niedziela, 10 lipca 2022

2 - Zadośćuczynienie

 

Rozdział 2

Zadośćuczynienie

Alba

 

 

Dwa dni później

Pracowaliśmy na nocną zmianę i było bardzo spokojnie.

Ponieważ nie mieliśmy żadnego wezwania, najpierw uporządkowaliśmy dokumentację z innych, wcześniejszych wyjazdów i z godzin pracy, więc teraz zabraliśmy się za porządkowanie wozu i inwentaryzację sprzętu.

Zauważyłam, że David samotnie porządkował dużą skrzynię narzędziową zamontowaną na boku przy naszym wozie strażackim, więc niezdecydowanie podeszłam do niego.

O, Matko!

Czy mogłam go poprosić?

Podeszłam niezbyt blisko, nie wprost, ale nadal zauważalnie.

Przynajmniej dla Davida.

Miałam nieodparte wrażenie, że David zauważał naprawdę wszystko, chociaż ostatnio czasami coś przegapiał.

Nie tym razem.

Spojrzał na mnie, a potem lekko odwrócił do mnie tułów, cofnął jedną nogę i wyraźnie czekał na moje słowa.

Było widać, że naszykował się na to, co miałam powiedzieć lub zrobić.

Mówiłam - NF.

Nabrałam powietrza do płuc.

- David… - zaczęłam cicho na wydechu, ale w tym momencie zza naszego wozu wyszedł Jimmy i spłoszyłam się.

Szybko spojrzałam na Jimmy’ego, a potem nieprzytomnie odwróciłam się przodem do wozu.

Podeszłam do skrzynki z narzędziami, zajęłam się układaniem czegoś, czego nawet nie widziałam, a później po prostu odeszłam.

Kiedy odchodziłam, Jimmy już szedł w stronę kabiny naszego wozu, więc David zawołał mnie cicho i łagodnie.

- Alba? - usłyszałam, ale nie odwróciłam się.

Machnęłam lekceważąco otwartą dłonią nad swoim ramieniem, żeby dać mu znać, że to nic specjalnego i nie warto się tym zajmować.

Czułam na sobie jego uważny wzrok, ale nie zawołał mnie ponownie.

Wiedziałam, że może kiedyś wrócilibyśmy do tego.

Ale tylko może.

*****

Filip

Godzinę później

David zadzwonił do Filipa w niezbyt dogodnej chwili, bo akurat wtedy, kiedy ten praktycznie już zarwał kolejną pustą cipkę do wypieprzenia.

Ale odebrał.

Filip zawsze odbierał telefony od Davida.

Żadna cipka nie była warta tego, żeby zlekceważyć telefon od przyjaciela.

- Yo - mruknął i usłyszał takie samo powitanie od kumpla.

Co było o tyle niezwykłe, że David zwykle przechodził prosto do rzeczy.

Właśnie dlatego Filip nie obdarzył porzuconej w tej chwili cipki nawet jednym spojrzeniem, czy też gestem, tylko po prostu odwrócił się w stronę drzwi i wyszedł z baru, w którym akurat byli.

Zanim dotarł do drzwi, David zaczął mówić.

- Potrzebuję informacji o Albie Rodriguez - stwierdził.

- Już - rzucił Filip i natychmiast poszedł do swojego samochodu, który zostawił przy ulicy, rozłączając się po drodze.

Jego prawie nowy, czarny Jeep Wrangler Rubicon stał aż przecznicę dalej, ale Filip bardzo sobie cenił prywatność i nie chciał, żeby jego terenówka była widziana zbyt blisko miejsca, gdzie Filip zarywał laski.

Jakiegokolwiek miejsca, gdzie Filip bywał w jakimkolwiek celu.

Zanim dotarł do swojego samochodu, zdążył się rozejrzeć po okolicy na tyle, żeby wiedzieć, że nie był śledzony.

Miał wprawę, więc miał pewność.

Kiedy otworzył drzwi, wsiadł i od razu odpalił silnik.

Jechał niezbyt szybko, nie przekraczając ograniczenia prędkości, żeby nie zwrócić na siebie uwagi policji.

Tego nie potrzebował.

Nigdy.

Szybko dojechał do mieszkania-kryjówki, w której miał odpowiedni sprzęt, podłączony do odpowiednich sieci, a prawie niemożliwy do wyśledzenia.

Zaparkował w garażu podziemnym przy sąsiednim wejściu, a nie bezpośrednio przy drzwiach wyjściowych  na jego klatkę schodową, żeby mieć czas na sprawdzenie okolicy.

Nie miał zamiaru korzystać z windy.

Otworzył drzwi z klucza, wszedł tajnym przejściem do swojego tajnego mieszkania bez okien wychodzących na zewnątrz, zamknął za sobą, wyłączył alarm, włączył monitoring, włączył komputer, zalogował się, a dopiero potem wybrał numer Davida.

- Mów - rzucił, kiedy usłyszał, że kumpel odebrał.

- Alba Rodriguez, lat dwadzieścia pięć, zatrudniona w Fire Station 13 - mówił cicho David, a Filip wprowadzał dane do komputera.

Dane, które dyktował mu David pochodziły bez wątpienia z formularza zatrudnienia, jaki cipka wypełniła, kiedy Olgierd ją zatrudniał.

Filip miał zapewne zdobyć informacje, które nie byłyby w tym ujęte.

Coś, co niepokoiło Davida.

Kiedy Filip wpisał już do komputera wszystkie dane, jakie miał dla niego David, natychmiast się rozłączył.

Jeśli David o coś pytał, to zwykle było bardzo ważne.

Kumpel Filipa miewał zwykle trafne przeczucia.

Więc potrzebował wszystko, co można było zdobyć.

Filip musiał mieć dużo lub trochę mniej czasu, żeby poszperać w różnych źródłach, by znaleźć jak najwięcej.

Pieprzone trzy godziny później patrzył w jebany monitor swojego cholernego komputera i zgrzytał zębami.

Kurwa.

Kurwa mać!

Kurwa… pieprzona… mać!!!

Widniała na nim jedna jedyna pieprzona fotografia tej cholernej suki, na którą Filip zwrócił uwagę na ślubie Davida i Maggie.

Prawie pieprzony rok temu.

Nie widział jej później, nie słyszał nic złego, więc odpuścił.

Pieprzyć go!

Nie powinien był cholernie odpuszczać.

Jebany idiota!

Dodatkowym cholernie dobrym powodem do zdenerwowania, do pieprzonego wkurwienia się, było to, że ta cholerna suka nie istniała jeszcze pieprzone sześć lat temu.

Miała cholerny dyplom ukończenia pieprzonego liceum, cholerny licencjat z ratownictwa i z tuzin dowodów ukończenia różnych pieprzonych kursów, które wyglądały na oryginalne, ale Filip nie znalazł jej na pieprzonej liście absolwentów wskazanej przez nią uczelni, ani żadnej… jebanej… innej.

Nie znalazł również jej aktu urodzenia.

Żadnych pieprzonych dowodów na jakiekolwiek cholerne leczenie, szkołę podstawową, zameldowanie, nic.

Nic!

Postanowił, że nie będzie dzwonił i niepokoił Davida.

Sam załatwi sprawę z tą suką.

Zapłaci mu za niszczenie życia kumplowi.

Dziwka!

Pieprzona Alba pracowała z Davidem w tej samej jednostce, więc Filip wiedział, że skończyli zmianę o szóstej rano.

Postanowił poczekać, śledzić ją, wybadać, a potem spotkać się z suką osobiście i porozmawiać.

Policzy się z nią.

*****

Alba

Była szósta rano i kończyliśmy zmianę.

Do tego czasu zrezygnowałam z proszenia Davida o cokolwiek.

Poradziłabym sobie sama.

Jak zwykle.

Dałabym radę, bo umiałam sobie dawać radę.

Musiałam pojechać do mieszkania, spakować kilka rzeczy i uciec.

Proste.

Kiedy wyszłam na ulicę, coś mnie zaniepokoiło.

Nie wiedziałam, co to było.

Smyranie.

Jakby po karku chodziły mi mrówki, albo nawet coś lżejszego.

Nadal czułam coś złego w powietrzu.

W tym momencie mój telefon zawibrował SMS’em.

Wyjęłam go z tylnej kieszeni spodni i spojrzałam na wyświetlacz.

Nieznajomy informował mnie umówionym szyfrem z nieznanego numeru o czymś zostawionym dla mnie w umówiony sposób, w umówionym miejscu.

Zmarszczyłam brwi, a potem wyłączyłam i schowałam telefon z powrotem do kieszeni spodni.

Rozejrzałam się jeszcze raz dyskretnie, ale uważnie po okolicy i wolnym krokiem poszłam w kierunku swojego Chargera, którego już od pewnego czasu nie zostawiałam na parkingu przy remizie, tylko w różnych zaułkach przy pobliskich domach.

Nie było widać nic niepokojącego.

Otworzyłam drzwi z kluczyka, wsiadłam i odpaliłam silnik.

Nadal w porządku.

Ruszyłam, wyjechałam na ulicę, która o tej porze dopiero zaczynała budzić się do życia i nadal nic nie zauważyłam.

Może mi się przewidziało.

Może byłam przewrażliwiona po tych wszystkich godzinach rozstrzygania, czy poprosić Davida o pomoc?

*****

Dwadzieścia godzin później

Był środek nocy, kiedy musiałam wyjść z mieszkania, żeby pojechać w miejsce wyznaczone mi przez Nieznajomego.

Poprzedniego dnia zachowywałam się jak zwykle.

Wróciłam do mieszkania, nakarmiłam Nessie, wymieniłam jej piasek, zrobiłam sobie śniadanie i je zjadłam.

Położyłam się i przespałam dobre trzy godziny, zanim wstałam, zrobiłam pranie, posprzątałam, zrobiłam sobie lunch i dałam kolejną porcję karmy Nessie.

Później musiałam pojechać do sklepu na niewielkie zakupy, więc wybrałam się również do biblioteki, żeby oddać przeczytane książki i wypożyczyć kilka nowych.

Jeżdżąc swoim Charger’em po mieście, kluczyłam po uliczkach i rozglądałam się uważnie, ale nie zauważyłam niczego niepokojącego.

Upewniłam się, że poprzedniego dnia przywidziało mi się.

Ale nie odprężyłam się.

Nieznajomy nie powinien się ze mną kontaktować, więc to, że do mnie napisał, mogło oznaczać coś złego.

Receptę na niezbędne dla mnie soczewki kontaktowe, którą dał mi poprzednim razem, zrealizowałam następnego dnia i już je odebrałam.

Nosiłam je.

Do nowej tożsamości miałam nosić okulary, do których szkła też miałam na receptę, a oprawki sama sobie dobrałam na miejscu, w punkcie usługowym i zapłaciłam gotówką.

To również już miałam zrobione.

Czekałam na swoją chwilę, czyli na dzień, kiedy będę uciekała, a w specjalnej, ukrytej skrytce razem z nowymi dokumentami, miałam trochę pieniędzy.

Nie mieliśmy z Nieznajomym żadnych zaległych spraw.

Teraz, kiedy podjęłam decyzję, okulary schowałam do jednej jedynej torby, którą trzymałam spakowaną niezbędnymi rzeczami na wypadek szybkiej ucieczki blisko drzwi wejściowych.

Nie zaniosłam jej od razu do Chargera, bo chciałam jeszcze po pracy wrócić do mieszkania, może spakować coś jeszcze i po Nessie.

Planowałam zabrać ją ze sobą, bo miałam uciekać, co planowałam zrobić po powrocie z pracy.

Nessie nie lubiła, kiedy wychodziłam z mieszkania w nocy.

Mogłam jej powiedzieć, że ja też tego nie lubiłam.

Ale musiałam jechać.

Wyszłam na cichą o tej porze galerię, zamknęłam drzwi na klucz, zeszłam schodami na parking i wsiadłam do samochodu, który zaparkowałam tym razem na parkingu dla gości.

Tylko po to, żeby coś zmienić.

Przełamać rutynę.

Otworzyłam drzwi z kluczyka, wsiadłam do auta, uruchomiłam silnik, zapięłam pasy i wyjechałam na drogę.

Natychmiast za mną pojawiły się światła jakiegoś samochodu, które obserwowałam w lusterku wstecznym przez kilka minut.

Jechałam wolno, jakbym nie była pewna, co mam zrobić.

Ten zza mnie przyspieszył i wyprzedził mnie.

Była to czarna terenówka.

Nie znałam jej.

Pojechała szybko do przodu, więc przestałam się nią przejmować.

Ruch na drogach miejskich był mały, ale jakiś był, nie byłam jedyną osobą jadącą dokądkolwiek o tej Bezbożnej Godzinie, a w nocy trudno było odróżnić jedne światła samochodowe od innych.

Ale starałam się.

Nie zauważyłam nic niepokojącego.

Pojechałam do wskazanego naszym umówionym szyfrem hoteliku z pokojami na godziny, zaparkowałam pół przecznicy dalej przy ulicy i wolnym krokiem poszłam do wejścia, by znaleźć się przed ziewającym, grubym recepcjonistą.

Wzięłam od niego klucz do pokoju z niezwykle dużym brelokiem, na którym był wybity wielkimi cyframi numer trzynaście, a który był zostawiony dla mnie na hasło Nicole Aniston i opłacony z góry za całą noc.

Jak należałoby się spodziewać, nie powinnam znać tego imienia i nazwiska, skoro była to aktorka porno.

To był drobny żarcik Nieznajomego.

Czasem takie robił.

I to mnie uspokoiło.

Niedawno minęła godzina czwarta nad ranem, więc miałam ponad godzinę, zanim musiałaby wyjść, żeby pojechać do pracy.

Nie chciałam się rzucać w oczy i spieszyć, więc po wejściu do tego brzydkiego, źle wyposażonego, tandetnego pokoju zamknęłam drzwi na klucz i na łańcuch, a potem położyłam klucz od pokoju na stoliku nocnym i otworzyłam jego szufladę.

Usiadłam na łóżku, położyłam tam torebkę i zdjęłam z siebie kurtkę, a potem rzuciłam ją obok torebki.

Zza ściany, z sąsiadującego pokoju dochodziły niepokojące dźwięki intensywnego seksu, które znałam już z poprzednich bytności w podobnych do tego pokojach.

Nie mogłam powiedzieć, żebym się do nich przyzwyczaiła, ale znałam je i nie bulwersowały mnie.

Nie oceniałam.

Już nie.

Nigdy nie można było wiedzieć, jaki był powód wykonywania tego w takim miejscu, a jeśli nawet była to zdrada lub zarobek, to przecież nie mogłam wiedzieć, co doprowadziło tych ludzi zza ściany do tego miejsca.

Może desperacja.

Może złe życie.

Ze wszystkimi moimi doświadczeniami i z powodami do zazdrości, jakie miałam, nie byłam skłonna do oceniania tych ludzi, ale też nie czułam zazdrości o samą czynność seksualną tego typu, jaka tam się odbywała.

Ja pragnęłam miłości i pieszczot związanych z nią, i tylko z nią.

Nie dotyku, pieszczot, czy też seksu dla samego dotyku, pieszczot i seksu.

Wyjęłam z szuflady szafki nocnej małą, tanią, podręczną, hotelową Biblię i zaczęłam ją wertować.

Nie śpieszyłam się.

Przeglądałam stronę po stronie, przypominając sobie ulubione fragmenty, aż doszłam do wsuniętego między kartki kawałka papieru z notatką.

W tym miejscu Biblia była odkształcona przez grubszy przedmiot.

Notatka była krótka.

Zawierała jedno jedyne słowo, którego nie rozumiałam.

Zadośćuczynienie.

Przedmiotem, który był dołączony, był pendrive.

Wzięłam go do ręki, obróciłam w palcach i zmarszczyłam brwi.

Nieznajomy nigdy, przenigdy nie pozwolił mi na korzystanie z jakichkolwiek urządzeń elektronicznych.

Ostrzegał mnie przed nimi.

Dlaczego przesłał mi coś, co wymagało dostępu do komputera?

Wyjątkowo myśląc o tym, bo zwykle tego nie robiłam, skoro ufałam Nieznajomemu bezgranicznie, przeszłam do hotelowej łazienki, żeby spędzić czas, załatwić się i umyć ręce.

Myślałam intensywnie, ale nic nie przychodziło mi do głowy.

Żadnych pomysłów.

Wychodziłam z łazienki z ręcznikiem w dłoniach, patrzyłam na podłogę i myślałam, kiedy zostałam schwytana za ramiona od tyłu.

Ręcznik upadł na podłogę.

Panika, która mnie ogarnęła, spowodowała, że przestałam oddychać, ale po pół sekundzie nabrałam powietrza, żeby uciekać.

Krzyknęłam cicho i wysunęłam nogę do przodu, ale zaraz potem jedno męskie ramię owinęło się wokół góry moich ramion, palce tej dłoni zacisnęły się silnie na obu moich nadgarstkach, przyciskając je do moich piersi, chociaż się nie broniłam, a druga ręka powędrowała do moich ust, by stłumić mój głos.

Sparaliżował mnie strach.

Nie umiałam walczyć.

Umiałam tylko uciekać.

Napastnik wyczuł moją bezwładność i poluzował ramiona.

Nie puścił mnie, ale odwrócił do siebie przodem, nakazując milczenie palcem prawej ręki przyciśniętym do ust.

To był ten Niegrzeczny Chłopiec, NF, którego znałam ze ślubu Davida.

Nie bałam się go, tylko jakoś tak intuicyjnie mu zaufałam.

Odprężyłam się i prawie się uśmiechnęłam.

Głupia.

Podobał mi się, a na dodatek był tak bardzo blisko.

Przyciskał mnie do siebie owijając ramionami: jednym wokół moich żeber a drugim wokół moich ramion.

Jego dotyk wywołał we mnie dziwny, niepokojący dreszcz.

Pragnienie.

Odchyliłam nieco głowę i spojrzałam w jego oczy.

Był bardzo zły.

Wściekły.

I to też mnie pociągało.

Miał piwne oczy, jasno brązowe z zielonymi promieniami, które były oprawione długimi, czarnymi, wykręconymi rzęsami.

Piękne.

Teraz były skupione z bliska, bardzo bliska na moich oczach, ale wkrótce przesunęły się na moje usta.

Wtedy zauważyłam, że miałam rozchylone wargi i lekko dyszałam.

Popatrzyłam na jego usta.

Miał wąskie wargi, które były wręcz jak wyrzeźbione.

Ciekawe jakie są w dotyku? - pomyślałam.

Oglądane z tak bliska były bardzo kuszące.

Usta mnie zaświerzbiły, tak bardzo chciałam go nimi dotknąć.

Wysunęłam czubek języka i zwilżyłam górną wargę, a wtedy coś zmieniło się w jego spojrzeniu.

Oczy mu pociemniały.

Przestał być zły.

Stał się głodny.

Poczułam, że prawą rękę przesunął po moim ramieniu, a później poczułam palce wsuwające się w moje włosy na karku, które przycinałam sama co dwa, trzy tygodnie, żeby nie urosły nadmiernie.

Objął mnie tam dłonią i przyciągnął moją głowę do siebie.

Drugą rękę nadal trzymał na moich plecach nieco powyżej pasa, ale teraz rozłożył jej dłoń płasko i przyciągnął mój tułów do swojego ciała.

Przechylił głowę i ja przechyliłam swoją, a potem mnie pocałował.

Mój pierwszy w życiu pocałunek.

Chciałam go.

Pragnęłam.

Początkowo moje ręce były uwięzione między nami, ale przesunęłam je w górę jego klatki piersiowej, aż poczułam w dłoniach jego ramiona, więc i ja również jedną dłoń wsunęłam na jego kark i w jego włosy.

Uznałam, a raczej działałam intuicyjnie, więc samo tak się stało, że najlepiej będzie naśladować jego ruchy.

To było genialne.

Patrzyłam na jego usta do ostatniej sekundy, aż już ich nie widziałam, bo dotykały moich ust.

Nie zamknęłam oczu.

Nadal patrzyłam, ale teraz widziałam głównie jego oczy.

I czułam mrowienie delikatnego dotyku ust na wargach.

Poczułam głód, który spowodował, że docisnęłam się bardziej do niego i pozwoliłam mu na miażdżenie moich ust jego ustami.

Rozchylił wargi i jego język wysunął się, by dotknąć wilgotno do połączenia moich warg, więc je rozchyliłam.

Wsunął się do środka.

Zmiękły mi kolana.

O, Matko!

To było cudowne uczucie, ale powodowało kolejny głód.

Tym razem dotyczyło to niższych partii mojego ciała.

Części nie dotykanych nigdy przez żadnego mężczyznę, a nawet nie przez kobietę, odkąd dorosłam na tyle, że sama się myłam.

Potarłam jednym kolanem o drugie i z mojego gardła wydobył się cichy, nie kontrolowany jęk.

Usłyszał go.

Oderwał usta od moich i spojrzał mi w oczy.

Wyraz jego twarzy był trochę… triumfalny?

Jakby właśnie coś wygrał.

Zwyciężył.

Popchnął mnie w stronę łóżka.

Zrobiłam tyłem dwa kroki, a potem upadłam na pupę i usiadłam tam, opierając się dłońmi o materac.

Wszedł kolanem na łóżko obok mnie i złapał mnie ręką w pasie, żeby podciągnąć mnie wyżej w stronę poduszek.

Byliśmy całkiem ubrani.

Położył mnie na plecach i, klęcząc obok mnie, opierając się na dłoni wyprostowanej lewej ręki, wsunął palce pod moją koszulkę, którą częściowo wyszarpnął ze spodni.

Miałam na sobie prosty, granatowy t-shirt bez napisów, z niewielkim dekoltem, wsunięty w niebieskie dżinsy.

Westchnęłam i napięłam plecy, wypychając brzuch w jego stronę.

Chciałam tego.

Jego dotyku na mojej nagiej skórze.

Jego szczupłe, ruchliwe palce, sunące po moim brzuchu w górę do piersi, które miałam ukryte w staniku, poczułam jak oparzenie.

A potem objął przez materiał stanika dół mojej lewej piersi i, znowu działając intuicyjnie, zdecydowałam się na swój ruch.

Do tej pory obie ręce trzymałam po obu bokach głowy, rozrzucone na kołdrze, która przykrywała poduszki.

Teraz jedną rękę uniosłam i złapałam jego prawą rękę nie po to, żeby ją odepchnąć, ale żeby ją przycisnąć mocniej do swojej piersi.

Przymknęłam lekko oczy, wypchnęłam mocniej klatkę piersiową w jego stronę i jęknęłam - Tak!

To była pierwsza rzecz, jaką którekolwiek z nas powiedziało, odkąd wszedł do mojego pokoju.

Nie zapytałam go, jak to zrobił, ani po co.

Nie sprzeciwiłam się i nie kazałam mu wyjść.

Pozwalałam mu robić ze mną, na co miał ochotę.

Od tego momentu przyspieszył.

Przestał się wahać.

Zaczął mnie całować mocno i łapczywie, a ja oddawałam mu pocałunki, położył się obok mnie, ale trochę na mnie i zaczął mnie rozbierać.

Szybko.

Rozpiął moje spodnie i błyskawicznie zsunął je razem z majtkami.

A ja mu pomagałam, unosząc biodra i zginając nogi.

Również trochę rozbierałam jego, ale nie miałam wprawy, więc nie zrobiłam w tym wyraźnych postępów.

Tylko wyciągnęłam jego koszulkę ze spodni.

Dlatego właśnie ja byłam głównie naga, chociaż moja koszulka była tylko podciągnięta nad moje piersi razem z zapiętym stanikiem, kiedy on był głównie ubrany.

Moje spodnie, proste majtki, skarpety i czarne espadryle leżały porzucone na podłodze obok łóżka.

Cieszyłam się z tego, że miesiączka miała przyjść dopiero wieczorem.

Miewałam bardzo regularne miesiączki i zawsze wiedziałam którego dnia, a nawet o której godzinie powinnam się ich spodziewać.

W danej chwili mogłam więc mieć namiastkę tego, o czym marzyłam, czego zazdrościłam innym.

Nie czułam wstydu.

Chciałam go mieć, poczuć, doświadczyć jego bliskości, o której czytałam w romansach, ale nigdy nie widziałam, ani nie czułam.

Chciałam tego, bo to był on.

Poczułam, że to ten właściwy.

Czytałam o tym, jak wygląda tam mężczyzna.

Nie widziałam tego do tej pory i w tym momencie też nie zobaczyłam.

Wszedł kolanem między moje nogi, opierając się na przedramieniu lewej ręki, sięgnął prawą ręką do swoich spodni, więc usłyszałam i poczułam ich rozpinanie, a potem wilgotnego, gotowego na to połączenia moich nóg dotknęło coś aksamitnego i ciepłego.

To było tak miłe, że rozchyliłam usta i wciągnęłam przez nie powietrze.

- Tak - szepnęłam, powtarzając słowa przeczytane kiedyś w jakiejś książce - Proszę, wejdź. Weź to.

Nie wiedziałam, czy mnie usłyszał.

Patrzyłam w jego oczy, a on wyciągnął rękę spomiędzy nas, oparł ją po drugiej stronie mojej głowy i napiął biodra.

Wypełnił mnie.

Zabolało, więc wstrzymałam oddech.

Nie patrzył już wtedy na mnie, bo dotykał ustami do mojej skroni, więc byłam pewna, że nie zauważył mojego skrzywienia się.

Nie wydałam ani jednego dźwięku.

Poruszał się między moimi nogami wsuwając się i wysuwając na zmianę, ja po pierwszym bólu zaczęłam czuć przyjemność.

Więc zaczęłam poruszać biodrami, by wychodzić mu naprzeciw, ponownie intuicyjnie naśladując jego ruchy, a rękoma objęłam jego ramiona.

Przyjemność zaczęła się zwiększać.

Potem on przyspieszył, ale oparł się jednym przedramieniem obok mojej głowy, a drugą ręką ujął mój policzek i skierował moje usta do swoich, żeby ponownie mnie pocałować.

Ten pocałunek był bardziej drapieżny.

Czułam jego moc, gwałtowność, namiętność.

Fantastycznie.

Tak fantastycznie, że zajęczałam w jego usta.

Dłoń z mojej szczęki zsunęła się na moje biodro i przeciągnął po nim tak, że podniósł moją nogę, żeby zarzucić moją łydkę na swoje plecy.

Kiedy poczułam, jak dobre to było, sama zarzuciłam drugą nogę w ten sam sposób z drugiej strony jego pleców.

I czułam.

O, Matko Jedyna!

Jak ja czułam!

Jego ruchy były coraz bardziej gwałtowne, mocniejsze, a moja przyjemność rosła w zastraszającym tempie.

Nie spodziewałam się tego.

Czytałam gdzieś, że podczas pierwszego razu kobiety, dziewczyny zwykle nie osiągały swoich szczytów.

Ja właśnie zbliżałam się do mojego.

Nagle zrozumiałam, o czym pisały te wszystkie powieści, kiedy określały orgazm odlotem.

Tak.

Odlatywałam.

Nie jak samolotem, czy po prostu w powietrze.

Raczej jak wystrzelona fajerwerkiem lub rakietą w kosmos.

Uczucie było tak bardzo nieporównywalne do czegokolwiek, co do tej pory przeżyłam, że nawet nie umiałam go opisać.

Nie kontrolowałam swojego ciała.

Moje dłonie się zacisnęły na tym, co akurat trzymałam, więc wbiłam paznokcie w jego kark.

Moje nogi przyciągnęły go głębiej we mnie.

Mięśnie mojego wnętrza zacisnęły się na nim, nadal poruszającym się w środku, więc ponownie zabolały mnie jego ruchy.

Nie przeszkadzało mi to.

Chciałam tego bólu.

Odgięłam głowę, wbijając ją w poduszkę.

A z mojego gardła wyrwał się nieartykułowany, długi jęk rozkoszy, która trwała i trwała, a ja chciałam więcej.

Jeszcze mi nie przeszło, kiedy poruszył się kilka razy i zamarł.

Skończył we mnie.

Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że nie zabezpieczyliśmy się.

Nie obchodziło mnie to.

Na szczęście tego dnia miałam dostać miesiączkę.

Oparł się głową o poduszkę obok mnie i dyszał ciężko.

Nie poruszałam się, przestraszona tym, co zrobiliśmy.

Co ja zrobiłam.

Ale szczęśliwa.

Podniósł głowę i nagle poczułam, jak się wysunął ze mnie.

To było bardzo nieprzyjemne uczucie pustki.

Nie patrząc na mnie, podciągnął i zapiął swoje spodnie, a jednocześnie wstał, żeby zaraz usiąść na boku łóżka.

Złączyłam nogi i zgięłam je w kolanach, czując bardzo niekomfortowe pieczenie między nimi.

Stanął obok łóżka przodem do mnie, ale nie patrzył na mnie, wyjął z tylnej kieszeni swój portfel i otworzył go.

- Nie miałaś dzisiaj innego klienta… - powiedział dziwnie - więc zapłacę ci, żebyś nie była stratna.

Wyjął z portfela banknot pięćdziesięciodolarowy i niedbale rzucił go na stolik nocny.

- Nie martw się - dodał - Nie powiem nic Davidowi. Martwił się, więc tylko powiem mu, że nie musi. Nie musi wiedzieć, jak sobie dorabiasz.

Zamrugałam gwałtownie.

Przycisnęłam obie skrzyżowane ręce do piersi, a jednocześnie wciągnęłam szybki wdech.

On pomyślał, że jestem dziwką.

Moja pierwsza myśl zdominowała pozostałe.

Nie było już później miejsca nawet na odrobinę radości z faktu, że David się martwił o mnie, że mnie zauważył.

Również na choćby zadowolenie z tego, że właśnie przeżyłam swój pierwszy raz z mężczyzną, którego ja wybrałam.

Byłam upokorzona.

NC wyszedł, a ja jeszcze przez długą chwilę leżałam nieruchomo, myśląc o tym, że byłam dziwką, za jaką mnie uważał.

Oddałam mu swoje dziewictwo.

Prosiłam go o to, żeby je wziął.

Byłam dziwką.

Ale potem musiałam wstać.

Kiedy poszłam się umyć, zauważyłam odrobinę krwi na połączeniu moich nóg, czułam ból, który spowodowało tarcie i myślałam o tym, jaka jestem nic nie warta.

Mała duchem i słaba.

Ubrałam się, wyszłam z hotelu na ulicę, zostawiając po drodze klucz w recepcji, zabrałam banknot, notatkę i pendrive do Chargera, usiadłam na kierownicą, wrzuciłam je do schowka, uruchomiłam silnik i pojechałam do pracy.

*****

Filip

Dwanaście godzin później

David zadzwonił do Filipa niedługo po tym, jak Filip wyszedł z tego pieprzonego pokoju hotelowego na godziny, w którym zerżnął Albę.

Widocznie wychodził z domu, żeby pójść do pracy.

Filip uspokoił go, mówiąc, że miał wszystko pod cholerną kontrolą.

Nie zamierzał mówić kumplowi, że jego jebana koleżanka z pracy, ta sama, o którą się martwił, jest kurwą.

Kiedy się rozłączyli, jechał swoim Rubicon’em i wściekał się, chociaż właściwie nie wiedział o co.

Była taka, jak one wszystkie.

Pierdolone cipy!

Wrócił do swojego pieprzonego domu, wszedł pod cholerny prysznic i wtedy zauważył coś dziwnego.

Na kutasie miał zaschnięte drobiny krwi.

Musiał przyznać, że dziwka była ciasna.

Namiętna, chętna, ale ciasna, jakby nie miała zbyt wielu klientów.

Krew spowodowała, że zaczął się zastanawiać.

Filip nigdy nie pieprzył dziewicy.

Miał jakieś, tylko nieco mgliste, wyobrażenie o tym, jak by to wyglądało, ale nie miał pieprzonego doświadczenia.

A co jeśli to była dziewica, tylko chętna do utraty dziewictwa?

Jeżeli się pomylił, to musiał ją pilnować i dowiedzieć się jaka była jej cholerna tajemnica, bo to by oznaczało, że była w niebezpieczeństwie.

Po prysznicu przespał się trzy godziny, a, kiedy wstał, przebrał się w czarne dżinsy, koszulkę, bluzę dresową z kapturem i założył sportowe buty, bo postanowił to sprawdzić.

Dlatego właśnie o szóstej po południu był naszykowany na prawie wszystko, kiedy czekał w swojej terenówce w okolicy remizy strażackiej na to, żeby skończyli zmianę.

Zobaczył, jak wychodzili i skulił się trochę na siedzeniu, chociaż zaparkował w odległym zaułku, żeby kumpel go nie rozpoznał.

David wyszedł z Jimmy’m później niż Alba, tuż za nią, więc Filip niecierpliwie poczekał, aż poszli na parking z tyłu za remizą, David wsiadł do swojego Grand Cherokee i odjechał.

Nie chciał odpowiadać na dodatkowe pytania, skoro rano powiedział Davidowi, że wszystko było w porządku.

Alba zaparkowała ponownie nie na ich parkingu, ale gdzieś w bocznej alejce dojazdowej na tyły pobliskich domów.

Filip zastanawiał się już wcześniej, dlaczego tak robiła, ale tym razem mu to odpowiadało.

Szła w tamtą stronę jakby chyłkiem, przemykając się między żywopłotami.

Filip obserwował ją z daleka i dopiero wtedy spostrzegł, że poruszała się z gracją, jakby tańczyła, wyginając przy tym biodra i ramiona łagodnie, jakby kierowała nią muzyka, która grała w jej duszy.

Podobała mu się.

Kiedy o tym myślał, jego droga się oczyściła, więc wystartował, zabierając ze sobą swojego Glocka dziewięć milimetrów, chociaż nie spodziewał się konieczności użycia go.

Zrobił to raczej z nawyku.

Dochodząc do miejsca, w którym stał jej Charger, usłyszał odgłosy bicia.

Gówno.

Alba nie walczyła.

Raczej by uciekała.

Tyle już wiedział.

Więc po prostu to ktoś ją bił.

Co do kurwy nędzy?

Filip zatrzymał się na sekundę i przyszykował się.

Zrobił to błyskawicznie, przykucając i wyciągając broń, bo zadziałały jego od dawna wpojone odruchy.

Wyjął zza paska dżinsów pistolet, a z kieszeni bluzy wyjął tłumik, który zwykle nosił, żeby nie ściągnąć na siebie niepożądanych świadków, nakręcił go, odbezpieczył broń i ostrożnie wyjrzał zza rogu alei.

Kurwa!

Alba leżała na asfalcie, a nad nią stał skurwiel, który właśnie w tym momencie zamachnął się nogą i kopnął ją w plecy.

Odleciała pół metra niczym szmaciana lalka.

Kurwa mać!

Była nieprzytomna.

- Wystarczy, bo ją zajebiesz - warknął drugi i przytrzymał ramię tamtego.

- Zabawiłbym się z dziwką - mruknął trzeci, który właśnie schylał się, żeby skrępować ręce Alby plastikowymi paskami.

- Ma być czysta i nietknięta - warczał ten pierwszy - Kontrakt jest na nienaćpaną i dziewiczą.

Kurwa!

Filip musiał się bardzo skoncentrować, bo to, co zobaczył i usłyszał popieprzyło go.

- To nie jest nastolatka - zaśmiał się drugi - W tym wieku dziewica?

- Ten, który nam płaci twierdzi, że jest i ma taka pozostać - podsumował krótko ten pierwszy.

- Spierdalamy - warknął pierwszy.

Trzeci się wyprostował, więc Filip nie czekał dłużej.

Podniósł oburącz broń i wycelował szybko, ale starannie.

Oddał trzy celne, ciche strzały, usłyszał odgłos padających ciał, a później ukradkowo, schylony podbiegł do Alby, rozglądając się za innymi napastnikami.

Nikogo nie było.

Schował pistolet za pasek spodni na plecach.

Schylił się, a potem przyklęknął przy leżącej kobiecie.

Nie poruszała się, ale oddychała i serce biło jej w miarę mocno.

Podniósł się i zaczął działać.

Odciągnął ciała na bok, pod krzaki, żeby nie były bardzo widoczne, wyjął swój telefon z tylnej kieszeni dżinsów i wybrał numer.

- Czyściciel - przywitał się - Potrzebuję sprzątania.

- Mów - usłyszał od kogoś, z kim Filip dawniej często współpracował.

Odkąd David wciągnął Filipa do swoich akcji, jego działania przestały być bardzo brudne i nielegalne.

Nadal miał swoje dawne kontakty.

Podał namiary na miejsce, w którym leżały śmieci i ich ilość, a potem wyłączył telefon, schował go i podszedł do Alby.

Przyklęknął przy niej i z tylnej kieszeni dżinsów wyjął nóż.

Rozciął więzy i obejrzał ją szybko.

Ocknęła się, drgnęła i jęknęła.

Mocno ją pobili.

- To ja - mruknął Filip - Już dobrze.

- Zadośćuczynienie - szepnęła.

Ledwie rozchylała wargi.

- Co? - spytał Filip, nachylając się głębiej do jej ust i podtrzymując jej głowę dłonią.

- Zadośćuczynienie - powtórzyła z trudem - Kartka w schowku. Wyrzuć. Zniszcz pendrive.

Zemdlała.

Filip musiał zająć się sprawami, więc zostawił ją leżącą na asfalcie, zobaczył leżące nieopodal torebki kluczyki do jej samochodu, podniósł je i otworzył drzwi od strony pasażera.

Otworzył schowek i od razu zobaczył przede wszystkim pierdoloną pięćdziesiątkę, na której widok zęby same mu się zacisnęły z pełną siłą, małą kartkę z napisem Zadośćuczynienie, a pod tym coś, co wyglądało jak pendrive.

Wyjął to wszystko ze schowka, wyprostował się z samochodu, zatrzasnął drzwi, zamknął na klucz, schował do kieszeni pięćdziesiątkę i obejrzał pendrive.

Zauważył pewne różnice.

To nie mógł być pendrive, ale najwidoczniej Alba nie odróżniała tego.

Rzucił go na asfalt i rozdeptał kilkakrotnie obcasem, aż się pokruszył, a potem podniósł i cisnął w stronę śmietnika, który widniał za siatką.

Kartkę podpalił zapałką, którą wyrwał z pudełka wyjętego z kieszeni bluzy.

Dopalający się popiół rzucił na asfalt i roztarł czubkiem buta.

A potem podniósł z ziemi jej torbę z ubraniami po pracy i rozglądając się po okolicy, pobiegł do swojego Rubicon’a.

Wrzucił torbę na tylne siedzenie, wskoczył za kierownicę, jednocześnie odpalając zapłon i pognał nim do zaułka po Albę.

Kiedy wrócił do Alby, nadal była nieprzytomna, więc uklęknął i delikatnie wziął ją na ręce, żeby zabrać ją do swojego samochodu.

Musieli spierdalać, zanim przyjechaliby czyściciele.

 


 

1 komentarz: