piątek, 15 lipca 2022

7 - Gwiazdka

 

Rozdział 7

Gwiazdka

Alba / Anna

 

 

Dwa tygodnie później

Było Boże Narodzenie.

Jechaliśmy Rubicon’em po raz drugi z Filipem na świąteczny obiad do rodziny Filipa, tym razem w pierwszy dzień Bożego Narodzenia, a ja się denerwowałam.

Bardzo.

Chociaż nie miało to żadnego, najmniejszego, racjonalnego uzasadnienia.

Przynajmniej nie takie, które mogłabym wyjawić.

Komukolwiek.

Poznałam się ze wszystkimi dzieciakami i cioteczką Thelmą nieco bliżej i polubiliśmy się.

Bardzo.

Dwa tygodnie przed Świętami dowiedzieliśmy się, że Johnny od pewnego czasu miał kłopoty z jakimiś starszymi kolegami, którzy wymuszali od niego pieniądze i nie przyznał się nikomu do tego, nie poskarżył się.

Ponieważ nie miał tych pieniędzy, więc je kradł.

Było to tak:

Tego dnia, kiedy zadzwoniła cioteczka Thelma, pojechaliśmy Rubicon’em pod szkołę i Filip zaparkował przecznicę dalej.

Wysiedliśmy, przeszliśmy wzdłuż ogrodzenia boiska szkoły, a Filip szedł niczym tropiciel, patrząc trochę w ziemię, a trochę dookoła, od szkoły wprost na miejsce, gdzie dzieciaki chowały się przed dorosłymi.

Jakby umiał znaleźć, albo znał takie miejsca.

Był to opuszczony, nie ogrzewany, z powybijanymi oknami budynek przy niedalekim, dawnym boisku miejskim, które nie było używane.

Rudera.

Znaleźliśmy tam w jednym z pomieszczeń Johnny’ego samego, skulonego z zimna w kącie, trzęsącego się na całym ciele tak, że wyglądało jakby miał febrę.

Filip rozmawiał z nim nieco ostro, ale jednocześnie widziałam, że martwił się o jego stan, a i Johnny to zobaczył, kiedy Filip go okrył kurtką, którą z siebie zdjął, kiedy zobaczyliśmy, w jakim był stanie.

Ukucnęłam blisko, ale nie dotykałam go.

Musieli porozmawiać.

W końcu, po kilku cichych i cierpliwych pytaniach Filipa, Johnny niechętnie, ale szczerze przyznał nam się do tego, że byli w jego szkole starsi od niego chłopcy, jego koledzy ze starszych klas, którzy wymuszali od innych, młodszych dzieci pieniądze, a Johnny nie miał ich, więc zdarzyło mu się kraść.

I bał się.

Bał się przyznać.

Poszliśmy wszyscy razem do Rubicon’a i, kiedy wszyscy wsiedliśmy: Filip za kierownicą, ja obok niego, a Johnny za mną, Filip natychmiast uruchomił silnik, żeby zaczęło działać ogrzewanie, ale później wysiadł i przyciszonym głosem rozmawiał z kimś przez telefon, stojąc obok Rubicon’a na chodniku.

Ja siedziałam z Johnny’m w aucie i przez chwilę milczeliśmy.

Niedługo.

Zaczęłam go lekko zagadywać o codzienne sprawy, o lekcje i inne zajęcia, o lunch, o szafkę, a kiedy porozmawiałam trochę dłużej z Johnny’m, dowiedziałam się, że te niewielkie pieniądze, które dostawał od cioteczki dla siebie na kieszonkowe i które zarabiał czasem za wyprowadzanie psów sąsiadki, oddawał koledze z klasy, który miewał inne kłopoty.

Nie naciskałam.

Rozmawialiśmy o przyziemnych, codziennych sprawach, czekając wciąż na to, żeby Filip skończył rozmawiać.

- Johnny - zagadnęłam, wyglądając przez szybę w oknie po mojej stronie - …tam jest sklep, nie jesteś głodny?

Odwróciłam do niego głowę i zauważyłam, że chłopiec jakby skurczył się w sobie i zezował w stronę tamtego sklepu z obawą.

- Co jest? - spytałam szeptem, pochylając się lekko w jego stronę - Możesz mi powiedzieć. Ktoś cię tam skrzywdził?

Johnny pokręcił głową.

Zaczęłam się poważnie martwić, już miałam wysiąść i pójść do tego sklepu, kiedy złapał mnie za przedramię, więc odwróciłam się z powrotem do niego.

Wtedy dzieciak się wygadał.

Ten jego kolega z klasy, któremu Johnny pomagał, czasami zasypiał na lekcjach po lunchu, był otyły i się z niego śmiali, nie mógł się opanować, więc, kiedy widział u kogokolwiek coś słodkiego do jedzenia, żebrał o to.

Johnny go lubił, więc go krył, a czasem mu kupował coś w sklepiku i dawał mu to, żeby nie robił z siebie pośmiewiska.

O, Matko, jakie to było dobre dziecko!

W tym sklepie, do którego chciałam wejść, Johnny ukradł kilka razy batonik, dolara, albo paczkę cukierków i się tego wstydził.

Musiałam mu pomóc.

- Chodź - zdecydowałam się na rozwiązanie problemu i nauczenie czegoś chłopca przy tej okazji - Pójdziemy tam, przeprosisz i oddamy pieniądze.

Nie czekałam na jego reakcję.

Wysiadłam, a Filip natychmiast do mnie podszedł, odsuwając telefon od ucha i przerywając rozmowę, kiedy zakrył telefon drugą ręką.

- Aniu - powiedział, przysuwając do mnie twarz i zerkając w stronę SUV’a - Jeszcze chwileczkę i pójdziemy do szkoły.

- Dobrze - odparłam, opierając się dłońmi o jego brzuch i podnosząc lekko głowę, żeby spojrzeć mu w oczy - Wejdziemy z Johnny’m tutaj na chwilę i kupimy jakieś jedzenie, napoje. Chcesz coś?

- Kanapkę i colę - zamówił Filip, pocałował lekko mój policzek i puścił mnie, by wrócić do swojej rozmowy telefonicznej.

Johnny niemrawo wysiadł w tym czasie przez swoje drzwi i widziałam ulgę na jego twarzy, gdy przekonał się, że nie wygadałam Filipowi, po co mieliśmy wejść do sklepu.

Uśmiechnęłam się do niego, żeby mu dodać odwagi i wyciągnęłam w jego stronę rękę.

- Aniu - zawołał Filip, kiedy Johnny podszedł do mnie i ruszyliśmy w stronę drzwi sklepu - Masz - i wyciągnął do mnie rękę z portfelem.

- Mam pieniądze - powiedziałam.

- Masz - powtórzył Filip, potrząsając portfelem.

Westchnęłam zawróciłam do niego, wywróciłam oczami do nieba i wzięłam ten głupi portfel.

Znałam to.

Mężczyźni, którzy dbali o kobiety, uważali, że nie mogły one same płacić.

Ale tym razem nie było czasu, ani to nie było miejsce, żebym o tym dyskutowała z Filipem.

Może nigdy nie byłoby.

Chociaż miałam przeczucie, że Filip był inny od większości znanych mi mężczyzn również pod tym względem.

Po prostu był wyjątkowy.

Poszliśmy z Johnny’m do sklepu, a kiedy tam wchodziliśmy, nad naszymi głowami rozległ się dzwoneczek.

Za ladą z kasą siedziała na wysokim stołku młoda, ciemnowłosa, szczupła dziewczyna, która czytała książkę, ale odłożyła ją, uśmiechnęła się do mnie, a zaraz potem spoważniała, kiedy spojrzała na Johnny’ego.

- Dzień dobry - przywitałam się - Chcieliśmy kupić kilka kanapek, batoników, napoje i uregulować dług.

Wyrzuciłam to jednym ciągiem, z miłym uśmiechem, więc dziewczyna słuchała, zsunęła się ze stołka i naszykowała się do podania mi tego, czego bym zażądała, a później zamarła w pół kroku.

- Tato - zawołała nagle, odginając tułów i częściowo wykręcając głowę w stronę drzwi na zaplecze, kiedy ucichłam.

Patrzyła ciągle na mnie i Johnny’ego.

Stałam, patrzyłam na nią i czekałam na rozwój wypadków, pewna, że Filip szybko by tu wszedł, jeśli zobaczyłby przez szybę, że tego byśmy potrzebowali.

Czułam Johnny’ego nieco z boku i za sobą.

- Tak? - usłyszałam tubalny głos, a później pojawił się tęgawy jegomość o sympatycznej twarzy.

- Witam - powiedział na mój widok - Czym mogę…

Wtedy zobaczył Johnny’ego.

Patrzył na niego, a jego twarz wyrażała zaskoczenie, rozterkę, ale nie złość i przez kilka sekund nie odzywał się.

- Pani powiedziała, że chciała uregulować dług - wyjaśniła cichym głosem dziewczyna.

- Johnny - powiedziałam cicho i łagodnie, odwracając lekko głowę w stronę chłopca.

- Ja… - Johnny zająknął się - Przepraszam.

I zamilkł.

- Wie pani - zaczął jegomość - Myśleliśmy, że bywa głodny. Więc…

- Przepraszam - przerwałam mu stanowczo, ale delikatnie, podnosząc dłoń do wysokości pasa - Proszę mu pozwolić.

Facet zamilkł i wszyscy spojrzeliśmy na Johnny’ego.

Wiedziałam, że to nie było dla niego łatwe, ale musiał się nauczyć sam załatwiać takie sprawy.

- Ja musiałem… - zająknął się znowu Johnny - Ja nie będę… Przepraszam - to ostatnie wyszeptał i opuścił głowę.

- Proszę mi powiedzieć ile jesteśmy winni - powiedziałam łagodnie, przerywając „przemowę” Johnny’ego i spojrzałam znowu na właścicieli.

- Och - jegomość spojrzał na córkę - Może z pięć dolarów - wzruszył ramionami - Wie pani, skoro myśleliśmy, że dziecko bywa głodne, to nie liczyliśmy tego. Przecież nie zubożejemy, a gdyby on potrzebował...

Uśmiechnęłam się z wdzięcznością.

O, Matko Jedyna!

Tak, na tym Dobrym Bożym Świecie bywali dobrzy ludzie.

- Johnny - zwróciłam się cicho do chłopca - …wybierz kilka batoników i napoje. Dla mnie i Filipa cola, dla mnie light. I poprosimy trzy kanapki - zwróciłam się do dziewczyny z lekkim uśmiechem - Po jednej z indykiem, tuńczykiem i z szynką.

Kiedy Johnny poszedł między półki po batony, zwróciłam się do obojga właścicieli.

- Bardzo państwu dziękuję - powiedziałam szeptem, nachylając się w ich kierunku - To dobry chłopiec, ale starsi koledzy kradli mu kieszonkowe.

Zobaczyłam, że oboje wyprostowali się i wciągnęli powietrze.

- Postaramy się, żeby częściej z nami rozmawiał, ale gdyby państwo zobaczyli jeszcze raz, jak coś takiego się dzieje… - zawahałam się, obejrzałam na Filipa i wyjęłam swój telefon - proszę zadzwonić pod ten numer.

I bez pytania go o zgodę, podałam numer Filipa.

Musiałam to później jakoś z nim załatwić.

Właściciele zgodnie skinęli głowami, a dziewczyna schowała kartkę z zapisanym numerem Filipa pod kasę.

Johnny wrócił z zakupami, zapłaciłam i dorzuciłam te pięć dolarów, które powiedzieli, że Johnny był im winien i pożegnaliśmy się serdecznie.

Wyszliśmy ze sklepu i szliśmy chodnikiem obok siebie, a ja widziałam, że Johnny’emu ulżyło.

Prawie się uśmiechnął.

Kiedy doszliśmy do Rubicon’a, Filip skończył już rozmowę.

Stał tam i badawczo patrzył w naszą stronę.

Wsiedliśmy do Rubicon’a, tam zjedliśmy kanapki i wypiliśmy napoje, a ja przypominałam sobie, co mówił Johnny o swoim koledze i jego zachowaniu.

A później poszliśmy do szkoły.

Zastanowiłam się nad słowami chłopca, a kiedy odprowadziliśmy go na lekcje, wstąpiliśmy na rozmowę z dyrektorem.

Wyjaśniliśmy tyle, ile mogliśmy, bez wydawania sekretów Johnny’ego, ale opowiedzieliśmy o problemie z wymuszeniami pieniędzy i powiedzieliśmy, że dzieci się boją.

Wtedy powiedziałam dyrektorowi szkoły również o tamtym chłopcu, koledze Johnny’ego, i o moich podejrzeniach występowania u niego insulinooporności.

Po prostu musiałam.

Dyrektor, patrząc na mnie uważnie, ale, nie pytając skąd to wiedziałam, skąd się wzięły moje podejrzenia, obiecał przekazać tę informację rodzicom lub opiekunom chłopca, żeby zwrócili się o poradę do lekarza.

A ja ponownie stwierdziłam, że nie zastanowiłam się nad moimi odruchami i odsłoniłam się przed Filipem.

Albo odsłoniłam się trochę bardziej.

A nie powinnam.

Wyraz twarzy Filipa, kiedy zobaczył moje serdeczne pożegnanie z Johnny’m i potem, kiedy rozmawialiśmy z dyrektorem o tamtym chłopcu, powiedział mi, że bardzo lubił to, jak troszczyłam się o te dzieciaki.

Filip rozmawiał potem o tym wszystkim z cioteczką Thelmą i chyba ją uspokoił, ale wciąż nie rozmawiał ze mną.

Czekałam na to, kiedy stwierdziłby, że miał dość moich tajemnic.

A ja poznawałam go coraz bardziej i nie byłam pewna, czy nie miałam dość poznawania coraz lepiej Filipa.

Bo był coraz to bardziej i bardziej wspaniały.

Wręcz cudowny.

Na przykład byliśmy ostatnio również razem z Filipem na dużych zakupach prezentów gwiazdkowych dla wszystkich dzieciaków.

A to dlatego, że powiedziałam mu o moim spotkaniu z kobietami, z Alekiem i Samem i opowiedziałam o ich podpowiedziach co do pomysłów na obdarowanie dzieci.

Zrobiliśmy zakupy zgodnie z ich sugestiami, komponując naprawdę duże paczki dla każdego dziecka osobno.

Filip był bardzo hojny i, ostatecznie, kupiliśmy wszystko, co podpowiadali przyjaciele z tego grona, które tak łatwo by mnie wciągnęło.

Stwierdziłam, że pokochałabym ich wszystkich bez problemów, a może nawet już ich kochałam.

Każde z nich było inne, a jednocześnie tak wspaniale się uzupełniali.

Chociaż nikogo nie kochałam tak bardzo, jak Filipa.

Za bardzo.

*****

Filip

Ania była zdenerwowana.

Widział to.

Jechali z Anną do domu cioteczki Thelmy i Filip zauważył, że po raz kolejny właściwie nie rozmawiali.

Ich milczenie było bezpieczne i wygodne, ale…

Poznawał ją tylko przy różnych okazjach, kiedy zapominała o tym, że miała mu nie wyjawiać swoich sekretów albo wtedy, kiedy coś ją fascynowało za bardzo i nie mogła się powstrzymać.

Jak ta sprawa z prawdopodobnie chorym kolegą Johnny’ego.

Kiedy usłyszała, o co chodziło, przejęła się, zmartwiła i po prostu musiała powiedzieć dyrektorowi, że chłopiec może być poważnie chory.

Żeby rodzice wiedzieli, na co zwrócić uwagę lekarzowi.

A kiedy kupowali rzeczy dla dzieciaków z rodziny cioteczki, uśmiechała się coraz szerzej, cieplej i radośniej, kiedy po prostu kupował to, co sugerowała, chociaż mówiła o tym z wahaniem.

Dlatego to robił.

Żeby widzieć ten jej śliczny uśmiech, kupiłby każdemu z dzieciaków po zestawie gier komputerowych, hulajnodze i Bóg wie czym jeszcze.

Cóż, lubił również widzieć radosne uśmiechy tych dzieciaków.

Był ciekaw, czy dobrze wybrał prezent dla Anny, czy jej nim nie wypłoszy.

Ale na tę reakcję musiał poczekać.

Tak samo, jak na zobaczenie jej w tej cholernej sukience.

Tym razem celowo ubrała się w sypialni i powiedziała mu, że nie może jej zobaczyć wcześniej, niż w domu cioteczki.

Stwierdziła, że to była część niespodzianki dla niego na ten wieczór.

Jego Gwiazdka.

Pamiętając ją w poprzedniej sukience, czuł rosnące podniecenie, ale nadal czuł niezwykłe zdenerwowanie Ani i cholernie nie mógł go zrozumieć.

Nie miała być tam z wizytą po raz pierwszy, a nadal nie była z tym oswojona, by spokojnie przyjmować to, co chyba ją cieszyło.

Filip nie mógł zrozumieć, czego się bała.

Kiedy zatrzymał Rubicon’a przy krawężniku przed domem cioteczki Thelmy, wyłączył silnik i spojrzał krótko na Anię.

Chciał nakazać jej wzrokiem pozostanie na miejscu, ale wydawało mu się, że sama to już zrozumiała.

Patrzyła na dom cioteczki, ale przeniosła wzrok na Filipa, kiedy poczuła, że patrzył na nią.

I uśmiechnęła się.

Była już rozpogodzona, jakby to, że dotarli na miejsce, było tym, czego potrzebowała, żeby osiągnąć spokój.

Filip wysiadł, obszedł maskę Rubicon’a i otworzył drzwi Ani.

Podała mu obie ręce, patrzyła w jego oczy i przesunęła kolana w jego stronę, by po chwili zsunąć się z siedzenia na chodnik i stanąć obok niego z oczami utkwionymi w jego oczach.

Objął ją w talii i przycisnął krótko usta do jej warg, ale bez ich otwierania, a dopiero później odwrócił ich oboje do tylnych drzwi Rubicon’a i wyciągnął torby z prezentami, podając jedną Ani.

Kiedy trzymał resztę toreb w jednej ręce, drugą zamknął drzwi samochodu, zapikał w zamki i złapał dłoń Ani, by pociągnąć ich do drzwi domu.

Ponownie cioteczka Thelma wyszła na próg, żeby ich przywitać, ale tym razem zaczęła powitanie od Ani.

Polubiła ją i zamierzała to okazać.

Chwyciła ją za szyję po obu stronach głowy, ucałowała ją w oba policzki, a potem puściła, by schwycić i ucałować tak samo Filipa.

Dopiero po tym powitaniu wpuściła ich za próg.

Wiedziała, co zrobiła, bo zaraz za progiem Filipa napadły z piskiem młodsze dziewczyny, a Ania natychmiast została pociągnięta przez Johnny’ego do kącika pod schodami, by usłyszeć najnowsze nowiny, które, najwyraźniej, nie mogły poczekać nawet na to, żeby zdjęli z siebie płaszcz i kurtkę.

Dopiero po kilku minutach rozgardiaszu cioteczka opanowała towarzystwo na tyle, żeby Filip mógł pomóc Ani zdjąć płaszcz.

Zrobił to z chęcią i z ciekawością.

I zajęło mu chwilę i mnóstwo siły woli, opanowanie reakcji jego organizmu na widok, jaki widok pojawił mu się przed oczami.

Jezu Chryste, dopomóż!

Ania miała na sobie sukienkę, a właściwie obcisły sweter, który był tak długi, że sięgał do jej kolan, a wokół szyi miał szeroki golf.

Zrobiony był z ciemno niebieskiej włóczki w formie ściągacza w talii i tkanych warkoczy na piersiach, przez co figura Ani była jeszcze bardziej wyeksponowana, chociaż całkowicie okryta.

Wzrok Ani powiedział Filipowi, że zauważyła jego reakcję.

I podnieciło ją to.

Chryste!

Jej oczy wyglądały jak niebo nad oceanem w czasie burzy, kiedy nad lądem świeciło słońce.

Promienne, ale granatowe i iskrzące.

To będą pieprzone długie godziny cholernie słodkich tortur, ale Filip nie zamierzał żałować nigdy, ani sekundy.

Później dostanie najlepszą nagrodę.

Jego prezent.

Jego Gwiazdka.

- Siadamy do stołu - zawołała z kuchni cioteczka Thelma, a dzieciaki zaczęły nosić parujące półmiski z niesamowicie pachnącymi potrawami, więc Filip musiał odłożyć swoje myśli na bok.

Złapał Anię za rękę i pociągnął ze sobą do jadalni, gdzie stół był już rozciągnięty, nakryty i częściowo zastawiony.

Usiedli, zjedli obiad, porozmawiali wesoło ze wszystkimi, a później przenieśli się do salonu na kawę i tam rozdali dzieciakom prezenty.

Mieli również drobny podarunek dla cioteczki.

I przez tą godzinę Filip miał kolejną okazję, by zobaczyć to gorące, słodkie spojrzenie Ani.

Pieprzyć go!

Jakby był pieprzonym bohaterem, który spełniał najskrytsze marzenia.

Ale Filip wiedział, że te zakupy, te wszystkie prezenty, to była jej cholerna zasługa, bo on mógł dawać cioteczce pieniądze, ale nigdy nie przyszło mu nawet do głowy, żeby kupić coś komukolwiek od siebie.

A tym bardziej, żeby każdy z dzieciaków dostał coś trochę innego, pasującego do niego, jak chociażby te fantazyjne, wymyślne, kolorowe T-shirty z zabawnymi napisami dla wszystkich, albo dla dziewczynek wisiorki w kształcie pierwszych literek imienia.

Filip zobaczył nagle, jak bardzo dziewczynkom to się podobało, że miały coś dla siebie, coś tylko swojego.

Jak Johnny zapatrzył się na książeczkę z labiryntami, która wydawała się takim nieistotnym, drobnym gówienkiem.

Jak Betsy od razu zaczytała się w opowiadaniach, które Ania wybierała dla niej przez piętnaście minut w księgarni.

Jak cioteczka zanurzył z lubością twarz w miękkim, amarantowym szalu.

To była prawdziwa Gwiazdka.

*****

Godzinę później

Filip wprowadził Rubicon’a do swojego garażu, nacisnął przycisk zamykania wrót, wyłączył silnik i sekundę poczekał, a potem spojrzał na Anię i powolny, porozumiewawczy uśmiech wypłynął mu na usta.

Czekała, aż wysiądzie i otworzy jej drzwi.

I patrzyła na niego z uśmiechem.

Wysiadł, obszedł maską Rubicon’a, otworzył jej drzwi i podał jej obie ręce.

Podała mu swoje i odwróciła kolana w jego stronę, żeby mógł wyciągnąć ją i postawić na nogi przy samochodzie.

Była bardzo blisko niego, więc podniosła głowę tę odrobinę, którą musiała, żeby widzieć jego oczy.

I wtedy Filip to zobaczył.

Głód.

Jego Ania była głodna jego.

Pragnęła go.

I, pieprzyć go, on jej też pragnął.

- Czas rozpakować mój prezent - powiedział do niej i usłyszał, że jego głos chrypką i szorstkością zdradził jego podniecenie.

Przechyliła głowę i jej uśmieszek stał się, pieprzyć go, kokieteryjny.

Widział taki uśmieszek u niej pierwszy raz i musiał stwierdzić, żadna niespodzianka, że była jeszcze piękniejsza.

- Jak ty pierwszy rozpakujesz ten ode mnie, to i ja dostanę prezent - powiedziała, a w jej głosie było słychać zarówno podniecenie jak i obietnicę.

- Okej - mruknął i pochylił się, żeby ją pocałować.

Dała mu usta, a już sekundę później oddawała mu pocałunek z takim żarem, że Filip obawiał się, że skończą na masce samochodu, bo nie będzie w stanie zaprowadzić Ani do salonu, a co dopiero do sypialni.

Odsunęła się odrobinę i patrzyła mu w oczy dysząc ciężko.

- Muszę zdjąć ten płaszcz - powiedziała i domyślił się, że działała według jakiegoś planu.

Nie przeszkadzało mu to.

Puścił jej talię jedną ręką, a drugą objął jej ramiona, zabrał torby i poprowadził ich do domu, po drodze wyłączając i przełączając alarm.

Kiedy weszli do pomieszczenia gospodarczego, Ania zdjęła płaszcz, powiesiła go na wieszaku i schyliła się by zdjąć buty.

Filip odłożył więc torby, by zdjąć swoją kurtkę i ją powiesić, a potem zdjął buty i odstawił je tam obok butów Ani.

A potem szedł za nią do salonu i patrzył na jej tyłek kołyszący się lekko i nieświadomie, kiedy stawiała nogę za nogą, jakby wędrowała na parkiet taneczny w rytm muzyki.

Nie wytrzymał i schwycił ją oburącz na biodra, a później przyciągnął do siebie tyłem, by wtulić twarz w jej włosy na boku szyi.

Cieszył się, że nie obcinała włosów.

Urosły na tyle, że zakrywały jej szyję i mógł zanurzać w nie nos, kiedy uspokajał oddech po orgazmie lub kiedy wtulał się w nią od tyłu podczas snu.

Lubił to.

Czuł wtedy jej zapach.

Pachniała świeżością, jabłkiem, mydłem, niczym konkretnym.

Sobą.

Ale właśnie wtedy Filip pożałował, że nie pomyślał o tym wcześniej.

Dopasowana do niej woda toaletowa byłaby lepszym prezentem niż ten, który dla niej wymyślił.

Nadal bał się, że jego prezent ją spłoszy.

Tak długo i cierpliwie czekał na to, żeby wyjawiła mu swoje tajemnice, że nie powinien jej ujawniać, ile się dowiedział, dając jej to.

Może powinien to schować?

Kiedy ją schwycił, Ania pisnęła cichutko, ale odwróciła się do niego bokiem, wykręcając w jego ramionach tułów, więc miał przy ustach jej policzek, a potem usta i wykorzystał to na mocny, łapczywy pocałunek.

Nie uciekała.

Zarzuciła na jego ramiona swoje ręce i przylgnęła do niego całym ciałem.

- A może teraz pozwolisz mi zrobić to, na co ja mam ochotę - zaczęła głosem drżącym z podniecenia - a potem pokażę ci mój prezent dla ciebie i pozwolę ci zrobić to, na co ty będziesz miał ochotę?

Jezu Chryste Wszechmogący!

Czy mówiła to, co on sądził, że mówiła?

Odsunął się na krok i spojrzał na nią wyczekująco.

- To znaczy tak? - spytała cicho, a on był w stanie tylko skinąć głową.

Nie mógł doczekać się, żeby zdjąć z niej tę sukienkę, ale jej propozycja brzmiała tak dobrze, że był w stanie obiecać jej wszystko.

- Usiądź - szepnęła i popchnęła go lekko w stronę kanapy.

Potem podeszła do stolika z telewizorem i sprzętem grającym, włączyła go i majstrowała tam przez chwilę w skupieniu.

Minutę później Filip usłyszał łagodną muzykę, a potem Ania zgasiła górne światło, zostawiając tylko świecącą się lampkę, stojącą przy kanapie.

Stała przed nim, a później zaczęła się kołysać w rytm delikatnych dźwięków piosenki, którą Filip rozpoznał jako motyw z ostatniej interpretacji „Legendy Tarzana” - Better Love Hoziera[1].

Pieprzyć go!

Taka gorąca.

Przesunęła dłońmi po swoich biodrach, a potem wzniosła je na swoją szyję i wierzchem przesunęła po włosach i nad głowę, wyginając całe ciało i wykręcając się tyłem do Filipa.

Odwrócona do niego plecami, przesuwała po swoich bokach rękoma skrzyżowanymi z przodu, aż dosięgnęła do dołu sukienki akurat wtedy, kiedy rytm melodii wzmocnił się i zaczęła poruszać się żwawiej.

Szarpnęła czubkami palców za brzeg materiału, podciągnęła go do bioder, a potem jej palce ześlizgnęły się i Filip jęknął mimowolnie, kiedy nie odsłoniła nic więcej.

I tak zdążył zobaczyć, że miała na sobie pończochy zamiast rajstop, więc jego penis pulsował boleśnie, bo twardy zrobił się od samego jej dotyku, zanim jeszcze zaproponowała mu ten układ.

Jezu Chryste!

Tańczyła teraz, falując całym ciałem tak namiętnie, że Filip musiał trzymać się całą swoją siłą woli, żeby nie rzucić się w jej kierunku, żeby porwać ją w ramiona.

A potem odwróciła się w tańcu przodem do niego, schyliła się, skrzyżowała ramiona przed sobą i przeciągnęła dłońmi po swoich bokach, ponownie zabierając brzeg sukienki do góry.

I nareszcie podciągnęła ją raz z prawej strony, raz z lewej, więc Filip zaczął widzieć jej bieliznę, a później Ania przeciągnęła sukienkę przez głowę jednym zdecydowanym ruchem i odrzuciła ją na bok, na podłogę.

Jezu!

Wtedy podeszła do kanapy krokami przypominającymi baletowe i schyliła się ustami do ust Filipa, wypinając przy tym tyłek i opierając się palcami obu rąk na jego kolanach.

I pocałowała go szybko, delikatnie, więc mu to nie wystarczyło.

Odsunęła głowę, a on miał ochotę podążyć za nią jak zahipnotyzowany.

Wspięła się na kanapę okrakiem tak, że usiadła na kolanach Filipa, ujęła jego głowę z obu stron i pocałowała go mocniej.

Jezu Chryste!

Jak ona go pocałowała.

I dopiero wtedy wzięła go sobie, najpierw rozbierając go powolnymi pociągnięciami dłoni po jego nagiej skórze, które paliły go żądzą tak silną, że myślał, że jej nie powstrzyma.

Podniosła jego koszulę, bez rozpinania jej przeciągnęła ją przez jego głowę, a potem rozpięła jego spodnie i wyciągnęła je spod niego, tylko na tyle unosząc swoje biodra, żeby móc to zrobić.

Wyprostowała jedną nogę, odgięła się i już jego spodnie wraz z bielizną wylądowały na podłodze.

Jezu Chryste, czysty seks!

Taka gorąca.

A potem Ania ujęła jego kutasa i wsunęła go w siebie bez zdejmowania majtek, tylko lekko je uchyliwszy na bok, przez co Filip dowiedział się jak bardzo była mokra i gotowa na niego.

I jechała na nim, trzymając się jego ramion i zagryzając wargi, aż wybuchła w rozkoszy tak wielkiej, że zacisnęła się na nim wszystkim, co miała i krzyczała na cały dom.

Filip nie zwlekał z tym, żeby do niej dołączyć, ale zrobił to po przewróceniu jej na plecy na kanapę i pompując w nią między jej rozłożonymi nogami.

Kiedy wybuchł, dziękował Chrystusowi, że zaczęła brać tabletki i mógł skończyć w niej bez gumki.

Potem oparł się czołem o jej ramię i uspakajał swój oddech, czując, że Ania pod nim robiła to samo, a następnie wysunął się z  niej i przeniósł swój ciężar na bok, by położyć się na kanapie wzdłuż Ani.

 - Hej - mruknęła - Pójdziemy pod prysznic?

Podniósł głowę na te słowa i spojrzał na nią.

Uśmiechnął się lekko na widok jej spokojnej, spełnionej twarzy i zaczął się podnosić, by pomóc jej pozbierać się, rozpiąć jej stanik, zdjąć majtki, patrzeć jak zdejmowała pończochy i, wreszcie, zaprowadzić ją do łazienki.

Kiedy brali prysznic, namydlał ją, a ona namydlała jego.

Potem spłukiwali z siebie pianę i całowali się w strumieniach wody.

Filip wyszedł pierwszy, owinął biodra ręcznikiem i powiedział - Czekam w sypialni - ale najpierw poszedł do kuchni, by napić się wody, a przy okazji nałożyć Nessie karmy do miski.

- Smacznego, kiciu - mruknął i poszedł do sypialni, by poczekać na Anię w łóżku, nie myśląc o tym, żeby dać jej prezent tego dnia.

Wolał prezenty, które wymyśliła Ania.

To była prawdziwa Gwiazdka.

*****

Alba / Anna

Nie planowałam tego.

Ale wyszło fantastycznie.

Kiedy wróciliśmy do domu i zobaczyłam głód w oczach Filipa, a potem poczułam ten sam głód w sobie, wiedziałam, że nie dam rady przebrać się i zrobić mu niespodziankę, jaką planowałam zrobić.

Dlatego właśnie najpierw zatańczyłam pod przypadkowo znalezioną melodię i wzięłam go sobie tak, jak oboje polubiliśmy.

O, Matko, jak fantastycznie!

Dopiero po prysznicu przebrałam się w łazience w koszulkę nocną, którą kupiłam i tam schowałam jakiś czas temu, by sprawić prezent Filipowi i sobie.

Kiedy jedliśmy obiad z jego rodziną, zauważyłam, że było już za późno.

Pokochałam ich, a oni pokochali mnie.

Powinnam była uciec kilka miesięcy wcześniej.

Spowodowałam to, że było na świecie o kilka osób więcej, którzy będą cierpieli z mojego powodu.

Musiałam uciekać.

Nie miałam szansy na ucieczkę w najbliższych dniach, więc postanowiłam wziąć najwięcej, jak mogłam.

Najeść się.

Dać przy tym Filipowi najwięcej, jak tylko dałabym radę.

Tak myślałam, kiedy wchodziłam do sypialni ubrana wyłącznie w granatową, satynową koszulkę nocną, która podniecająco ocierała się o moje ciało, a potem spojrzałam na szczupłe ciało Filipa, rozciągniętego na kołdrze, nagiego, gorącego, ze zgiętymi rękoma położonymi pod głową.

O, Matko!

Jaki on był piękny.

Podeszłam do łóżka, a on tylko patrzył na mnie i nie poruszył się.

- Jesteś pewna, że mogę zrobić wszystko, na co mam ochotę? - zapytał, a ja poczułam spazm między nogami.

- Tak - szepnęłam, ale zdziwiłam się, że nie wyjęczałam tego, bo miałam na to ochotę.

I to jaką!

- Dobrze - szepnął, ale nadal się nie poruszył.

Po kilku sekundach przyglądania mi się, kiedy prawie przebierałam nogami, patrząc na niego, Filip mruknął wreszcie:

- Wejdź tu.

Więc zaczęłam wchodzić na łóżko na kolanach, czołgając się powoli w górę jego ciała na czworaka i czując tylko coraz większe i większe podniecenie.

Pełzłam tak, aż dotarłam do penisa, który leżał tam dumny i twardy, prężąc się w całej okazałości.

O, Matko!

Cudny!

Spojrzałam na niego, a potem szybko podniosłam wzrok na twarz Filipa, więc zobaczyłam, że przyglądał mi się z rozchylonymi ustami, przekrzywioną głową i pożądaniem wypisanym na twarzy.

Wyciągnął rękę, ujął go i rozkazał mi szorstkim, niskim głosem:

- Dotknij go.

Och!

Tak!

Dokładnie tego chciałam.

Przysiadłam na piętach i ujęłam go w dłoń, a potem objęłam go również drugą ręką i pieściłam od dołu i od góry, przesuwając ręką w tę i z powrotem, aż przypomniałam sobie, jak Filip zacisnął moje palce, kiedy robiłam to za pierwszym razem.

I ścisnęłam.

Filip zajęczał.

Spojrzałam z przestrachem na jego twarz, więc zobaczyłam, że miał zamknięte oczy, a na twarzy wyraz najwyższej rozkoszy, co dodało mi odwagi do ponawiania tego ruchu dokładnie w ten sposób.

Udało mi się to dwa razy.

Reakcja Filipa była natychmiastowa.

Podniósł się do siadu, aż odskoczyłam w przestrachu, złapał mnie za ramiona i rzucił na plecy.

Straciłam przy tym penisa z dłoni, ale natychmiast zyskałam, a były to usta Filipa na swoich ustach, a jego dłonie na moich bokach, brzuchu i piersiach, okrytych koszulką.

Przerwał pocałunek, podniósł głowę i spojrzał mi w oczy.

- Nie tak szybko - wydyszał - Chcę, żebyś go pocałowała i polizała.

Ojej, nigdy tego nie robiłam.

Ale właśnie w tej chwili to było coś, czego pragnęłam najbardziej, więc do ust napłynęła mi ślina, która spowodowała, że oblizałam się i przełknęłam.

Filip popatrzył na to i na jego ustach pojawił się uśmieszek pełen zadowolenia, jeszcze większego pożądania i satysfakcji.

Niegrzeczny Chłopiec.

- Ale najpierw ja pocałuję i poliżę ciebie - dokończył, a ja zamarłam.

Ale… jak to?

Tam?

- Powiedziałaś… - zaczął Filip sugestywnie, kiedy zobaczył zmianę wyrazu mojej twarzy, ale ja już zaczęłam na nowo płonąć z pożądania, z chęci oddania mu się na wszelkie możliwe sposoby.

Złapałam rękoma za jego ramiona, przerywając mu.

- Dobrze - wyszeptałam przy tym - Chcę.

Filip przesunął dłonią po moim brzuchu, a później między nogi i podniósł brzeg mojej koszulki tak, że jego palce znalazły drogę do mojej wilgoci, a wkrótce poczułam, że rozchylił mi płatki i przesuwał palec po moim najwrażliwszym miejscu.

Zaskomliłam.

A potem przesunął się w dół po moim ciele i nie byłam w stanie nic kontrolować, tylko rozkładałam nogi, jak mogłam najszerzej, żeby mógł tam wsunąć nos, usta i język.

I to było wspaniałe, genialne, najlepsze uczucie, jakiego kiedykolwiek mogłabym się spodziewać.

Bez porównania.

Objęłam jego głowę całymi dłońmi i przycisnęłam ją do swojego czułego miejsca, a moja głowa wygięła się w poduszkę, kiedy jęczałam głośno z rozkoszy.

Nie doprowadził mnie do spełnienia.

O, nie.

Odsunął się, otarł wierzchem dłoni brodę, na co patrzyłam półprzytomnie i położył się na plecach, ujmując penisa w dłoń.

- Zajmij się nim - rozkazał, a ja nie zawahałam się ani sekundy.

O, tak!

Rzuciłam się na niego, jakbym była wygłodniała.

Dokładnie tak, jak się czułam.

Pocałowałam go, polizałam,  później wsunęłam go sobie do ust.

O, Matko Jedyna!

Jakie to było fantastyczne!

Brałam go do ust, przesuwając nim wgłąb po swoim języku, bawiąc się, a moja rozkosz, to wszystko, co mi dał chwilę wcześniej, spowodowała, że pękły moje wszelkie wcześniejsze hamulce.

Pochłaniałam go.

Nie pozwolił mi dokończyć w ten sposób.

Wyrwał się, aż jęknęłam z żalu, przewrócił mnie, bym leżała obok niego, natychmiast przeturlał mnie na brzuch, a potem uklęknął między moimi nogami i szarpnął za moje biodra, więc uklękłam tyłem do niego.

Z wypiętą do niego pupą!

Pochylił  się nad moimi plecami, sięgnął pod moim brzuchem, znalazł moje mokre wargi i rozchylił je dwoma palcami.

A później się wsunął.

Odgięłam głowę w jego stronę, wygięłam mocno kręgosłup, by przysunąć mocniej biodra do jego bioder i zajęczałam przeciągle - Tak!

I zaczął pompować, trzymając mnie oburącz za boki lub sięgając dookoła mnie do mojego czułego miejsca.

I to było jeszcze lepsze.

A potem stało się szalone.

Dzikie.

Namiętne.

Filip gnał aż do spełnienia.

Oboje krzyczeliśmy z rozkoszy.

Genialnej!

Oboje później jednocześnie osłabliśmy i nasze kolana się ugięły, więc przewróciliśmy się na boki.

Ja tyłem do niego.

Filip przycisnął mnie plecami do swojego brzucha, przesunął jedną rękę po moich piersiach w górę i do mojej szczęki, odchylił  i głowę i pocałował mnie.

Poczułam swój zapach.

Nie przeszkadzało mi to.

- Nigdy nie lizałem tam żadnej kobiety - wyznał mi Filip do ucha, a ja zamarłam - Brzydziłem się ich. Ale ty jesteś taka czysta. Tylko moja. Więc chciałem cię spróbować.

Wtuliłam się w jego ciepłe ciało, podczas gdy on wyszarpnął spod nas kołdrę i nas przykrył, więc byliśmy w przytulnym kokonie.

Zasypiałam i starałam się nie myśleć o tym, że zrobiłam bardzo źle dając mu więcej, bo to spowodowało, że miał więcej nadziei.

A ja musiałam uciekać.

O, Matko, pomóż mi!

*****

Filip

Filip pomyślał, jak cholernie fantastyczne, dokładnie zajebiste, było to, że Ania nie myślała już o pieprzonym uciekaniu.

Wolałby, żeby powiedziała mu, przed czym lub przed kim uciekała, by mógł ją obronić, ale tak jak było, również było fantastycznie.

Czuł, że oddała mu się w pełni.

Miał ją całą, nawet jeśli nadal nie znał jej prawdziwego nazwiska i nie wiedział skąd pochodziła.

Wiedział, czuł z jej reakcji, że kochała dzieci, wiedziała dużo o chorobach, lubiła przebywać w rodzinie.

Mogliby kiedyś stworzyć swoją rodzinę.

Może poszłaby na studia medyczne lub jakieś podobne.

Nie chciał tego.

Bał się.

Ale nie mógł się powstrzymać.

Gwiazdka spowodowała, że zaczął planować przyszłość.

Ich wspólną przyszłość.

*****

Gdzieś daleko następnego dnia

Był zły.

Gorzej.

Był wściekły.

Jak to było możliwe, że jemu, który miał wszystko, ta jedna wciąż umykała?

Stał przodem do dużego okna, za którym było widać kwiaty, rozbuchaną, wilgotną zieleń i pracujących przy niej licznych ogrodników.

Za jego plecami cicho wsunął się do gabinetu mężczyzna i przystanął wyczekująco.

- Miałem dostać prezent na Gwiazdkę - powiedział cicho mężczyzna przy oknie.

- Zniknęła - mruknął sługa.

Ten, który uważał się za Króla powoli odwrócił się tyłem do okna, by spojrzeć na swojego poddanego.

Tamten schylił niżej głowę, bo było oczywiste, że zawsze ten, który przynosi złe wieści, jest najbardziej winien.

- Zniknęło również trzech zaufanych mężczyzn Toco - powiedział szybko sługus, mając nadzieję, że ominie go kara - …i ich samochód. Prawdopodobnie była w Salt Lake City, ale już stamtąd odjechała.

- Nie - mruknął Król, spoglądając z powrotem na ogród - Została tam, czuje się pewnie.

- To tylko kobieta - wyrwało się sługusowi zaskoczonym, pogardliwym prychnięciem, ale natychmiast umilkł i skulił się z głową przygiętą uniżenie do piersi.

Ten, którego się bał, odwrócił się bowiem do niego szybko i z błyskiem w oku, którego bali się wszyscy, którzy przebywali w jego otoczeniu wystarczająco często.

- Nie doceniasz jej. To kobieta - powiedział wolno pani i władca - Piękna kobieta, która jest w stanie uwieść każdego mężczyznę. Spójrz na Jasona. Był mi wierny przez tyle lat. Jestem pewien, że ona kogoś ma.

Sługa nie miał nic do powiedzenia, jego pan zawsze miał rację.

Milczał, a jego władca również się nie odzywał przez kilka minut.

- Przyprowadź go - powiedział w końcu Król.

Sługa wyszedł z gabinetu, cicho zamykając za sobą drzwi i wręcz pobiegł po więźnia, szczęśliwy, że złość pana nie skupiła się na nim.

Król wiedział w jakim stanie był ten, którego mieli przyprowadzić, więc nie zamierzał pozwolić na brudzenie podłogi w jego pałacu.

Zabrał dokumenty ze swojego biurka do sejfu, zamknął i zabezpieczył go, a potem opuścił gabinet.

Wyszedł na spotkanie więźnia aż do korytarza.

- Dostałem od ciebie zadośćuczynienie. Nie jesteś mi już potrzebny - mruknął Król, patrząc z namysłem z góry na zwieszoną głowę, pokrytą ciemnymi, krótko obciętymi włosami, które zaczęły nieco siwieć na skroniach - Niczego więcej się od ciebie nie dowiem.

Więzień był wysoki i szczupły, ale barczysty, chociaż miesiące niewoli i tortury spowodowały, ze stał się przygarbiony i chudy.

Miał na sobie łachmany i nie miał siły nawet siedzieć prosto, ale nadal ręce miał spięte za plecami.

Odrobinę podniósł swoją zakrwawioną głowę i jego podbite, jasno niebieskie oczy błysnęły z dumą.

- Nie masz jej - stwierdził szeptem, ale w jego słabym głosie zabrzmiało wręcz szczęście - Nigdy jej nie zdobędziesz.

- Nie martw się - mruknął Król - Zdobędę ją i wykorzystam, jak planowałem lub ukarzę, jeśli nie jest już czysta.

Więzień roześmiał się jak wariat, a Król patrzył na niego z pogardą.

Westchnął cicho, bo uważał to za marnotrawstwo.

- Nakarmcie nim zwierzątka - powiedział do sługusów i odwrócił się, by pójść do swojej rodziny na świąteczny obiad.

Śmiech więźnia ucichł, ale nie protestował.

Powlekli go po podłodze na zewnątrz, a on wiedział doskonale dokąd.

Już kilka tygodni temu próbował odebrać sobie życie, żeby za pomocą narkotyków nie mogli z niego wydobyć informacji o tym, jak znaleźć tę, której pragnął Król.

Nie udało mu się.

Teraz miał znaleźć spokój.

Nareszcie.

Siostra Anna miała być bezpieczna.

To była jego Gwiazdka.

 


 

1 komentarz: