego
życia.
Wstydziłam
się tego, że byłam taka słaba, mała
duchem, kiedy on był taki dobry, tak zawzięcie walczył z przeciwnościami losu.
To
była kolejna lekcja pokory dla mnie, a, na szczęście, ta nie wiązała się ze
zranieniem kogoś innego.
Cioteczka
nie powiedziała mi nic więcej, stwierdziła tylko, że muszę o tym porozmawiać z
Filipem.
Powinnam.
Ale
nie mogłam.
O, Matko!
Dojechaliśmy
do domu, Filip wjechał wprost do garażu, nie wysiadając z auta, a ja, zamyślona,
tym razem nie poczekałam na niego, aż przeszedł dookoła maski Rubicon’a, by
otworzyć moje drzwi i wysiadłam wcześniej.
Wydawał
się nie być z tego zadowolony.
Czułam
to.
Byłam
kompletnie skołowana.
Wziął
mnie za rękę i poszliśmy przez drzwi, prowadzące do pomieszczenia gospodarczego
i do kuchni, a Filip zatrzymał się na kilka sekund, żeby wstukać kod do alarmu.
Wchodząc
zatrzymałam się i schyliłam się, żeby zrzucić buty.
Poczułam,
że Filip za mną zrobił to samo.
Nie
odezwaliśmy się ani słowem.
W
salonie zaczęłam zdejmować płaszcz Maggie i ruszyłam w stronę drzwi
wejściowych, żeby go tam powiesić na wieszaku.
Kiedy
to zrobiłam, odwróciłam się i wracając do salonu, zobaczyłam, że Filip zdjął
swoją kurtkę i rzucił ją na fotel, a potem zaczął zdejmować sweter.
Podziwiałam
jego ruchy, kiedy przeciągał go przez głowę.
Nie
spodziewałam się tego i uderzyło mnie to zarówno wtedy, jak zobaczyłam to w
domu cioteczki Thelmy, jak i teraz, jak bardzo pociągające było to, jak Filip
zdejmował z siebie jakiekolwiek
części ubrania.
Nie
robił tego przy mnie ani razu przez te dwa tygodnie, ani… nigdy.
Nessie
podeszła do mnie z podniesionym ogonem, więc schyliłam się i pogłaskałam ją,
przeciągając dłonią przez jej cały grzbiet.
Ruszyła
przede mną, kiedy szłam w stronę Filipa, który teraz stał z pustą twarzą przy
kanapie i nie patrzył w naszą stronę.
-
Hmmm - zaczęłam - ja…
-
Idź spać - sucho przerwał mi Filip, a ja zamrugałam gwałtownie i zatrzymałam się jak
wryta o dwa kroki od niego.
Nie
wiedziałam, co chciałam albo co powinnam zrobić, ale nie spodziewałam się tego,
że po prostu mnie wygoni.
Odwróciłam
głowę, czując pieczenie pod powiekami.
Pieczenie,
które zapowiadało coś, czego nie czułam od prawie pięciu lat.
Łzy.
Złapałam
torebkę ze stolika, gdzie porzuciłam ją wcześniej i bez słowa, nie patrząc na
Filipa, ruszyłam w stronę sypialni.
Starałam
się nie uciekać.
Weszłam
tam, zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie plecami, a potem wzięłam jeden,
dwa, trzy głębokie wdechy.
Żeby
się opanować.
Potem
oderwałam się od drzwi i poszłam w stronę łóżka, żeby tam zacząć się rozbierać,
chociaż trzęsły mi się ręce.
Usiadłam,
zdjęłam rajstopy, a potem wstałam i napotkałam na trudność.
Nie
mogłam dosięgnąć do ekspresu na plecach, bo moje ramiona, czy też raczej barki,
nadal mnie bolały przy wykręcaniu do tyłu.
Zawahałam
się.
Nie
mając wyjścia, ruszyłam w stronę salonu.
Otworzyłam
drzwi i, nie patrząc na Filipa tylko w podłogę, przystanęłam w progu niezdecydowana.
-
Nie mogę rozpiąć - szepnęłam, wskazując palcem jednej dłoni nad ramieniem na
moje plecy.
Ruszył
w moją stronę i wtedy podniosłam głowę, więc spostrzegłam, że zdjął już koszulę
i był tylko w dżinsach.
Z
nagim torsem.
Poczułam
żar uderzający na moje policzki.
Wciągnęłam
gwałtownie powietrze i cofnęłam się o krok, ale było już za późno na ucieczkę,
bo był blisko.
Odwróciłam
się do niego plecami i patrzyłam przed siebie niewidzącymi oczami, a on złapał
delikatnie, samymi palcami brzegi ekspresu i ciągnąc łagodnie, jednym ruchem,
rozpiął od razu całą jego długość.
Potem
poczułam, że się odsunął.
Nie
chciał mnie dotykać.
Nawet
być blisko mnie.
Nadal
mną pogardzał, bo byłam godna pogardy.
Opuściłam
głowę jeszcze niżej i cicho szepnęłam przez ramię - Dziękuję - a potem ruszyłam
w stronę sypialni.
Nic
nie widząc, potykając się, zamknęłam drzwi za sobą, oparłam się o nie, a potem
jakoś dotarłam do łóżka i usiadłam na nim, a wtedy zdałam sobie sprawę z tego,
że przez cały czas przyciskałam obie ręce skrzyżowane w nadgarstkach do swojej
klatki piersiowej, więc sukienka nie zsunęła się ani odrobinę.
Brałam
jeden drżący wdech za drugim, ale nie mogłam się uspokoić.
Wiedziałam.
Po
prostu wiedziałam.
Kochałam go.
Tak
bardzo pragnęłam, żeby był ze mną,
żeby mnie trzymał blisko, żeby chociaż
trochę mnie pragnął.
Nie
wiedziałam, jak długo to trwało, ale zostało przerwane gwałtownym otwarciem
drzwi.
Filip
stał w nich i patrzył na mnie gorącym wzrokiem, a jego usta były zaciśnięte i
wyraz twarzy nieodgadniony.
Nie
był zły.
Nie
na mnie.
Widziałam
to.
Również
mnie nie oskarżał, nie oceniał, nie odrzucał.
Ale
nie wiedziałam, co było w jego
oczach.
Byłam,
jak mysz schwytana w spojrzenie drapieżnika.
Nie
mogłam nawet drgnąć.
Szybkim
krokiem podszedł do mnie, a potem nagle padł na kolana tuż przy moich nogach, objął
moje biodra ramionami i wcisnął twarz w moje łono.
Patrzyłam
na to oszołomiona.
Byłam
pewna, że miałam równie szeroko otwarte tak oczy, jak i usta.
Wyciągnęłam
drżącą rękę i dotknęłam jego długich włosów, a potem drugą rękę i objęłam bok jego
szczęki.
-
Filip - szepnęłam.
-
Nie mogę - jęknął, nie podnosząc głowy.
-
C-co? - spytałam nadal szepcąc.
-
Nie mogę cię zostawić w spokoju - nadal jęczał.
-
Co? - powtórzyłam głośniej, prawie
piskliwie.
-
Jesteś taka cudowna, dobra, słodka - mamrotał mi w uda - A ja potraktowałem cię
tak podle.
Zrozumiałam.
-
Nie… - zaczęłam protestować.
Wyprostował
się nagle do klęczenia, jego twarz znalazła się prawie na wprost mojej twarzy i
zobaczyłam, że jest na niej wyraz udręki.
O, Matko Jedyna!
-
Nie wiem, jak mogę cię przeprosić… - mówił z żarem - jak mogę prosić cię o
wybaczenie tego, że powiedziałem do ciebie takie podłe słowa.
-
Ty, nie zro… - zaczęłam, ale znowu nie było mi dane dokończyć.
-
Nigdy, ani razu w całym moim życiu nie
spotkałem kogoś tak czystego - wyznał, a potem zawahał się i dodał - Anno, ja wiem, że byłaś dziewicą.
Ponownie
gorąco ogarnęło moje policzki, a oddech się urwał i chciałam się odwrócić, ale
mi nie pozwolił.
-
Nie jestem w stanie tego naprawić - powiedział - Tak bardzo żałuję.
Och!
Więc
domyśliłam się, że nie uważał mnie za dziwkę, co było dobre, ale żałował, że
się kochaliśmy.
A
to było chyba nawet gorsze.
Tym
razem łzy poleciały z moich oczu bez ostrzeżenia.
I
nie mogłam uciec, żeby ich nie widział, bo mnie mocno trzymał, obejmując
ramionami moje żebra.
-
Aniu - wyszeptał oszołomiony.
A
ja rozpłakałam się jeszcze mocniej, bo nie słyszałam tego imienia od sześciu
lat, a wypowiedziane przez niego, brzmiało po prostu pięknie.
-
Nie płacz, kochanie - powiedział i podniósł się, nie wypuszczając mnie ze
swoich objęć.
Kochanie!
Usiadł
obok mnie na łóżku, a potem wciągnął mnie na swoje kolana, chociaż biernie
opierałam się temu.
-
Nie żałuję tego, że to zrobiliśmy - wyjaśnił, jakby wreszcie zrozumiał, co powiedział
- żałuję tego, co ja zrobiłem później.
Moich słów.
Nie
mogłam odpowiedzieć, bo bym się mocniej rozpłakała.
Było
mi bardzo źle, ale jednocześnie tak bardzo dobrze.
Nareszcie
Filip mnie trzymał blisko siebie.
Przytulał
mnie, a ja poddawałam się temu.
Dlatego
również nie mogłam zapanować nad łzami, niezależnie od tego, jak mocno się
starałam.
Trzymałam
jedną pięść zaciśniętą przy swoich ustach, a drugą dłoń wsunęłam na jego szyję,
przycisnęłam czoło do jego szczęki i tak trwałam.
A
on trzymał mnie i kołysał delikatnie.
O,
Matko!
Matko Jedyna.
Czy wreszcie mi to
dałaś?
Mój
płacz się uspokajał, łzy przestały płynąc, a wtedy spostrzegłam, że przytulam
się do jego nagiej piersi.
Rozłożyłam
palce tej dłoni, którą miałam zaciśniętą w pięść, żeby czubkami palców otrzeć
łzy i nagle ich zewnętrzną stroną dotknęłam gorącej skóry pokrytej rzadkimi,
krótkimi, szorstkimi włoskami.
Miałam
ochotę tam przyłożyć usta.
-
Już dobrze, mała - wymamrotał nagle Filip dziwnym tonem, więc podniosłam głowę.
Spojrzałam
na jego twarz i zobaczyłam, że patrzy na moje ramię, które zostało odkryte,
kiedy sukienka zsunęła się podczas ruchu.
Trzymał
tam dłoń.
Rozpaloną.
Czułam
jej gorąco.
-
Przepraszam - szepnęłam i próbowałam się wyprostować.
Nie
pozwolił mi, tylko spojrzał na mnie, a wtedy zdałam sobie sprawę, że jego oczy
stały się całkiem czarne.
Usta
miał zaciśnięte, więc pomyślałam, że muszę z nim porozmawiać tak, jak kazała mi
Maggie i powiedzieć mu, że ja nie żałuję tego, co zrobiliśmy.
Nadal
trzymałam dłoń owiniętą z boku jego szyi, po drugiej stronie niż była moja
twarz, więc przyciągnęłam jego głowę do siebie.
-
Ja niczego nie żałuję. Chciałam tego
- szepnęłam.
Patrzył
na mnie intensywnie, ale nie poruszył się.
Wręcz
czułam, jakby zesztywniał.
-
Teraz też chcę - dokończyłam jeszcze ciszej.
Coś
błysnęło w jego oczach.
-
Aniu… - Filip mruczał teraz takim napiętym, szorstkim głosem, jakiego jeszcze
nigdy nie słyszałam - Jesteś pewna?
-
Tak - szepnęłam.
Pocałował
mnie najpierw trochę niepewnie, delikatnie, ale pocałowałam go w odpowiedzi i później
to stało się coraz bardziej gorące i namiętne, a ja również go całowałam coraz
mocniej, naśladując jego ruchy.
Aż
w końcu odsunął się, kiedy dyszeliśmy oboje, jak po dalekim biegu pod górę, a
wtedy zauważyłam, że jego dłoń przesunęła się i trzymał teraz mój kark, żeby
przyciskać mnie do swoich ust.
-
Pragnę cię - powiedział nadal tym samym szorstkim głosem - Pragnę cię odkąd cię
zobaczyłem pierwszy raz rok temu. A kiedy tu zamieszkałaś to stało się dla mnie
naprawdę bardzo trudne.
-
Co? - szepnęłam zdumiona.
-
Nie pamiętasz tego - powiedział - …ale po raz pierwszy zobaczyłem cię na ślubie
Davida i Maggie.
-
Pamiętam - przyznałam - ale nie sądziłam…
-
Pamiętasz? - szepnął.
Zobaczyłam,
jak na jego twarzy rozlał się powoli lekki uśmiech, jakaś miękkość, a potem nic
nie widziałam.
Filip
przekręcił się, więc wylądowałam na łóżku, sukienka w czasie tego ruchu całkiem
zsunęła mi się z ramion, krępując moje łokcie, więc wyjęłam ręce z rękawów, a
potem Filip był na mnie i całował mnie mocno, głęboko, przesuwając dłonie po
moim ciele.
Moje
ręce też sunęły po nim, więc po raz pierwszy czułam pod palcami nagą, męską
skórę, a pod nią napięte mięśnie.
Coś
genialnego.
Ręka
Filipa dotarła na mój nagi brzuch, a wtedy wygięłam się i jęknęłam przeciągle z
rozkoszy.
Odsunął
się ode mnie.
-
Chodź tu - mruknął nisko, prostując się i podnosząc.
Podniosłam
tułów, usiadłam i zdjęłam do końca górę sukienki do pasa.
Miałam
rozchylone usta i dyszałam, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że Filip właśnie
na to chciał popatrzeć.
Ja
też chciałam.
Patrzeć
i pokazywać mu.
Stanął
obok łóżka i wyciągnął do mnie obie ręce.
Złapałam
je i podciągnęłam się.
Podniósł
mnie do stania, odsunął się o pół kroku, a potem przykucnął przede mną,
przeciągając dłońmi po moim ciele.
Zabierał
przy tym sukienkę, która dotąd była jeszcze zaczepiona o moje biodra, więc,
zanim jego dłonie dotarły do nich, sukienka leżała na podłodze.
Filip
przyklęknął przede mną, a ja stałam w samej bieliźnie, patrzyłam na niego w dół
i czułam podniecenie.
Był
taki przystojny.
Trzymał
obie ręce na moich bokach, po czym przesunął je na moje plecy, więc czułam jego
palce wzdłuż kręgosłupa, ja trzymałam swoje dłonie na jego ramionach i
patrzyliśmy sobie w oczy.
Potem
przesunął wzrokiem po moim ciele, aż na mój brzuch i wyszeptał - Taka piękna -
po czym pocałował mnie tam.
Oniemiałam,
bo nigdy nie słyszałam takich słów.
Ale
też nie byłam pewna, czy mu wierzyłam.
W
danej chwili to jednak nie było ważne.
Wsunęłam
palce jednej dłoni w jego włosy i nagle jego kucyk się rozsypał, bo rozerwała
się gumka, którą były związane.
Cudowne.
Stwierdziłam,
że bardzo podobały mi się jego długie włosy.
Filip
podniósł się, by stanąć przede mną wyprostowany, cały czas trzymając rękę na
moich plecach, przeciągnął drugą ręką po moim biodrze, a potem schwycił moją
dłoń.
-
Rozepnij - rozkazał delikatnie i przyciągnął ją do swojego rozporka.
Zadrżałam.
Patrząc
ciągle prosto w jego oczy, zassałam obie wargi, wsunęłam palce do środka jego spodni,
żeby chwycić guzik, a wtedy mięśnie brzucha Filipa drgnęły gwałtownie i napięły
się.
O, Matko!
Podobało
mu się to.
Ja
też to lubiłam.
Rozpięłam
guzik, a później znalazłam ekspres i pociągnęłam go do dołu.
Po
drodze wyczułam, jak moje palce przesunęły się wzdłuż interesującego zgrubienia.
Wciągnęłam
powietrze i opuściłam wzrok z nadzieją, że coś zobaczę.
Filip
chyba też to wyczuł, bo wystękał:
-
Nie, czekaj. Muszę… Najpierw ja.
Podniosłam
wzrok do jego oczu i rozchyliłam wargi.
Usiadł
na łóżku, zdejmując jednocześnie szybko
swoje spodnie najpierw z bioder, a potem przez kostki, ale nadal zostawał w
slipkach.
Stałam
nadal obok łóżka i nie wiedziałam, co robić.
Tylko
patrzyłam.
Dłonie
Filipa powędrowały do moich bioder, a potem odwrócił mnie przodem do siebie i
wciągnął mnie między swoje kolana.
Ponownie
oparłam dłonie na jego ramionach i patrzyłam z góry w jego oczy, kiedy jego
dłonie powędrowały w górę moich pleców.
Oparł
usta o mój brzuch.
O,
Matko, jak dobrze!
Aż
poczułam jego palce na zapięciu stanika.
Kiedy
go rozpiął, serce waliło mi tak mocno, że dosłownie słyszałam każde oddzielne
uderzenie.
Przesuwając
po moim ciele czubkami palców, Filip zabierał ramiączka, a później miseczki
stanika, aż w końcu stałam przed nim z nagim biustem i dyszałam z podniecenia.
Na
skórze pojawiła mi się gęsia skórka.
Dosłownie
dyszałam z podniecenia.
I
wiedziałam, co to było.
Pragnęłam,
żeby schwycił moją pierś, sutek, cokolwiek, w swoje usta.
Pożądałam go.
Kiedy
to w końcu zrobił, pochylając mnie do siebie ręką rozłożoną płasko na moich
plecach, zajęczałam przeciągle i nogi mi się ugięły z rozkoszy.
Nie
dałam rady dłużej stać.
Przysiadłam
bokiem na jego kolanie, a on objął moje usta swoimi wargami tak czule a
jednocześnie zaborczo, że pragnęłam
więcej, więc złapałam ręką za jego kark, wygięłam szyję, żeby miał lepszy
dostęp i dawałam mu je.
Jednocześnie
jego druga ręka przesunęła się po moim brzuchu i zjechała prosto… w moje… majtki.
O, Matko!
Rozchyliłam
nogi.
Poczułam
palec zjeżdżający niżej.
I
wreszcie stało się.
Dotknął
mnie tam.
Tak
tego pragnęłam.
Tęskniłam
za tym.
Moja
reakcja była głośnym, wyraźnym - Tak
i połączyła się z wygięciem kręgosłupa w jego stronę, więc Filip nie zwlekał
dłużej.
Podniósł
się, zrzucając mnie ze swoich kolan na materac, złapał mnie za biodra i zdjął,
a właściwie zerwał, moje majtki.
Na
sam dół.
A
ja pomogłam mu, podnosząc obie nogi.
Złapał
mnie pod pachami, więc domyśliłam się, że chciał mnie podciągnąć wyżej na łóżku
i pomogłam mu, odpychając się piętą.
Znaleźliśmy
się głowami na poduszkach, kiedy ja byłam całkiem naga, a on był w slipkach.
A
może nie?
Bo
nagle Filip był między moimi nogami i jego aksamitny, ciepły, miły czubek dotykał mojej wilgoci.
I
wszedł.
Delikatnie,
powoli wsunął się, jakby bał się zrobić mi krzywdę.
Nie
zrobiłby.
Byłam
tak całkowicie gotowa na niego.
Wysunęłam
biodra, więc wszedł głębiej.
Poruszył
się raz i drugi, a ja dopasowałam się do jego ruchów, i jeszcze, i jeszcze, a
potem chciałam więcej.
Zarzuciłam
pięty na jego plecy tak, jak to zrobiliśmy poprzednio, bo pragnęłam go poczuć
tak samo dobrze, jak poprzednio.
Ruszał
się, a ja czułam tak fantastycznie, jak
za pierwszym razem.
I
to było chyba niemożliwe, ale wydawało mi się, że to było jeszcze lepsze niż poprzednio.
Ruch,
to powtarzające się wchodzenie i wychodzenie, to głaskanie, nas pochłaniało.
Filip
ruszał się, ja starałam się wychodzić naprzeciwko jego ruchom, kiedy czułam
bardzo szybko narastającą rozkosz, a potem zaczęłam odlatywać.
Rytm,
jaki osiągnęliśmy porwał nas.
Nie
mieliśmy odwrotu.
Ale
tym razem byłam świadoma tego, co się działo i czekałam na to.
Może
dlatego w momencie kulminacji całowałam szyję Filipa, trzymałam dłońmi jego
szyję, a potem zaczęłam jęczeć i wystękałam - Filip, ja zaraz… - a dopiero potem doszłam.
I
to jak.
Dochodząc,
czułam jego ruchy.
Jego
niekontrolowane uderzenia.
A
jednocześnie czułam jak świat się rozpadał, a ja byłam jedną z cząstek tego
rozpadu, a może wieloma cząstkami.
A
potem usłyszałam - Aniu - wyjęczane
wprost w moje włosy.
I
to brzmiało jeszcze piękniej, niż to,
jak mówił wcześniej moje imię.
Czysta
rozkosz.
Chciałam,
żeby to trwało i nie kończyło się.
Leżeliśmy
przez chwilę, kiedy nasze oddechy się uspokajały, a ja pomyślałam, że tak
właśnie wygląda miłość.
Pełna
i kompletna.
Pojednanie
z dobrym człowiekiem, który się mną opiekował.
Pełne
połączenie.
Duchowe
i cielesne.
Filip
wysunął się ze mnie, ale dużo delikatniej niż poprzednio i wytłumaczył się:
-
Muszę zrobić porządek z prezerwatywą.
Co?
Nie
zauważyłam, kiedy założył prezerwatywę.
W
ogóle na niego nie spojrzałam.
Znowu.
Zajmowałam
się tylko sobą.
Powinnam
to naprawić.
Nauczyć
się go pieścić.
Poznać
jego ciało.
Kiedy
wracał z łazienki, patrzyłam więc na niego, podziwiałam jego płynne, pewne
ruchy i zachwyciłam się tym, jak pięknie wyglądał nago.
Nagi
mężczyzna.
Mój nagi
mężczyzna.
Nie
wiedziałam, skąd przyszła mi do głowy ta myśl, ale spodobała mi się.
Wtedy
spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam w nich zachwyt.
O, Matko Jedyna!
Podobało
mu się to, że mnie widział, że byłam naga w jego łóżku, a może ja podobałam mu się naga?
Nie.
To
nie mogło być możliwe.
Z
pewnością widział dużo o wiele ładniejszych kobiet.
Nagich
kobiet.
Poczułam
ukłucie zazdrości, ale o wiele, wiele
gorsza była świadomość, że mógł znaleźć ładniejszą kiedyś później.
I
odejść.
Ale,
ale, o czym ja myślałam.
My
jeszcze nawet tak naprawdę nie byliśmy razem.
Musieliśmy
najpierw szczerze porozmawiać ze sobą.
Kiedy
właśnie to pomyślałam, Filip dotarł do mnie leżącej w łóżku i wszedł na nie
kolanem, a potem wczołgał się w górę.
Pocałował
mnie lekko w czubek nosa.
Ułożył
się wzdłuż mnie tak, że oboje leżeliśmy na bokach, przykrył nas kołdrą i
przysunął blisko swój przód do mojego przodu.
Bardzo
blisko.
Nigdy
nie leżałam naga z kimkolwiek w łóżku, a nawet sama nigdy nie bywałam naga w
łóżku.
Nie
lubiłam spać bez ubrania nawet w najbardziej gorące dni.
Ale
teraz nie czułam się niekomfortowo.
To
było naturalne.
Filip
oparł się jednym ramieniem obok mojej głowy, zgiął rękę w łokciu i oparł głowę
na dłoni.
Jego
ciemne, długie, uwolnione przeze mnie z gumki włosy rozsypały się na jego ręce
i plecach.
Drugą
ręką gładził w zamyśleniu moje ramię, szyję i bok mojej głowy i patrzył na
swoje palce.
-
Jesteś taka piękna - powiedział cicho niby do siebie, a ja ponownie wstrzymałam oddech.
Tak
myślał?
Położyłam
dłonie płasko na jego nagiej piersi, więc czułam pod palcami szorstkie włoski.
Patrzyłam
szeroko otwartymi oczami w jego oczy, ale on nie skończył.
-
Piękna, dobra, słodka i czysta - mówił dalej, po czym przerwał na kilkanaście
sekund, bo dodać - Nie powinienem cię wciągać w moje życie.
Położył
ciężej dłoń na boku mojej szyi i spojrzał mi prosto w oczu.
-
Ale jestem egoistą - mówił - i chcę cię mieć dla siebie. Nawet, jeśli myślę, że
dla swojego dobra powinnaś odejść.
-
Filip… - szepnęłam i przesunęłam jedną rękę wyżej, na jego szyję i we włosy na
karku.
-
Nie - przerwał mi - Pozwól mi powiedzieć.
Zamilkłam,
z trudem przełknęłam ślinę i skinęłam głową.
-
Robiłem w życiu wiele różnych złych rzeczy. Bardzo wiele. Bardzo złych -
wyjawił mi - Większość z tego była brudna, nielegalna, bardzo brzydka. Kradłem, oszukiwałem, zabijałem. Aniu! Nie chcę, żebyś była w
to zamieszana.
Nie
powiedział mi nic nowego, ale pierwszy raz usłyszałam to bezpośrednio od niego,
więc zamknęłam usta i czekałam w napięciu.
-
Powinienem cię przed tym chronić - tłumaczył - ale tak bardzo cię pragnę. Egoistycznie pragnę cię mieć dla siebie, nie
pozwolić ci nigdy odejść.
To,
że czuł się w ten sposób, myślał tak o sobie było prawie bolesne, ale cieszyłam się, że nie chciał mi pozwolić odejść.
Dłonią
z jego włosów przejechałam po jego szyi i boku jego szczęki i zapatrzyłam się
na jego piękne, rzeźbione usta.
-
Więc nie pozwól - szepnęłam.
-
Co? - szarpnął głową, więc spojrzałam w jego oczy.
-
Nie pozwól mi odejść - powiedziałam mocniejszym głosem.
Uciekłam
wzrokiem na jego ramię, a później zdecydowałam się na szczere wyznanie, które byłam
mu winna i ponownie spojrzałam prosto w jego piękne, piwne oczy.
-
Kiedyś czułam się lepsza od innych, bo przysięgłam sobie zachować czystość do
ślubu - powiedziałam mu - Pogardzałam
ludźmi, którzy kłamali, pili alkohol, palili papierosy, brali leki i uprawiali
seks.
Przełknęłam
ślinę, bo musiałam mu się przyznać do
mojej największej głupoty, najgorszego aktu pychy, za który zostałam ukarana.
-
A potem okazało się, że mój najmłodszy brat, zaledwie rok starszy ode mnie,
najbardziej przeze mnie kochany, związał się z Królem Przestępców, Złym
człowiekiem, i handlował narkotykami, brał udział w orgiach i libacjach
alkoholowych.
-
Aniu - Filip mruknął, jakby chciał mi przerwać, ale musiałam mu wszystko powiedzieć.
-
Kiedy poszłam raz do niego, żeby go upomnieć, naprowadzić na dobrą drogę, bo
myślałam w swoim zadufaniu, że mam prawo go oceniać i napominać, Król
Przestępców był akurat u niego, by ściągnąć dług - zamknęłam oczy na
wspomnienie tamtego upokarzającego wieczoru, kiedy to zmieniło się całe moje
życie - Stałam tam dumna, wyprostowana i pogardliwie rzucałam mu w twarz jego
grzechy.
Wciągnęłam
drżąco powietrze.
-
A kiedy Zły spojrzał na mnie, a ja pyskowałam o czystości, wymyślił sobie, że
weźmie mnie jako spłatę długu i
zaproponował układ - otworzyłam oczy i patrzyłam wprost na Filipa.
-
Aniu… - głos Filipa był naglący,
jakby nie chciał słuchać dłużej ani słowa.
-
Wyszłam wtedy stamtąd - wyznałam - Odrzuciłam jego awanse. Ale on nie
zapomniał. A mój brat zapłacił swoim życiem.
Ostatnie
słowa powiedziałam z bólem, z którym żyłam od lat, bo mój brat zapłacił nie
tylko życiem.
Zapłacił
również godzinami tortur, o czym z radością doniósł mi Zły, kiedy próbował
ponownie namówić mnie, bym została jego utrzymanką.
Schowałam
twarz w piersi Filipa i przez kilka minut oddychałam ciężko, a on mi pozwolił.
Potem
odchyliłam głowę i spojrzałam na niego.
-
Nieznajomy pracował dla Złego - kontynuowałam cichym głosem - Ostrzegł mnie,
kazał mi uciekać, kiedy zrobiło się niebezpiecznie. Nauczył mnie, jak się kryć.
Kupił mi nowe tożsamości. To on nauczył mnie, że ktoś, kto czasem robi coś
złego, może tak naprawdę być dobry.
Filip
patrzył na mnie w milczeniu.
-
Robiłeś złe rzeczy - podsumowałam, głaszcząc bok szczęki Filipa - ale miałeś dobre intencje. Chciałeś pomóc cioteczce
utrzymać rodzinę.
-
Powiedziała ci - wymamrotał Filip.
-
Tak - szepnęłam i pogładziłam czubkami palców skórę pod jego okiem.
Kochałam
go.
Byłam
tego całkowicie świadoma i bałam się tego.
Ale
musiałam to przyznać przynajmniej przed sobą.
-
Masz takie piękne oczy - wyszeptałam nagle.
Spojrzał
na mnie zaskoczony, a potem uśmiechnął się powoli i seksownie.
I
stał się jeszcze piękniejszy.
*****
Filip
Godzinę później
Chryste
Wszechmogący.
Kochał
ją.
Niezależnie
od tego, co czuł na temat tego, czy powinien, jak bardzo go to pieprzyło, zakochał
się w tej cudownej, słodkiej kobiecie, która właśnie ufnie wtulała się w jego brzuch
nago plecami, chociaż przez tygodnie mieszkania z nią nigdy, ani razu nie
zauważył, żeby choćby przemykała nago do łazienki.
Kurwa,
czerwieniła się nawet, jak pomagał jej rozpiąć pieprzone guziki czy też zdjąć cholerną
bluzkę i spodnie.
Ktoś, kto czasem
robi coś złego, może tak naprawdę być dobry.
Jej
słowa dźwięczały mu w uszach.
Filip
nie znał bezinteresownej miłości, jaką inni dostają od rodziców, dziadków czy
innych osób.
Gdyby
nie cioteczka Thelma i jej rodzina, nigdy w ogóle nie znałby miłości w swoim
życiu.
Został
jako gówniany noworodek znaleziony przypadkiem na pieprzonym śmietniku i nawet
jeszcze nie odpadła mu cholerna pępowina.
Ze
swoich jebanych akt, które wyciągnął nielegalnie, dowiedział się, że tuż po
urodzeniu miał alkohol we krwi i przez to nie dostał się nigdy do pieprzonej adopcji,
bo kolejni potencjalni cholerni rodzice obawiali się u niego FAS, czyli
Alkoholowego Efektu Płodowego.
Bali
się tego, na co mógłby chorować przez jego własną pierdzieloną matkę-ćpunkę i alkoholiczkę, która nawet go nie
chciała.
Nie dbała o niego nawet na
tyle, żeby nie pić.
Więc
od wczesnego dzieciństwa przechodził przez kolejne rodziny zastępcze, aż jako
dziesięciolatek trafił do domu cioteczki.
Był
trudnym dzieckiem.
Wiedział
o tym teraz.
Cioteczka
była pełna miłości i cierpliwości, więc ciężko napracowała się nad tym, żeby
się całkowicie nie stoczył w gówno już jako nastolatek.
Kiedy
tylko ukończył odpowiedni wiek, a nawet wcześniej, bo trochę sfałszował swoje
dokumenty, trafił do wojska, a zaraz potem na pieprzoną misję.
Nie
miał nawet dwudziestu lat.
Komuś
spodobało się to, jak sobie radził z elektroniką.
Miał
szczęście, że od razu na pierwszej akcji spotkał Davida.
Natychmiast
nawiązali współpracę, bo David szybko mu zaufał, chociaż Filip nadal nie
wiedział dlaczego.
Potem,
po powrocie, ich drogi nieco się rozeszły, bo Filip potrzebował dużo pieniędzy
dla cioteczki, a David nie pochwalał tego, jak
Filip je zdobywał.
Ale
kumpel nadal trochę mu pomagał.
Niezależnie
od tego, ile przeżył i co w życiu widział, Filip umiał teraz rozpoznać to, co
czuł.
A
była to czysta miłość, nieskażona nawet pożądaniem, jakie czuł do Ani.
Seks
tylko to uzupełniał.
Więc,
kiedy zobaczył, jak po ich powrocie z kolacji u cioteczki poszła szybko do
sypialni ze skulonymi ramionami, bo poczuła się wygoniona przez niego, bo
dokładnie to zrobił, wygonił ją, popieprzyło
go to.
Ale
jeszcze myślał, że wytrzyma.
Da
radę odsunąć się i utrzymać ją w czystości.
Ale
potem wróciła i poprosiła go o rozpięcie tej pieprzonej sukienki.
Sukienki,
która kosztowała Filipa cholerne godziny
tortur, bo podkreślała kształty Ani i powodowała, że marzył o tym, żeby ją z
niej zdjąć.
Albo
przynajmniej ją dotknąć.
Kiedy
potem wróciła prawie biegiem do sypialni z odsłoniętymi plecami, on stał pod
drzwiami i słyszał, jak Ania, tuż za nimi, a potem nieco dalej, wstrzymywała
oddech, więc wiedział, że starała się nie płakać.
Zranił
ją.
Nie
mógł tego znieść.
Nie
chciał jej ranić.
Dlatego
wtargnął do sypialni i padł na kolana, czego nie zrobił nigdy dla nikogo i błagał ją o wybaczenie.
Już
wtedy powinien wiedzieć.
Powinien
poczuć, że to była miłość.
Ale
byli w trakcie rozbierania się, więc podniecenie ogarnęło ich oboje.
Po
wszystkim Filip zaczął myśleć, że dobrze się stało, bo jego miłość została
uzupełniona o bliskość, o jakiej nie śmiał marzyć.
Ania
była słodka, czysta i niewinna, ale niesamowicie gorąca.
Tak
namiętna, że przez to pomylił się za pierwszym razem, bo sądził, że to z
doświadczenia.
A
teraz myślał o tym, jakie to było wspaniałe.
Kurewsko
genialne!
Mógłby
ją wiele nauczyć.
Kiedy
usłyszał ją, mówiącą o tym, że podobają jej się jego oczy, wiedział, że może
wziąć to od niej jeszcze raz, ale tym razem zamierzał jej to pokazać.
Dlatego
właśnie pochylił się, żeby ją pocałować, a kiedy się rozgrzali, odsunął się i
powiedział - Weź go.
Jego
głos wskazywał na jego podniecenie, a ona jeszcze tego nie rozpoznawała.
Filip
wiedział to, kiedy się zawahała.
Ania
nigdy nie słyszała takiego głosu od mężczyzny, ale nauczy się.
Nauczyła
się tego dnia, że wystarczył jej dotyk, żeby jego kutas stwardniał i domagał
się pieszczoty.
Odchyliła
kołdrę i spojrzała na niego.
Pieprzyć
go!
Filip
lubił ten zachwyt malujący się na jej twarzy.
Kiedy
go objęła delikatnie, jakby był ze szkła, Filip prawie się zaśmiał, chociaż nie
było mu do śmiechu.
Jego
kutas zaczął być obolały i pożądał mocnego uchwytu jak szalony, więc Filip ujął
paluszki Ani swoimi palcami, by wzmocnić jej nacisk, a później przeciągnął ich połączonymi
dłońmi po kutasie.
-
O, tak właśnie - wymruczał - Mocno.
Potem
zabrał dłoń, a Ania, pieprzyć go,
powtórzyła ten ruch prawie idealnie tak samo, zaciskając palce tak, że prawie
doszedł od jednego pogłaskania.
Kurwa,
jak dobrze!
Jęknął.
Rzucił
się ustami do jej ust.
-
Przepraszam cię - wymamrotał tam - Nie wytrzymam. Jest za dobrze.
Nie
wydawała się mieć nic przeciwko temu.
Wręcz
przeciwnie, natychmiast rozłożyła nogi i pociągnęła kutasa, jakby chciała go
wprowadzić sobie do środka.
-
Gumka - mruknął Filip.
-
Och - szepnęła i zabrała rękę, ale wygięła szyję, żeby patrzeć.
Więc
pokazał jej, a nawet specjalnie podniósł pakiecik, żeby obejrzała sobie jak go
rozrywał i wyciągnął gumkę.
Cały
czas ją ucząc.
Zamierzał
ją dużo nauczyć.
Bardzo
dużo.
Oddawała
mu się namiętnie, więc wiedział.
Lubiłaby
to.
To
byłoby ich życie.
To
była jego kobieta.
Jego
Ania.
Dlatego teraz właśnie, patrząc w przyszłość z
ufnością, Filip przytulił mocniej swoją kobietę, pocałował ją w ucho i
wymamrotał - Śpij, kochanie.
-
Dobranoc, Filip - odszepnęła i przycisnęła się do niego krótko, a potem ułożyła
się wygodniej otoczona jego ramionami.
Po
kilku minutach Filip poczuł, że jej ciało rozluźniło się.
Po
kolejnych kilku minutach jego ciało również się rozluźniło.
Oboje
zasnęli.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń