Rozdział 2
Alba
Dwa dni później
Pracowaliśmy
na nocną zmianę i było bardzo spokojnie.
Ponieważ
nie mieliśmy żadnego wezwania, najpierw uporządkowaliśmy dokumentację z innych,
wcześniejszych wyjazdów i z godzin pracy, więc teraz zabraliśmy się za
porządkowanie wozu i inwentaryzację sprzętu.
Zauważyłam,
że David samotnie porządkował dużą skrzynię narzędziową zamontowaną na boku przy
naszym wozie strażackim, więc niezdecydowanie podeszłam do niego.
O,
Matko!
Czy mogłam go
poprosić?
Podeszłam
niezbyt blisko, nie wprost, ale nadal zauważalnie.
Przynajmniej
dla Davida.
Miałam
nieodparte wrażenie, że David zauważał naprawdę wszystko, chociaż ostatnio czasami coś przegapiał.
Nie
tym razem.
Spojrzał
na mnie, a potem lekko odwrócił do mnie tułów, cofnął jedną nogę i wyraźnie czekał
na moje słowa.
Było
widać, że naszykował się na to, co miałam powiedzieć lub zrobić.
Mówiłam
- NF.
Nabrałam
powietrza do płuc.
-
David… - zaczęłam cicho na wydechu, ale w tym momencie zza naszego wozu wyszedł
Jimmy i spłoszyłam się.
Szybko
spojrzałam na Jimmy’ego, a potem nieprzytomnie odwróciłam się przodem do wozu.
Podeszłam
do skrzynki z narzędziami, zajęłam się układaniem czegoś, czego nawet nie
widziałam, a później po prostu odeszłam.
Kiedy
odchodziłam, Jimmy już szedł w stronę kabiny naszego wozu, więc David zawołał
mnie cicho i łagodnie.
-
Alba? - usłyszałam, ale nie odwróciłam się.
Machnęłam
lekceważąco otwartą dłonią nad swoim ramieniem, żeby dać mu znać, że to nic specjalnego
i nie warto się tym zajmować.
Czułam
na sobie jego uważny wzrok, ale nie zawołał mnie ponownie.
Wiedziałam,
że może kiedyś wrócilibyśmy do tego.
Ale
tylko może.
*****
Filip
Godzinę później
David
zadzwonił do Filipa w niezbyt dogodnej chwili, bo akurat wtedy, kiedy ten praktycznie
już zarwał kolejną pustą cipkę do wypieprzenia.
Ale
odebrał.
Filip
zawsze odbierał telefony od Davida.
Żadna
cipka nie była warta tego, żeby zlekceważyć telefon od przyjaciela.
-
Yo - mruknął i usłyszał takie samo powitanie od kumpla.
Co
było o tyle niezwykłe, że David zwykle przechodził prosto do rzeczy.
Właśnie
dlatego Filip nie obdarzył porzuconej w tej chwili cipki nawet jednym
spojrzeniem, czy też gestem, tylko po prostu odwrócił się w stronę drzwi i
wyszedł z baru, w którym akurat byli.
Zanim
dotarł do drzwi, David zaczął mówić.
-
Potrzebuję informacji o Albie Rodriguez - stwierdził.
-
Już - rzucił Filip i natychmiast poszedł do swojego samochodu, który zostawił
przy ulicy, rozłączając się po drodze.
Jego
prawie nowy, czarny Jeep Wrangler Rubicon stał aż przecznicę dalej, ale Filip bardzo
sobie cenił prywatność i nie chciał, żeby jego terenówka była widziana zbyt
blisko miejsca, gdzie Filip zarywał laski.
Jakiegokolwiek
miejsca, gdzie Filip bywał w jakimkolwiek celu.
Zanim
dotarł do swojego samochodu, zdążył się rozejrzeć po okolicy na tyle, żeby
wiedzieć, że nie był śledzony.
Miał
wprawę, więc miał pewność.
Kiedy
otworzył drzwi, wsiadł i od razu odpalił silnik.
Jechał
niezbyt szybko, nie przekraczając ograniczenia prędkości, żeby nie zwrócić na
siebie uwagi policji.
Tego nie potrzebował.
Nigdy.
Szybko
dojechał do mieszkania-kryjówki, w której miał odpowiedni sprzęt, podłączony do
odpowiednich sieci, a prawie niemożliwy do wyśledzenia.
Zaparkował
w garażu podziemnym przy sąsiednim wejściu, a nie bezpośrednio przy drzwiach
wyjściowych na jego klatkę schodową,
żeby mieć czas na sprawdzenie okolicy.
Nie
miał zamiaru korzystać z windy.
Otworzył
drzwi z klucza, wszedł tajnym przejściem do swojego tajnego mieszkania bez
okien wychodzących na zewnątrz, zamknął za sobą, wyłączył alarm, włączył
monitoring, włączył komputer, zalogował się, a dopiero potem wybrał numer
Davida.
-
Mów - rzucił, kiedy usłyszał, że kumpel odebrał.
-
Alba Rodriguez, lat dwadzieścia pięć, zatrudniona w Fire Station 13 - mówił
cicho David, a Filip wprowadzał dane do komputera.
Dane,
które dyktował mu David pochodziły bez wątpienia z formularza zatrudnienia,
jaki cipka wypełniła, kiedy Olgierd ją zatrudniał.
Filip
miał zapewne zdobyć informacje, które nie
byłyby w tym ujęte.
Coś,
co niepokoiło Davida.
Kiedy
Filip wpisał już do komputera wszystkie dane, jakie miał dla niego David,
natychmiast się rozłączył.
Jeśli
David o coś pytał, to zwykle było bardzo ważne.
Kumpel
Filipa miewał zwykle trafne przeczucia.
Więc
potrzebował wszystko, co można było zdobyć.
Filip
musiał mieć dużo lub trochę mniej czasu, żeby poszperać w różnych źródłach, by
znaleźć jak najwięcej.
Pieprzone
trzy godziny później patrzył w jebany monitor swojego cholernego komputera i
zgrzytał zębami.
Kurwa.
Kurwa
mać!
Kurwa… pieprzona… mać!!!
Widniała
na nim jedna jedyna pieprzona fotografia
tej cholernej suki, na którą Filip zwrócił uwagę na ślubie Davida i Maggie.
Prawie
pieprzony rok temu.
Nie
widział jej później, nie słyszał nic złego, więc odpuścił.
Pieprzyć go!
Nie
powinien był cholernie odpuszczać.
Jebany
idiota!
Dodatkowym
cholernie dobrym powodem do zdenerwowania, do pieprzonego wkurwienia się, było to, że ta cholerna suka nie istniała jeszcze pieprzone sześć lat temu.
Miała
cholerny dyplom ukończenia pieprzonego liceum, cholerny licencjat z ratownictwa
i z tuzin dowodów ukończenia różnych pieprzonych kursów, które wyglądały na
oryginalne, ale Filip nie znalazł jej na pieprzonej liście absolwentów
wskazanej przez nią uczelni, ani żadnej… jebanej…
innej.
Nie
znalazł również jej aktu urodzenia.
Żadnych
pieprzonych dowodów na jakiekolwiek cholerne leczenie, szkołę podstawową,
zameldowanie, nic.
Nic!
Postanowił,
że nie będzie dzwonił i niepokoił Davida.
Sam
załatwi sprawę z tą suką.
Zapłaci
mu za niszczenie życia kumplowi.
Dziwka!
Pieprzona
Alba pracowała z Davidem w tej samej
jednostce, więc Filip wiedział, że skończyli zmianę o szóstej rano.
Postanowił
poczekać, śledzić ją, wybadać, a potem spotkać się z suką osobiście i
porozmawiać.
Policzy
się z nią.
*****
Alba
Była
szósta rano i kończyliśmy zmianę.
Do
tego czasu zrezygnowałam z proszenia Davida o cokolwiek.
Poradziłabym
sobie sama.
Jak
zwykle.
Dałabym
radę, bo umiałam sobie dawać radę.
Musiałam
pojechać do mieszkania, spakować kilka rzeczy i uciec.
Proste.
Kiedy
wyszłam na ulicę, coś mnie zaniepokoiło.
Nie
wiedziałam, co to było.
Smyranie.
Jakby
po karku chodziły mi mrówki, albo nawet coś lżejszego.
Nadal
czułam coś złego w powietrzu.
W
tym momencie mój telefon zawibrował SMS’em.
Wyjęłam
go z tylnej kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz.
Nieznajomy
informował mnie umówionym szyfrem z nieznanego numeru o czymś zostawionym dla
mnie w umówiony sposób, w umówionym miejscu.
Zmarszczyłam
brwi, a potem wyłączyłam i schowałam telefon z powrotem do kieszeni spodni.
Rozejrzałam
się jeszcze raz dyskretnie, ale uważnie po okolicy i wolnym krokiem poszłam w
kierunku swojego Chargera, którego już od pewnego czasu nie zostawiałam na
parkingu przy remizie, tylko w różnych zaułkach przy pobliskich domach.
Nie
było widać nic niepokojącego.
Otworzyłam
drzwi z kluczyka, wsiadłam i odpaliłam silnik.
Nadal
w porządku.
Ruszyłam,
wyjechałam na ulicę, która o tej porze dopiero zaczynała budzić się do życia i
nadal nic nie zauważyłam.
Może
mi się przewidziało.
Może
byłam przewrażliwiona po tych wszystkich godzinach rozstrzygania, czy poprosić
Davida o pomoc?
*****
Dwadzieścia godzin
później
Był
środek nocy, kiedy musiałam wyjść z mieszkania, żeby pojechać w miejsce
wyznaczone mi przez Nieznajomego.
Poprzedniego
dnia zachowywałam się jak zwykle.
Wróciłam
do mieszkania, nakarmiłam Nessie, wymieniłam jej piasek, zrobiłam sobie
śniadanie i je zjadłam.
Położyłam
się i przespałam dobre trzy godziny, zanim wstałam, zrobiłam pranie,
posprzątałam, zrobiłam sobie lunch i dałam kolejną porcję karmy Nessie.
Później
musiałam pojechać do sklepu na niewielkie zakupy, więc wybrałam się również do
biblioteki, żeby oddać przeczytane książki i wypożyczyć kilka nowych.
Jeżdżąc
swoim Charger’em po mieście, kluczyłam po uliczkach i rozglądałam się uważnie, ale
nie zauważyłam niczego niepokojącego.
Upewniłam
się, że poprzedniego dnia przywidziało mi się.
Ale
nie odprężyłam się.
Nieznajomy
nie powinien się ze mną kontaktować, więc to, że do mnie napisał, mogło
oznaczać coś złego.
Receptę
na niezbędne dla mnie soczewki kontaktowe, którą dał mi poprzednim razem,
zrealizowałam następnego dnia i już je odebrałam.
Nosiłam
je.
Do
nowej tożsamości miałam nosić okulary, do których szkła też miałam na receptę,
a oprawki sama sobie dobrałam na miejscu, w punkcie usługowym i zapłaciłam
gotówką.
To
również już miałam zrobione.
Czekałam
na swoją chwilę, czyli na dzień, kiedy będę uciekała, a w specjalnej, ukrytej
skrytce razem z nowymi dokumentami, miałam trochę pieniędzy.
Nie
mieliśmy z Nieznajomym żadnych
zaległych spraw.
Teraz,
kiedy podjęłam decyzję, okulary schowałam do jednej jedynej torby, którą trzymałam spakowaną niezbędnymi rzeczami na
wypadek szybkiej ucieczki blisko drzwi wejściowych.
Nie
zaniosłam jej od razu do Chargera, bo chciałam jeszcze po pracy wrócić do mieszkania,
może spakować coś jeszcze i po Nessie.
Planowałam
zabrać ją ze sobą, bo miałam uciekać, co planowałam zrobić po powrocie z pracy.
Nessie
nie lubiła, kiedy wychodziłam z mieszkania w nocy.
Mogłam
jej powiedzieć, że ja też tego nie lubiłam.
Ale
musiałam jechać.
Wyszłam
na cichą o tej porze galerię, zamknęłam drzwi na klucz, zeszłam schodami na
parking i wsiadłam do samochodu, który zaparkowałam tym razem na parkingu dla
gości.
Tylko
po to, żeby coś zmienić.
Przełamać
rutynę.
Otworzyłam
drzwi z kluczyka, wsiadłam do auta, uruchomiłam silnik, zapięłam pasy i
wyjechałam na drogę.
Natychmiast
za mną pojawiły się światła jakiegoś samochodu, które obserwowałam w lusterku
wstecznym przez kilka minut.
Jechałam
wolno, jakbym nie była pewna, co mam zrobić.
Ten
zza mnie przyspieszył i wyprzedził mnie.
Była
to czarna terenówka.
Nie
znałam jej.
Pojechała
szybko do przodu, więc przestałam się nią przejmować.
Ruch
na drogach miejskich był mały, ale jakiś
był, nie byłam jedyną osobą jadącą dokądkolwiek o tej Bezbożnej Godzinie, a w
nocy trudno było odróżnić jedne światła samochodowe od innych.
Ale
starałam się.
Nie
zauważyłam nic niepokojącego.
Pojechałam
do wskazanego naszym umówionym szyfrem hoteliku z pokojami na godziny,
zaparkowałam pół przecznicy dalej przy ulicy i wolnym krokiem poszłam do wejścia,
by znaleźć się przed ziewającym, grubym recepcjonistą.
Wzięłam
od niego klucz do pokoju z niezwykle dużym brelokiem, na którym był wybity
wielkimi cyframi numer trzynaście, a który był zostawiony dla mnie na hasło Nicole Aniston i opłacony z góry za całą
noc.
Jak
należałoby się spodziewać, nie powinnam znać tego imienia i nazwiska, skoro
była to aktorka porno.
To
był drobny żarcik Nieznajomego.
Czasem
takie robił.
I
to mnie uspokoiło.
Niedawno
minęła godzina czwarta nad ranem, więc miałam ponad godzinę, zanim musiałaby
wyjść, żeby pojechać do pracy.
Nie
chciałam się rzucać w oczy i spieszyć, więc po wejściu do tego brzydkiego, źle
wyposażonego, tandetnego pokoju zamknęłam drzwi na klucz i na łańcuch, a potem
położyłam klucz od pokoju na stoliku nocnym i otworzyłam jego szufladę.
Usiadłam
na łóżku, położyłam tam torebkę i zdjęłam z siebie kurtkę, a potem rzuciłam ją
obok torebki.
Zza
ściany, z sąsiadującego pokoju dochodziły niepokojące dźwięki intensywnego
seksu, które znałam już z poprzednich bytności w podobnych do tego pokojach.
Nie
mogłam powiedzieć, żebym się do nich przyzwyczaiła, ale znałam je i nie
bulwersowały mnie.
Nie
oceniałam.
Już
nie.
Nigdy
nie można było wiedzieć, jaki był powód wykonywania tego w takim miejscu, a
jeśli nawet była to zdrada lub zarobek, to przecież nie mogłam wiedzieć, co doprowadziło
tych ludzi zza ściany do tego miejsca.
Może
desperacja.
Może
złe życie.
Ze
wszystkimi moimi doświadczeniami i z powodami do zazdrości, jakie miałam, nie
byłam skłonna do oceniania tych ludzi, ale też nie czułam zazdrości o samą
czynność seksualną tego typu, jaka tam się odbywała.
Ja
pragnęłam miłości i pieszczot związanych z nią, i tylko z nią.
Nie
dotyku, pieszczot, czy też seksu dla samego dotyku, pieszczot i seksu.
Wyjęłam
z szuflady szafki nocnej małą, tanią, podręczną, hotelową Biblię i zaczęłam ją
wertować.
Nie
śpieszyłam się.
Przeglądałam
stronę po stronie, przypominając sobie ulubione fragmenty, aż doszłam do
wsuniętego między kartki kawałka papieru z notatką.
W
tym miejscu Biblia była odkształcona przez grubszy przedmiot.
Notatka
była krótka.
Zawierała
jedno jedyne słowo, którego nie rozumiałam.
Zadośćuczynienie.
Przedmiotem,
który był dołączony, był pendrive.
Wzięłam
go do ręki, obróciłam w palcach i zmarszczyłam brwi.
Nieznajomy
nigdy, przenigdy nie pozwolił mi na
korzystanie z jakichkolwiek urządzeń
elektronicznych.
Ostrzegał
mnie przed nimi.
Dlaczego przesłał
mi coś, co wymagało dostępu do komputera?
Wyjątkowo
myśląc o tym, bo zwykle tego nie robiłam, skoro ufałam Nieznajomemu
bezgranicznie, przeszłam do hotelowej łazienki, żeby spędzić czas, załatwić się
i umyć ręce.
Myślałam
intensywnie, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
Żadnych
pomysłów.
Wychodziłam
z łazienki z ręcznikiem w dłoniach, patrzyłam na podłogę i myślałam, kiedy
zostałam schwytana za ramiona od tyłu.
Ręcznik
upadł na podłogę.
Panika,
która mnie ogarnęła, spowodowała, że przestałam oddychać, ale po pół sekundzie
nabrałam powietrza, żeby uciekać.
Krzyknęłam
cicho i wysunęłam nogę do przodu, ale zaraz potem jedno męskie ramię owinęło się wokół góry moich ramion, palce tej dłoni
zacisnęły się silnie na obu moich nadgarstkach, przyciskając je do moich piersi,
chociaż się nie broniłam, a druga ręka powędrowała do moich ust, by stłumić mój
głos.
Sparaliżował
mnie strach.
Nie
umiałam walczyć.
Umiałam
tylko uciekać.
Napastnik
wyczuł moją bezwładność i poluzował ramiona.
Nie
puścił mnie, ale odwrócił do siebie przodem, nakazując milczenie palcem prawej
ręki przyciśniętym do ust.
To
był ten Niegrzeczny Chłopiec, NF, którego znałam ze ślubu Davida.
Nie
bałam się go, tylko jakoś tak intuicyjnie mu zaufałam.
Odprężyłam
się i prawie się uśmiechnęłam.
Głupia.
Podobał
mi się, a na dodatek był tak bardzo blisko.
Przyciskał
mnie do siebie owijając ramionami: jednym wokół moich żeber a drugim wokół
moich ramion.
Jego
dotyk wywołał we mnie dziwny, niepokojący dreszcz.
Pragnienie.
Odchyliłam
nieco głowę i spojrzałam w jego oczy.
Był
bardzo zły.
Wściekły.
I
to też mnie pociągało.
Miał
piwne oczy, jasno brązowe z zielonymi promieniami, które były oprawione długimi,
czarnymi, wykręconymi rzęsami.
Piękne.
Teraz
były skupione z bliska, bardzo bliska
na moich oczach, ale wkrótce przesunęły się na moje usta.
Wtedy
zauważyłam, że miałam rozchylone wargi i lekko dyszałam.
Popatrzyłam
na jego usta.
Miał
wąskie wargi, które były wręcz jak wyrzeźbione.
Ciekawe jakie są w
dotyku?
- pomyślałam.
Oglądane
z tak bliska były bardzo kuszące.
Usta
mnie zaświerzbiły, tak bardzo chciałam go nimi dotknąć.
Wysunęłam
czubek języka i zwilżyłam górną wargę, a wtedy coś zmieniło się w jego
spojrzeniu.
Oczy
mu pociemniały.
Przestał
być zły.
Stał
się głodny.
Poczułam,
że prawą rękę przesunął po moim ramieniu, a później poczułam palce wsuwające
się w moje włosy na karku, które przycinałam sama co dwa, trzy tygodnie, żeby
nie urosły nadmiernie.
Objął
mnie tam dłonią i przyciągnął moją głowę do siebie.
Drugą
rękę nadal trzymał na moich plecach nieco powyżej pasa, ale teraz rozłożył jej
dłoń płasko i przyciągnął mój tułów do swojego ciała.
Przechylił
głowę i ja przechyliłam swoją, a potem mnie pocałował.
Mój
pierwszy w życiu pocałunek.
Chciałam
go.
Pragnęłam.
Początkowo
moje ręce były uwięzione między nami, ale przesunęłam je w górę jego klatki
piersiowej, aż poczułam w dłoniach jego ramiona, więc i ja również jedną dłoń wsunęłam
na jego kark i w jego włosy.
Uznałam,
a raczej działałam intuicyjnie, więc
samo tak się stało, że najlepiej będzie naśladować jego ruchy.
To
było genialne.
Patrzyłam
na jego usta do ostatniej sekundy, aż już ich nie widziałam, bo dotykały moich
ust.
Nie
zamknęłam oczu.
Nadal
patrzyłam, ale teraz widziałam głównie jego oczy.
I
czułam mrowienie delikatnego dotyku ust na wargach.
Poczułam
głód, który spowodował, że docisnęłam się bardziej do niego i pozwoliłam mu na
miażdżenie moich ust jego ustami.
Rozchylił
wargi i jego język wysunął się, by dotknąć wilgotno do połączenia moich warg,
więc je rozchyliłam.
Wsunął
się do środka.
Zmiękły
mi kolana.
O, Matko!
To
było cudowne uczucie, ale powodowało kolejny głód.
Tym
razem dotyczyło to niższych partii mojego ciała.
Części
nie dotykanych nigdy przez żadnego
mężczyznę, a nawet nie przez kobietę, odkąd dorosłam na tyle, że sama się
myłam.
Potarłam
jednym kolanem o drugie i z mojego gardła wydobył się cichy, nie kontrolowany
jęk.
Usłyszał
go.
Oderwał
usta od moich i spojrzał mi w oczy.
Wyraz
jego twarzy był trochę… triumfalny?
Jakby
właśnie coś wygrał.
Zwyciężył.
Popchnął
mnie w stronę łóżka.
Zrobiłam
tyłem dwa kroki, a potem upadłam na pupę i usiadłam tam, opierając się dłońmi o
materac.
Wszedł
kolanem na łóżko obok mnie i złapał mnie ręką w pasie, żeby podciągnąć mnie
wyżej w stronę poduszek.
Byliśmy
całkiem ubrani.
Położył
mnie na plecach i, klęcząc obok mnie, opierając się na dłoni wyprostowanej
lewej ręki, wsunął palce pod moją koszulkę, którą częściowo wyszarpnął ze
spodni.
Miałam
na sobie prosty, granatowy t-shirt bez napisów, z niewielkim dekoltem, wsunięty
w niebieskie dżinsy.
Westchnęłam
i napięłam plecy, wypychając brzuch w jego stronę.
Chciałam
tego.
Jego
dotyku na mojej nagiej skórze.
Jego
szczupłe, ruchliwe palce, sunące po moim brzuchu w górę do piersi, które miałam
ukryte w staniku, poczułam jak oparzenie.
A
potem objął przez materiał stanika dół mojej lewej piersi i, znowu działając
intuicyjnie, zdecydowałam się na swój ruch.
Do
tej pory obie ręce trzymałam po obu bokach głowy, rozrzucone na kołdrze, która
przykrywała poduszki.
Teraz
jedną rękę uniosłam i złapałam jego prawą rękę nie po to, żeby ją odepchnąć,
ale żeby ją przycisnąć mocniej do swojej piersi.
Przymknęłam
lekko oczy, wypchnęłam mocniej klatkę piersiową w jego stronę i jęknęłam - Tak!
To
była pierwsza rzecz, jaką którekolwiek z nas powiedziało, odkąd wszedł do
mojego pokoju.
Nie
zapytałam go, jak to zrobił, ani po co.
Nie
sprzeciwiłam się i nie kazałam mu wyjść.
Pozwalałam
mu robić ze mną, na co miał ochotę.
Od
tego momentu przyspieszył.
Przestał
się wahać.
Zaczął
mnie całować mocno i łapczywie, a ja oddawałam mu pocałunki, położył się obok
mnie, ale trochę na mnie i zaczął mnie rozbierać.
Szybko.
Rozpiął
moje spodnie i błyskawicznie zsunął je razem z majtkami.
A
ja mu pomagałam, unosząc biodra i zginając nogi.
Również
trochę rozbierałam jego, ale nie miałam wprawy, więc nie zrobiłam w tym
wyraźnych postępów.
Tylko
wyciągnęłam jego koszulkę ze spodni.
Dlatego
właśnie ja byłam głównie naga, chociaż moja koszulka była tylko podciągnięta
nad moje piersi razem z zapiętym stanikiem, kiedy on był głównie ubrany.
Moje
spodnie, proste majtki, skarpety i czarne espadryle leżały porzucone na
podłodze obok łóżka.
Cieszyłam
się z tego, że miesiączka miała przyjść dopiero wieczorem.
Miewałam
bardzo regularne miesiączki i zawsze wiedziałam którego dnia, a nawet o której
godzinie powinnam się ich spodziewać.
W
danej chwili mogłam więc mieć namiastkę tego, o czym marzyłam, czego
zazdrościłam innym.
Nie
czułam wstydu.
Chciałam
go mieć, poczuć, doświadczyć jego bliskości, o której czytałam w romansach, ale
nigdy nie widziałam, ani nie czułam.
Chciałam
tego, bo to był on.
Poczułam,
że to ten właściwy.
Czytałam
o tym, jak wygląda tam mężczyzna.
Nie
widziałam tego do tej pory i w tym momencie też nie zobaczyłam.
Wszedł
kolanem między moje nogi, opierając się na przedramieniu lewej ręki, sięgnął prawą
ręką do swoich spodni, więc usłyszałam i poczułam ich rozpinanie, a potem wilgotnego,
gotowego na to połączenia moich nóg dotknęło coś aksamitnego i ciepłego.
To
było tak miłe, że rozchyliłam usta i wciągnęłam przez nie powietrze.
-
Tak - szepnęłam, powtarzając słowa przeczytane kiedyś w jakiejś książce - Proszę,
wejdź. Weź to.
Nie
wiedziałam, czy mnie usłyszał.
Patrzyłam
w jego oczy, a on wyciągnął rękę spomiędzy nas, oparł ją po drugiej stronie
mojej głowy i napiął biodra.
Wypełnił
mnie.
Zabolało,
więc wstrzymałam oddech.
Nie
patrzył już wtedy na mnie, bo dotykał ustami do mojej skroni, więc byłam pewna,
że nie zauważył mojego skrzywienia się.
Nie
wydałam ani jednego dźwięku.
Poruszał
się między moimi nogami wsuwając się i wysuwając na zmianę, ja po pierwszym
bólu zaczęłam czuć przyjemność.
Więc
zaczęłam poruszać biodrami, by wychodzić mu naprzeciw, ponownie intuicyjnie naśladując
jego ruchy, a rękoma objęłam jego ramiona.
Przyjemność
zaczęła się zwiększać.
Potem
on przyspieszył, ale oparł się jednym przedramieniem obok mojej głowy, a drugą
ręką ujął mój policzek i skierował moje usta do swoich, żeby ponownie mnie
pocałować.
Ten
pocałunek był bardziej drapieżny.
Czułam
jego moc, gwałtowność, namiętność.
Fantastycznie.
Tak
fantastycznie, że zajęczałam w jego usta.
Dłoń
z mojej szczęki zsunęła się na moje biodro i przeciągnął po nim tak, że
podniósł moją nogę, żeby zarzucić moją łydkę na swoje plecy.
Kiedy
poczułam, jak dobre to było, sama zarzuciłam drugą nogę w ten sam sposób z
drugiej strony jego pleców.
I
czułam.
O,
Matko Jedyna!
Jak
ja czułam!
Jego
ruchy były coraz bardziej gwałtowne, mocniejsze, a moja przyjemność rosła w
zastraszającym tempie.
Nie
spodziewałam się tego.
Czytałam
gdzieś, że podczas pierwszego razu kobiety, dziewczyny zwykle nie osiągały
swoich szczytów.
Ja
właśnie zbliżałam się do mojego.
Nagle
zrozumiałam, o czym pisały te wszystkie powieści, kiedy określały orgazm odlotem.
Tak.
Odlatywałam.
Nie
jak samolotem, czy po prostu w powietrze.
Raczej
jak wystrzelona fajerwerkiem lub
rakietą w kosmos.
Uczucie
było tak bardzo nieporównywalne do czegokolwiek, co do tej pory przeżyłam, że
nawet nie umiałam go opisać.
Nie
kontrolowałam swojego ciała.
Moje
dłonie się zacisnęły na tym, co akurat trzymałam, więc wbiłam paznokcie w jego kark.
Moje
nogi przyciągnęły go głębiej we mnie.
Mięśnie
mojego wnętrza zacisnęły się na nim, nadal poruszającym się w środku, więc
ponownie zabolały mnie jego ruchy.
Nie
przeszkadzało mi to.
Chciałam tego bólu.
Odgięłam
głowę, wbijając ją w poduszkę.
A
z mojego gardła wyrwał się nieartykułowany, długi jęk rozkoszy, która trwała i
trwała, a ja chciałam więcej.
Jeszcze
mi nie przeszło, kiedy poruszył się kilka razy i zamarł.
Skończył
we mnie.
Dopiero
wtedy uświadomiłam sobie, że nie zabezpieczyliśmy się.
Nie
obchodziło mnie to.
Na
szczęście tego dnia miałam dostać miesiączkę.
Oparł
się głową o poduszkę obok mnie i dyszał ciężko.
Nie
poruszałam się, przestraszona tym, co zrobiliśmy.
Co
ja zrobiłam.
Ale
szczęśliwa.
Podniósł
głowę i nagle poczułam, jak się wysunął ze mnie.
To
było bardzo nieprzyjemne uczucie
pustki.
Nie
patrząc na mnie, podciągnął i zapiął swoje spodnie, a jednocześnie wstał, żeby zaraz
usiąść na boku łóżka.
Złączyłam
nogi i zgięłam je w kolanach, czując bardzo niekomfortowe
pieczenie między nimi.
Stanął
obok łóżka przodem do mnie, ale nie patrzył na mnie, wyjął z tylnej kieszeni swój
portfel i otworzył go.
-
Nie miałaś dzisiaj innego klienta… - powiedział dziwnie - więc zapłacę ci,
żebyś nie była stratna.
Wyjął
z portfela banknot pięćdziesięciodolarowy i niedbale rzucił go na stolik nocny.
-
Nie martw się - dodał - Nie powiem nic Davidowi. Martwił się, więc tylko powiem
mu, że nie musi. Nie musi wiedzieć, jak sobie dorabiasz.
Zamrugałam
gwałtownie.
Przycisnęłam
obie skrzyżowane ręce do piersi, a jednocześnie wciągnęłam szybki wdech.
On pomyślał, że
jestem dziwką.
Moja
pierwsza myśl zdominowała pozostałe.
Nie
było już później miejsca nawet na odrobinę radości z faktu, że David się
martwił o mnie, że mnie zauważył.
Również
na choćby zadowolenie z tego, że właśnie przeżyłam swój pierwszy raz z
mężczyzną, którego ja wybrałam.
Byłam
upokorzona.
NC
wyszedł, a ja jeszcze przez długą chwilę leżałam nieruchomo, myśląc o tym, że
byłam dziwką, za jaką mnie uważał.
Oddałam
mu swoje dziewictwo.
Prosiłam go o to, żeby je
wziął.
Byłam dziwką.
Ale
potem musiałam wstać.
Kiedy
poszłam się umyć, zauważyłam odrobinę krwi na połączeniu moich nóg, czułam ból,
który spowodowało tarcie i myślałam o tym, jaka jestem nic nie warta.
Mała
duchem i słaba.
Ubrałam
się, wyszłam z hotelu na ulicę, zostawiając po drodze klucz w recepcji, zabrałam
banknot, notatkę i pendrive do Chargera, usiadłam na kierownicą, wrzuciłam je
do schowka, uruchomiłam silnik i pojechałam do pracy.
*****
Filip
Dwanaście godzin
później
David
zadzwonił do Filipa niedługo po tym, jak Filip wyszedł z tego pieprzonego
pokoju hotelowego na godziny, w którym zerżnął Albę.
Widocznie
wychodził z domu, żeby pójść do pracy.
Filip
uspokoił go, mówiąc, że miał wszystko pod cholerną kontrolą.
Nie
zamierzał mówić kumplowi, że jego jebana koleżanka z pracy, ta sama, o którą
się martwił, jest kurwą.
Kiedy
się rozłączyli, jechał swoim Rubicon’em i wściekał się, chociaż właściwie nie
wiedział o co.
Była
taka, jak one wszystkie.
Pierdolone
cipy!
Wrócił
do swojego pieprzonego domu, wszedł pod cholerny prysznic i wtedy zauważył coś
dziwnego.
Na
kutasie miał zaschnięte drobiny krwi.
Musiał
przyznać, że dziwka była ciasna.
Namiętna,
chętna, ale ciasna, jakby nie miała zbyt wielu klientów.
Krew
spowodowała, że zaczął się zastanawiać.
Filip
nigdy nie pieprzył dziewicy.
Miał
jakieś, tylko nieco mgliste, wyobrażenie o tym, jak by to wyglądało, ale nie
miał pieprzonego doświadczenia.
A
co jeśli to była dziewica, tylko
chętna do utraty dziewictwa?
Jeżeli
się pomylił, to musiał ją pilnować i dowiedzieć się jaka była jej cholerna tajemnica,
bo to by oznaczało, że była w niebezpieczeństwie.
Po
prysznicu przespał się trzy godziny, a, kiedy wstał, przebrał się w czarne
dżinsy, koszulkę, bluzę dresową z kapturem i założył sportowe buty, bo
postanowił to sprawdzić.
Dlatego
właśnie o szóstej po południu był naszykowany na prawie wszystko, kiedy czekał w
swojej terenówce w okolicy remizy strażackiej na to, żeby skończyli zmianę.
Zobaczył,
jak wychodzili i skulił się trochę na siedzeniu, chociaż zaparkował w odległym
zaułku, żeby kumpel go nie rozpoznał.
David
wyszedł z Jimmy’m później niż Alba, tuż za nią, więc Filip niecierpliwie poczekał,
aż poszli na parking z tyłu za remizą, David wsiadł do swojego Grand Cherokee i
odjechał.
Nie
chciał odpowiadać na dodatkowe pytania, skoro rano powiedział Davidowi, że wszystko
było w porządku.
Alba
zaparkowała ponownie nie na ich parkingu, ale gdzieś w bocznej alejce
dojazdowej na tyły pobliskich domów.
Filip
zastanawiał się już wcześniej, dlaczego tak robiła, ale tym razem mu to
odpowiadało.
Szła
w tamtą stronę jakby chyłkiem, przemykając
się między żywopłotami.
Filip
obserwował ją z daleka i dopiero wtedy spostrzegł, że poruszała się z gracją,
jakby tańczyła, wyginając przy tym biodra i ramiona łagodnie, jakby kierowała
nią muzyka, która grała w jej duszy.
Podobała
mu się.
Kiedy
o tym myślał, jego droga się oczyściła, więc wystartował, zabierając ze sobą swojego
Glocka dziewięć milimetrów, chociaż nie spodziewał się konieczności użycia go.
Zrobił
to raczej z nawyku.
Dochodząc
do miejsca, w którym stał jej Charger, usłyszał odgłosy bicia.
Gówno.
Alba
nie walczyła.
Raczej
by uciekała.
Tyle
już wiedział.
Więc
po prostu to ktoś ją bił.
Co do kurwy nędzy?
Filip
zatrzymał się na sekundę i przyszykował się.
Zrobił
to błyskawicznie, przykucając i wyciągając broń, bo zadziałały jego od dawna
wpojone odruchy.
Wyjął
zza paska dżinsów pistolet, a z kieszeni bluzy wyjął tłumik, który zwykle
nosił, żeby nie ściągnąć na siebie niepożądanych świadków, nakręcił go,
odbezpieczył broń i ostrożnie wyjrzał zza rogu alei.
Kurwa!
Alba
leżała na asfalcie, a nad nią stał skurwiel, który właśnie w tym momencie
zamachnął się nogą i kopnął ją w plecy.
Odleciała
pół metra niczym szmaciana lalka.
Kurwa mać!
Była
nieprzytomna.
-
Wystarczy, bo ją zajebiesz - warknął drugi i przytrzymał ramię tamtego.
-
Zabawiłbym się z dziwką - mruknął trzeci, który właśnie schylał się, żeby
skrępować ręce Alby plastikowymi paskami.
-
Ma być czysta i nietknięta - warczał ten pierwszy - Kontrakt jest na nienaćpaną
i dziewiczą.
Kurwa!
Filip
musiał się bardzo skoncentrować, bo to, co zobaczył i usłyszał popieprzyło go.
-
To nie jest nastolatka - zaśmiał się drugi - W tym wieku dziewica?
-
Ten, który nam płaci twierdzi, że jest i ma taka pozostać - podsumował krótko
ten pierwszy.
-
Spierdalamy - warknął pierwszy.
Trzeci
się wyprostował, więc Filip nie czekał dłużej.
Podniósł
oburącz broń i wycelował szybko, ale starannie.
Oddał
trzy celne, ciche strzały, usłyszał odgłos padających ciał, a później ukradkowo,
schylony podbiegł do Alby, rozglądając się za innymi napastnikami.
Nikogo
nie było.
Schował
pistolet za pasek spodni na plecach.
Schylił
się, a potem przyklęknął przy leżącej kobiecie.
Nie
poruszała się, ale oddychała i serce biło jej w miarę mocno.
Podniósł
się i zaczął działać.
Odciągnął
ciała na bok, pod krzaki, żeby nie były bardzo widoczne, wyjął swój telefon z
tylnej kieszeni dżinsów i wybrał numer.
-
Czyściciel - przywitał się - Potrzebuję sprzątania.
-
Mów - usłyszał od kogoś, z kim Filip dawniej często współpracował.
Odkąd
David wciągnął Filipa do swoich akcji, jego działania przestały być bardzo
brudne i nielegalne.
Nadal
miał swoje dawne kontakty.
Podał
namiary na miejsce, w którym leżały śmieci i ich ilość, a potem wyłączył
telefon, schował go i podszedł do Alby.
Przyklęknął
przy niej i z tylnej kieszeni dżinsów wyjął nóż.
Rozciął
więzy i obejrzał ją szybko.
Ocknęła
się, drgnęła i jęknęła.
Mocno
ją pobili.
-
To ja - mruknął Filip - Już dobrze.
-
Zadośćuczynienie - szepnęła.
Ledwie
rozchylała wargi.
-
Co? - spytał Filip, nachylając się głębiej do jej ust i podtrzymując jej głowę
dłonią.
-
Zadośćuczynienie - powtórzyła z trudem - Kartka w schowku. Wyrzuć. Zniszcz
pendrive.
Zemdlała.
Filip
musiał zająć się sprawami, więc zostawił ją leżącą na asfalcie, zobaczył leżące
nieopodal torebki kluczyki do jej samochodu, podniósł je i otworzył drzwi od
strony pasażera.
Otworzył
schowek i od razu zobaczył przede wszystkim pierdoloną pięćdziesiątkę, na
której widok zęby same mu się zacisnęły z pełną siłą, małą kartkę z napisem Zadośćuczynienie, a pod tym coś, co
wyglądało jak pendrive.
Wyjął
to wszystko ze schowka, wyprostował się z samochodu, zatrzasnął drzwi, zamknął
na klucz, schował do kieszeni pięćdziesiątkę i obejrzał pendrive.
Zauważył
pewne różnice.
To
nie mógł być pendrive, ale
najwidoczniej Alba nie odróżniała tego.
Rzucił
go na asfalt i rozdeptał kilkakrotnie obcasem, aż się pokruszył, a potem
podniósł i cisnął w stronę śmietnika, który widniał za siatką.
Kartkę
podpalił zapałką, którą wyrwał z pudełka wyjętego z kieszeni bluzy.
Dopalający
się popiół rzucił na asfalt i roztarł czubkiem buta.
A
potem podniósł z ziemi jej torbę z ubraniami po pracy i rozglądając się po
okolicy, pobiegł do swojego Rubicon’a.
Wrzucił
torbę na tylne siedzenie, wskoczył za kierownicę, jednocześnie odpalając zapłon
i pognał nim do zaułka po Albę.
Kiedy
wrócił do Alby, nadal była nieprzytomna, więc uklęknął i delikatnie wziął ją na
ręce, żeby zabrać ją do swojego samochodu.
Musieli
spierdalać, zanim przyjechaliby czyściciele.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń