środa, 13 lipca 2022

5 - Miłość

 

Rozdział 5

Miłość

Alba / Anna

 

 

Godzinę później

Dojechaliśmy do domu w prawie całkowitym milczeniu.

Wspominałam w duchu to, jak Filip pięknie wyglądał w swojej czarnej koszuli, którą miał wyłożoną na wierzch granatowych dżinsów.

Na niej miał ciemno szary sweter z dekoltem w serek, który zdjął przed kolacją, ale zarówno w swetrze, jak i w samej koszuli był po prostu piękny.

Nie spodziewałabym się, że ten NC miał takie ubrania.

Bolała mnie myśl, że ktoś tak wspaniały, dobry i hojny myślał o mnie tak źle, jak wiedziałam, że myślał Filip, ale musiałam przyznać, że sama dałam mu ku temu powód.

I to poważny.

Filip pokazał mi tego wieczoru kilka razy bez słów i bez żadnego wysiłku, jaki był naprawdę.

Na przykład to, jak odnosił się do cioteczki Thelmy, a ona do niego.

Samo to, jak wszystkie dzieci, zarówno młodsze, jaki i starsze, rzuciły się do niego z powitaniem najlepiej świadczyło o tym, jak bardzo był dobry.

Dzieci nigdy nie kłamały w tej kwestii.

Dzieci w ogóle zwykle nie kłamały.

Chyba, że musiały się przed czymś kryć.

Jak Johnny.

Ten chłopiec mnie zasmucił.

A właściwie nie on, ale to, ile musiał przeżyć złego, żeby w ten sposób reagować na dobro, jakie go otaczało.

Na szczęście, okazał się być dobrym, mądrym dzieckiem i od razu dotarło do niego, kiedy tylko, żartując o czymś innym, napomknęłam o ciężkiej pracy ich cioteczki, jaką włożyła w przygotowanie kolacji i wkładała codziennie w prowadzenie domu dla nich wszystkich.

Znałam to.

Widywałam takie dzieci i takie domy.

Domy zastępcze.

To, że Filip pochodził z jednego z nich mogło mi wiele wyjaśnić.

Nawet to, że od razu ocenił mnie jako dziwkę.

I tak wina leżała po mojej stronie.

Po prostu rzuciłam się na niego, prosząc o to, żeby się ze mną kochał.

Wspominałam w samochodzie swoją krótką rozmowę z cioteczką Thelmą, kiedy Filip z Betsy zmywali naczynia, dzieci poszły do swoich pokoi, a my we dwie dopijałyśmy kawę w salonie.

Nie wiedziałam, co jej wyjawiłam o poznaniu się mnie i Filipa, ale zaczęła patrzeć na mnie jakoś tak badawczo.

- Filip to dobry chłopiec - powiedziała mi coś, do czego nie musiała mnie przekonywać.

- Wiem - stwierdziłam cicho.

Pokiwała głową.

- Ale myśli o sobie źle, bo bywały czasy, kiedy robił złe rzeczy - dodała półgłosem po kilku sekundach ciszy.

Wstrzymałam oddech, bo to właśnie było to, o czym nigdy dotąd nie rozmawialiśmy z Filipem, a czego chciałam się dowiedzieć.

Jego przeszłość.

- Widzisz - mówiła cioteczka, zauważając moje zainteresowanie - Po śmierci mojego męża dziesięć lat temu zaczęło nam być źle. Bardzo źle. Nie mogłam sobie sama poradzić ze wszystkimi sprawami, więc zaczęło być krucho z pieniędzmi. Mogłam utracić dzieciaki. I wtedy Filip zaczął zajmować się różnymi sprawami po swojemu. Niekoniecznie legalnie. Ale wszystkie pieniądze, jakie zdobywał, z tego co wiem, oddawał nam. Utrzymywał nas.

O, Matko Przenajświętsza!

Wydawało mi się kiedyś, jeszcze sześć lat temu, niemożliwością, by zły uczynek był usprawiedliwiony dobrą intencją, ale tę lekcję pokory dał mi Nieznajomy.

Nielegalne zdobywanie pieniędzy?

Nadal nie wiedziałam, jak mogłabym przekonać Filipa, że nie uważam go za złego, nie wyjawiając mu tej części swojego życia.

Wstydziłam się tego,  że byłam taka słaba, mała duchem, kiedy on był taki dobry, tak zawzięcie walczył z przeciwnościami losu.

To była kolejna lekcja pokory dla mnie, a, na szczęście, ta nie wiązała się ze zranieniem kogoś innego.

Cioteczka nie powiedziała mi nic więcej, stwierdziła tylko, że muszę o tym porozmawiać z Filipem.

Powinnam.

Ale nie mogłam.

O, Matko!

Dojechaliśmy do domu, Filip wjechał wprost do garażu, nie wysiadając z auta, a ja, zamyślona, tym razem nie poczekałam na niego, aż przeszedł dookoła maski Rubicon’a, by otworzyć moje drzwi i wysiadłam wcześniej.

Wydawał się nie być z tego zadowolony.

Czułam to.

Byłam kompletnie skołowana.

Wziął mnie za rękę i poszliśmy przez drzwi, prowadzące do pomieszczenia gospodarczego i do kuchni, a Filip zatrzymał się na kilka sekund, żeby wstukać kod do alarmu.

Wchodząc zatrzymałam się i schyliłam się, żeby zrzucić buty.

Poczułam, że Filip za mną zrobił to samo.

Nie odezwaliśmy się ani słowem.

W salonie zaczęłam zdejmować płaszcz Maggie i ruszyłam w stronę drzwi wejściowych, żeby go tam powiesić na wieszaku.

Kiedy to zrobiłam, odwróciłam się i wracając do salonu, zobaczyłam, że Filip zdjął swoją kurtkę i rzucił ją na fotel, a potem zaczął zdejmować sweter.

Podziwiałam jego ruchy, kiedy przeciągał go przez głowę.

Nie spodziewałam się tego i uderzyło mnie to zarówno wtedy, jak zobaczyłam to w domu cioteczki Thelmy, jak i teraz, jak bardzo pociągające było to, jak Filip zdejmował z siebie jakiekolwiek części ubrania.

Nie robił tego przy mnie ani razu przez te dwa tygodnie, ani… nigdy.

Nessie podeszła do mnie z podniesionym ogonem, więc schyliłam się i pogłaskałam ją, przeciągając dłonią przez jej cały grzbiet.

Ruszyła przede mną, kiedy szłam w stronę Filipa, który teraz stał z pustą twarzą przy kanapie i nie patrzył w naszą stronę.

- Hmmm - zaczęłam - ja…

- Idź spać - sucho przerwał mi Filip, a ja zamrugałam gwałtownie i zatrzymałam się jak wryta o dwa kroki od niego.

Nie wiedziałam, co chciałam albo co powinnam zrobić, ale nie spodziewałam się tego, że po prostu mnie wygoni.

Odwróciłam głowę, czując pieczenie pod powiekami.

Pieczenie, które zapowiadało coś, czego nie czułam od prawie pięciu lat.

Łzy.

Złapałam torebkę ze stolika, gdzie porzuciłam ją wcześniej i bez słowa, nie patrząc na Filipa, ruszyłam w stronę sypialni.

Starałam się nie uciekać.

Weszłam tam, zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie plecami, a potem wzięłam jeden, dwa, trzy głębokie wdechy.

Żeby się opanować.

Potem oderwałam się od drzwi i poszłam w stronę łóżka, żeby tam zacząć się rozbierać, chociaż trzęsły mi się ręce.

Usiadłam, zdjęłam rajstopy, a potem wstałam i napotkałam na trudność.

Nie mogłam dosięgnąć do ekspresu na plecach, bo moje ramiona, czy też raczej barki, nadal mnie bolały przy wykręcaniu do tyłu.

Zawahałam się.

Nie mając wyjścia, ruszyłam w stronę salonu.

Otworzyłam drzwi i, nie patrząc na Filipa tylko w podłogę, przystanęłam w progu niezdecydowana.

- Nie mogę rozpiąć - szepnęłam, wskazując palcem jednej dłoni nad ramieniem na moje plecy.

Ruszył w moją stronę i wtedy podniosłam głowę, więc spostrzegłam, że zdjął już koszulę i był tylko w dżinsach.

Z nagim torsem.

Poczułam żar uderzający na moje policzki.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze i cofnęłam się o krok, ale było już za późno na ucieczkę, bo był blisko.

Odwróciłam się do niego plecami i patrzyłam przed siebie niewidzącymi oczami, a on złapał delikatnie, samymi palcami brzegi ekspresu i ciągnąc łagodnie, jednym ruchem, rozpiął od razu całą jego długość.

Potem poczułam, że się odsunął.

Nie chciał mnie dotykać.

Nawet być blisko mnie.

Nadal mną pogardzał, bo byłam godna pogardy.

Opuściłam głowę jeszcze niżej i cicho szepnęłam przez ramię - Dziękuję - a potem ruszyłam w stronę sypialni.

Nic nie widząc, potykając się, zamknęłam drzwi za sobą, oparłam się o nie, a potem jakoś dotarłam do łóżka i usiadłam na nim, a wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że przez cały czas przyciskałam obie ręce skrzyżowane w nadgarstkach do swojej klatki piersiowej, więc sukienka nie zsunęła się ani odrobinę.

Brałam jeden drżący wdech za drugim, ale nie mogłam się uspokoić.

Wiedziałam.

Po prostu wiedziałam.

Kochałam go.

Tak bardzo pragnęłam, żeby był ze mną, żeby mnie trzymał blisko, żeby chociaż trochę mnie pragnął.

Nie wiedziałam, jak długo to trwało, ale zostało przerwane gwałtownym otwarciem drzwi.

Filip stał w nich i patrzył na mnie gorącym wzrokiem, a jego usta były zaciśnięte i wyraz twarzy nieodgadniony.

Nie był zły.

Nie na mnie.

Widziałam to.

Również mnie nie oskarżał, nie oceniał, nie odrzucał.

Ale nie wiedziałam, co było w jego oczach.

Byłam, jak mysz schwytana w spojrzenie drapieżnika.

Nie mogłam nawet drgnąć.

Szybkim krokiem podszedł do mnie, a potem nagle padł na kolana tuż przy moich nogach, objął moje biodra ramionami i wcisnął twarz w moje łono.

Patrzyłam na to oszołomiona.

Byłam pewna, że miałam równie szeroko otwarte tak oczy, jak i usta.

Wyciągnęłam drżącą rękę i dotknęłam jego długich włosów, a potem drugą rękę i objęłam bok jego szczęki.

- Filip - szepnęłam.

- Nie mogę - jęknął, nie podnosząc głowy.

- C-co? - spytałam nadal szepcąc.

- Nie mogę cię zostawić w spokoju - nadal jęczał.

- Co? - powtórzyłam głośniej, prawie piskliwie.

- Jesteś taka cudowna, dobra, słodka - mamrotał mi w uda - A ja potraktowałem cię tak podle.

Zrozumiałam.

- Nie… - zaczęłam protestować.

Wyprostował się nagle do klęczenia, jego twarz znalazła się prawie na wprost mojej twarzy i zobaczyłam, że jest na niej wyraz udręki.

O, Matko Jedyna!

- Nie wiem, jak mogę cię przeprosić… - mówił z żarem - jak mogę prosić cię o wybaczenie tego, że powiedziałem do ciebie takie podłe słowa.

- Ty, nie zro… - zaczęłam, ale znowu nie było mi dane dokończyć.

- Nigdy, ani razu w całym moim  życiu nie spotkałem kogoś tak czystego - wyznał, a potem zawahał się i dodał - Anno, ja wiem, że byłaś dziewicą.

Ponownie gorąco ogarnęło moje policzki, a oddech się urwał i chciałam się odwrócić, ale mi nie pozwolił.

- Nie jestem w stanie tego naprawić - powiedział - Tak bardzo żałuję.

Och!

Więc domyśliłam się, że nie uważał mnie za dziwkę, co było dobre, ale żałował, że się kochaliśmy.

A to było chyba nawet gorsze.

Tym razem łzy poleciały z moich oczu bez ostrzeżenia.

I nie mogłam uciec, żeby ich nie widział, bo mnie mocno trzymał, obejmując ramionami moje żebra.

- Aniu - wyszeptał oszołomiony.

A ja rozpłakałam się jeszcze mocniej, bo nie słyszałam tego imienia od sześciu lat, a wypowiedziane przez niego, brzmiało po prostu pięknie.

- Nie płacz, kochanie - powiedział i podniósł się, nie wypuszczając mnie ze swoich objęć.

Kochanie!

Usiadł obok mnie na łóżku, a potem wciągnął mnie na swoje kolana, chociaż biernie opierałam się temu.

- Nie żałuję tego, że to zrobiliśmy - wyjaśnił, jakby wreszcie zrozumiał, co powiedział - żałuję tego, co ja zrobiłem później. Moich słów.

Nie mogłam odpowiedzieć, bo bym się mocniej rozpłakała.

Było mi bardzo źle, ale jednocześnie tak bardzo dobrze.

Nareszcie Filip mnie trzymał blisko siebie.

Przytulał mnie, a ja poddawałam się temu.

Dlatego również nie mogłam zapanować nad łzami, niezależnie od tego, jak mocno się starałam.

Trzymałam jedną pięść zaciśniętą przy swoich ustach, a drugą dłoń wsunęłam na jego szyję, przycisnęłam czoło do jego szczęki i tak trwałam.

A on trzymał mnie i kołysał delikatnie.

O, Matko!

Matko Jedyna.

Czy wreszcie mi to dałaś?

Mój płacz się uspokajał, łzy przestały płynąc, a wtedy spostrzegłam, że przytulam się do jego nagiej piersi.

Rozłożyłam palce tej dłoni, którą miałam zaciśniętą w pięść, żeby czubkami palców otrzeć łzy i nagle ich zewnętrzną stroną dotknęłam gorącej skóry pokrytej rzadkimi, krótkimi, szorstkimi włoskami.

Miałam ochotę tam przyłożyć usta.

- Już dobrze, mała - wymamrotał nagle Filip dziwnym tonem, więc podniosłam głowę.

Spojrzałam na jego twarz i zobaczyłam, że patrzy na moje ramię, które zostało odkryte, kiedy sukienka zsunęła się podczas ruchu.

Trzymał tam dłoń.

Rozpaloną.

Czułam jej gorąco.

- Przepraszam - szepnęłam i próbowałam się wyprostować.

Nie pozwolił mi, tylko spojrzał na mnie, a wtedy zdałam sobie sprawę, że jego oczy stały się całkiem czarne.

Usta miał zaciśnięte, więc pomyślałam, że muszę z nim porozmawiać tak, jak kazała mi Maggie i powiedzieć mu, że ja nie żałuję tego, co zrobiliśmy.

Nadal trzymałam dłoń owiniętą z boku jego szyi, po drugiej stronie niż była moja twarz, więc przyciągnęłam jego głowę do siebie.

- Ja niczego nie żałuję. Chciałam tego - szepnęłam.

Patrzył na mnie intensywnie, ale nie poruszył się.

Wręcz czułam, jakby zesztywniał.

- Teraz też chcę - dokończyłam jeszcze ciszej.

Coś błysnęło w jego oczach.

- Aniu… - Filip mruczał teraz takim napiętym, szorstkim głosem, jakiego jeszcze nigdy nie słyszałam - Jesteś pewna?

- Tak - szepnęłam.

Pocałował mnie najpierw trochę niepewnie, delikatnie, ale pocałowałam go w odpowiedzi i później to stało się coraz bardziej gorące i namiętne, a ja również go całowałam coraz mocniej, naśladując jego ruchy.

Aż w końcu odsunął się, kiedy dyszeliśmy oboje, jak po dalekim biegu pod górę, a wtedy zauważyłam, że jego dłoń przesunęła się i trzymał teraz mój kark, żeby przyciskać mnie do swoich ust.

- Pragnę cię - powiedział nadal tym samym szorstkim głosem - Pragnę cię odkąd cię zobaczyłem pierwszy raz rok temu. A kiedy tu zamieszkałaś to stało się dla mnie naprawdę bardzo trudne.

- Co? - szepnęłam zdumiona.

- Nie pamiętasz tego - powiedział - …ale po raz pierwszy zobaczyłem cię na ślubie Davida i Maggie.

- Pamiętam - przyznałam - ale nie sądziłam…

- Pamiętasz? - szepnął.

Zobaczyłam, jak na jego twarzy rozlał się powoli lekki uśmiech, jakaś miękkość, a potem nic nie widziałam.

Filip przekręcił się, więc wylądowałam na łóżku, sukienka w czasie tego ruchu całkiem zsunęła mi się z ramion, krępując moje łokcie, więc wyjęłam ręce z rękawów, a potem Filip był na mnie i całował mnie mocno, głęboko, przesuwając dłonie po moim ciele.

Moje ręce też sunęły po nim, więc po raz pierwszy czułam pod palcami nagą, męską skórę, a pod nią napięte mięśnie.

Coś genialnego.

Ręka Filipa dotarła na mój nagi brzuch, a wtedy wygięłam się i jęknęłam przeciągle z rozkoszy.

Odsunął się ode mnie.

- Chodź tu - mruknął nisko, prostując się i podnosząc.

Podniosłam tułów, usiadłam i zdjęłam do końca górę sukienki do pasa.

Miałam rozchylone usta i dyszałam, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że Filip właśnie na to chciał popatrzeć.

Ja też chciałam.

Patrzeć i pokazywać mu.

Stanął obok łóżka i wyciągnął do mnie obie ręce.

Złapałam je i podciągnęłam się.

Podniósł mnie do stania, odsunął się o pół kroku, a potem przykucnął przede mną, przeciągając dłońmi po moim ciele.

Zabierał przy tym sukienkę, która dotąd była jeszcze zaczepiona o moje biodra, więc, zanim jego dłonie dotarły do nich, sukienka leżała na podłodze.

Filip przyklęknął przede mną, a ja stałam w samej bieliźnie, patrzyłam na niego w dół i czułam podniecenie.

Był taki przystojny.

Trzymał obie ręce na moich bokach, po czym przesunął je na moje plecy, więc czułam jego palce wzdłuż kręgosłupa, ja trzymałam swoje dłonie na jego ramionach i patrzyliśmy sobie w oczy.

Potem przesunął wzrokiem po moim ciele, aż na mój brzuch i wyszeptał - Taka piękna - po czym pocałował mnie tam.

Oniemiałam, bo nigdy nie słyszałam takich słów.

Ale też nie byłam pewna, czy mu wierzyłam.

W danej chwili to jednak nie było ważne.

Wsunęłam palce jednej dłoni w jego włosy i nagle jego kucyk się rozsypał, bo rozerwała się gumka, którą były związane.

Cudowne.

Stwierdziłam, że bardzo podobały mi się jego długie włosy.

Filip podniósł się, by stanąć przede mną wyprostowany, cały czas trzymając rękę na moich plecach, przeciągnął drugą ręką po moim biodrze, a potem schwycił moją dłoń.

- Rozepnij - rozkazał delikatnie i przyciągnął ją do swojego rozporka.

Zadrżałam.

Patrząc ciągle prosto w jego oczy, zassałam obie wargi, wsunęłam palce do środka jego spodni, żeby chwycić guzik, a wtedy mięśnie brzucha Filipa drgnęły gwałtownie i napięły się.

O, Matko!

Podobało mu się to.

Ja też to lubiłam.

Rozpięłam guzik, a później znalazłam ekspres i pociągnęłam go do dołu.

Po drodze wyczułam, jak moje palce przesunęły się wzdłuż interesującego zgrubienia.

Wciągnęłam powietrze i opuściłam wzrok z nadzieją, że coś zobaczę.

Filip chyba też to wyczuł, bo wystękał:

- Nie, czekaj. Muszę… Najpierw ja.

Podniosłam wzrok do jego oczu i rozchyliłam wargi.

Usiadł na łóżku, zdejmując jednocześnie szybko swoje spodnie najpierw z bioder, a potem przez kostki, ale nadal zostawał w slipkach.

Stałam nadal obok łóżka i nie wiedziałam, co robić.

Tylko patrzyłam.

Dłonie Filipa powędrowały do moich bioder, a potem odwrócił mnie przodem do siebie i wciągnął mnie między swoje kolana.

Ponownie oparłam dłonie na jego ramionach i patrzyłam z góry w jego oczy, kiedy jego dłonie powędrowały w górę moich pleców.

Oparł usta o mój brzuch.

O, Matko, jak dobrze!

Aż poczułam jego palce na zapięciu stanika.

Kiedy go rozpiął, serce waliło mi tak mocno, że dosłownie słyszałam każde oddzielne uderzenie.

Przesuwając po moim ciele czubkami palców, Filip zabierał ramiączka, a później miseczki stanika, aż w końcu stałam przed nim z nagim biustem i dyszałam z podniecenia.

Na skórze pojawiła mi się gęsia skórka.

Dosłownie dyszałam z podniecenia.

I wiedziałam, co to było.

Pragnęłam, żeby schwycił moją pierś, sutek, cokolwiek, w swoje usta.

Pożądałam go.

Kiedy to w końcu zrobił, pochylając mnie do siebie ręką rozłożoną płasko na moich plecach, zajęczałam przeciągle i nogi mi się ugięły z rozkoszy.

Nie dałam rady dłużej stać.

Przysiadłam bokiem na jego kolanie, a on objął moje usta swoimi wargami tak czule a jednocześnie zaborczo, że pragnęłam więcej, więc złapałam ręką za jego kark, wygięłam szyję, żeby miał lepszy dostęp i dawałam mu je.

Jednocześnie jego druga ręka przesunęła się po moim brzuchu i zjechała prosto… w moje… majtki.

O, Matko!

Rozchyliłam nogi.

Poczułam palec zjeżdżający niżej.

I wreszcie stało się.

Dotknął mnie tam.

Tak tego pragnęłam.

Tęskniłam za tym.

Moja reakcja była głośnym, wyraźnym - Tak i połączyła się z wygięciem kręgosłupa w jego stronę, więc Filip nie zwlekał dłużej.

Podniósł się, zrzucając mnie ze swoich kolan na materac, złapał mnie za biodra i zdjął, a właściwie zerwał, moje majtki.

Na sam dół.

A ja pomogłam mu, podnosząc obie nogi.

Złapał mnie pod pachami, więc domyśliłam się, że chciał mnie podciągnąć wyżej na łóżku i pomogłam mu, odpychając się piętą.

Znaleźliśmy się głowami na poduszkach, kiedy ja byłam całkiem naga, a on był w slipkach.

A może nie?

Bo nagle Filip był między moimi nogami i jego aksamitny, ciepły, miły czubek dotykał mojej wilgoci.

I wszedł.

Delikatnie, powoli wsunął się, jakby bał się zrobić mi krzywdę.

Nie zrobiłby.

Byłam tak całkowicie gotowa na niego.

Wysunęłam biodra, więc wszedł głębiej.

Poruszył się raz i drugi, a ja dopasowałam się do jego ruchów, i jeszcze, i jeszcze, a potem chciałam więcej.

Zarzuciłam pięty na jego plecy tak, jak to zrobiliśmy poprzednio, bo pragnęłam go poczuć tak samo dobrze, jak poprzednio.

Ruszał się, a ja czułam tak fantastycznie, jak za pierwszym razem.

I to było chyba niemożliwe, ale wydawało mi się, że to było jeszcze lepsze niż poprzednio.

Ruch, to powtarzające się wchodzenie i wychodzenie, to głaskanie, nas pochłaniało.

Filip ruszał się, ja starałam się wychodzić naprzeciwko jego ruchom, kiedy czułam bardzo szybko narastającą rozkosz, a potem zaczęłam odlatywać.

Rytm, jaki osiągnęliśmy porwał nas.

Nie mieliśmy odwrotu.

Ale tym razem byłam świadoma tego, co się działo i czekałam na to.

Może dlatego w momencie kulminacji całowałam szyję Filipa, trzymałam dłońmi jego szyję, a potem zaczęłam jęczeć i wystękałam - Filip, ja zaraz… - a dopiero potem doszłam.

I to jak.

Dochodząc, czułam jego ruchy.

Jego niekontrolowane uderzenia.

A jednocześnie czułam jak świat się rozpadał, a ja byłam jedną z cząstek tego rozpadu, a może wieloma cząstkami.

A potem usłyszałam - Aniu - wyjęczane wprost w moje włosy.

I to brzmiało jeszcze piękniej, niż to, jak mówił wcześniej moje imię.

Czysta rozkosz.

Chciałam, żeby to trwało i nie kończyło się.

Leżeliśmy przez chwilę, kiedy nasze oddechy się uspokajały, a ja pomyślałam, że tak właśnie wygląda miłość.

Pełna i kompletna.

Pojednanie z dobrym człowiekiem, który się mną opiekował.

Pełne połączenie.

Duchowe i cielesne.

Filip wysunął się ze mnie, ale dużo delikatniej niż poprzednio i wytłumaczył się:

- Muszę zrobić porządek z prezerwatywą.

Co?

Nie zauważyłam, kiedy założył prezerwatywę.

W ogóle na niego nie spojrzałam.

Znowu.

Zajmowałam się tylko sobą.

Powinnam to naprawić.

Nauczyć się go pieścić.

Poznać jego ciało.

Kiedy wracał z łazienki, patrzyłam więc na niego, podziwiałam jego płynne, pewne ruchy i zachwyciłam się tym, jak pięknie wyglądał nago.

Nagi mężczyzna.

Mój nagi mężczyzna.

Nie wiedziałam, skąd przyszła mi do głowy ta myśl, ale spodobała mi się.

Wtedy spojrzałam w jego oczy i zobaczyłam w nich zachwyt.

O, Matko Jedyna!

Podobało mu się to, że mnie widział, że byłam naga w jego łóżku, a może ja podobałam mu się naga?

Nie.

To nie mogło być możliwe.

Z pewnością widział dużo o wiele ładniejszych kobiet.

Nagich kobiet.

Poczułam ukłucie zazdrości, ale o wiele, wiele gorsza była świadomość, że mógł znaleźć ładniejszą kiedyś później.

I odejść.

Ale, ale, o czym ja myślałam.

My jeszcze nawet tak naprawdę nie byliśmy razem.

Musieliśmy najpierw szczerze porozmawiać ze sobą.

Kiedy właśnie to pomyślałam, Filip dotarł do mnie leżącej w łóżku i wszedł na nie kolanem, a potem wczołgał się w górę.

Pocałował mnie lekko w czubek nosa.

Ułożył się wzdłuż mnie tak, że oboje leżeliśmy na bokach, przykrył nas kołdrą i przysunął blisko swój przód do mojego przodu.

Bardzo blisko.

Nigdy nie leżałam naga z kimkolwiek w łóżku, a nawet sama nigdy nie bywałam naga w łóżku.

Nie lubiłam spać bez ubrania nawet w najbardziej gorące dni.

Ale teraz nie czułam się niekomfortowo.

To było naturalne.

Filip oparł się jednym ramieniem obok mojej głowy, zgiął rękę w łokciu i oparł głowę na dłoni.

Jego ciemne, długie, uwolnione przeze mnie z gumki włosy rozsypały się na jego ręce i plecach.

Drugą ręką gładził w zamyśleniu moje ramię, szyję i bok mojej głowy i patrzył na swoje palce.

- Jesteś taka piękna - powiedział cicho niby do siebie, a ja  ponownie wstrzymałam oddech.

Tak myślał?

Położyłam dłonie płasko na jego nagiej piersi, więc czułam pod palcami szorstkie włoski.

Patrzyłam szeroko otwartymi oczami w jego oczy, ale on nie skończył.

- Piękna, dobra, słodka i czysta - mówił dalej, po czym przerwał na kilkanaście sekund, bo dodać - Nie powinienem cię wciągać w moje życie.

Położył ciężej dłoń na boku mojej szyi i spojrzał mi prosto w oczu.

- Ale jestem egoistą - mówił - i chcę cię mieć dla siebie. Nawet, jeśli myślę, że dla swojego dobra powinnaś odejść.

- Filip… - szepnęłam i przesunęłam jedną rękę wyżej, na jego szyję i we włosy na karku.

- Nie - przerwał mi - Pozwól mi powiedzieć.

Zamilkłam, z trudem przełknęłam ślinę i skinęłam głową.

- Robiłem w życiu wiele różnych złych rzeczy. Bardzo wiele. Bardzo złych - wyjawił mi - Większość z tego była brudna, nielegalna, bardzo brzydka. Kradłem, oszukiwałem, zabijałem. Aniu! Nie chcę, żebyś była w to zamieszana.

Nie powiedział mi nic nowego, ale pierwszy raz usłyszałam to bezpośrednio od niego, więc zamknęłam usta i czekałam w napięciu.

- Powinienem cię przed tym chronić - tłumaczył - ale tak bardzo cię pragnę. Egoistycznie pragnę cię mieć dla siebie, nie pozwolić ci nigdy odejść.

To, że czuł się w ten sposób, myślał tak o sobie było prawie bolesne, ale cieszyłam się, że nie chciał mi pozwolić odejść.

Dłonią z jego włosów przejechałam po jego szyi i boku jego szczęki i zapatrzyłam się na jego piękne, rzeźbione usta.

- Więc nie pozwól - szepnęłam.

- Co? - szarpnął głową, więc spojrzałam w jego oczy.

- Nie pozwól mi odejść - powiedziałam mocniejszym głosem.

Uciekłam wzrokiem na jego ramię, a później zdecydowałam się na szczere wyznanie, które byłam mu winna i ponownie spojrzałam prosto w jego piękne, piwne oczy.

- Kiedyś czułam się lepsza od innych, bo przysięgłam sobie zachować czystość do ślubu - powiedziałam mu - Pogardzałam ludźmi, którzy kłamali, pili alkohol, palili papierosy, brali leki i uprawiali seks.

Przełknęłam ślinę, bo musiałam mu się przyznać do mojej największej głupoty, najgorszego aktu pychy, za który zostałam ukarana.

- A potem okazało się, że mój najmłodszy brat, zaledwie rok starszy ode mnie, najbardziej przeze mnie kochany, związał się z Królem Przestępców, Złym człowiekiem, i handlował narkotykami, brał udział w orgiach i libacjach alkoholowych.

- Aniu - Filip mruknął, jakby chciał mi przerwać, ale musiałam mu wszystko powiedzieć.

- Kiedy poszłam raz do niego, żeby go upomnieć, naprowadzić na dobrą drogę, bo myślałam w swoim zadufaniu, że mam prawo go oceniać i napominać, Król Przestępców był akurat u niego, by ściągnąć dług - zamknęłam oczy na wspomnienie tamtego upokarzającego wieczoru, kiedy to zmieniło się całe moje życie - Stałam tam dumna, wyprostowana i pogardliwie rzucałam mu w twarz jego grzechy.

Wciągnęłam drżąco powietrze.

- A kiedy Zły spojrzał na mnie, a ja pyskowałam o czystości, wymyślił sobie, że weźmie mnie jako spłatę długu i zaproponował układ - otworzyłam oczy i patrzyłam wprost na Filipa.

- Aniu… - głos Filipa był naglący, jakby nie chciał słuchać dłużej ani słowa.

- Wyszłam wtedy stamtąd - wyznałam - Odrzuciłam jego awanse. Ale on nie zapomniał. A mój brat zapłacił swoim życiem.

Ostatnie słowa powiedziałam z bólem, z którym żyłam od lat, bo mój brat zapłacił nie tylko życiem.

Zapłacił również godzinami tortur, o czym z radością doniósł mi Zły, kiedy próbował ponownie namówić mnie, bym została jego utrzymanką.

Schowałam twarz w piersi Filipa i przez kilka minut oddychałam ciężko, a on mi pozwolił.

Potem odchyliłam głowę i spojrzałam na niego.

- Nieznajomy pracował dla Złego - kontynuowałam cichym głosem - Ostrzegł mnie, kazał mi uciekać, kiedy zrobiło się niebezpiecznie. Nauczył mnie, jak się kryć. Kupił mi nowe tożsamości. To on nauczył mnie, że ktoś, kto czasem robi coś złego, może tak naprawdę być dobry.

Filip patrzył na mnie w milczeniu.

- Robiłeś złe rzeczy - podsumowałam, głaszcząc bok szczęki Filipa - ale miałeś dobre intencje. Chciałeś pomóc cioteczce utrzymać rodzinę.

- Powiedziała ci - wymamrotał Filip.

- Tak - szepnęłam i pogładziłam czubkami palców skórę pod jego okiem.

Kochałam go.

Byłam tego całkowicie świadoma i bałam się tego.

Ale musiałam to przyznać przynajmniej przed sobą.

- Masz takie piękne oczy - wyszeptałam nagle.

Spojrzał na mnie zaskoczony, a potem uśmiechnął się powoli i seksownie.

I stał się jeszcze piękniejszy.

 *****

Filip

Godzinę później

Chryste Wszechmogący.

Kochał ją.

Niezależnie od tego, co czuł na temat tego, czy powinien, jak bardzo go to pieprzyło, zakochał się w tej cudownej, słodkiej kobiecie, która właśnie ufnie wtulała się w jego brzuch nago plecami, chociaż przez tygodnie mieszkania z nią nigdy, ani razu nie zauważył, żeby choćby przemykała nago do łazienki.

Kurwa, czerwieniła się nawet, jak pomagał jej rozpiąć pieprzone guziki czy też zdjąć cholerną bluzkę i spodnie.

Ktoś, kto czasem robi coś złego, może tak naprawdę być dobry.

Jej słowa dźwięczały mu w uszach.

Filip nie znał bezinteresownej miłości, jaką inni dostają od rodziców, dziadków czy innych osób.

Gdyby nie cioteczka Thelma i jej rodzina, nigdy w ogóle nie znałby miłości w swoim życiu.

Został jako gówniany noworodek znaleziony przypadkiem na pieprzonym śmietniku i nawet jeszcze nie odpadła mu cholerna pępowina.

Ze swoich jebanych akt, które wyciągnął nielegalnie, dowiedział się, że tuż po urodzeniu miał alkohol we krwi i przez to nie dostał się nigdy do pieprzonej adopcji, bo kolejni potencjalni cholerni rodzice obawiali się u niego FAS, czyli Alkoholowego Efektu Płodowego.

Bali się tego, na co mógłby chorować przez jego własną pierdzieloną matkę-ćpunkę i alkoholiczkę, która nawet go nie chciała.

Nie dbała o niego nawet na tyle, żeby nie pić.

Więc od wczesnego dzieciństwa przechodził przez kolejne rodziny zastępcze, aż jako dziesięciolatek trafił do domu cioteczki.

Był trudnym dzieckiem.

Wiedział o tym teraz.

Cioteczka była pełna miłości i cierpliwości, więc ciężko napracowała się nad tym, żeby się całkowicie nie stoczył w gówno już jako nastolatek.

Kiedy tylko ukończył odpowiedni wiek, a nawet wcześniej, bo trochę sfałszował swoje dokumenty, trafił do wojska, a zaraz potem na pieprzoną misję.

Nie miał nawet dwudziestu lat.

Komuś spodobało się to, jak sobie radził z elektroniką.

Miał szczęście, że od razu na pierwszej akcji spotkał Davida.

Natychmiast nawiązali współpracę, bo David szybko mu zaufał, chociaż Filip nadal nie wiedział dlaczego.

Potem, po powrocie, ich drogi nieco się rozeszły, bo Filip potrzebował dużo pieniędzy dla cioteczki, a David nie pochwalał tego, jak Filip je zdobywał.

Ale kumpel nadal trochę mu pomagał.

Niezależnie od tego, ile przeżył i co w życiu widział, Filip umiał teraz rozpoznać to, co czuł.

A była to czysta miłość, nieskażona nawet pożądaniem, jakie czuł do Ani.

Seks tylko to uzupełniał.

Więc, kiedy zobaczył, jak po ich powrocie z kolacji u cioteczki poszła szybko do sypialni ze skulonymi ramionami, bo poczuła się wygoniona przez niego, bo dokładnie to zrobił, wygonił ją, popieprzyło go to.

Ale jeszcze myślał, że wytrzyma.

Da radę odsunąć się i utrzymać ją w czystości.

Ale potem wróciła i poprosiła go o rozpięcie tej pieprzonej sukienki.

Sukienki, która kosztowała Filipa cholerne godziny tortur, bo podkreślała kształty Ani i powodowała, że marzył o tym, żeby ją z niej zdjąć.

Albo przynajmniej ją dotknąć.

Kiedy potem wróciła prawie biegiem do sypialni z odsłoniętymi plecami, on stał pod drzwiami i słyszał, jak Ania, tuż za nimi, a potem nieco dalej, wstrzymywała oddech, więc wiedział, że starała się nie płakać.

Zranił ją.

Nie mógł tego znieść.

Nie chciał jej ranić.

Dlatego wtargnął do sypialni i padł na kolana, czego nie zrobił nigdy dla nikogo i błagał ją o wybaczenie.

Już wtedy powinien wiedzieć.

Powinien poczuć, że to była miłość.

Ale byli w trakcie rozbierania się, więc podniecenie ogarnęło ich oboje.

Po wszystkim Filip zaczął myśleć, że dobrze się stało, bo jego miłość została uzupełniona o bliskość, o jakiej nie śmiał marzyć.

Ania była słodka, czysta i niewinna, ale niesamowicie gorąca.

Tak namiętna, że przez to pomylił się za pierwszym razem, bo sądził, że to z doświadczenia.

A teraz myślał o tym, jakie to było wspaniałe.

Kurewsko genialne!

Mógłby ją wiele nauczyć.

Kiedy usłyszał ją, mówiącą o tym, że podobają jej się jego oczy, wiedział, że może wziąć to od niej jeszcze raz, ale tym razem zamierzał jej to pokazać.

Dlatego właśnie pochylił się, żeby ją pocałować, a kiedy się rozgrzali, odsunął się i powiedział  - Weź go.

Jego głos wskazywał na jego podniecenie, a ona jeszcze tego nie rozpoznawała.

Filip wiedział to, kiedy się zawahała.

Ania nigdy nie słyszała takiego głosu od mężczyzny, ale nauczy się.

Nauczyła się tego dnia, że wystarczył jej dotyk, żeby jego kutas stwardniał i domagał się pieszczoty.

Odchyliła kołdrę i spojrzała na niego.

Pieprzyć go!

Filip lubił ten zachwyt malujący się na jej twarzy.

Kiedy go objęła delikatnie, jakby był ze szkła, Filip prawie się zaśmiał, chociaż nie było mu do śmiechu.

Jego kutas zaczął być obolały i pożądał mocnego uchwytu jak szalony, więc Filip ujął paluszki Ani swoimi palcami, by wzmocnić jej nacisk, a później przeciągnął ich połączonymi dłońmi po kutasie.

- O, tak właśnie - wymruczał - Mocno.

Potem zabrał dłoń, a Ania, pieprzyć go, powtórzyła ten ruch prawie idealnie tak samo, zaciskając palce tak, że prawie doszedł od jednego pogłaskania.

Kurwa, jak dobrze!

Jęknął.

Rzucił się ustami do jej ust.

- Przepraszam cię - wymamrotał tam - Nie wytrzymam. Jest za dobrze.

Nie wydawała się mieć nic przeciwko temu.

Wręcz przeciwnie, natychmiast rozłożyła nogi i pociągnęła kutasa, jakby chciała go wprowadzić sobie do środka.

- Gumka - mruknął Filip.

- Och - szepnęła i zabrała rękę, ale wygięła szyję, żeby patrzeć.

Więc pokazał jej, a nawet specjalnie podniósł pakiecik, żeby obejrzała sobie jak go rozrywał i wyciągnął gumkę.

Cały czas ją ucząc.

Zamierzał ją dużo nauczyć.

Bardzo dużo.

Oddawała mu się namiętnie, więc wiedział.

Lubiłaby to.

To byłoby ich życie.

To była jego kobieta.

Jego Ania.

 Dlatego teraz właśnie, patrząc w przyszłość z ufnością, Filip przytulił mocniej swoją kobietę, pocałował ją w ucho i wymamrotał - Śpij, kochanie.

- Dobranoc, Filip - odszepnęła i przycisnęła się do niego krótko, a potem ułożyła się wygodniej otoczona jego ramionami.

Po kilku minutach Filip poczuł, że jej ciało rozluźniło się.

Po kolejnych kilku minutach jego ciało również się rozluźniło.

Oboje zasnęli.


 

1 komentarz: