poniedziałek, 18 lipca 2022

10 - Przyjaciele

 

Rozdział 10

Przyjaciele

Filip

 

 

Następnego dnia po południu

Filip nigdy o to nie prosił, bo też i nigdy nie potrzebował pomocy kumpli przy rozwiązywaniu swoich problemów.

Zawsze ze wszystkim dawał sobie cholerną radę sam i nie bardzo lubił pieprzonego naruszania swojej cholernej prywatności.

Nawet, jak im ufał, to tym razem też by nie poprosił.

Ale chodziło o Anię.

Kurwa!

Znali się z tymi facetami z różnych miejsc i byli tacy, z którymi znał się lepiej, bo odbyli razem jakąś misję, ale Filip nie był aż tak długo w wojsku, żeby znać stamtąd kogoś więcej niż dwóch kumpli.

Co innego David.

Z Davidem Filip znał się najdłużej i najlepiej, a David umiał najlepiej ocenić sytuację i mógłby przewodzić wszystkiemu.

Kiedy David poznał wszystkie cholerne okoliczności, został wprowadzony w całość popieprzonych zawiłości tego, w co wpakował Anię tamten cholerny porąbaniec, natychmiast zaczął mówić o wprowadzeniu w to kilku facetów, na których mogli liczyć.

Bo pewne przyjaźnie są niezniszczalne.

Tamtej nocy David przejął Anię z rąk Filipa w pracy tuż za progiem remizy, co powiedziało pieprzonym facetom, z którymi pracowała Ania nawet więcej, niż Filip by chciał, żeby wiedzieli, ale miał to w dupie.

Nawet tych dwóch cholernych plotkarzy, Billy’ego i Sama.

Filip podjechał Rubicon’em na pieprzony parking na tyłach remizy równo o szóstej po południu, żeby mieć pewność, że wszyscy będą już w pracy i obejdzie się bez rozmów na parkingu i niepotrzebnego wiszenia na widoku.

Ania, oczywiście, poczekała, aż wysiadł, obszedł maskę swojego SUV-a i otworzył jej drzwi, a potem podała mu obie dłonie, żeby mógł ją wyciągnąć na ziemię i przyciągnąć do siebie.

Nie wydawała się być spięta, niechętna temu lub wystraszona.

Ufała mu.

Nie patrzył na nią, tylko rozglądał się po okolicy, ale czuł to, że mu ufała i opierała się na nim, czuł do głębi swoich wnętrzności i lubił to.

Objął ją ochronnie ramieniem, przyciągając do siebie za ramiona, zatrzasnął jej drzwi i zamknął SUV-a, a potem poprowadził ją dookoła budynku remizy klnąc w duchu na konieczność obchodzenia budynku w ten sposób.

Kurwa!

Na widoku.

Weszli do remizy objęci, Ania z ramieniem Filipa nadal wokół swoich ramion, a on z jej ramieniem wokół swojej talii.

Filip skinął brodą Jimmy’emu, Alexowi, potem Olgierdowi, który pojawił się w drzwiach swojego biura, a potem Filip podał Davidowi torbę Ani, złapał jej kark, przysunął do sobie i pocałował ją krótko w usta.

Bez słowa odwrócił się i wyszedł, ale w ciągu nocy kilka razy wysyłał do Davida i do niej SMS-y i dostawał odpowiedzi.

Nie przyznał się im, że tuż po północy przez prawie godzinę krążył po okolicznych pieprzonych uliczkach i obserwował pieprzony teren.

Nie chodziło o brak zaufania.

Po prostu denerwował się.

Nie pozwól mi odejść - dźwięczało mu w głowie, ale miało to dwa wymiary, a nie wiedział, co popieprzony świr wymyślał na nią.

Po powrocie do domu położył się do łóżka, a nawet zasnął, ale po dwóch godzinach obudziło go przenikliwe gówniane poczucie porzucenia, cholernej pustki w ramionach, chociaż Nessie przygarnęła się do jego nóg, jakby ona również czuła się osamotniona.

Rano pojechał Rubicon’em po Anię i równo o szóstej był na parkingu przy remizie, akurat na czas, żeby zobaczyć Davida, którego uprzedził SMS-em, że zaraz będzie, wychodzącego za Anią z czujnym spojrzeniem rzucanym dookoła tak jak wtedy, kiedy odgrywał rolę ochroniarza Maggie czy Sophie.

Więc Filip wiedział, że kumpel się przejął.

Pieprzone dzięki.

Na Davida zawsze mógł liczyć.

Obejmując Anię ramieniem przed wsadzeniem jej do swojego SUV-a, podziękował mu skinieniem brodą, bez słów, ale ich nie potrzebowali, bo obaj wiedzieli, że każdy z nich zrobiłby to dla drugiego.

Wrócili z Anią Rubicon’em do domu na śniadanie, na które Filip przyszykował dla nich obojga jajecznicę z boczkiem, a potem położyli się spać.

Filip trzymał Anię blisko siebie, bo tylko wtedy czuł, że ją miał.

Kurwa!

Wciąż nachodziły go złe, miażdżące go wspomnienia tych kilku cholernie gównianych godzin spędzonych na przenikającym go pieprzonym, bolesnym poczuciu porzucenia, kiedy wyjechała.

Nawet, jak wiedział, że sama, nie wołana, nie szukana, wróciła do niego i kochała go, więc wracałaby do niego zawsze.

Położyła się do łóżka pierwsza, a on najpierw krzątał się po domu, by sprzątnąć kuchnię po śniadaniu i nakarmić Nessie, która wchodziła mu pod nogi, ale potem wszedł do sypialni, spojrzał na jej śpiącą sylwetkę z kusząco wypiętym biodrem w półmroku jego sypialni, więc zdjął dżinsy i koszulkę, by do niej dołączyć w jego łóżku.

W samych bokserkach wszedł do łóżka za jej plecami i, starając się jej nie obudzić, wsunął się do niej pod kołdrę.

Zmęczony po niespokojnej nocy, którą musiał spędzić z dala od swojej Ani, zasnął w kilka minut po tym, jak przysunęła się sennie tyłkiem do jego brzucha.

Jezu Chryste, jak on to lubił.

Objął ją jednym ramieniem wokół talii i pod żebrami, a drugą rękę przełożył pod jej głowę, wokół dekoltu i przyciągnął ją blisko, wtulając nos w jej szyję tuż przed zaśnięciem.

Kiedy obudzili się cztery godziny później, a właściwie obudził ich dzwonek telefonu Filipa, przekonał się, że spali bez zmiany pozycji.

Odsunął od Ani jedną rękę i przeturlał się na plecy, żeby sięgnąć telefon ze swojej szafki nocnej.

Spojrzał na wyświetlacz.

Dzwonił David.

- Yo - mruknął Filip zaspanym głosem i poczuł, że Ania wcisnęła sennie swoje plecy na jego brzuch, kiedy przeturlała się na niego.

- Umówiłem facetów na popołudnie - mruknął David, który, najwidoczniej nie miał okazji lub nie potrzebował przespać się aż tak długo.

A potem wyrzucił z siebie szybko propozycję, rozumiejąc rozterki Filipa i jego niechęć przed zostawieniem jej bez opieki, że Ania powinna spotkać się w domu Davida z Maggie i Sophie.

Filip nie był pewien konieczności wprowadzenia facetów, chociaż David go przekonywał, bo Filip nie lubił się dzielić informacjami, ale z drugiej strony Filip wiedział, że sam nie dałby rady uchronić Ani przed niebezpieczeństwem.

Nie przed takim.

Zgodził się na spotkanie, a zrobił to, leżąc z nią w łóżku, wąchając jej włosy i wiedząc, że nie spała, więc wiedziała o wszystkim jeszcze, zanim się rozłączyli z Davidem i Filip odłożył swój telefon z powrotem na szafkę nocną.

- Hej - mruknął później do niej i objął dłonią bok jej głowy, by odwrócić ją do przodem siebie.

- Hej - szepnęła na wydechu, podniosła głowę, uśmiechnęła się i przetoczyła tak, żeby przerzucić nogę i rękę przez jego ciało.

Czuł na boku żeber ciepło jej cycków, jej delikatną dłoń na swojej klatce piersiowej, a jej gorącą cipkę na swoim biodrze.

Kurwa, jak dobrze.

Trzymał jej twarz zwróconą do swojej, więc musiał tylko trochę się zgiąć, żeby sięgnąć do jej ust.

I wziął je w długim, mokrym pocałunku.

Kiedy odsunął się odrobinę, spojrzał w jej granatowe oczy i przekonał się, że patrzy w jego pożądliwie, chociaż niepewnie.

- Aniu? - szepnął pytająco, żeby ją zachęcić.

Wyglądało, jakby podjęła decyzję, podniosła się na przedramieniu, zasysając obie wargi między zębami, a potem zawisła twarzą nad nim i spojrzała na jego klatkę piersiową.

- Mogę? - szepnęła.

- Ależ proszę - odszepnął, opanowując śmiech, bo pytała.

Rozchylił ramiona, żeby jej nie krępować.

Dotknęła rozchylonymi ustami podstawy jego szyi, więc poczuł jej gorący oddech, a potem sunęła powoli coraz niżej, przyszczypując go co chwilę wargami lub dla odmiany wysuwając język, by go polizać.

Jezu Chryste!

Myślała, że mógłby kiedykolwiek odmówić czemuś takiemu?

Bawiła się smakowaniem jego skóry coraz niżej, aż doszła do brzegu slipek i odchyliła je delikatnie, spoglądając w górę, w jego oczy, kiedy on podtrzymywał jedną dłonią jej włosy, a drugą swoją głowę, żeby patrzeć.

A potem nie była już niepewna i delikatna.

Rozpaliła się.

Pokazała mu, że czegoś się nauczyła i to było kurewsko fantastyczne!

Kiedy wsuwała twardego kutasa głęboko do swoich cudownych ust po genialnym, dokładnie tak mocnym, jak lubił, pieszczeniu go ręką i lizaniu jego jąder, nie wytrzymał i przeturlał się, by wejść na nią.

Oparł się na przedramieniu, przegarnął jej włosy z boku głowy, a potem gładził jej szyję, dekolt, aż zjechał do piersi, żeby podnieść ją i ująć wargami.

Wygięła klatkę piersiową w jego stronę, wbijając pierś głębiej w jego usta i jęknęła przeciągle.

Przesunął dłoń na jej biodra, a potem patrzył jej prosto w półprzymknięte oczy, kiedy wsunął dłoń między nich i dotknął łechtaczki.

Przeciągnął palcem po jej wilgoci i sapnęła.

Rozchyliła mocniej nogi, ujął kutasa i naprowadził czubek na jej środek.

Wsuwał się powoli i delikatnie, kiedy nagle napięła biodra i nabiła się na niego, nie czekając na jego ruch, więc wszedł od razu do końca.

Jezu Chryste, jaka gorąca.

Wziął ją głęboko i mocno, kolejny raz czując cudowną, aksamitną wilgoć i gorąco jej wnętrza, które obejmowało go ciasno i przyjmowało gościnnie.

I jechał ostro.

Dopiero, kiedy usłyszał krzyk jej rozkoszy, pozwolił sobie na uwolnienie.

A potem uspokoili swoje oddechy, leżeli przez chwilę, wtuleni w siebie i dopiero później poszli pod prysznic, by przygotować się na ich dzień.

Cały dzień, który mieli spędzić razem, chociaż przez dwie godziny oddzielnie.

Filip wyszedł spod prysznica jako drugi, a Ania w samych majtkach suszyła sobie włosy, stojąc przed lustrem w łazience.

Wycierał się, kiedy zauważył, że Ania nie patrzyła w lustro, które i tak był mocno zaparowane, więc nic by nie widziała, tylko zerkała na niego.

Zagryzała wargę, prawie dotykając wzrokiem jego brzucha i bioder.

Uśmiechnął się pod nosem z zadowolenia, bo było widać, że znowu się podnieciła, ale pocałował ją przelotnie w ramię i wyszedł do sypialni, by założyć slipki, spodnie dresowe i koszulkę.

Myślał o tym, jaka była gorąca i jakie dziwne było to, że utrzymała swoje dziewictwo tak długo, będąc taka, kiedy wyszła z łazienki, skierowała się do szuflad i rzuciła ręcznik na podłogę, by założyć swoje spodnie dresowe i koszulkę.

Całkowicie swobodna w jego obecności.

Pieprzone dzięki Chrystusowi.

Zebrał ich ręczniki, wczorajsze ubrania i ruszył w stronę pralki.

- Zostaw - usłyszał, jak zawołała za nim - ja to zrobię.

- Skarbie - mruknął, ale nie zatrzymał się - wolę śniadanie zrobione przez ciebie. Ja mogę wstawić pranie.

Uśmiechnęła się do niego, ale już tego nie oglądał, tylko poszedł wstawić pranie, żeby miała czas na przygotowanie mu czegoś specjalnego.

Bo już wcześniej dowiedział się tego o niej.

Jego Ania umiała gotować.

W kuchni, kiedy siedział na stołku, a ona przygotowywała dla nich gorące zawijane bułki z cynamonem, coś, czego Filip nigdy nie próbował, ale już jako surowe ciasto pachniało zajebiście, zaczęli rozmawiać.

- Mógłbym codziennie tak się budzić - przyznał Filip, patrząc na jej sprawne ręce, zagniatające ciasto.

- Z taki ciepłym, pachnącym posiłkiem - spytała, podeszła do szuflady po odłożeniu ciasta na blat, ale spojrzała na niej kokieteryjnie.

Filip widział u niej to nieświadome, cudowne spojrzenie kilka razy i za każdym jego kutas reagował tak samo.

Twardniejąc i drgając.

Tak jak i teraz, chociaż dopiero co ją miał.

Filip warknął, wychylił się do niej, schwycił jej kark i przyciągnął ją do siebie po krótki, ale mocny pocałunek.

- Z twoimi ustami na mnie - zauważył, kiedy ją puścił.

- Tak - szepnęła i jej twarz złagodniała - Ja też to lubię.

Filip tak jakby to zauważył.

Wyjęła z szafki blachę, z innej papier do pieczenia, a Filip obserwował to, jak krzątała się po jego kuchni i zastanawiał się, kiedy, do cholery, zdążyła to wszystko kupić i umieścić w jego szafkach.

Lubił to.

Szykowała tam ich brunch, jakby była w swojej kuchni, a jemu to się podobało i nagle zechciał, żeby ta kuchnia stała się bardziej jej, ich.

- Musisz zwolnić swoje mieszkanie - wybełkotał bez zastanowienia.

- Co? - szarpnęła całym ciałem w jego stronę z zaskoczeniem.

- Mieszkasz tu - wyjaśnił, ale lekko się napiął, bo nie rozumiał jej reakcji - Nie potrzebujesz go już.

- Filip - szepnęła i w dalszym ciągu się nie poruszyła.

- Skarbie - mruknął Filip i wstał, by przysunąć się do niej te dwa kroki, które zdążyła się odsunąć, kiedy kręciła się po kuchni - Myślałem, że tego chcesz.

- Ja… - nagle usłyszał w jej głosie zdławiony dźwięk, który już znał, dźwięk przełykanych łez - Chcę, ale… nie myślałam, że ty…

- Aniu - mruknął, kiedy przysunął się do jej ciała na całej długości, aż oparła białe od mąki dłonie o jego koszulkę - Przecież to jasne, że lubię to, jak tu jesteś i nie chcę, żebyś kiedykolwiek odeszła.

- Tak - szepnęła, oparła się o niego i nagle uśmiechnęła się radośnie - Tak! - powtórzyła głośniej.

- Więc załatwione? - powiedział i również się uśmiechnął.

Wycofał się tyłem, by posadzić swój tyłek na stołek i patrzył, jak zabrała się za wałkowanie ciasta w duży prostokąt.

- Właściwie - zaczęła - to ja już nie mam mieszkania. Ale, oczywiście, wypadałoby załatwić to oficjalnie z Dominikiem i uregulować… No wiesz.

Och, tak.

Filip nie pomyślał o tym, ale przecież Ania mieszkała u niego od ponad miesiąca, nie miała w tamtym mieszkaniu żadnych swoich rzeczy, a on nigdy nie zapytał, czy płaciła czynsz.

Najwidoczniej nie.

Rozluźnił się.

Załatwiła to mimochodem, sprowadzając się do niego bez pytania i bez jego świadomości, ale najprawdopodobniej tak robiła zawsze.

Po prostu szła dalej.

Dlatego nie pomyślała o tym, żeby z nim porozmawiać.

A nie dlatego, że znowu szykowała się do ucieczki.

Prawda?

Więc rozmawiali, Filip zrobił kawę, którą popijali niespiesznie z kubków, siedząc na kanapie, gdzie się przenieśli, by poczekać, aż bułeczki się upiekły, zjedli jeszcze gorące, a potem wybrali się do sklepu.

W międzyczasie Ania zadzwoniła do Dominika i umówiła się na spotkanie, by podpisać rozwiązanie umowy.

Filip natomiast usiadł do komputera, żeby znaleźć w Internecie informację, jaki ekspres byłby najlepszy dla nich, żeby jego Ania miała dobrą kawę.

A po wizycie w sklepie, powrocie do domu, rozpakowaniu zakupów, zostawieniu w pudełku ekspresu ciśnieniowego, na jaki się zdecydowali, a może raczej Filip zdecydował, i do kawy rozpuszczalnej zjedzeniu ciastek, które sobie kupili, pojechali do przyjaciół, by zawieźć tam kilka bułek cynamonowych z tych upieczonych przez Anię.

Mieli się rozstać, bo Filip zawoził Anię do Maggie, gdzie miała przyjechać jeszcze Sophie, a potem Filip miał pojechać Rubicon’em na miejsce wskazane mu przez Davida.

Ania nadal nie miała swojego samochodu po tym, jak Filip obejrzał jej najnowszy zakup, wściekł się na niego i, milcząc, odprowadził go do dealera.

Miał ochotę go złomować.

Nie rozmawiali o tym.

Jeszcze nie był gotów.

Podjechał Rubicon’em do krawężnika przed domem Davida i Maggie, odpiął swoje pasy, spojrzał krótko na Anię, żeby zauważyć, że rozpinała swoje powoli, oczekując na to, aż on wysiądzie i przejdzie na jej stronę.

Lubiła to tak samo jak i on.

Dobrze.

Filip wysiadł, lekko uśmiechając się pod nosem, przeszedł dookoła maski, nieznacznie rozglądając się po okolicy, podszedł do jej drzwi i otworzył je.

Ania natychmiast wyciągnęła do niego obie ręce i zwróciła w jego stronę kolana, by mógł ją wyciągnąć do swojego ciała z samochodu i postawić na nogi.

Kiedy już ją tam miał, jedną ręką objął ją pod ramieniem za plecami, a drugą sięgnął za nią, by zatrzasnąć jej drzwi.

Położyła obie dłonie na jego klatce piersiowej i wpatrzyła się w jego oczy, czegoś w nich szukając.

Nie zastanawiał się nad tym, bo wiedział, że za kilka sekund David otworzy drzwi i będzie czekał, aż wejdą.

Nie mógł pozwolić kumplowi czekać.

Pociągnął Anię za rękę krótkim chodnikiem do drzwi domu Davida i Maggie, a zanim doszli, już się otworzyły.

Stanął w nich, ubrany w dżinsy, bluzę i buty zimowe, David, który, dla niezorientowanych, patrzył tylko na Filipa i Anię z lekkim powitalnym uśmiechem.

Dla bardziej uważnych cholernie widoczne było szybkie spojrzenie, którym ogarnął pieprzoną ulicę.

Filip był wdzięczny za czujność kumpla.

Weszli szybko za próg, rzucając mu w przejściu ciche powitanie, kiedy to David ponownie dotknął policzkiem do policzka Ani.

Filip doszedł do wniosku, że powoli się do tego przyzwyczajał.

Przywitali się z Maggie, która przyszła do nich, jak zwykle, w samych skarpetkach, ubrana w niebieską koszulkę z kwiatowym nadrukiem i granatowe dżinsy, z rozwianymi włosami, których nie spinała, odkąd nie pracowała jako księgowa i zdjęli z siebie zimowe okrycia, by je powiesić przy drzwiach.

Maggie i Ania weszły natychmiast potem do salonu, rozmawiając o swoich sprawach, a Filip został z Davidem w kuchni.

David zaproponował kumplowi piwo, ale ten odmówił i stali po prostu z biodrami opartymi o oblat kuchenny, Filip o wyspę, a David naprzeciwko niego.

- Pojedziemy oddzielnie - stwierdził David.

Filip się nie odezwał ani nie poruszył, bo to nie było pytanie.

- Ja pierwszy, a ty pięć minut po mnie - dodał David.

Filip skinął delikatnie głową na znak, że usłyszał.

- Czekamy, aż przyjedzie Sophie - dokończył David i ruszył się, więc Filip poszedł za nim, więc weszli do salonu, gdzie kobiety siedziały na kanapie Maggie i w fotelu Ania.

Filip przysiadł bokiem biodra na oparciu jej fotela, a Ania oparła się o niego ramieniem i bokiem głowy.

Lubił to.

Położyła poufale dłoń na jego udzie, a Filip objął jej ramiona swoim ramieniem i swobodnie rozmawiali z Davidem i Maggie.

Dwie minuty później David podniósł się z kanapy i poszedł w kierunku drzwi, bo, tak jak Filip, usłyszał podjeżdżającego do krawężnika Raptora Sophie.

 Dodatkowym plusem tego, że kobiety miały być we trzy, było to, że pickup Sophie był samochodem bardzo męskim.

Dla niezorientowanego wyglądało to tak, jakby w domu był z kobietami jakiś mężczyzna.

Filip jednak wciąż się denerwował.

Nie lubił zostawiać Ani bez odpowiedniej opieki.

Więc, mając świadomość tego, że Sophie potrafiła walczyć, a Maggie miała GPS, że dom Davida był zamkniętą fortecą, z niezwykle super wypasionym systemem bezpieczeństwa, który Filip sam pomagał konfigurować, Filip nadal żegnał się z Anią, jakby nie mieli już nigdy się nie zobaczyć.

A ona to wyczuła już po uściśnięciu ramion i pocałunku, jaki złożył na czubku jej głowy, zanim podniósł się z oparcia fotela.

Wstała z nim bez proszenia z jego strony, kiedy David z korytarza dał im znać skinieniem głowy, że wychodził.

Maggie krótko pożegnała się ze swoim mężem i David odleciał, a Filip założył kurtkę i przyciągnął Anię do siebie, kiedy po tym stali w korytarzu.

- Hej - szepnęła w jego szyję, kiedy oburącz kurczowo przycisnął ją do siebie - Daję ci słowo, że będę tu na ciebie czekała.

Filip w odpowiedzi przycisnął jej policzek dłonią do swojej piersi, więc jej czoło zatopiło się w jego szyi.

- Nigdy od ciebie nie odejdę - szept Ani był tak cichy, że Filip prawie go nie słyszał, ale i tak go uspokoił.

Przynajmniej na tyle, żeby mógł ją puścić, odsunąć się na pół kroku i spojrzeć jeszcze raz w jej granatowe oczy, trzymając tylko lekko palce jej obu dłoni.

Kurwa, tak.

Nie zwrócił na to wcześniej uwagi.

Wyszła z domu bez pieprzonych szkieł kontaktowych.

Wiedział, że poznała jego myśli i że z tego powodu wyraz jego twarzy się zmienił, kiedy uśmiechnęła się do niego, sięgnęła na blat szafki przy drzwiach i wyjęła ze swojej torebki okulary, by założyć je na nos.

Zamierzała powiedzieć wszystko Maggie i Sophie.

Filip stanął przodem do niej, objął dłonią jej kark i delikatnie pocałował czubek jej nosa.

- Muszę iść - mruknął tam.

- Okej - szepnęła i odsunęła się do tyłu, wciąż patrząc w jego stronę.

Po omacku sięgnął do klamki drzwi wyjściowych, a potem zdecydował się, odwrócił i wyszedł  za nie, nie oglądając się więcej za siebie.

Poszedł zdecydowanym krokiem do Rubicon’a, wskoczył za kierownicę, uruchomił silnik i pojechał na spotkanie z kumplami.

*****

Godzinę później

Oprócz Davida i Filipa na spotkaniu było ich jeszcze czterech.

Pierwszym był Strzała, Chris, średnio wysoki, szczupły, ciemny blondyn z brązowymi oczami i opalenizną nawet w środku zimy, który był z nich najszybszy i potrafił wejść dosłownie wszędzie.

W każdą pieprzoną dziurę i na każdej cholernej wysokości.

Pokonać każdy zamek.

Byli z Filipem na jednej misji i byli tam razem z Davidem.

Obecnie Strzała prowadził i był właścicielem dochodowej, znanej w Salt Lake City restauracji ze stekami, która nie była zwykłą stekownią, co oznaczało, bez wątpienia, dużo pracy i duży zysk.

Kiedyś jednak Strzała pracował czasem z Filipem przy niezbyt legalnych interesach, o czym nigdy nie wspomnieliby Davidowi ani nikomu innemu.

Żaden z nich.

Drugim był Marty, nazywany przez nich ksywką Driver, czyli kierowca, bo umiał załatwić dostęp do każdego, dowolnego pojazdu, chociaż niekoniecznie zgodnie z prawem.

Był ciemnowłosy, o ciemnej karnacji, mocno wytatuowany i wiecznie wyszczerzony białymi zębami w dzikim uśmiechu, który nie miał nic wspólnego z wesołością.

Biada tym, którzy mylili go z niefrasobliwością.

Marty umiał też prowadzić każdy pojazd, nie tylko kołowy, a za młodu brał udział w nielegalnych wyścigach ulicznych, co zapewniłoby mu wyrok, gdyby nie poszedł w odpowiednim czasie do wojska, żeby się schować.

On również pracował z Filipem, kiedy ten potrzebował zarobić nieco kasy dla cioteczki Thelmy i jej domu, a także później, kiedy ich interesu rozkwitły, chociaż już nie było im potrzebne zdobywanie góry złota.

Nadal zarabiali.

Driver miał w swoim czasie pewne, niejasne, powiązania z gangami, chociaż cholernie nie lubił pracować dla jednego szefa, ani trzymać się reguł, nawet jeśli to były popieprzone reguły gangu.

Filip nie pytał, zresztą to była główna, niepisana zasada ich wszystkich.

Robert, największy z nich we wszystkie strony, umięśniony jak najlepszy zawodnik wrestlingu, jakim kiedyś był, miał ksywkę Big Ben.

Podobnie jak Vincent, As, wysoki Murzyn o mięśniach ze stali, które mogły się równać tylko z mięśniami Davida, Rob był żołnierzem.

W pełnym tego słowa znaczeniu.

Nadal był.

Obaj mieli więcej wspólnego z Davidem i jego pobytem w wojsku, więc Filip ich tak dokładnie nie znał, ale nadal ufał w ich umiejętnościom w walce, tak jak ufał Davidowi.

Stali wszyscy rozrzuconą luźno grupą, ale niezbyt daleko od siebie, w pustym, zakurzonym magazynie, który David znalazł jako bazę na to jedno spotkanie i Filip cichym, jednostajnym głosem wprowadzał ich w sytuację.

Nie lubił dzielić się swoim życiem ani życiem kogoś tak mu bliskiego, jak była Ania, ale potrzebował ich i David mu to uświadomił dawno temu.

Zaraz po ich szczerej rozmowie z Anią.

- Więc, kurwa, Cichy - Chris zwrócił się do Filipa jego ksywką z wojska - musimy cholernie rozpracować tego pojeba.

Filip powiedział im, co zamierzał zrobić z jego kobietą ten, który się uważał za pieprzonego Króla Przestępców i nazywał się Carlos jebany Nebuenitto.

To nazwisko było im znane.

I to od kurewsko bardzo złej strony.

- Mam kilka starych pieprzonych kontaktów - mruknął Driver - popytam.

- Poszperam w sieci - mruknął Filip, ale nie musiał, więc nie zamierzał im tłumaczyć, że przeszukanie nie będzie dotyczyło wyłącznie oficjalnych i łatwo dostępnych pieprzonych stron i portali społecznościowych.

Zresztą, wiedzieli o nim tyle, że był dobry w swojej działce, a dotyczyło to właśnie cholernej elektroniki i hakerstwa.

- Potrzebujemy pieprzonej broni - mruknął Big Ben, coś co wiedzieli, a on to powiedział tylko po to, żeby potwierdzić, że zdobędzie.

Po spojrzeniu, jakie wymienił z Asem, Filip wiedział, że obaj zdobędą, ile będą mogli bez proszenia o to.

- Jak coś zdobędziecie, zbierzemy się ponownie - powiedział David, a jego głos był nieszczęśliwym grzmotem - Nikt nic nie robi na własną pieprzoną rękę.

To ostatnie David skierował do Filipa.

Filip skinął głową, chociaż go to wkurzało.

Kurwa mać!

Musieli bezczynnie czekać z dnia na dzień i żyć ze strachem, że ktoś albo coś się wysypie, albo coś się rozpieprzy.

Ale David miał rację i David był najlepszy w planowaniu wszelkich operacji, więc Filip mu ufał.

- Okej, Oko, jak dasz znać, to się spotkamy - wymamrotał As, co było jawnym dowodem na to, że David, bo to był jego pseudonim, był ich niepisanym liderem, dowódcą, któremu wszyscy ufali i czekali na jego rozkazy.

Wszyscy skinęli głowami.

Nie było nic więcej do dodania, więc zaczęli się pojedynczo rozchodzić, każdy w inną stronę jednym z czterech wejść do magazynu, w różnych, nieregularnych, odstępach czasu.

Na końcu wyszli David i Filip, każdy w przeciwną stronę, do swoich samochodów zostawionych jedną lub dwie przecznice dalej.

Filip wsiadł do Rubicon’a po przekonaniu się, że nikt się nim nie interesował, po czym jechał nieco okrężną drogą, co, jak był pewien, uczynił również David.

Kiedy Filip dojechał do domu Davida i Maggie, Raptor Sophie stał dokładnie tam, gdzie go zostawili, a, wrota garażu domykały się za Grand Cherokee Davida.

Filip zaparkował naprzeciwko ich drzwi, wysiadł, przeszedł chodnikiem w stronę domu Davida i zadzwonił dokładnie w tej samej chwili, kiedy David mu otworzył.

*****

Alba / Anna

Wcześniej nie bałam się, albo może byłam tylko trochę zdenerwowana, a teraz, kiedy Filip wrócił do mnie do domu Maggie i Davida, byłam wręcz szczęśliwa, że to zrobiłam.

Długo wahałam się, czy powiedzieć prawdę Maggie i Sophie i, gdyby to była z nami na przykład Eva, nie zrobiłabym tego.

Te dwie jednak przeżyły swoje i czułam, że mogą mnie zrozumieć, a przy tym nie wpadną w panikę, nie wystraszą się, a może nawet mi pomogą.

Potrzebowałam bowiem porady w swoich bardzo prywatnych sprawach z Filipem.

Kiedy jechaliśmy na spotkanie z przyjaciółmi, było niepokojące i dziwne to, że Filip nie zauważył tego, że nie miałam na sobie soczewek, bo to świadczyło o jego zdenerwowaniu.

Zwykle wszystko spostrzegał.

Wysiedliśmy z Rubicon’a jak zwykle i nie było niczym niezwykłym to, że szliśmy do drzwi Maggie i Davida objęci mocno, bo tak zawsze chodziliśmy.

Jednak przez cały czas czułam silniejsze napięcie mięśni Flipa i widziałam drganie jego mięśni na szczęce, co również świadczyło o jego zdenerwowaniu.

Nie wiedziałam, co mogłabym zrobić, żeby go uspokoić, więc nic nie zrobiłam, tylko szłam obok niego i starłam się być pogodna i spokojna.

Przywitaliśmy się z Davidem w progu jego domu, chociaż popchnął mnie lekko do środka po dotknięciu mojego policzka swoim szorstkim i drapiącym, więc zrozumiałam, że on też się denerwował.

Maggie przyszła do nas, do korytarza wejściowego, w samych skarpetkach, więc czułam się, jakby stała koło nas mała dziewczynka, a nie poważna mama małego dziecka i to w ciąży z następnym.

Weszłyśmy we dwie do salonu, gdzie Maggie usiadła na kanapie, a ja w fotelu, kiedy mężczyźni weszli do kuchni.

- Alba, słyszałam, że Oli ma kogoś na zastępstwo za ciebie - powiedziała Maggie - Co będziesz robiła? Chyba nie zamierzasz całych dni spędzać w domu.

Zabrzmiała, jakby to miało ją rozczarować, więc uśmiechnęłam się do siebie, bo wydało mi się to śmieszne.

Martwiła się o to, że nie miałam zainteresowań, jakiejś pasji?

- Och - mruknęłam i zastanawiałam się, jak powiedzieć trochę, ale nie za dużo - Myślałam o tym, żeby pójść do szkoły - wypaliłam.

Maggie klasnęła w dłonie i nabrała powietrza, żeby coś powiedzieć, ale ją wyprzedziłam.

- Ale, proszę - szepnęłam - nie mów nic nikomu, bo muszę jeszcze rozwiązać kilka spraw.

- O… - zająknęła się Maggie i obejrzała się na wejście do kuchni, skąd zobaczyłyśmy nadchodzących facetów - Później… - szepnęła.

David podszedł prosto do kanapy i usiadł obok swojej żony, by objąć ją ramieniem i przyciągnąć do siebie, a ona wpasowała się natychmiast pod jego pachę, jakby byli do tego urodzeni.

Dwie pasujące do siebie połówki.

Filip podszedł do mojego fotela i przysiadł na lewym podłokietniku, a ja automatycznie podgięłam prawą nogę i przechyliłam się w jego stronę, aby mógł mnie objąć ramieniem, które przerzucił na oparcie fotela.

Oparłam głowę o jego żebra i poczułam jego napięcie, które pod wpływem mojego dotyku zelżało tylko trochę.

Tak, musiałam mu to dać.

Zapewnienie, że będzie dobrze, że byłam z nim i tu zostanę.

Dlatego rozmawialiśmy luźno, ale nie pamiętałam potem o czym, a kiedy przyjechała Sophie, David wstał, żeby ją wpuścić, a potem pożegnał się z Maggie i wyszedł.

Poszliśmy za nim do drzwi.

Stałam z Filipem w korytarzyku wejściowym, a on przycisnął mnie mocno do siebie i poczułam, że właśnie to był ten moment, kiedy musiałam dać mu spokój, zapewnienie, podporę.

- Hej - szepnęłam - Daję ci słowo, że będę tu na ciebie czekała.

A później, kiedy mocniej przycisnął mój policzek dłonią do swojej piersi dodałam - Nigdy od ciebie nie odejdę.

Wtedy poczułam, że jego mięśnie opuściła część napięcia i wiedziałam, że zrobiłam dobrze.

Filip spojrzał mi w oczy i dopiero w tej chwili zauważył, że nie miałam soczewek, a wyraz jego twarzy się zmienił.

Uśmiechnęłam się do niego, wyjęłam z torebki okulary i włożyłam je na nos, by wyraźniej zobaczyć jego piękne oczy i usta.

Kochałam to.

Kiedy w końcu po kilku sekundach musiał iść, pocałował mnie w czubek nosa, szybko się odwrócił i zdecydowanym krokiem wyszedł, a Maggie podeszła, by delikatnym ruchem zamknąć drzwi i przekręcić w nich klucz, a później wstukać kod do alarmu.

Odwróciłam się w trakcie tego do kuchni i poszłam do Sophie, która tam już gospodarzyła, przygotowując dla nas kawę.

Odwróciła się przodem do drzwi w trakcie wyjmowania kubków i zamarła.

- Alba - krzyknęła na mój widok - Ty nosisz okulary?

Uśmiechnęłam się do niej szeroko i w tym momencie poczułam, że Maggie dołączyła do nas, więc odwróciłam się do niej z tym uśmiechem.

Popatrzyła na mnie badawczo, a potem zobaczyłam, jak rozchyliła usta w zdumieniu.

- Ty masz niebieskie oczy - szepnęła do mnie.

Spoważniałam, bo zawstydziłam się, ale potem zebrałam się na odwagę i wyprostowałam, by powiedzieć im to, co miałam do powiedzenia.

- Na razie nie możecie jeszcze tego nikomu tego powiedzieć, więc nazywajcie mnie Alba - zaczęłam cicho i poważnie - Ale tak naprawdę mam na imię Anna.

Obie wciągnęły wdech i obie podeszły do mnie bliżej, by schwycić mnie za ręce, przez co poczułam się naprawdę dużo lepiej.

Stałyśmy tam parę sekund w małej grupce, patrzyłam na nie uważnie i nagle jakoś wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję.

Pokonałam w sobie resztkę tego strachu, który gnał mnie przez Stany przez te kilka lat, wciągnęłam powietrze do płuc i powiedziałam im:

- Pewien zły człowiek ściga mnie, bo wymyślił sobie na wykorzystanie mojej krwi do jakiegoś porąbanego rytuału - dłoń Maggie ścisnęła mocno moją, a Sophie ponownie wciągnęła gwałtowny wdech - Dlatego od kilku lat uciekam, zmieniając tożsamości i wygląd, nie mając nawet porządnego samochodu ani ubrań, żeby łatwiej pozostawić za sobą przeszłość.

- Och, kochanie - szepnęła Maggie z żalem.

- Nie chciałam was w to wciągać - spojrzałam na nią błagalnie - Wy wszyscy macie dobre życie, dzieci…

- Nie - przerwała mi gwałtownie Sophie i spojrzałam na nią - Musimy…

Była zła, ale nie na mnie, tylko zdeterminowana.

Znałam ją już na tyle, że wiedziałam, że chciałaby walczyć.

Musiałam to uciąć.

- David i Filip się tym zajmują - powiedziałam im.

Maggie popatrzyła na mnie ze zrozumieniem i po tym wiedziałam, że ona wiedziała, czego dotyczyła „praca” Filipa i Davida.

- Nie wiem, co chcą zrobić - przełknęłam ślinę, bo ja nie wiedziałam - ale wiem, że Filip się o mnie boi.

- Nie chce cię stracić - mruknęła Maggie.

- Co? - szarpnęłam głową w jej stronę, bo mnie zaskoczyła.

Nie sądziłam, że to mogło być takie oczywiste, a do tego okazało się, że to ja byłam taka niedomyślna.

- Każdy z nich tak czuje - mruknęła Sophie i spojrzałam na nią, by zobaczyć, że nie chce już walczyć, stoi wyprostowana i na jej twarzy maluje się zrozumienie.

Poczułam, że mam rozchylone ze zdziwienia usta, kiedy myślałam o tym, że każda z nich to przeżyła, a ja powinnam była porozmawiać z nimi wcześniej.

Zanim próbowałam uciec.

- Ja… - zaczęłam z wahaniem, ale przerwałam, zacisnęłam usta i zassałam wargi między zębami, bo nie wiedziały o mnie właściwie nic i nie mogłyby mi odpowiedzieć, gdyby zapytała.

- Alba - odezwała się Sophie - A co z twoją rodziną, przyjaciółmi?

Spojrzała na mnie delikatnie i niepewnie.

- Wiesz, jak nie chcesz… - powiedziała, ale ja się zdecydowałam.

- Moi rodzice nie żyją - powiedziałam cicho, a mój głos tylko trochę zadrżał - Tak samo jak moi bracia. Mam tylko siostrę.

- Och, kochanie - powtórzyła Maggie, a i Sophie ścisnęła moją dłoń, więc wiedziałam, że również mi współczuła.

- Ja… wiecie… - spojrzałam na nie nagle zawstydzona, bo nie byłam już z tego dumna, ale czułam zażenowanie - Nie mam zbytniego doświadczenia, jeśli chodzi o mężczyzn.

Maggie spojrzała na mnie ponownie tak, jakby doskonale wiedziała o czym mówiłam.

- Miałam pięciu braci… - powiedziałam im i tym razem Sophie spojrzała na mnie z większym zrozumieniem, chociaż obie czekały na to, co brzmiała jako „ale” w moich słowach i wiedziałam o tym - ale nigdy nie miałam chłopaka. Ja… hmmm… przed Filipem nigdy… no wiecie…

Jąkałam się tak zawstydzona, a one nagle przysunęły się do mnie nawet bliżej i poczułam ich wsparcie, jakiego nie czułam od lat, odkąd zabrakło mojej mamy, siostra miała swoją rodzinę, a ja uciekałam.

- Byłam najmłodsza z rodzeństwa i zawsze wszyscy traktowali mnie jak dziecko - dodałam - więc nie wiem, jak myślą mężczyźni i co czują.

- To dobrze trafiłaś - powiedziała Sophie z uśmiechem w głosie, a Maggie kiwnęła głową z zapałem, więc wiedziałam, że obie są gotowe dać mi to, czego potrzebowałam.

Kawa była gotowa, Maggie miała upieczoną tartę z jabłkami, ja przywiozłam kilka bułek cynamonowych, więc rozdzieliłyśmy się, żeby zająć się naszym jedzeniem.

Musiałam im opowiedzieć wszystko, więc zapytałam, czy możemy przejść do salonu z kawą, bym mogła snuć tam moją długą opowieść.

Więc zabrałyśmy słodkości, talerzyki, kubki i sztućce i przeszłyśmy, żeby rozsiąść si e na kanapie i fotelach.

Mówiłam dosyć długo, bo, co prawda nie opowiedziałam dziewczynom niektórych rzeczy związanych z moją rodziną i okolicznościami związania się przeze mnie ze Złym, ale opowiedziałam im za to o Nieznajomym i mojej podróży po Stanach.

- Więc Filip chce cię obronić przed Królem Przestępców - Maggie bardziej stwierdziła niż zapytała.

Spojrzałam na nią spod oka, bo było coś jeszcze.

Powiedziałam wtedy - Odeszłam od niego.

- Wiemy - powiedziała Sophie.

- Nie - przełknęłam ślinę - Odeszłam od Filipa.

- Co? - Maggie zachłysnęła się kawą.

- Ja… - musiałam się im przyznać - Opuściłam Filipa, wyjechałam.

- Kiedy? - szepnęła Sophie, odstawiając kubek z kawą na stolik.

- Wtedy, następnego dnia, kiedy Oli powiedział mi, że ma kogoś na moje zastępstwo - przyznałam - Spakowałam jedną małą torbę i wyszłam z domu, zanim Filip wrócił. Kupiłam samochód i pojechałam. Chciałam was i jego uchronić przed tym… no wiecie.

Westchnęłam.

- Ale wróciłaś - stwierdziła Sophie, marszcząc brwi i było widać, że próbowała zrozumieć.

- Tak. Ja… - ponownie zassałam wargi niepewna, czy robiłam dobrze, bo musiałam im powiedzieć coś, co nie dotyczyło mnie tylko Filipa.

Zawahałam się przez kilka sekund, ale uznałam, że zaufałam im już tak bardzo, że mogę również i w tym.

- Filip jest znajdą - powiedziałam im - Jego mama porzuciła go.

- Och - szepnęła Maggie i ponownie zrozumienie większe, niż mogłam się po niej spodziewać, przepłynęło przez jej twarz.

Nie znałam jej, nie wiedziałam nic o jej rodzinie.

Powinnam z nią kiedyś porozmawiać nieco dłużej bez innych.

- Więc porzucenie przeze mnie poczuł bardziej niż ktokolwiek inny - wyjaśniłam, nie analizując tego w danej chwili - A teraz cały czas boi się, że mnie straci. Że odejdę, porzucę go.

- O, kurwa - mruknęła Sophie, a ja się wzdrygnęłam i zobaczyłam, że Maggie zrobiła to samo.

- Przepraszam - mruknęła Sophie do nas obu, kiedy to spostrzegła - Po prostu masz problem większy niż mój. O wiele większy.

Spojrzałam na nią otwarcie zaciekawiona.

- Kiedy ojciec Alexa zagroził mi - wyjaśniła mi - Alex pilnował mnie na każdym kroku, bo bał się mnie stracić. To wtedy Maggie mi pokazała ten GPS z funkcją przycisku paniki. Pamiętasz, opowiadałyśmy ci?

Przytaknęłam i słuchałam dalej, bo nie wiedziałam, do czego zmierzała.

Popatrzyła na mnie i uściśliła szybko:

- To znaczy masz problem większy, niż którakolwiek z nas kiedykolwiek miała, ale nie o to i chodziło. Chodzi mi o problem z Filipem. Musisz mu dać pewność, że go nie opuścisz.

- Wiem - szepnęłam, bo to już wiedziałam.

- Alba - powiedziała Maggie, więc odwróciłam się do niej - ten mój eks-chłopak, mój stalker…

Kiwnęłam głową, że pamiętałam, jak o nim mówiły.

- David bał się, że on mi coś zrobi, więc ukrywaliśmy się i obserwowali mnie z Filipem na każdym kroku.

- Z Filipem? - szepnęłam.

- Tak - Maggie skinęła głową i uśmiechnęła się lekko do mnie - Filip pomógł kilku z nas, w kilku różnych sytuacjach.

Odwróciłam wzrok na Sophie, która skinęła głową i dodała - Tak, to Filip namierzał mój GPS, a właściwie GPS Maggie, który miałam, kiedy mnie porwali.

- I znalazł Evę, kiedy miała swoje problemy - dodała Maggie, a Sophie razem ze mną odwróciła się do niej i spytałyśmy w duecie - Naprawdę?

Zobaczyłam, że Maggie kiwnęła głową w tym samym momencie, kiedy Sophie szepnęła Łał i odwróciłam się do niej.

O, Matko!

Mój mężczyzna był dobry i hojny!

Wiedziałam!

Spojrzałam ponownie na Maggie, która kontynuowała.

- Alba! Chodzi mi o to, że musisz szczerze rozmawiać z Filipem o swoich uczuciach. W ogóle rozmawiać.

Zobaczyłam, że Sophie również skinęła głową.

Rozmawiać?

Oboje z Filipem należeliśmy do ludzi, którzy przez całe życie uczyli się rozmawiać coraz mniej i mniej i coraz bardziej ukrywać swoje uczucia.

Rozmawianie o tym mogło być trudne.

Nawet bardzo trudne.

- Dlaczego wróciłaś? - spytała Sophie cicho, ale patrzyła na mnie jakby znała odpowiedź.

Bo go kocham - nie powiedziałam.

 - Zamierzasz kiedykolwiek znowu odejść? - spytała zaraz potem Maggie i ona też wyglądała, jakby znała odpowiedź.

Patrzyłam na nie obie i nagle, sama nie wiedząc dlaczego, otworzyłam usta i wydobyłam z siebie wyznanie - Kocham go.

Ich twarze pojaśniały, złagodniały i oczy im rozbłysły, więc wiedziałam, że obie się przejmowały.

I ucieszyły się z mojego wyznania.

- To mu to powiedz - szepnęła Maggie.

Sophie skinęła głową.

W tej samej chwili w sypialni na górze zaczął płakać Jim, więc wszystkie trzy poderwałyśmy się, żeby tam pobiec.

Maggie była pierwsza, ale nie ścigałyśmy się, więc to było oczywiste.

Jim potrzebował głównie swojej mamy.

Szłyśmy z Sophie za nią, kiedy nagle zatrzymałam się w otwartych drzwiach sypialni Maggie i Davida, bo mój wzrok przykuł duży obraz wiszący na ścianie naprzeciwko  ich.

Była to Para Młoda, którą rozpoznałam od razu.

Maggie i David w ich strojach ślubnych.

Byli objęci i całowali się, więc nie było widać ich twarzy, ale od całego obrazu biła taka miłość i namiętność, że zamarłam z ogarniających mnie uczuć.

Miałam Filipa i poczułam to.

Nie chodziło o zazdrość o Davida, czy o moment zaślubin, ale właśnie o tę namiętność, którą już znałam, odkąd Filip pokazał mi, jak wspaniały może być seks, a może seks z kimś kogo się kocha.

Sophie również stanęła ze mną w korytarzu, a potem wróciła ten krok, o który mnie wyprzedzała i spojrzała, na co się wgapiałam.

- Och! - szepnęła - Podoba ci się? - spytała, kiedy odwróciła się do mnie całkiem przodem i zobaczyłam na jej twarzy wyraźną ciekawość.

- Tak - odszepnęłam - Jest piękny!

Nie mogłam oderwać od niego wzroku.

- To Alex namalował - powiedziała mi, a w jej głosie rozbrzmiała taka duma, że spojrzałam na nią.

- Tak? Ooo! - mruknęłam, ale właśnie dotarło do mnie coś ważnego.

Maggie była dumna z Davida i pokazywała to na każdym kroku, tak jak na każdym kroku pokazywała to, że była z nim, należała do niego i kochała go.

Najwidoczniej Sophie robiła to samo dla Alexa, chociaż za rzadko przebywałam w towarzystwie ich obojga, żeby to zauważyć.

Przypomniałam sobie ton głosu Evy, kiedy mówiła o Jimmy’m.

Wszystkie te kobiety były dumne, zakochane i za każdym razem pokazywały to, podkreślały to na każdym kroku.

Nawet może nieświadomie, ale zawsze, ale to zawsze były dla swoich mężczyzn wsparciem.

Tak, to było to, co powinnam dać Filipowi.

Może nawet byłabym w stanie przełamać się i porozmawiać z nim.

Powiedzieć mu, że go kocham.

O, Matko!

Jak dobrze było mieć przyjaciółki!


 

1 komentarz: