czwartek, 14 lipca 2022

6 - Troszczyć się

 

Rozdział 6

Troszczyć się

Alba / Anna

 

 

W środku nocy

Obudziłam się w łóżku w prawie całkowitej ciemności nocy i poczułam się jakoś dziwnie, a potem nagle przypomniałam sobie.

O, Matko!

Byłam naga.

Spałam wtulona w mężczyznę, który był nagi.

Byliśmy razem z Filipem całkiem nago w jego łóżku, śpiąc po tym, jak dwukrotnie kochaliśmy się po powrocie do jego domu ze świątecznej kolacji z okazji Thanksgiving u jego rodziny.

Odwróciłam się w jego stronę najpierw głową, a potem resztą ciała.

Położył się we śnie na wznak, wciągnął mnie na siebie ramieniem obejmującym mój bok, więc rozłożyłam się na jego brzuchu, klatce piersiowej i biodrze.

Przesunęłam delikatnie prawym policzkiem po jego ciepłej, nagiej piersi, cudownie szorstkie włoski połaskotały mnie w nos i poczułam ostry zapach męskiej skóry, potu oraz resztki zapachu cedru i jałowca z jego wody kolońskiej.

Cudownie.

Moje wargi były o milimetry od tej skóry i  nagle zapragnęłam absurdalnie wysunąć język i spróbować go.

Rozłożyłam szerzej palce lewej dłoni na jego mostku, pod którym wyczuwałam bicie jego serca i bezwiednie napięłam lewą nogę, którą miałam przerzuconą przez jego udo.

O, Matko Jedyna!

Czułam całym moim nagim brzuchem, piersiami i swoją wilgocią ciepło jego ciała i to było takie podniecające.

Wstrzymałam oddech.

Nagle Filip poruszył się delikatnie i prawą dłoń, którą obejmował moje lewe przedramię na swojej piersi, przesunął tak, żeby kciukiem docisnąć środek mojej dłoni do swojej klatki piersiowej.

Poczułam, że palce jego lewej ręki rozsunęły się płasko na dole moich pleców i tam nacisnął mój krzyż, dociskając mnie do siebie.

Wygięłam się i poczułam go mocniej całym ciałem.

Opuścił brodę w moje włosy i poczułam tam jego oddech.

- Hej - mruknął.

- Uhm - wymamrotałam na wydechu - Hej.

- Chcesz czegoś? - spytał Filip, a ja wiedziałam, czego chciałam, ale nie wiedziałam, jak to miałam powiedzieć, ani czy mogłam to wziąć.

Przycisnęłam wargi bokiem do jego piersi.

Nie było łatwiej.

Dyszałam z otwartymi ustami.

- Aniu? - popchnął.

- Chcę - szeptem przyznałam ze wstydem.

- To weź - powiedział, a ja otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia.

Tak po prostu?

Ale musiałam wstać, bo goniła mnie potrzeba czysto fizjologiczna.

Zawstydziłam się.

- Muszę… - zająknęłam się, a potem dokończyłam szeptem - muszę wstać.

- Okej - mruknął Filip i po prostu się odsunął.

O milimetry, ale tak, że wiedziałam, że mnie puścił.

Zawahałam się, bo byłam naga, ale, nie patrząc na niego, wstałam, korzystając z tego, że pokój był ciemny, chociaż lekkie światło lamp ulicznych przebijało przez uchylone drzwi z korytarza.

Nie chciałam chodzić całkiem nago po jego domu, a najbliżej łóżka była niska komoda z szufladami, a zwłaszcza jedną, do której zdarzyło mi się chować złożone po praniu koszulki Filipa.

Więc po prostu zsunęłam się z łóżka na podłogę, wprost do tej szuflady, uchyliłam ją i nie wybierając, wyjęłam koszulkę, która akurat była na wierzchu, a potem, nie prostując się, naciągnęłam ją na siebie.

Nie miałam szansy na zdobycie jakichkolwiek majtek lub spodni od piżamy, ale już nie byłam całkiem nago, więc, po krótkim namyśle, uznałam, że mogłam tak pobiec do łazienki.

Więc pobiegłam.

Z zawstydzenia opuszczając głowę i patrząc na podłogę.

Po zrobieniu w łazience tego, co potrzebowałam, umyciu i wytarciu rąk, poczułam ocierającą się mocno o moje nogi Nessie, więc spojrzałam na dół, pochyliłam się, pogłaskałam ją i szepnęłam - Jesteś głodna?

Spojrzała na mnie do góry, oblizała się i wiedziałam, że miałam rację.

Dlatego, zamiast iść wprost do łóżka, poszłam najpierw do kuchni Filipa, żeby nałożyć jej porcję karmy do miski.

Kiedy to zrobiłam, postawiłam jej miskę na podłodze i szepnęłam do kici - Smacznego.

Nessie natychmiast wsadziła pyszczek do jedzenia.

Ponownie umyłam ręce, tym razem pod kranem w zlewie, a dopiero po tym wróciłam do łóżka, do Filipa.

Szłam po jego domu po ciemku i byłam tak podekscytowana, jakbym miała rozpakować długo wyczekiwany, upragniony prezent.

Idąc myślałam o tym, że tak bardzo długo czekałam na to, żeby mieć się na kim oprzeć.

I to nie w przenośni, bo takich miewałam w swoim życiu, nawet po stracie rodziny, ale dosłownie, przytulić się do kogoś.

Nadal paraliżował  mnie strach przed tym, że pokochałam i przyzwyczaję się do tego wspaniałego mężczyzny, a potem go stracę.

Ale może…

Może mogłabym go mieć choćby przez chwilę, albo przez dłuższą chwilę.

Pomyślałam, że nie mogłam być tchórzem.

Filip, z tego co się dowiedziałam, nie miał żadnej rodziny, prawdopodobnie nie miał nikogo poza cioteczką Thelmą, kto pokazałby mu, albo chociaż powiedział, jaki był wspaniały, dobry i hojny.

A dodatkowo piękny.

Przecież znałam takie dzieci, chociaż nigdy nie spotkałam takich dorosłych.

Nadal wiedziałam, że gdybym miała okazję, chciałabym pokazać takiemu dziecku, czy też dorosłemu, że go kochałam, skoro go pokochałam.

A wiedziałam, że pokochałam Filipa.

To jedno wiedziałam na pewno.

Tak samo, jak to, że nie chciałam go stracić.

Za nic na świecie.

Więc wróciłam do sypialni i spojrzałam na Filipa, który tam leżał oparty na poduszce, na plecach, z głową podpartą na wygiętej do góry ręce.

Patrzył wyczekująco, ale cierpliwie w moją stronę i, kiedy zobaczył, że stanęłam w drzwiach i, bez wątpienia, na mojej twarzy odmalował się ten zachwyt, który czułam, bo był piękny, na jego kształtne usta wypłynął cudowny, pełen zadowolenia uśmiech i jednym ruchem odrzucił na bok kołdrę.

I dopiero wtedy zaparło mi dech w piersiach.

To był widok!

Widok wart zapamiętania i wart każdej chwili tego przejmującego bólu i gorzkiej tęsknoty, które czułam tyle razy, kiedy byłam sama i czekałam na kogoś tak wspaniałego.

Dzięki Ci, Matko Przenajświętsza.

Szłam krok za krokiem w jego stronę i chciwie oglądałam, a potem zatrzymałam się przy nogach łóżka i zagapiłam się.

- Aniu - zawołał cicho Filip.

Poderwałam głowę, żeby spojrzeć w jego piwne oczy.

Drapieżne, ciemne i głodne.

Tak bardzo wygłodniałe.

- Chodź tu - przyzwał mnie gestem.

Zaczęłam wchodzić do niego na czworaka.

- Zdejmij to - rozkazał, wskazując brodą koszulkę, a ja wyprostowałam tors w górę, klęcząc na obu kolanach i zdjęłam jego koszulkę oburącz przez swoją głowę jednym ruchem.

I nagle poczułam się bardzo świadoma mojej nagości.

I wzroku Filipa na sobie.

Ale nie byłam zawstydzona.

Byłam podniecona.

- Chcesz się pouczyć? - spytał nagle cicho Filip takim dziwnym, schrypniętym głosem, który już rozpoznawałam.

Był podniecony równie mocno, jak ja.

O, tak!

Chciałam, więc tylko skinęłam głową.

Zaczęliśmy od tego, że go dotykałam, oglądałam, a Filip mi mówił, gdzie powinnam go dotykać i jak, żeby czuł to najlepiej i podniecał się najszybciej.

Potem zgłodniałam, miałam ochotę spróbować go swoimi ustami i językiem, więc odważnie chociaż cicho zapytałam go o to, czy mogę, a potem gdzie i jak mam to robić.

A Filip wydawał się być tym zachwycony.

Och!

Jedynym naszym problemem wkrótce okazało się to, że oboje podnieciliśmy się tak bardzo, że mieliśmy ochotę na spełnienie.

Ale Filip pokazał mi, jak ja mogłam to nam dać, okraczając go i wchodząc na niego, chociaż był zbyt niecierpliwy, by pokazać mi, jak założyć prezerwatywę.

I sam to zrobił.

Ale to ja byłam na nim, kiedy ostatecznie doszliśmy trzeci raz w ciągu tej cudownej nocy, a Filip ułożył nas później, żebyśmy mogli spać, obiecując mi przy tym ciąg dalszy nauki w kolejne dni.

Bardzo to lubiłam.

Nie.

Kochałam to!

*****

Filip

Dwa tygodnie później

Filip jechał swoim SUV-em i to jechał daleko.

To było jakąś godzinę po tym, jak Filip zawiózł Annę do ich remizy swoim Rubicon’em, co robił ciągle, odkąd wróciła do pracy po tym, jak wydobrzała, ale tym razem nie miał jej odbierać.

Zwykle odbierał ją i jechali później do jego domu.

Więc bardzo się tym denerwował.

Martwił się o jej bezpieczeństwo.

Powinien się o nią lepiej zatroszczyć i kupić jej samochód.

Już nawet wiedział jaki.

Bentley Bentayga.

I nawet nie chodziło mu aż tak bardzo o to, że był to najbardziej cholernie luksusowy z piekielnie najszybszych SUV-ów świata, ale o to, że można było go kupić kurewsko dobrze opancerzonego, z pieprzonymi zbrojonymi oponami i kuloodpornymi szybami.

Byłaby chroniona.

Filip miał już nawet na to przeznaczone pieprzone pięćset tysięcy dolarów, które by taki SUV kosztował z pełnym, niezbędnym do pełnego bezpieczeństwa, cholernym wyposażeniem, chociaż nie wiedział, jak Anna by na to zareagowała.

Nigdy nie rozmawiali o ich finansach.

Byli razem, kiedy musiała pójść do ginekologa, bo zdecydowała, że mogłaby zacząć brać tabletki antykoncepcyjne, żeby mogli obywać się bez gumki.

Filip zapłacił wtedy lekarzowi za badanie i za pigułki, ale Ania była tak przejęta samą wizytą, że  chyba tego nie zauważyła.

Więc wtedy też nie rozmawiali o pieniądzach.

Ani o jego zarobkach, ani o jej oszczędnościach, ale też nigdy nie kupowali wspólnie niczego większego niż codzienne rzeczy do jedzenia i domu.

Żadnego ubrania.

Ania lubiła spać w jego koszulkach, co jemu też się podobało, a na co dzień nosiła jedne dżinsy i kilka t-shirtów na zmianę.

Chryste!

Ten widok powracał do niego przy każdej okazji.

Ania w jego koszulkach.

Kiedy zobaczył ją w swojej koszulce po raz pierwszy, jego kutas stanął na baczność dokładnie tak samo, jak robił to za każdym razem, kiedy ją widział, ale z drugiej strony, stawał mu na jej każdy dotyk, widok i wspomnienie.

Ania była cholernie seksowna.

Ciągle musiał się upominać w myślach.

Alba.

Jej koledzy z pracy i ich kobiety nie wiedzieli, że nie miała na imię Alba.

Na razie musiało to tak pozostać.

Więc Filip powinien pamiętać, żeby mówić na nią Alba.

Nawet jak tego nie lubił.

Alba wróciła do pracy w straży warunkowo, tylko do czasu kiedy Oli, ich kapitan, znalazłby kogoś na zastępstwo za nią, ale i tak we trójkę z Davidem, który był wtajemniczony we wszystko, nie ujawnili Olgierdowi kłamstwa, jakie zawarła w aplikacji o pracę.

Ani imienia, nazwiska, ani wieku.

Nie, żeby Filip znał jej nazwisko lub drugie imię.

Nie wiedział nawet czy miała drugie imię.

Ale Ania ostatnio przyznała się Filipowi, że miała niedługo skończyć dwadzieścia sześć lat.

Co było nawet lepsze niż dwadzieścia pięć, bo to oznaczało, że była tylko o sześć lat młodsza od Filipa, który właśnie skończył trzydzieści dwa lata.

Chociaż może to nie miałoby znaczenia, bo i tak była cudownie niedoświadczona.

Filip myślał o tym, jak przez te dwa tygodnie Ania uczyła się tego, że nie musiała się go wstydzić, a jednocześnie uczyła się brać i dawać przyjemność.

Spędzali czas na pieszczotach.

Nago badali wzajemnie swoje ciała.

Rozmawiali.

Byli ciągle razem i poznawali się.

Ania troszczyła się o niego, o jego dom, o to, by miał coś dobrego do jedzenia, by miał wyprane, by mu było dobrze.

A Filip to bardzo lubił.

I również troszczył się o Anię.

Zwłaszcza o jej bezpieczeństwo.

Tego dnia jednak Ania nie mogła wracać z Filipem, bo był zajęty.

Dostał bardzo opłacalne zlecenie cholernie daleko od domu, które, niestety, miało mu zająć więcej czasu niż dobę, więc nauczył Anię, jak wstukiwać kod do alarmu, dał jej klucz do swojego domu.

Zostawili Nessie w misce zwiększoną porcję suchej karmy, zmienili jej piasek na całkiem świeży, a Filip postanowił wyjechać natychmiast po zostawieniu Ani w pracy, żeby wrócić jak najwcześniej.

I tak się denerwował, bo wciąż miała być tam sama przez pieprzone kilkanaście godzin wieczorem i w nocy, więc postanowił omówić z Davidem przynajmniej jej bezpieczny powrót do domu.

Dlatego właśnie zadzwonił do Davida ze swojego Rubicon’a w czasie jazdy, rozmawiając przez zestaw głośnomówiący.

- Yo - odebrał David.

- Yo - Filip nie zwlekając przeszedł do rzeczy - Musiałem wyjechać, więc czy mógłbyś odwieźć dzisiaj Albę do mojego domu po pracy?

- Okej - zgodził się natychmiast David.

Filip mógł się tego spodziewać, bo na Davida mógł zawsze liczyć.

Ale David nie rozłączył się natychmiast, jak zwykle to robił, więc Filip czekał, żeby usłyszeć, co kumplowi chodziło po głowie.

Nie czekał długo.

- Maggie miała ochotę już dawno zaprosić Albę na spotkanie przyjaciół - wyznał w końcu David - Może dzisiaj by się wybrały? Zadzwonię, powiem, żeby Maggie podjechała, może Oli zwolni Albę wcześniej, bo i tak jest jeszcze nie do końca sprawna, to pojadą do butiku kupić jej sukienkę, o której rozmawiały.

O, kurwa.

Maggie musiała nagadać na ten temat Davidowi, bo Filip nigdy nie słyszał od niego tak długiego tekstu.

Chociaż też rzadko ostatnio rozmawiali o czymś innym niż praca.

- Okej - Filip mruknął natychmiast swoją zgodę.

Pomyślał, że, skoro i tak kobiety chciały zabrać Anię na zakupy, to lepiej, żeby zrobiły to pod jego nieobecność, niż by porywały ją, kiedy on miałby czekać na nią samotnie w domu.

- Załatwię - mruknął znowu krótko David i rozłączył się.

Chooolera!

Filip pomyślał o tym, jaki wpływ miała Maggie na Davida.

Znał ją na tyle, żeby wiedzieć, że kochała go takiego, jaki był i nigdy nie żądałaby od niego zmian w jego zachowaniu.

To on sam uznał, że nie powinien przy niej kląć, więc tego nie robił.

Może Filip mógłby to samo zrobić dla Ani?

Właściwie to już to robił.

Wyczuwał, że była tak czysta, że słowa, które czasem wyrzucał z siebie bez zastanowienia, mogłyby ją zbrukać.

Więc je bezwiednie wstrzymywał.

Nawet, jak w jego myślach nadal płynęły.

Maggie również nauczyła Davida mówić.

Dla Ani Filip był gotów otworzyć się i wyjawić swoje sekrety.

Rozmawiać z nią.

Ale jedna rzecz go gryzła, więc musiał to ustalić.

Zadzwonił do Davida jeszcze raz.

- Yo - usłyszał.

- Kto będzie je chronił? - spytał, a David od razu wiedział o co chodziło.

Od samego początku troszczył się o bezpieczeństwo swojej kobiety, więc rozumiał troskę Filipa.

- Filip, Sophie umie się bić, sama się broni - wyjaśnił mu z naciskiem - Ona i Maggie mają GPS’y z przyciskiem paniki, więc jakby co, to dadzą nam znać. Alba umie się ukrywać, chować się, a ty to wiesz. A Eva, Alek i Sonija doradzą jej w sprawach sukienki i innych, co może być naprawdę dobre.

- Okej - mruknął Filip - Myślisz…

- Będzie dobrze - zapewnił go David.

- Okej - powtórzył Filip.

Rozłączył się i prawie uspokojony jechał dalej w stronę swojego celu.

Myślał o tym, że David wiedział, czego się on obawiał i sam to przeżył.

Więc będzie ją krył.

Filip musiał zająć się pracą, zarobić kasę i szybko wrócić do swojej kobiety.

Musiał się skupić.

*****

Anna / Alba

Dwanaście godzin później

Siedziałam w odległym od drzwi kącie zatłoczonego baru przy trzech zsuniętych stolikach między kobietami, Alekiem i Samem, jadłam swojego cheesburgera z frytkami i ketchupem, piłam Colę Light, słuchałam ich wesołych, głośnych rozmów i byłam nieco oszołomiona.

Chociaż nie byłam przestraszona.

Po prostu dawno, a nawet bardzo dawno nie słyszałam, żeby tyle osób mówiło jednocześnie.

Kiedy Filip zadzwonił do mnie w południe i powiedział mi, że Maggie przyjedzie swoim Compass’em i zajmie się mną po pracy, że Oli zwalnia mnie trochę wcześniej, żebym odpoczywała, bo nie byłam jeszcze w pełni sprawna, pomyślałam, że po prostu pojedziemy do niej do domu i wypijemy kawę czy coś.

W życiu nie spodziewałabym się tego, co tu się właśnie działo.

Wielkiego spotkania grona przyjaciół w miejscu publicznym, na które zostałam zwabiona podstępem.

Maggie powiedziała, że mamy czas, żeby kupić dla mnie sukienkę, o której kiedyś rozmawiałyśmy.

Zgodziłam się.

Miałam szczęście, że dzień wcześniej, kiedy byliśmy na zakupach z Filipem, wyjęłam z konta pieniądze, które wypłacił mi Oli jako chorobowe w ciągu tych dwóch tygodni, kiedy nie byłam na chodzie, bo byłam poobijana.

Więc, kiedy pojechałyśmy do butiku, w którym pracowali Alek i Sam, mogłam wydawać pieniądze, na co tylko chciałam.

A miałam kilka pomysłów.

Na początku byliśmy tylko we czwórkę, z Alekiem i Samem, a wtedy przymierzyłam kilka sukienek, koszulki nocne i trochę bielizny.

Musiałam przyznać, że Alek miał naprawdę dobry gust i umiał mi doradzić.

Rozmawialiśmy trochę o różnych sprawach, ale wkrótce dołączyła do nas Eva i wtrąciła się do rozmowy, a potem przyjechała Sophie.

Kupiłam jedną sukienkę, trochę ładnej bielizny i satynową koszulkę nocną, którą chciałam sprawić Filipowi niespodziankę na Gwiazdkę.

Moja niespodzianka była granatowa, z czarną koronką wokół dekoltu i na dole, sięgała zaledwie nieco poniżej pupy i miała cienkie ramiączka, przez co zastanawiałam się, czy będę w stanie w niej spać.

Ale była dla Filipa, a nie dla mnie, a kobiety, a zwłaszcza Sophie, powiedziały, że muszę mieć przynajmniej jedną taką.

Kiedy Alek i Sam zamknęli butik i poszliśmy do pobliskiego baru, dołączyły do nas Alice i Sonija.

Filip zadzwonił do mnie przed lunchem i starał się mnie trochę uprzedzić, jakoś przygotować na to, co mnie czeka, ale, ponieważ chciał mnie też uspokoić, nie powiedział mi całej prawdy.

Albo jej nie znał.

Mogło się okazać, że to kobiety zastawiły na mnie pułapkę.

Chociaż musiałam przyznać, że to wszystko, to całe spotkanie, nie było złe.

Nie wypytywali mnie o nic, nie naciskali na to, żebym mówiła.

To oni mówili.

Właściwie bez przerwy.

Usłyszałam więcej szczegółów całej fascynującej historii Maggie i Davida, którą już wcześniej znałam.

Usłyszałam smutną, chociaż zakończoną szczęśliwie, historię tego, jak to Eva przyjechała do Stanów z Europy, gdzie straciła w jednym wypadku samochodowym zarówno swojego pierwszego męża, swoją córkę i jej nienarodzone dziecko, a potem była ofiarą hejtu.

A to, co przeżyła w Stanach było tą szczęśliwą częścią, bo tu poznała Jimmy’ego i miała nową rodzinę.

Powiedziała mi, że Maria była ich przybraną córką, była w rodzinie zastępczej, a Matt tak właściwie był wnukiem Jimmy’ego, a nie synem, ale go usynowili.

To było takie wspaniałomyślne, hojne i piękne.

Troszczyli się o te dzieci, stworzyli im dom i widziałam jaką miłością otoczyli je oboje, Eva i Jimmy.

Dowiedziałam się tego, jak Alice, która była wtedy samotną matką dziesięcioletniego Berta, poznała Eddiego, jej obecnego męża, w tym kompleksie mieszkalnym, w którym ja teraz mieszkałam.

A przy okazji okazało się, że Eddie mieszkał w tym samym mieszkaniu, które ja teraz zajmowałam, lub może zajmowałam do czasu, kiedy przeprowadziłam się do Filipa.

Potem w tym mieszkaniu mieszkała Sophie i to ona pomalowała je na takie fantastyczne kolory i to jej meble miałam do dyspozycji.

Nie miałam szansy jej podziękować, bo nie dopuściły mnie do słowa.

Sophie opowiedziała mi, że poznała się z Alex’em, jej obecnym mężem, przy innej okazji, ale nie widzieli się przez półtora roku, a potem spotkali się ponownie właśnie na grillu sąsiedzkim w kompleksie.

O, Matko!

To ten kompleks był punktem, z którego rozrastała się ta grupka przyjaciół.

Tylko Alek z Samem i Sonija z Benji’m nadal tam mieszkali.

Dowiedziałam się również, że Sophie projektowała fantastyczne domy i w jednym z nich właśnie zamieszkali z Alex’em.

Maggie wyznała mi cicho, że marzy o tym, żeby Sophie zaprojektowała dom dla niej i Davida, kiedy już ich rodzina powiększy się na tyle, że dom po dziadkach Davida, w którym mieszkali, stałby się dla nich zbyt mały.

W ten sposób dowiedziałam się, że Maggie była w kolejnej ciąży i już planowała następne.

Alice też mówiła o kolejnym dziecku.

Eva była nie-taką-młodą Młodą Mamą.

Tylko Sonija się nie odzywała na ten temat.

Nikt nie naciskał, więc musiało coś w tym być.

Albo oni po prostu tacy byli.

Prawie się odprężyłam i przestałam ich słuchać, kiedy Maggie, opowiadając z ożywieniem Evie o czymś innym, nagle rzuciła:

- To Alba powiedziała mi, żebym pokazała lekarzowi tą zmianę, pamiętasz, którą miał Jim na brzuszku. Potwierdził to i kazał mi to smarować dokładnie tak, jak kazała mi Alba.

Wszyscy spojrzeli w moją stronę z zainteresowaniem.

- Och - mruknęła z uśmiechem Eva.

- Dzięki - dodała Maggie w moją stronę z uśmiechem.

- Suuuuper - powiedziała Alice z uśmiechem przeciągając to słowo - Może, Alba, czasem nam doradzisz coś w sprawie zdrowia naszych dzieci.

Zaczerwieniłam się.

- Ja tylko widziałam kiedyś… - zaczęłam z wahaniem.

- Alba - przerwała mi Maggie, jakby wyczuwała, że chciałam skłamać - Nie pytamy. Nie chcesz, to nie mów. My tylko żartujemy.

Rozejrzałam się i zobaczyłam dookoła życzliwe, uśmiechnięte twarze.

O, Matko!

Faktycznie, nie musiałam nic mówić.

Nie chcieli ode mnie tłumaczenia, a na pewno nie musiałam kłamać.

Ulżyło mi.

Uśmiechnęłam się do nich przepraszająco i zamilkłam.

Sonija i Alek głośno rozmawiali o jakiejś otomanie.

A potem pomyślałam, że potrzebowałam od nich porady w innej sprawie.

- Idziemy na Gwiazdkę do rodziny Filipa - wyrzuciłam z siebie do nikogo.

Jak na komendę wszystkie głowy zwróciły się w moją stronę.

- Filip ma rodzinę? - zapytała Maggie.

- Rodzina? - jednocześnie zapytała Eva.

- Jaka rodzina? - zdziwiła się Sophie w tym samym czasie.

O, Matko!

Pozostali po prostu gapili się na mnie w ciszy z otwartymi ustami, ale ja zdałam sobie sprawę, że Filip nie pozwalał im ingerować w swoje życie, dbał o prywatność, a ja powinnam to uszanować.

Więc zastosowałam ponownie unik, żeby dokończyć pytanie, ale nie powiedzieć im zbyt wiele.

- Więc muszę kupić jakiś prezent dla dziewczynki tak siedmio, może dziewięcioletniej, chłopca chyba jedenastoletniego i nastolatki - powiedziałam szybko - Raczej poważnej czternastolatki. I nie wiem co - dodałam.

I wtedy się zaczęło.

I to było niesamowite!

- Kolorowanki i kredki - rzuciła natychmiast Sophie.

- Mandale do kolorowania, na wyciszenie - rzuciła Eva.

- Dla chłopca rysowane łamigłówki lub labirynty - rzuciła Maggie.

- Dla każdego koszulki - rzuciła Sonija - Jeśli znasz rozmiary.

- Może klocki - dodała Sophie.

- Może jakieś gry edukacyjne - wtrąciła Eva - Memo, czy coś.

- Owoce i słodycze - dodała Alice.

- Dziewczynkom wisiorki lub bransoletki - dorzucił swoje Alek - Może zestaw do makijażu.

Słuchałam oszołomiona, ale tym razem pozytywnie.

O nic już nie pytali, tylko radzili.

Kiwałam głową i przekręcałam ją do każdego mówiącego, a oni wymieniali dalej i dalej, jakby pomysły przychodziły im do głowy w miarę mówienia.

Notowałam wszystko skrzętnie w pamięci, ale później zastanowiłam się.

- Gdzie mogę to wszystko kupić? - spytałam ogólnie.

- Internet - rzuciła krótko Alice, a wszyscy dookoła przytaknęli.

Zacisnęłam wargi między zębami.

- Zapisz mój numer, to możemy wybrać się razem kiedyś na zakupy - powiedziała do mnie Sophie, a Maggie kiwnęła głową, ale spojrzała na mnie badawczo.

A ja się spięłam jeszcze bardziej.

Zamilkli i czekali.

Z wahaniem, powoli, ale jednak wyjęłam z torebki swój telefon i trzymałam go pod blatem stolika.

Maggie i Sophie siedziały najbliżej mnie.

- Masz bezpieczny - szepnęła Maggie.

Sophie tylko spojrzała na mnie.

- Okej - wymruczała przyciszonym głosem - Więc będziemy się kontaktowały przez facetów - i nakryła mi rękę z telefonem swoją dłonią, dając mi znać, żebym go schowała do torebki.

Schowałam i odprężyłam się, chociaż tylko odrobinę.

Ale też zdziwiłam się.

Nie wiedziałam, czemu rozumiały, że nie miałam taki a nie inny telefon.

Skąd znały potrzebę braku nowoczesnej technologii.

Za mało o nich wiedziałam.

Ale, najwyraźniej, one dwie, a może wszyscy rozumieli to, bo od tej chwili zaczęli ze mną, a także między sobą rozmawiać inaczej.

Jakby wiedzieli, że trzeba mnie osłaniać, chronić moją prywatność i nie wystawiać na widok innych ludzi.

Zatroszczyli się o mnie.

Przycichli, zbili się w ciaśniejszą grupkę, ustawiali mnie od strony ściany, żebym nie była widoczna od drzwi, ale nadal prowadzili dość ożywioną dyskusję.

Chwilę później zaczęliśmy się zbierać stamtąd, ustalając kto miał zapłacić rachunek, a oni nie pozwolili mi wyjść zza stolika, dopóki nie dokończyli.

Zebraliśmy nasze rzeczy i wyszliśmy na chodnik.

Maggie, Sophie i Alice szły ze mną, blisko, otaczając mnie, a pozostali również szli niedaleko nas.

Aż do Compass’a Maggie.

Dopiero, kiedy wsiadłam na siedzenie pasażera, zamknęłam drzwi i zaczęłam zapinać pasy, pozostali rozproszyli się, rozchodząc się do swoich samochodów.

O, Matko!

Działali jak sprawny oddział, wyćwiczony w wielu akcjach.

- Przeżywaliście to już? - spytałam cicho, kiedy w końcu Maggie bez słowa wsiadła na siedzenie kierowcy, uruchomiła silnik i wyjechałyśmy z parkingu w stronę domu Filipa.

Wiedziała, o co mi chodziło.

- Ja miałam swojego stalkera - powiedziała Maggie, uśmiechając się do mnie pogodnie - Sophie była porwana, a Alice jest żoną policjanta. Więc wiemy. Eva była napastowana przez dziennikarzy, a pozostali po prostu troszczą o nas wszystkich z wzajemnością.

Jadąc i mówiąc do mnie, uruchomiła bluetooth swojego samochodu, do którego miała podłączony telefon, z kontaktów wybrała numer Davida, a później rozległ się sygnał połączenia i, po jednym dzwonku, jego głos.

- Yo - mruknął tylko.

- Jedziemy do domu Filipa - Maggie powiedziała krótko.

- Okej - mruknął David i rozłączyli się.

Wstrzymałam oddech.

- David lubi wiedzieć, gdzie jestem - wyjaśniła Maggie - Mam przy sobie stale GPS z funkcją przycisku paniki. Może mnie namierzyć, jeśli nie odzywam się zbyt długo.

O, Matko Jedyna!

Taki efekt dało jej porwanie?

Ale zaraz, to Sophie była porwana!

- Ja… - zaczęłam z wahaniem i zmarszczyłam brwi, więc Maggie domyśliła się, że nie znałam całej jej historii.

- Kiedy mój były chłopak, ten, który mnie prześladował - wyjaśniła Maggie - …stwierdził, że jego własność mu umyka, porwał mnie i chciał ukarać. Dać mi lekcję.

Słowo ukarać powiedziała z takim naciskiem, że przeszły mnie ciarki.

Wiedziałam, jak prawdopodobnie zechciałby mnie ukarać Zły, kiedy dowiedziałby się, że nie byłam już „czysta”.

Dopóki byłam dziewicą, miał co do mnie inne plany, chociaż w tej opcji też nie miałam przeżyć.

Nic o tym nie powiedziałam Maggie.

- David mnie wtedy uratował - dokończyła Maggie - A Filip mu w tym bardzo pomógł. Od tej pory razem pracują i to dla tych dobrych.

Dla tych dobrych!

O, Matko Przenajświętsza!

A Filip i tak nadal sądził, że zrobił tak wiele złego, że powinnam trzymać się od niego z daleka.

Nie rozmawiałyśmy więcej aż do samego domu Filipa, gdzie Maggie nie tylko mnie podwiozła pod same drzwi, ale również wysiadła i poczekała, aż weszłam do środka.

Idąc za jej przykładem, natychmiast po zamknięciu drzwi na klucz i uaktywnieniu alarmu, napisałam do Filipa SMS’a z domowego telefonu, że jestem w domu i jestem bezpieczna.

Żeby się nie martwił.

Nie wiedziałam, kiedy miał wrócić, więc przyszykowałam się do snu, ale bardzo długo leżałam i myślałam o tym wszystkim, co usłyszałam tego wieczoru.

*****

Filip

Dziesięć godzin później

Filip wchodził do domu po zaparkowaniu swojego Rubicon’a w garażu.

Właśnie wrócił ze swojej dalekiej, całodniowej wyprawy i był zmęczonym jak cholera, ale nadal czujny.

Kiedy podjeżdżał, rozejrzał się i przekonał, że było jak zwykle.

Było całkowicie cicho zarówno w jego domu, jak i w całej okolicy, bo dochodziła szósta rano i większość sąsiadów jeszcze spała.

Jechał bez przystanku przez całą długą, pieprzoną, zimową noc, bo cholernie spieszył się do domu.

Jechał szybko.

Po raz pierwszy jechał do domu z radością i spieszył się, bo miał do kogo.

Po zdjęciu butów w pomieszczeniu gospodarczym i zimowej kurtki przy drzwiach wejściowych, wszedł do swojej ciemnej kuchni, porzucił torbę podróżną na podłodze i położył cicho na blacie swoje klucze.

Anie powinna spać i nie chciał jej obudzić.

Wtedy zarejestrował cichy ruch i spiął się.

Odwrócił się w tamtą stronę zaalarmowany.

A potem natychmiast rozluźnił, bo ją zobaczył.

Ania biegła z jego sypialni wprost do niego boso, w jego koszulce i niczym innym, z otwartym, jasnym uśmiechem na twarzy i rozwianymi włosami.

Chryste!

Chryste Wszechmogący!

Jak cholernie dobrze było poczuć, że był tam ktoś, kto czekał i cieszył się z tego, że wrócił do domu.

Filip ledwo zdążył przygotować się, zaprzeć nogami i rozłożyć szeroko ręce, kiedy Ania wpadła na niego, całym przodem do przodu, owinęła swoimi ramionami jego ramiona, a potem objęła dłonią jego szyję i pocałowała go.

Mocno.

Jezu Chryste!

Nie zawahał się ani sekundy, objął ją jedną ręką w talii, a drugą przełożył na jej kark pod jej żebrami i jej podniesioną ręką, a potem schwycił ją dłonią pod włosami, żeby przycisnąć jej usta do swoich.

To było tak, jakby witała go po roku nieobecności.

Jak żołnierza wracającego z walki.

Stęskniona, spragniona, kochająca.

Kochająca go?

Zakończył pocałunek, odsuwając się od niej tylko odrobinkę, by zobaczyć jej oczy, ale nie puścił jej.

- Hej - szepnęła.

Uśmiechnął się do niej.

- Hej - mruknął i zobaczył, jak jej oczy się rozjaśniły.

Przesunęła dłonie na jego ramiona, wyprostowała się w jego objęciach i popatrzyła na niego z troską.

- Jadłeś coś? - spytała.

Poczuł ciepło rozlewające się od jego piersi po całym ciele.

- Wczoraj wieczorem. Kanapkę na stacji benzynowej - przyznał.

Przesunęła palcami po jego szorstkich od zarostu policzkach, a jednocześnie nadal patrzyła ciepło w jego oczy.

Jej granatowe oczy były wypełnione uczuciem.

Odsunęła się i zaczęła odwracać w jego ramionach w stronę kuchni.

- Zrobię ci omlet - powiedziała mu stanowczo - A ty przez ten czas weź prysznic, to później położymy się spać.

- Okej - wymamrotał i przyciągnął ją z powrotem do siebie, żeby pocałować ją ponownie, ale tym razem krótko i delikatnie.

A potem poszedł w stronę łazienki, myśląc o tym jakie to było cholernie wspaniałe, mieć kogoś, kto troszczył się o niego.

Nigdy, nawet za tysiąc lat, nie spodziewałby się, że jemu przytrafiłoby się coś takiego.

Ani tego, że tak by to polubił.

*****

Trzy godziny później

Obudził ich jego dzwoniący telefon, który Filip zostawił po przyjeździe nad ranem na swojej szafce nocnej.

Kiedy, obserwowany z łagodnym uśmiechem przez Anię i Nessie, zjadł śniadanie, które Ania przygotowała mu w czasie, kiedy brał prysznic, przenieśli się do sypialni.

Ania nie nalegała na seks, chociaż, jak podejrzewał, dałaby mu to z ochotą, gdyby tylko o tym wspomniał, a tylko położyli się do łóżka.

Był tak zmęczony, że oczy mu się zamknęły, jak tylko jego głowa dotknęła poduszki i ledwie poczuł, jak ciepłe plecy i tyłek Ani wtuliły się w jego brzuch.

Spali w swojej zwykłej pozycji, na boku, z Anią leżącą plecami do niego, kiedy obejmował ją ciasno ramionami, więc Filip musiał częściowo wysunąć się spod niej, żeby sięgnąć swój dzwoniący telefon.

Odebrał natychmiast, kiedy zobaczył na wyświetlaczu, że dzwoniła cioteczka Thelma.

- Yo - mruknął do niego głosem schrypniętym ze snu.

- Hej, Filip, obudziłam cię? - powiedziała cioteczka zatroskanym głosem i szybko dodała - Przepraszam, że cię niepokoję, ale mam problem z Johnny’m.

- Tak? - Filip od razu oprzytomniał, a Ania, usłyszawszy jego ton, również podniosła głowę, więc spojrzał na nią.

I natychmiast się uśmiechnął, bo wyglądała ślicznie.

Była słodka taka rozespana.

- Nie chciał dzisiaj pójść do szkoły - opowiadała cioteczka - A potem poszedł, ale teraz dzwonili, że go nie ma.

- Okej - Filip natychmiast był w stanie gotowości, chociaż nie zerwał się, żeby nie strącić Ani - Zaraz tam będę.

- Dobrze - szepnęła cioteczka - Dziękuję.

- Na razie, cioteczko - mruknął miękko Filip i rozłączył się, nie czekając na jej odpowiedź.

Odłożył telefon na szafkę i odwrócił się do Ani, która była w niego wpatrzona z niepokojem.

- Johnny - wyjaśnił, właściwie niczego nie wyjaśniając.

Nie musiał.

Ania natychmiast zaczęła się podnosić, żeby wstać z łóżka.

- Śpij - zatrzymał ją - Sam pojadę.

- Chcę pomóc - odwróciła się do niego - Wstawaj, musimy się pospieszyć.

Popatrzył na nią przez sekundę, a później poczuł, jak jego twarz złagodniała i przytaknął.

Puścił ją i zerwała się, a on podążył za nią.

Teraz wiedział, że troszczyła się o te dzieciaki, a może o wszystkie dzieci, tak samo mocno jak on.

I Filip to lubił.

Chryste, ale on ją kochał.

 


 

1 komentarz: