Rozdział 6
Alba
/ Anna
W środku nocy
Obudziłam
się w łóżku w prawie całkowitej ciemności nocy i poczułam się jakoś dziwnie, a
potem nagle przypomniałam sobie.
O,
Matko!
Byłam naga.
Spałam
wtulona w mężczyznę, który był nagi.
Byliśmy
razem z Filipem całkiem nago w jego łóżku, śpiąc po tym, jak dwukrotnie kochaliśmy się po powrocie do
jego domu ze świątecznej kolacji z okazji Thanksgiving u jego rodziny.
Odwróciłam
się w jego stronę najpierw głową, a potem resztą ciała.
Położył
się we śnie na wznak, wciągnął mnie na siebie ramieniem obejmującym mój bok,
więc rozłożyłam się na jego brzuchu, klatce piersiowej i biodrze.
Przesunęłam
delikatnie prawym policzkiem po jego ciepłej, nagiej piersi, cudownie szorstkie
włoski połaskotały mnie w nos i poczułam ostry zapach męskiej skóry, potu oraz resztki
zapachu cedru i jałowca z jego wody kolońskiej.
Cudownie.
Moje
wargi były o milimetry od tej skóry i
nagle zapragnęłam absurdalnie wysunąć język i spróbować go.
Rozłożyłam
szerzej palce lewej dłoni na jego mostku, pod którym wyczuwałam bicie jego
serca i bezwiednie napięłam lewą nogę, którą miałam przerzuconą przez jego udo.
O,
Matko Jedyna!
Czułam
całym moim nagim brzuchem, piersiami i swoją wilgocią ciepło jego ciała i to
było takie podniecające.
Wstrzymałam
oddech.
Nagle
Filip poruszył się delikatnie i prawą dłoń, którą obejmował moje lewe przedramię
na swojej piersi, przesunął tak, żeby kciukiem docisnąć środek mojej dłoni do swojej
klatki piersiowej.
Poczułam,
że palce jego lewej ręki rozsunęły się płasko na dole moich pleców i tam nacisnął
mój krzyż, dociskając mnie do siebie.
Wygięłam
się i poczułam go mocniej całym ciałem.
Opuścił
brodę w moje włosy i poczułam tam jego oddech.
-
Hej - mruknął.
-
Uhm - wymamrotałam na wydechu - Hej.
-
Chcesz czegoś? - spytał Filip, a ja wiedziałam, czego chciałam, ale nie
wiedziałam, jak to miałam powiedzieć, ani czy mogłam to wziąć.
Przycisnęłam
wargi bokiem do jego piersi.
Nie
było łatwiej.
Dyszałam
z otwartymi ustami.
-
Aniu? - popchnął.
-
Chcę - szeptem przyznałam ze wstydem.
-
To weź - powiedział, a ja otworzyłam szerzej oczy ze zdziwienia.
Tak
po prostu?
Ale
musiałam wstać, bo goniła mnie potrzeba czysto fizjologiczna.
Zawstydziłam
się.
-
Muszę… - zająknęłam się, a potem dokończyłam szeptem - muszę wstać.
-
Okej - mruknął Filip i po prostu się odsunął.
O
milimetry, ale tak, że wiedziałam, że mnie puścił.
Zawahałam
się, bo byłam naga, ale, nie patrząc na niego, wstałam, korzystając z tego, że
pokój był ciemny, chociaż lekkie światło lamp ulicznych przebijało przez
uchylone drzwi z korytarza.
Nie
chciałam chodzić całkiem nago po jego domu, a najbliżej łóżka była niska komoda
z szufladami, a zwłaszcza jedną, do której zdarzyło mi się chować złożone po
praniu koszulki Filipa.
Więc
po prostu zsunęłam się z łóżka na podłogę, wprost do tej szuflady, uchyliłam ją
i nie wybierając, wyjęłam koszulkę, która akurat była na wierzchu, a potem, nie
prostując się, naciągnęłam ją na siebie.
Nie
miałam szansy na zdobycie jakichkolwiek majtek lub spodni od piżamy, ale już
nie byłam całkiem nago, więc, po krótkim
namyśle, uznałam, że mogłam tak pobiec do łazienki.
Więc
pobiegłam.
Z
zawstydzenia opuszczając głowę i patrząc na podłogę.
Po
zrobieniu w łazience tego, co potrzebowałam, umyciu i wytarciu rąk, poczułam
ocierającą się mocno o moje nogi Nessie, więc spojrzałam na dół, pochyliłam
się, pogłaskałam ją i szepnęłam - Jesteś głodna?
Spojrzała
na mnie do góry, oblizała się i wiedziałam, że miałam rację.
Dlatego,
zamiast iść wprost do łóżka, poszłam najpierw do kuchni Filipa, żeby nałożyć
jej porcję karmy do miski.
Kiedy
to zrobiłam, postawiłam jej miskę na podłodze i szepnęłam do kici - Smacznego.
Nessie
natychmiast wsadziła pyszczek do jedzenia.
Ponownie
umyłam ręce, tym razem pod kranem w zlewie, a dopiero po tym wróciłam do łóżka,
do Filipa.
Szłam
po jego domu po ciemku i byłam tak podekscytowana, jakbym miała rozpakować długo
wyczekiwany, upragniony prezent.
Idąc
myślałam o tym, że tak bardzo długo czekałam na to, żeby mieć się na kim
oprzeć.
I
to nie w przenośni, bo takich miewałam w swoim życiu, nawet po stracie rodziny,
ale dosłownie, przytulić się do
kogoś.
Nadal
paraliżował mnie strach przed tym, że
pokochałam i przyzwyczaję się do tego wspaniałego mężczyzny, a potem go stracę.
Ale
może…
Może mogłabym go mieć
choćby przez chwilę, albo przez dłuższą
chwilę.
Pomyślałam,
że nie mogłam być tchórzem.
Filip,
z tego co się dowiedziałam, nie miał żadnej rodziny, prawdopodobnie nie miał nikogo poza cioteczką Thelmą, kto
pokazałby mu, albo chociaż powiedział, jaki był wspaniały, dobry i hojny.
A
dodatkowo piękny.
Przecież
znałam takie dzieci, chociaż nigdy nie spotkałam takich dorosłych.
Nadal
wiedziałam, że gdybym miała okazję, chciałabym pokazać takiemu dziecku, czy też
dorosłemu, że go kochałam, skoro go pokochałam.
A
wiedziałam, że pokochałam Filipa.
To
jedno wiedziałam na pewno.
Tak
samo, jak to, że nie chciałam go stracić.
Za
nic na świecie.
Więc
wróciłam do sypialni i spojrzałam na Filipa, który tam leżał oparty na
poduszce, na plecach, z głową podpartą na wygiętej do góry ręce.
Patrzył
wyczekująco, ale cierpliwie w moją stronę i, kiedy zobaczył, że stanęłam w
drzwiach i, bez wątpienia, na mojej twarzy odmalował się ten zachwyt, który
czułam, bo był piękny, na jego kształtne
usta wypłynął cudowny, pełen zadowolenia uśmiech i jednym ruchem odrzucił na
bok kołdrę.
I
dopiero wtedy zaparło mi dech w piersiach.
To
był widok!
Widok
wart zapamiętania i wart każdej
chwili tego przejmującego bólu i gorzkiej tęsknoty, które czułam tyle razy,
kiedy byłam sama i czekałam na kogoś tak wspaniałego.
Dzięki Ci, Matko
Przenajświętsza.
Szłam
krok za krokiem w jego stronę i chciwie oglądałam, a potem zatrzymałam się przy
nogach łóżka i zagapiłam się.
-
Aniu - zawołał cicho Filip.
Poderwałam
głowę, żeby spojrzeć w jego piwne oczy.
Drapieżne,
ciemne i głodne.
Tak
bardzo wygłodniałe.
-
Chodź tu - przyzwał mnie gestem.
Zaczęłam
wchodzić do niego na czworaka.
-
Zdejmij to - rozkazał, wskazując brodą koszulkę, a ja wyprostowałam tors w górę,
klęcząc na obu kolanach i zdjęłam jego koszulkę oburącz przez swoją głowę
jednym ruchem.
I
nagle poczułam się bardzo świadoma mojej nagości.
I
wzroku Filipa na sobie.
Ale
nie byłam zawstydzona.
Byłam podniecona.
-
Chcesz się pouczyć? - spytał nagle cicho Filip takim dziwnym, schrypniętym
głosem, który już rozpoznawałam.
Był
podniecony równie mocno, jak ja.
O,
tak!
Chciałam,
więc tylko skinęłam głową.
Zaczęliśmy
od tego, że go dotykałam, oglądałam, a Filip mi mówił, gdzie powinnam go dotykać
i jak, żeby czuł to najlepiej i
podniecał się najszybciej.
Potem
zgłodniałam, miałam ochotę spróbować go swoimi ustami i językiem, więc odważnie
chociaż cicho zapytałam go o to, czy mogę, a potem gdzie i jak mam to robić.
A
Filip wydawał się być tym zachwycony.
Och!
Jedynym
naszym problemem wkrótce okazało się to, że oboje podnieciliśmy się tak bardzo,
że mieliśmy ochotę na spełnienie.
Ale
Filip pokazał mi, jak ja mogłam to nam
dać, okraczając go i wchodząc na niego, chociaż był zbyt niecierpliwy, by
pokazać mi, jak założyć prezerwatywę.
I
sam to zrobił.
Ale
to ja byłam na nim, kiedy ostatecznie doszliśmy trzeci raz w ciągu tej cudownej
nocy, a Filip ułożył nas później, żebyśmy mogli spać, obiecując mi przy tym ciąg
dalszy nauki w kolejne dni.
Bardzo
to lubiłam.
Nie.
Kochałam
to!
*****
Filip
Dwa tygodnie
później
Filip
jechał swoim SUV-em i to jechał daleko.
To
było jakąś godzinę po tym, jak Filip zawiózł Annę do ich remizy swoim
Rubicon’em, co robił ciągle, odkąd wróciła do pracy po tym, jak wydobrzała, ale
tym razem nie miał jej odbierać.
Zwykle
odbierał ją i jechali później do jego domu.
Więc
bardzo się tym denerwował.
Martwił
się o jej bezpieczeństwo.
Powinien
się o nią lepiej zatroszczyć i kupić jej samochód.
Już
nawet wiedział jaki.
Bentley
Bentayga.
I
nawet nie chodziło mu aż tak bardzo o to, że był to najbardziej cholernie
luksusowy z piekielnie najszybszych SUV-ów świata, ale o to, że można było go
kupić kurewsko dobrze opancerzonego, z pieprzonymi zbrojonymi oponami i
kuloodpornymi szybami.
Byłaby
chroniona.
Filip
miał już nawet na to przeznaczone pieprzone pięćset tysięcy dolarów, które by
taki SUV kosztował z pełnym, niezbędnym do pełnego bezpieczeństwa, cholernym wyposażeniem,
chociaż nie wiedział, jak Anna by na to zareagowała.
Nigdy
nie rozmawiali o ich finansach.
Byli
razem, kiedy musiała pójść do ginekologa, bo zdecydowała, że mogłaby zacząć
brać tabletki antykoncepcyjne, żeby mogli obywać się bez gumki.
Filip
zapłacił wtedy lekarzowi za badanie i za pigułki, ale Ania była tak przejęta
samą wizytą, że chyba tego nie
zauważyła.
Więc
wtedy też nie rozmawiali o pieniądzach.
Ani
o jego zarobkach, ani o jej oszczędnościach, ale też nigdy nie kupowali wspólnie
niczego większego niż codzienne rzeczy do jedzenia i domu.
Żadnego
ubrania.
Ania
lubiła spać w jego koszulkach, co jemu też się podobało, a na co dzień nosiła
jedne dżinsy i kilka t-shirtów na zmianę.
Chryste!
Ten
widok powracał do niego przy każdej okazji.
Ania
w jego koszulkach.
Kiedy
zobaczył ją w swojej koszulce po raz pierwszy, jego kutas stanął na baczność dokładnie
tak samo, jak robił to za każdym razem, kiedy ją widział, ale z drugiej strony,
stawał mu na jej każdy dotyk, widok i wspomnienie.
Ania
była cholernie seksowna.
Ciągle
musiał się upominać w myślach.
Alba.
Jej
koledzy z pracy i ich kobiety nie wiedzieli, że nie miała na imię Alba.
Na
razie musiało to tak pozostać.
Więc
Filip powinien pamiętać, żeby mówić na nią Alba.
Nawet
jak tego nie lubił.
Alba
wróciła do pracy w straży warunkowo, tylko do czasu kiedy Oli, ich kapitan,
znalazłby kogoś na zastępstwo za nią, ale i tak we trójkę z Davidem, który był
wtajemniczony we wszystko, nie ujawnili Olgierdowi kłamstwa, jakie zawarła w
aplikacji o pracę.
Ani
imienia, nazwiska, ani wieku.
Nie,
żeby Filip znał jej nazwisko lub drugie imię.
Nie
wiedział nawet czy miała drugie imię.
Ale
Ania ostatnio przyznała się Filipowi, że miała niedługo skończyć dwadzieścia sześć
lat.
Co
było nawet lepsze niż dwadzieścia pięć, bo to oznaczało, że była tylko o sześć
lat młodsza od Filipa, który właśnie skończył trzydzieści dwa lata.
Chociaż
może to nie miałoby znaczenia, bo i tak była cudownie niedoświadczona.
Filip
myślał o tym, jak przez te dwa tygodnie Ania uczyła się tego, że nie musiała
się go wstydzić, a jednocześnie uczyła się brać i dawać przyjemność.
Spędzali
czas na pieszczotach.
Nago
badali wzajemnie swoje ciała.
Rozmawiali.
Byli
ciągle razem i poznawali się.
Ania
troszczyła się o niego, o jego dom, o to, by miał coś dobrego do jedzenia, by
miał wyprane, by mu było dobrze.
A
Filip to bardzo lubił.
I
również troszczył się o Anię.
Zwłaszcza
o jej bezpieczeństwo.
Tego
dnia jednak Ania nie mogła wracać z Filipem, bo był zajęty.
Dostał
bardzo opłacalne zlecenie cholernie daleko od domu, które, niestety, miało mu
zająć więcej czasu niż dobę, więc nauczył Anię, jak wstukiwać kod do alarmu,
dał jej klucz do swojego domu.
Zostawili
Nessie w misce zwiększoną porcję suchej karmy, zmienili jej piasek na całkiem
świeży, a Filip postanowił wyjechać natychmiast po zostawieniu Ani w pracy,
żeby wrócić jak najwcześniej.
I
tak się denerwował, bo wciąż miała być tam sama
przez pieprzone kilkanaście godzin wieczorem i w nocy, więc postanowił omówić z
Davidem przynajmniej jej bezpieczny powrót do domu.
Dlatego
właśnie zadzwonił do Davida ze swojego Rubicon’a w czasie jazdy, rozmawiając
przez zestaw głośnomówiący.
-
Yo - odebrał David.
-
Yo - Filip nie zwlekając przeszedł do rzeczy - Musiałem wyjechać, więc czy
mógłbyś odwieźć dzisiaj Albę do mojego domu po pracy?
-
Okej - zgodził się natychmiast David.
Filip
mógł się tego spodziewać, bo na Davida mógł zawsze liczyć.
Ale
David nie rozłączył się natychmiast, jak zwykle to robił, więc Filip czekał,
żeby usłyszeć, co kumplowi chodziło po głowie.
Nie
czekał długo.
-
Maggie miała ochotę już dawno zaprosić Albę na spotkanie przyjaciół - wyznał w
końcu David - Może dzisiaj by się wybrały? Zadzwonię, powiem, żeby Maggie podjechała,
może Oli zwolni Albę wcześniej, bo i tak jest jeszcze nie do końca sprawna, to
pojadą do butiku kupić jej sukienkę, o której rozmawiały.
O,
kurwa.
Maggie
musiała nagadać na ten temat Davidowi, bo Filip nigdy nie słyszał od niego tak długiego tekstu.
Chociaż
też rzadko ostatnio rozmawiali o czymś innym niż praca.
-
Okej - Filip mruknął natychmiast swoją zgodę.
Pomyślał,
że, skoro i tak kobiety chciały zabrać Anię na zakupy, to lepiej, żeby zrobiły
to pod jego nieobecność, niż by porywały ją, kiedy on miałby czekać na nią
samotnie w domu.
-
Załatwię - mruknął znowu krótko David i rozłączył się.
Chooolera!
Filip
pomyślał o tym, jaki wpływ miała Maggie na Davida.
Znał
ją na tyle, żeby wiedzieć, że kochała go takiego, jaki był i nigdy nie żądałaby od niego zmian w jego
zachowaniu.
To
on sam uznał, że nie powinien przy niej kląć, więc tego nie robił.
Może
Filip mógłby to samo zrobić dla Ani?
Właściwie
to już to robił.
Wyczuwał,
że była tak czysta, że słowa, które czasem wyrzucał z siebie bez zastanowienia,
mogłyby ją zbrukać.
Więc
je bezwiednie wstrzymywał.
Nawet,
jak w jego myślach nadal płynęły.
Maggie
również nauczyła Davida mówić.
Dla
Ani Filip był gotów otworzyć się i wyjawić swoje sekrety.
Rozmawiać
z nią.
Ale
jedna rzecz go gryzła, więc musiał to ustalić.
Zadzwonił
do Davida jeszcze raz.
-
Yo - usłyszał.
-
Kto będzie je chronił? - spytał, a David od razu wiedział o co chodziło.
Od
samego początku troszczył się o bezpieczeństwo swojej kobiety, więc rozumiał
troskę Filipa.
-
Filip, Sophie umie się bić, sama się
broni - wyjaśnił mu z naciskiem - Ona i Maggie mają GPS’y z przyciskiem paniki,
więc jakby co, to dadzą nam znać. Alba umie się ukrywać, chować się, a ty to
wiesz. A Eva, Alek i Sonija doradzą jej w sprawach sukienki i innych, co może
być naprawdę dobre.
-
Okej - mruknął Filip - Myślisz…
-
Będzie dobrze - zapewnił go David.
-
Okej - powtórzył Filip.
Rozłączył
się i prawie uspokojony jechał dalej
w stronę swojego celu.
Myślał
o tym, że David wiedział, czego się on obawiał i sam to przeżył.
Więc
będzie ją krył.
Filip
musiał zająć się pracą, zarobić kasę i szybko wrócić do swojej kobiety.
Musiał
się skupić.
*****
Anna
/ Alba
Dwanaście godzin
później
Siedziałam
w odległym od drzwi kącie zatłoczonego baru przy trzech zsuniętych stolikach między
kobietami, Alekiem i Samem, jadłam swojego cheesburgera z frytkami i ketchupem,
piłam Colę Light, słuchałam ich wesołych, głośnych rozmów i byłam nieco
oszołomiona.
Chociaż
nie byłam przestraszona.
Po
prostu dawno, a nawet bardzo dawno
nie słyszałam, żeby tyle osób mówiło jednocześnie.
Kiedy
Filip zadzwonił do mnie w południe i powiedział mi, że Maggie przyjedzie swoim
Compass’em i zajmie się mną po pracy, że Oli zwalnia mnie trochę wcześniej,
żebym odpoczywała, bo nie byłam jeszcze w pełni sprawna, pomyślałam, że po
prostu pojedziemy do niej do domu i wypijemy kawę czy coś.
W
życiu nie spodziewałabym się tego, co tu się właśnie działo.
Wielkiego
spotkania grona przyjaciół w miejscu publicznym, na które zostałam zwabiona podstępem.
Maggie
powiedziała, że mamy czas, żeby kupić dla mnie sukienkę, o której kiedyś
rozmawiałyśmy.
Zgodziłam
się.
Miałam
szczęście, że dzień wcześniej, kiedy byliśmy na zakupach z Filipem, wyjęłam z
konta pieniądze, które wypłacił mi Oli jako chorobowe w ciągu tych dwóch
tygodni, kiedy nie byłam na chodzie, bo byłam poobijana.
Więc,
kiedy pojechałyśmy do butiku, w którym pracowali Alek i Sam, mogłam wydawać
pieniądze, na co tylko chciałam.
A
miałam kilka pomysłów.
Na
początku byliśmy tylko we czwórkę, z Alekiem i Samem, a wtedy przymierzyłam
kilka sukienek, koszulki nocne i trochę bielizny.
Musiałam
przyznać, że Alek miał naprawdę dobry gust i umiał mi doradzić.
Rozmawialiśmy
trochę o różnych sprawach, ale wkrótce dołączyła do nas Eva i wtrąciła się do
rozmowy, a potem przyjechała Sophie.
Kupiłam
jedną sukienkę, trochę ładnej bielizny i satynową koszulkę nocną, którą
chciałam sprawić Filipowi niespodziankę na Gwiazdkę.
Moja
niespodzianka była granatowa, z czarną koronką wokół dekoltu i na dole, sięgała
zaledwie nieco poniżej pupy i miała cienkie ramiączka, przez co zastanawiałam
się, czy będę w stanie w niej spać.
Ale
była dla Filipa, a nie dla mnie, a kobiety, a zwłaszcza Sophie, powiedziały, że
muszę mieć przynajmniej jedną taką.
Kiedy
Alek i Sam zamknęli butik i poszliśmy do pobliskiego baru, dołączyły do nas
Alice i Sonija.
Filip
zadzwonił do mnie przed lunchem i starał się mnie trochę uprzedzić, jakoś
przygotować na to, co mnie czeka, ale, ponieważ chciał mnie też uspokoić, nie
powiedział mi całej prawdy.
Albo
jej nie znał.
Mogło
się okazać, że to kobiety zastawiły na mnie pułapkę.
Chociaż
musiałam przyznać, że to wszystko, to całe spotkanie, nie było złe.
Nie
wypytywali mnie o nic, nie naciskali na to, żebym mówiła.
To
oni mówili.
Właściwie
bez przerwy.
Usłyszałam
więcej szczegółów całej fascynującej historii Maggie i Davida, którą już
wcześniej znałam.
Usłyszałam
smutną, chociaż zakończoną szczęśliwie, historię tego, jak to Eva przyjechała
do Stanów z Europy, gdzie straciła w jednym wypadku samochodowym zarówno swojego
pierwszego męża, swoją córkę i jej nienarodzone dziecko, a potem była ofiarą
hejtu.
A
to, co przeżyła w Stanach było tą szczęśliwą częścią, bo tu poznała Jimmy’ego i
miała nową rodzinę.
Powiedziała
mi, że Maria była ich przybraną córką, była w rodzinie zastępczej, a Matt tak
właściwie był wnukiem Jimmy’ego, a nie synem, ale go usynowili.
To
było takie wspaniałomyślne, hojne i piękne.
Troszczyli
się o te dzieci, stworzyli im dom i widziałam jaką miłością otoczyli je oboje,
Eva i Jimmy.
Dowiedziałam
się tego, jak Alice, która była wtedy samotną matką dziesięcioletniego Berta,
poznała Eddiego, jej obecnego męża, w tym kompleksie mieszkalnym, w którym ja
teraz mieszkałam.
A
przy okazji okazało się, że Eddie mieszkał w tym samym mieszkaniu, które ja teraz
zajmowałam, lub może zajmowałam do czasu, kiedy przeprowadziłam się do Filipa.
Potem
w tym mieszkaniu mieszkała Sophie i to ona pomalowała je na takie fantastyczne
kolory i to jej meble miałam do dyspozycji.
Nie
miałam szansy jej podziękować, bo nie dopuściły mnie do słowa.
Sophie
opowiedziała mi, że poznała się z Alex’em, jej obecnym mężem, przy innej
okazji, ale nie widzieli się przez półtora roku, a potem spotkali się ponownie
właśnie na grillu sąsiedzkim w kompleksie.
O, Matko!
To
ten kompleks był punktem, z którego rozrastała się ta grupka przyjaciół.
Tylko
Alek z Samem i Sonija z Benji’m nadal tam mieszkali.
Dowiedziałam
się również, że Sophie projektowała fantastyczne domy i w jednym z nich właśnie
zamieszkali z Alex’em.
Maggie
wyznała mi cicho, że marzy o tym, żeby Sophie zaprojektowała dom dla niej i
Davida, kiedy już ich rodzina powiększy się na tyle, że dom po dziadkach
Davida, w którym mieszkali, stałby się dla nich zbyt mały.
W
ten sposób dowiedziałam się, że Maggie była w kolejnej ciąży i już planowała
następne.
Alice
też mówiła o kolejnym dziecku.
Eva
była nie-taką-młodą Młodą Mamą.
Tylko
Sonija się nie odzywała na ten temat.
Nikt
nie naciskał, więc musiało coś w tym być.
Albo
oni po prostu tacy byli.
Prawie
się odprężyłam i przestałam ich słuchać, kiedy Maggie, opowiadając z ożywieniem
Evie o czymś innym, nagle rzuciła:
-
To Alba powiedziała mi, żebym pokazała lekarzowi tą zmianę, pamiętasz, którą
miał Jim na brzuszku. Potwierdził to i kazał mi to smarować dokładnie tak, jak
kazała mi Alba.
Wszyscy
spojrzeli w moją stronę z zainteresowaniem.
-
Och - mruknęła z uśmiechem Eva.
-
Dzięki - dodała Maggie w moją stronę z uśmiechem.
-
Suuuuper - powiedziała Alice z
uśmiechem przeciągając to słowo - Może, Alba, czasem nam doradzisz coś w
sprawie zdrowia naszych dzieci.
Zaczerwieniłam
się.
-
Ja tylko widziałam kiedyś… - zaczęłam z wahaniem.
-
Alba - przerwała mi Maggie, jakby wyczuwała, że chciałam skłamać - Nie pytamy. Nie
chcesz, to nie mów. My tylko żartujemy.
Rozejrzałam
się i zobaczyłam dookoła życzliwe, uśmiechnięte twarze.
O, Matko!
Faktycznie,
nie musiałam nic mówić.
Nie
chcieli ode mnie tłumaczenia, a na pewno nie musiałam kłamać.
Ulżyło
mi.
Uśmiechnęłam
się do nich przepraszająco i zamilkłam.
Sonija
i Alek głośno rozmawiali o jakiejś otomanie.
A
potem pomyślałam, że potrzebowałam od nich porady w innej sprawie.
-
Idziemy na Gwiazdkę do rodziny Filipa - wyrzuciłam z siebie do nikogo.
Jak
na komendę wszystkie głowy zwróciły się w moją stronę.
-
Filip ma rodzinę? - zapytała Maggie.
-
Rodzina? - jednocześnie zapytała Eva.
-
Jaka rodzina? - zdziwiła się Sophie w tym samym czasie.
O, Matko!
Pozostali
po prostu gapili się na mnie w ciszy z otwartymi ustami, ale ja zdałam sobie
sprawę, że Filip nie pozwalał im ingerować w swoje życie, dbał o prywatność, a
ja powinnam to uszanować.
Więc
zastosowałam ponownie unik, żeby dokończyć pytanie, ale nie powiedzieć im zbyt
wiele.
-
Więc muszę kupić jakiś prezent dla dziewczynki tak siedmio, może
dziewięcioletniej, chłopca chyba jedenastoletniego i nastolatki - powiedziałam
szybko - Raczej poważnej czternastolatki. I nie wiem co - dodałam.
I
wtedy się zaczęło.
I
to było niesamowite!
-
Kolorowanki i kredki - rzuciła natychmiast Sophie.
-
Mandale do kolorowania, na wyciszenie - rzuciła Eva.
-
Dla chłopca rysowane łamigłówki lub labirynty - rzuciła Maggie.
-
Dla każdego koszulki - rzuciła Sonija - Jeśli znasz rozmiary.
-
Może klocki - dodała Sophie.
-
Może jakieś gry edukacyjne - wtrąciła Eva - Memo, czy coś.
-
Owoce i słodycze - dodała Alice.
-
Dziewczynkom wisiorki lub bransoletki - dorzucił swoje Alek - Może zestaw do
makijażu.
Słuchałam
oszołomiona, ale tym razem pozytywnie.
O
nic już nie pytali, tylko radzili.
Kiwałam
głową i przekręcałam ją do każdego mówiącego, a oni wymieniali dalej i dalej,
jakby pomysły przychodziły im do głowy w miarę mówienia.
Notowałam
wszystko skrzętnie w pamięci, ale później zastanowiłam się.
-
Gdzie mogę to wszystko kupić? - spytałam ogólnie.
-
Internet - rzuciła krótko Alice, a wszyscy dookoła przytaknęli.
Zacisnęłam
wargi między zębami.
-
Zapisz mój numer, to możemy wybrać się razem kiedyś na zakupy - powiedziała do
mnie Sophie, a Maggie kiwnęła głową, ale spojrzała na mnie badawczo.
A
ja się spięłam jeszcze bardziej.
Zamilkli
i czekali.
Z
wahaniem, powoli, ale jednak wyjęłam z torebki swój telefon i trzymałam go pod
blatem stolika.
Maggie
i Sophie siedziały najbliżej mnie.
-
Masz bezpieczny - szepnęła Maggie.
Sophie
tylko spojrzała na mnie.
-
Okej - wymruczała przyciszonym głosem - Więc będziemy się kontaktowały przez
facetów - i nakryła mi rękę z telefonem swoją dłonią, dając mi znać, żebym go
schowała do torebki.
Schowałam
i odprężyłam się, chociaż tylko odrobinę.
Ale
też zdziwiłam się.
Nie
wiedziałam, czemu rozumiały, że nie miałam taki a nie inny telefon.
Skąd
znały potrzebę braku nowoczesnej technologii.
Za
mało o nich wiedziałam.
Ale,
najwyraźniej, one dwie, a może wszyscy
rozumieli to, bo od tej chwili zaczęli ze mną, a także między sobą rozmawiać inaczej.
Jakby
wiedzieli, że trzeba mnie osłaniać, chronić moją prywatność i nie wystawiać na
widok innych ludzi.
Zatroszczyli
się o mnie.
Przycichli,
zbili się w ciaśniejszą grupkę, ustawiali mnie od strony ściany, żebym nie była
widoczna od drzwi, ale nadal prowadzili dość ożywioną dyskusję.
Chwilę
później zaczęliśmy się zbierać stamtąd, ustalając kto miał zapłacić rachunek, a
oni nie pozwolili mi wyjść zza stolika, dopóki nie dokończyli.
Zebraliśmy
nasze rzeczy i wyszliśmy na chodnik.
Maggie,
Sophie i Alice szły ze mną, blisko, otaczając mnie, a pozostali również szli niedaleko
nas.
Aż
do Compass’a Maggie.
Dopiero,
kiedy wsiadłam na siedzenie pasażera, zamknęłam drzwi i zaczęłam zapinać pasy,
pozostali rozproszyli się, rozchodząc się do swoich samochodów.
O, Matko!
Działali
jak sprawny oddział, wyćwiczony w wielu akcjach.
-
Przeżywaliście to już? - spytałam cicho, kiedy w końcu Maggie bez słowa wsiadła
na siedzenie kierowcy, uruchomiła silnik i wyjechałyśmy z parkingu w stronę
domu Filipa.
Wiedziała,
o co mi chodziło.
-
Ja miałam swojego stalkera - powiedziała Maggie, uśmiechając się do mnie pogodnie
- Sophie była porwana, a Alice jest żoną policjanta. Więc wiemy. Eva była
napastowana przez dziennikarzy, a pozostali po prostu troszczą o nas wszystkich
z wzajemnością.
Jadąc
i mówiąc do mnie, uruchomiła bluetooth swojego samochodu, do którego miała podłączony
telefon, z kontaktów wybrała numer Davida, a później rozległ się sygnał
połączenia i, po jednym dzwonku, jego głos.
-
Yo - mruknął tylko.
-
Jedziemy do domu Filipa - Maggie powiedziała krótko.
-
Okej - mruknął David i rozłączyli się.
Wstrzymałam
oddech.
-
David lubi wiedzieć, gdzie jestem - wyjaśniła Maggie - Mam przy sobie stale GPS
z funkcją przycisku paniki. Może mnie namierzyć, jeśli nie odzywam się zbyt
długo.
O, Matko Jedyna!
Taki
efekt dało jej porwanie?
Ale
zaraz, to Sophie była porwana!
-
Ja… - zaczęłam z wahaniem i zmarszczyłam brwi, więc Maggie domyśliła się, że
nie znałam całej jej historii.
-
Kiedy mój były chłopak, ten, który mnie prześladował - wyjaśniła Maggie - …stwierdził,
że jego własność mu umyka, porwał
mnie i chciał ukarać. Dać mi lekcję.
Słowo
ukarać powiedziała z takim naciskiem,
że przeszły mnie ciarki.
Wiedziałam,
jak prawdopodobnie zechciałby mnie ukarać
Zły, kiedy dowiedziałby się, że nie byłam już „czysta”.
Dopóki
byłam dziewicą, miał co do mnie inne plany, chociaż w tej opcji też nie miałam
przeżyć.
Nic
o tym nie powiedziałam Maggie.
-
David mnie wtedy uratował - dokończyła Maggie - A Filip mu w tym bardzo pomógł.
Od tej pory razem pracują i to dla tych dobrych.
Dla tych dobrych!
O,
Matko Przenajświętsza!
A
Filip i tak nadal sądził, że zrobił tak wiele złego, że powinnam trzymać się od
niego z daleka.
Nie
rozmawiałyśmy więcej aż do samego domu Filipa, gdzie Maggie nie tylko mnie
podwiozła pod same drzwi, ale również wysiadła i poczekała, aż weszłam do
środka.
Idąc
za jej przykładem, natychmiast po zamknięciu drzwi na klucz i uaktywnieniu
alarmu, napisałam do Filipa SMS’a z domowego telefonu, że jestem w domu i
jestem bezpieczna.
Żeby
się nie martwił.
Nie
wiedziałam, kiedy miał wrócić, więc przyszykowałam się do snu, ale bardzo długo
leżałam i myślałam o tym wszystkim, co usłyszałam tego wieczoru.
*****
Filip
Dziesięć godzin
później
Filip
wchodził do domu po zaparkowaniu swojego Rubicon’a w garażu.
Właśnie
wrócił ze swojej dalekiej, całodniowej wyprawy i był zmęczonym jak cholera, ale
nadal czujny.
Kiedy
podjeżdżał, rozejrzał się i przekonał, że było jak zwykle.
Było
całkowicie cicho zarówno w jego domu, jak i w całej okolicy, bo dochodziła
szósta rano i większość sąsiadów jeszcze spała.
Jechał
bez przystanku przez całą długą, pieprzoną, zimową noc, bo cholernie spieszył
się do domu.
Jechał
szybko.
Po
raz pierwszy jechał do domu z radością i spieszył
się, bo miał do kogo.
Po
zdjęciu butów w pomieszczeniu gospodarczym i zimowej kurtki przy drzwiach
wejściowych, wszedł do swojej ciemnej kuchni, porzucił torbę podróżną na
podłodze i położył cicho na blacie swoje klucze.
Anie
powinna spać i nie chciał jej obudzić.
Wtedy
zarejestrował cichy ruch i spiął się.
Odwrócił
się w tamtą stronę zaalarmowany.
A
potem natychmiast rozluźnił, bo ją zobaczył.
Ania
biegła z jego sypialni wprost do niego boso, w jego koszulce i niczym innym, z
otwartym, jasnym uśmiechem na twarzy i rozwianymi włosami.
Chryste!
Chryste
Wszechmogący!
Jak
cholernie dobrze było poczuć, że był
tam ktoś, kto czekał i cieszył się z
tego, że wrócił do domu.
Filip
ledwo zdążył przygotować się, zaprzeć nogami i rozłożyć szeroko ręce, kiedy
Ania wpadła na niego, całym przodem do przodu, owinęła swoimi ramionami jego
ramiona, a potem objęła dłonią jego szyję i pocałowała
go.
Mocno.
Jezu
Chryste!
Nie
zawahał się ani sekundy, objął ją jedną ręką w talii, a drugą przełożył na jej
kark pod jej żebrami i jej podniesioną ręką, a potem schwycił ją dłonią pod
włosami, żeby przycisnąć jej usta do swoich.
To
było tak, jakby witała go po roku nieobecności.
Jak
żołnierza wracającego z walki.
Stęskniona,
spragniona, kochająca.
Kochająca go?
Zakończył
pocałunek, odsuwając się od niej tylko odrobinkę, by zobaczyć jej oczy, ale nie
puścił jej.
-
Hej - szepnęła.
Uśmiechnął
się do niej.
-
Hej - mruknął i zobaczył, jak jej oczy się rozjaśniły.
Przesunęła
dłonie na jego ramiona, wyprostowała się w jego objęciach i popatrzyła na niego
z troską.
-
Jadłeś coś? - spytała.
Poczuł
ciepło rozlewające się od jego piersi po całym ciele.
-
Wczoraj wieczorem. Kanapkę na stacji benzynowej - przyznał.
Przesunęła
palcami po jego szorstkich od zarostu policzkach, a jednocześnie nadal patrzyła
ciepło w jego oczy.
Jej
granatowe oczy były wypełnione uczuciem.
Odsunęła
się i zaczęła odwracać w jego ramionach w stronę kuchni.
-
Zrobię ci omlet - powiedziała mu stanowczo - A ty przez ten czas weź prysznic,
to później położymy się spać.
-
Okej - wymamrotał i przyciągnął ją z powrotem do siebie, żeby pocałować ją
ponownie, ale tym razem krótko i delikatnie.
A
potem poszedł w stronę łazienki, myśląc o tym jakie to było cholernie
wspaniałe, mieć kogoś, kto troszczył się o niego.
Nigdy,
nawet za tysiąc lat, nie spodziewałby się, że jemu przytrafiłoby się coś takiego.
Ani
tego, że tak by to polubił.
*****
Trzy godziny
później
Obudził
ich jego dzwoniący telefon, który Filip zostawił po przyjeździe nad ranem na swojej
szafce nocnej.
Kiedy,
obserwowany z łagodnym uśmiechem przez Anię i Nessie, zjadł śniadanie, które
Ania przygotowała mu w czasie, kiedy brał prysznic, przenieśli się do sypialni.
Ania
nie nalegała na seks, chociaż, jak podejrzewał, dałaby mu to z ochotą, gdyby
tylko o tym wspomniał, a tylko położyli się do łóżka.
Był
tak zmęczony, że oczy mu się zamknęły, jak tylko jego głowa dotknęła poduszki i
ledwie poczuł, jak ciepłe plecy i tyłek Ani wtuliły się w jego brzuch.
Spali
w swojej zwykłej pozycji, na boku, z Anią leżącą plecami do niego, kiedy
obejmował ją ciasno ramionami, więc Filip musiał częściowo wysunąć się spod niej,
żeby sięgnąć swój dzwoniący telefon.
Odebrał
natychmiast, kiedy zobaczył na wyświetlaczu, że dzwoniła cioteczka Thelma.
-
Yo - mruknął do niego głosem schrypniętym ze snu.
-
Hej, Filip, obudziłam cię? - powiedziała cioteczka zatroskanym głosem i szybko
dodała - Przepraszam, że cię niepokoję, ale mam problem z Johnny’m.
-
Tak? - Filip od razu oprzytomniał, a Ania, usłyszawszy jego ton, również podniosła
głowę, więc spojrzał na nią.
I
natychmiast się uśmiechnął, bo wyglądała ślicznie.
Była
słodka taka rozespana.
-
Nie chciał dzisiaj pójść do szkoły - opowiadała cioteczka - A potem poszedł,
ale teraz dzwonili, że go nie ma.
-
Okej - Filip natychmiast był w stanie gotowości, chociaż nie zerwał się, żeby
nie strącić Ani - Zaraz tam będę.
-
Dobrze - szepnęła cioteczka - Dziękuję.
-
Na razie, cioteczko - mruknął miękko Filip i rozłączył się, nie czekając na jej
odpowiedź.
Odłożył
telefon na szafkę i odwrócił się do Ani, która była w niego wpatrzona z
niepokojem.
-
Johnny - wyjaśnił, właściwie niczego nie wyjaśniając.
Nie
musiał.
Ania
natychmiast zaczęła się podnosić, żeby wstać z łóżka.
-
Śpij - zatrzymał ją - Sam pojadę.
-
Chcę pomóc - odwróciła się do niego - Wstawaj, musimy się pospieszyć.
Popatrzył
na nią przez sekundę, a później poczuł, jak jego twarz złagodniała i
przytaknął.
Puścił
ją i zerwała się, a on podążył za nią.
Teraz
wiedział, że troszczyła się o te dzieciaki, a może o wszystkie dzieci, tak samo
mocno jak on.
I
Filip to lubił.
Chryste,
ale on ją kochał.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń