Rozdział 16
Filip
Dwa i pół miesiąca później
Filip
stał na werandzie domu Davida przodem do jego tylnego, małego podwórka, ale
odwrócił się na słowa kumpla.
-
Kurwa, Cichy, nienawidzę tego - powiedział David, a Filip wiedział doskonale,
że jego przyjaciel właśnie tak się czuł.
Bezradny.
Dokładnie
tak samo jak sam Filip, bo wiedzieli za mało i nie mogli działać.
Filip
nadal nie chciał nic mówić Ani.
Chciał,
żeby miała spokój.
Żeby
czuła się bezpieczna.
Zadomowili
się, osiedlili, mieli plany na przyszłość.
W
ciągu ostatnich miesięcy dużo się zadziało, ale wszystko było dobre.
W
czerwcu spotkali się ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi i znajomymi na kolejnym rocznicowym
grillu w tym kompleksie mieszkaniowym, w którym się to wszystko zaczęło.
Nie
tylko dla Ani i Filipa.
Dla
nich wszystkich.
Ania
i Filip byli tam po raz pierwszy razem.
Filip
w ogóle po raz pierwszy.
Przyszli
wszyscy faceci pracujący w ich jednostce w Fire Station 13, a nawet ci, którzy
byli tam od niedawna lub na zastępstwo, wszystkie ich kobiety, Alice i Eddie
oraz, oczywiście, a może przede wszystkim ci z przyjaciół, którzy nadal mieszkali
w kompleksie.
I
masa dzieciaków.
Więc
Filip, kiedy się tego dowiedział od innych, że tak będzie, zabrał tam również
dzieciaki od cioteczki Thelmy, żeby ona mogła odpocząć, a oni mogli się pobawić
z innymi dziećmi.
Większości
nowych mieszkańców kompleksu, którzy też przyszli, Ania i Filip nie znali.
Nie
było to ważne, bo bawili się w swoim gronie, które przecież było bardzo liczne
i wciąż się rozrastało.
Przy
kilku stołach ich przyjaciele siedzieli w mniejszych grupkach, które czasem się
mieszały i rozmawiali o wszystkim i o niczym.
Żartowali,
jedli steki i kiełbaski z grilla oraz smakołyki, które przygotowały kobiety z
tej okazji i pili piwo, które przynieśli faceci.
Poznawali
nowych ludzi.
Tom
przyszedł ze swoim o-rok-młodszym bratem, Lukiem.
Byli
tak do siebie podobni, że fizycznie na pierwszy rzut oka można było uznać ich
za bliźniaków.
Dopiero
kiedy się odzywali, poruszali, reagowali na coś, było widać różnicę, bo Luke
był nieco bardziej pewny siebie niż Tom, a wręcz czasem arogancki wobec innych,
których przecież właśnie poznawał.
Tom
robił dużo lepsze wrażenie pod tym względem, ale być może wszyscy sądzili po
pozorach, bo nie znali ani jednego, ani drugiego.
Oli
przyszedł z Leną, swoją żoną, i przyprowadził też swoją „kuzynkę”, ale Filip
uznał, że nie było między nimi faktycznego pokrewieństwa, tylko podobieństwo
losów.
Kapitan
strażaków przedstawił nową imieniem Hannah, ale ona najpierw powiedziała, żeby
mówić na nią Anie, a po poznaniu Ani, zmieniła zdanie.
Jakby
wycofała się.
Wyglądała
na zgrabną, chociaż jej sylwetka była okryta workowatą bluzką i spódnicą do
kostek pomimo gorąca.
I
bardzo się garbiła.
Miała
jasnoblond włosy, które spięła ciasno z tyłu głowy w gruby warkocz, błękitne
oczy, które miała zwykle spuszczone na ziemię i okrągłą twarz.
Kobieta,
a właściwie dziewczyna, wyglądała na byłą mormonkę jakimi byli Olgierd i Lena,
ale nie z ubioru czy nakrycia głowy tylko z zachowania.
Po
pierwsze, jakby z nawyku, zaczęła usługiwać mężczyznom.
Filip
zwrócił na to uwagę, bo Ani podobało się to, że byli partnerami właściwie we
wszystkim, ale inni mężczyźni też to zauważyli, a Billy, ten facet, co pracował
z Davidem, Jimmy’m i Alex’em zaczął ją wyręczać.
Speszyła
się.
Potem
okazało się, że była nauczycielką angielskiego w szkole Berta i Matta, więc
dzieci, które ją znały i najwidoczniej lubiły, zaprosiły ją do zabawy.
Dała
się porwać i rozbawiła się.
Z
San Jose przyjechali syn Evy, Mick, z jej synową, Dorą i ich dziećmi, których
Filip już kiedyś spotkał, ale nie zdążył właściwie poznać.
Nie
chciał.
Tym
razem Eva nie odpuściła.
Przedstawiła
ich sobie wzajemnie, mówiąc synowi o Filipie „geniusz komputerowy” i
opowiadając o jego systemach zabezpieczeń komputerów firmowych, kiedy Filip
słuchał z pustą twarzą i kończącą się cierpliwością, dopóki nie zobaczył
spojrzenia swojej Ani.
Chryste!
Jego
kobieta była dumna z tego, że jej
przyjaciółka tak o nim mówiła.
Więc
postanowił trochę wyluzować i pogadać z nimi.
Żeby
tylko dłużej oglądać ten wyraz jej twarzy.
Cudowny.
A
Eva później opowiedziała im jednym tchem o swoim synu i synowej z zauważalną dumą
matki, jako o pracownikach firmy robiącej oprogramowanie do samochodów, w tym
elektrycznych.
Chociaż,
akurat Dora była grafikiem komputerowym, więc chyba miała więcej wspólnego z
Sandrą, dziewczyną Josha, Dzieciaka, która projektowała strony internetowe.
Więc
wszyscy mieli wspólne tematy.
Pogadali,
nawet było ciekawie i Filip stwierdził, że może trochę to lubił.
A
jego Ania przez cały czas rozmawiała z kobietami i śmiała się w głos.
Więc
ona na pewno to lubiła.
Filip
pił piwo, przerzucał się gównem z facetami i patrzył na nią, bo była coraz
piękniejsza, kiedy tak jaśniała spokojem i szczęściem.
Kurwa!
Pamiętał
ten moment kilka dni wcześniej, kiedy pochwaliła się kobietom pierścionkiem i
zaręczynami, bo chyba specjalnie odczekała na taki, żeby byli razem.
Zrobiła
to po swojemu, cicho i prosto, patrząc na niego, kiedy mówiła o tym do swoich
przyjaciółek.
Ale
cholerna Sophie złapała za rękę Ani z pierścionkiem, zaczęła ją ciągnąć i
krzyczeć, wołając przy tym:
-
Jaki cudny. Pasuje do ciebie idealnie. Założę się, że nie będzie ci
przeszkadzał w pracy.
I
takie inne gówna.
Pozostałe
kobiety cieszyły się ciszej, ale również było widać w tym szczerość i
zadowolenie z jej, ale również z jego
szczęścia.
Tak.
Filip
zobaczył to w spojrzeniu Maggie, Evy, a nawet później facetów, które zostało
skierowane w jego stronę.
No,
faceci go głównie poklepali po plecach, ale… cokolwiek.
Filip
nagle poczuł, że miał rodzinę.
Taką
posklejaną, ale nie mniej prawdziwą.
Złożoną
z przyszywanych braci i sióstr.
Oczywiście,
jego bliższa rodzina, czyli cioteczka Thelma i dzieciaki, też byli szczęśliwi z
ich powodu i gratulowali im.
Ale
Filip tego się spodziewał, bo oni dawno
oczekiwali zaręczyn, jako kolejnego, konsekwentnego kroku, więc sam zachęcił
Anię do pokazania cioteczce pierścionka, kiedy byli tam w odwiedzinach.
Dziewczyny
natychmiast zaczęły marzyć o sukienkach i sypaniu kwiatków.
Cioteczka
i Betsy zaczęły się dopytywać o termin i plany związane ze ślubem i weselem.
Ale
Filip zbył to wszystko unikami, bo nie rozmawiali jeszcze o tym z Anią, skoro
zaczynała studia medyczne, które miały trwać przynajmniej sześć lat.
Musieli
uzbroić się w cierpliwość.
W
lipcu Ania zdała w końcu wszystkie pieprzone egzaminy, odłożyła te swoje książki
i uspokoiła się.
Cholera.
Dopiero
wtedy Filip zobaczył, jak bardzo była zdenerwowana tymi cholernymi testami, ale
nie okazywała tego, tylko była nieco spięta i milcząca.
Filip
zastanawiał się, czy wystarczająco ją wspierał.
Dopiero
później dało się z nią spokojnie porozmawiać.
Po
zdaniu testów, Ania zgodziła się na pojechanie w odwiedziny do swojej siostry
do Lafayette na weekend, a potem, na kilka dni do Teksasu.
Ale
wcześniej Filip dał jej długo odkładany prezent Gwiazdkowy, który trzymał
schowany w jego już-nie-takim-tajnym mieszkaniu ze strachu, że Ania mogła się
na niego pogniewać.
Ucieszyła
się.
Ale
też była zaskoczona.
Był
to nowy stetoskop, a w czasie Gwiazdki jeszcze przecież nie rozmawiali o jej
planach związanych z medycyną.
Więc
Ania dowiedziała się czegoś nowego o Filipie.
Że
miał intuicję i nieźle rozpoznawał charaktery ludzi.
Chociaż
sam Filip, oczywiście, zwątpił w swoją pieprzoną intuicję po tym, jak cholernie
bardzo pomylił się co do Ani te kilka
miesięcy wcześniej.
I
zachował się wobec niej jak pieprzony kutas, co gryzło go nieustannie i
powodowało u niego wyrzuty sumienia.
Do
Teksasu polecieli samolotem, a na miejscu wynajęli samochód, by poruszać się
swobodnie po okolicy i by Filip mógł zobaczyć, gdzie było rancho dziadków Ani,
a Ania mogła odwiedzić groby jej rodziny.
Nie
obyło się bez łez.
Rancho
Jenny sprzedała, zgodnie z ich umową, bo żadna z nich nie miała zamiaru się nim
zajmować.
Było
przeznaczone dla jednego z braci, a oni nie żyli.
Nadal
zwiedzili je, a właściwie jego pozostałości, przebudowane przez nowych
właścicieli po przejściu Harveya.
Z
domu dziadków Ani nie zostały nawet gruzy.
Ale
ta wizyta i odwiedzenie przez Anię grobów rodziny, pozwoliły jej na
odpuszczenie przeszłości i pójście dalej.
To zrobili tak, jak
zalecił im Tim.
A
Filip wspierał Anię, jak umiał najlepiej i w jedyny sposób, w jaki mógł.
Swoją
obecnością.
A
przy okazji Filip przekonał się, a właściwie odczuł to, że Ania miała faktycznie dużą rodzinę, którą straciła jednego dnia.
Kurwa!
Filip
nigdy nie zapomni tego widoku.
Stali
na tym równinnym, pustym cmentarzu, wypełnionym tylko stojącymi w pionowo płytami
nagrobnymi, równo skoszoną trawą, nielicznymi kwiatami leżącymi przy płytach i
Filip z zaciśniętą piersią czytał napisy na jedenastu podobnych do siebie tablicach,
które były ustawione w dwóch rzędach.
Na
wszystkich widniała ta sama data śmierci.
Płyty
z nazwiskami Peter i Annette Philision stały obok płyt Madison i Matthew West,
a za nimi cztery płyty z imionami męskimi i dwie z żeńskimi, wszystkie z
nazwiskiem Philision.
I
nieco z boku płyt rodziców Ani nieco jaśniejsza, więc najwidoczniej dostawiona
ostatnio, płyta z nazwiskiem jej najmłodszego brata, Andrew Philisiona, bez
daty śmierci.
Dziadkowie,
rodzice, pięciu braci i dwie bratowe Ani.
Jezu
Chryste!
Dopiero
ten widok sprawił, że Filip docenił to, że Ania śmiała się i wyglądała na
szczęśliwą w otoczeniu ich przyjaciół i rodziny jej siostry.
Nie
tylko Filip dostał z nimi nową rodzinę.
Oboje
ją mieli.
I
oboje mogli patrzeć w przyszłość.
A
teraz był sierpień, Alex i Sophie z okazji pierwszej rocznicy ich ślubu
wyjechali w pieprzoną podróż do Europy, więc Ania została poproszona przez Oli’ego
o częściowe zastępstwo za Alexa.
Nie
w pełnym wymiarze godzin, ale i tak cholernie niedogodnie.
Gówniany
zbieg okoliczności.
Bowiem
właśnie cholernie niedawno Filip dostał bardzo, bardzo kurewsko złe
wieści, którymi nie bardzo chciał się podzielić z Anią, ale którymi podzielił
się z Davidem.
Carlos
Nebuenitto uciekł z więzienia.
Kiedy
Driver zadzwonił do Filipa z prośbą o szybkie pieprzone spotkanie na osobności, ten nie miał dobrego przeczucia,
chociaż jeszcze miał cholerną nadzieję, że chodziło o jakiś niezbyt czysty pieprzony
interes.
Co
zamierzał odrzucić w cholerę.
Marty
jednak bez pieprzonego owijania w bawełnę wyjawił Filipowi to, czego cholernie dowiedział
się od jednego ze swoich dawnych kontaktów, które pozostały mu po opuszczeniu pieprzonego
życia związanego z gangiem.
Gówno.
Były
to szczegóły pieprzonej ucieczki z jebanego więzienia pieprzonej grupki cholernie
niebezpiecznych mężczyzn, w której skład wchodził pieprzony Carlos jebany Nebuenitto.
Kurwa! Kurwa! Kurwa!
Dawny
Król Przestępców z Luizjany nie miał pieprzonego majątku, za pomocą którego
niegdyś rządził wieloma pieprzonymi ludźmi, ale nadal miał posłuch u kilku cholernie
niebezpiecznych.
Skurwiel
wykorzystał stare przysługi.
Więc
należało się cholernie spodziewać w kurewsko niedługim czasie jego wizyty w SLC
i próby pieprzenia im w życiu lub innej próby jakiejś popieprzonej formy
rewanżu za jego jebane „rozczarowania”.
Filip
natychmiast po rozstaniu się z Driverem pojechał swoją terenówką do swoich
komputerów i cholernie zweryfikował te pieprzone wieści grzebiąc w sieciach
służby więzienniczej i FBI.
Zagrożenie
było realne.
Kurwa!
Dla
Ani i dla Filipa.
Ania,
pracująca w pieprzonej remizie bez ciągłego nadzoru Filipa, była teraz nawet w
większym niebezpieczeństwie niż wcześniej, bo sukinsyn był zdeterminowany, by
dokonać swojej popieprzonej zemsty.
Osobiście.
A
Filip był rozdarty.
David
go przekonywał do poinformowania Ani.
Filip
naprawdę bardzo chciał, żeby Ania
była swobodna i szczęśliwa, ale znał ją i wiedział, że potrafiłaby zadbać o
siebie, jeśli znałaby zagrożenie.
Westchnął
ciężko.
Gówno.
-
Dobrze - przyznał w końcu rację przyjacielowi - Powiem jej, ale jeszcze nie pieprzone
teraz. Najpierw, kurwa, porozmawiamy
z chłopakami. Zaplanujmy coś do cholery.
-
Okej, Cichy - powiedział David - Więc zróbmy tak. Ponieważ możemy się spotkać
dopiero w piątek, a to za dwa pieprzone
dni, będziemy jej pilnowali na zmianę bez
jej cholernej wiedzy. Ja zajmuję się nią, jak będzie w pierzonej pracy i cholernie
wciągam w to Jimmy’ego i Alexa, żeby mieli oko. A ty, kurwa, zajmujesz się nią
w waszym domu i stawiamy, kurwa, na Strzałę i Drivera, żeby jeździli czasem po waszej
pieprzonej okolicy i żeby cholernie pilnowali ją, jakby jechała na pieprzone zakupy
czy do kobiet.
-
Okej - mruknął trochę uspokojony Filip.
Na
Davida mógł zawsze liczyć.
To
był jakiś plan.
Może
nie doskonały i nie na dłużej, ale był.
Filip
spojrzał na kobiety, siedzące za oknem w salonie Davida.
Kiedy
tylko Big Ben i As wrócą do pieprzonego SLC, faceci zbiorą się cholernie ponownie,
a może do tego czasu Filip dowie się czegoś kurewsko więcej.
-
Cichy - zawołał go David - Może wciągnę w to Taylora?
-
Poczekaj, Oko - odparł Filip - Najpierw Ania.
David
zacisnął wargi, ale skinął głową i razem weszli do domu, w którym były ich
kobiety z Evą, Sophie i Alice.
Wszystkie
spojrzały na nich uważnie.
Gówno.
Jakoś
Filip miał wrażenie, że po tym nie obędzie się bez pytań, ale wiedział, że Ania
jego nie zapyta.
Ufała
mu.
*****
Anna
Dzień później
Jechałam
po szóstej wieczorem z pracy do naszego domu moim nowym Audi i panikowałam jak
diabli.
Jak
nigdy dotąd.
Bo
ktoś mnie śledził.
A
ja bałam się wrócić do domu i ściągnąć go tam za sobą.
O,
Matko Jedyna!
Nie
wiedziałam, co mogłabym zrobić.
Oli
uzgodnił coś tam z Filipem za moimi plecami, więc jeździłam do remizy tylko na
dzienne zmiany, ale to nawet lubiłam.
Trochę
podejrzewałam, że było to związane z faktem, że Filip nie lubił spać beze mnie
i nie winiłam go za to.
Ja
też nie lubiłam spać bez niego, kiedy musiał mnie opuścić, wyjeżdżając do pracy
gdzieś tak daleko, że wracał w środku nocy lub zostawiał mnie w łóżku samą nad
ranem.
W
pracy David wodził za mną wzrokiem tak, jak zdarzało się to przed moim
porwaniem, ale sądziłam, że robił to z nawyku.
Przez
kilka miesięcy nie było mnie w remizie.
Tylko
zachowanie Jimmy’ego i Alexa mnie trochę dziwiło.
Niby
po koleżeńsku i w żartach, ale pilnowali, żebym nie została nawet na sekundę
sama, kiedy byliśmy poza remizą.
Jak
nie oni.
A
dzisiaj David odprowadził mnie do samochodu, co też nie było dziwne samo w
sobie, bo skończyliśmy pracę i wyszliśmy prawie wszyscy razem, jednocześnie,
ale to David był tym, który później został oparty ramieniem o drzwi swojego Grand
Cherokee i z tylnej kieszeni spodni wyjął swój telefon.
I
widziałam, że mówił do niego krótko, kiedy wyjeżdżałam z parkingu, a potem
rozłączył się i wsiadł do swojego SUV-a.
Coś
się działo.
Poprzedniego
dnia byliśmy z Filipem na zakupach spożywczych, a on zdenerwował się na mnie w
sklepie, kiedy zniknęłam mu z oczu w alejce z makaronami.
Warczał
na mnie.
Jak
nigdy.
Nigdy
od czasu, kiedy Król był w więzieniu.
Potem
Maggie zabroniła mi przyjeżdżania do niej, do pomocy przy dzieciach, bo
powiedziała coś o niespodziewanej wizycie Alice i konieczności wyjazdu z
dziećmi na basen rehabilitacyjny czy coś takiego.
Nie
zrozumiałam jej.
Trochę
bełkotała.
Gdybym
jej nie znała, pomyślałabym, że kłamała.
Ale
Maggie nie lubiła kłamać.
To
z kolei spowodowało, że byliśmy we dwójkę z Filipem w domu przez prawie cały
dzień, z wyjątkiem jednej godziny, kiedy musiał pojechać do swoich komputerów.
Kiedy
zaproponowałam, że pojadę w tym czasie do biblioteki, prawie zrezygnował ze
swojej pracy, więc, widząc jego zdenerwowanie, powiedziałam, że zostanę w domu.
A
teraz żałowałam, że nie zmusiłam go do rozmowy.
Filip
coś ukrywał przede mną.
I
było to coś złego.
Byłam
już wcześniej zdezorientowana i zdenerwowana tym wszystkim, a teraz doszło coś
jeszcze gorszego, bo ktoś mnie śledził.
Widziałam
to.
Kiedy
bowiem odjechałam trochę od remizy, zauważyłam za sobą czarnego pickupa, Toyotę
Hilux, który spodobał mi się, więc raczej uważnie patrzyłam na niego w tylnym
lusterku, a potem jechał obok mnie i widziałam go skręcającego w lewo, więc
mogłam go obejrzeć z różnych stron.
Bardzo
ładny.
W sam raz dla Filipa
- pomyślałam.
Ale
później zobaczyłam go ponownie, kiedy jechał znowu za mną prawym, wolnym pasem
i nie skręcił w prawo na nakazie, ale pojechał za mną.
Wyraźnie
za mną.
Przestraszyłam
się.
Co jest?
Postanowiłam
to potwierdzić i nie informować Filipa, gdyby mi się coś wydawało, chociaż
później i tak bym mu powiedziała, żeby to sprawdził, więc postarałam się
zapamiętać numery jego tablic rejestracyjnych.
Skręciłam
chaotycznie kilka razy w przypadkowe uliczki, a on ciągle znajdował się za mną
lub obok mnie po przejechaniu przecznicy lub dwóch.
O,
Matko!
Więc
się postarałam.
Kiedy
go wreszcie zgubiłam, wjechałam na parking podziemny pewnego biura,
zaparkowałam w najdalszym ciemnym kącie, zgasiłam światła, silnik i zadzwoniłam
do Filipa.
-
Skarbie - usłyszałam jego zdenerwowany głos - gdzie ty do cholery jesteś?
-
Cichy - mówiłam przerażonym szeptem, jakby ktoś miał mnie tu usłyszeć i zaatakować
- Ktoś mnie śledził.
Odpowiedziała
mi chwila ciszy, więc sprawdziłam na wyświetlaczu czy na pewno miałam zasięg.
Był.
Przysunęłam
telefon z powrotem do ucha.
-
Cichy, słyszysz? - szeptałam nieco głośniej, a po kolejnej chwili ciszy dodałam
- Zgubiłam go, ale…
Filip
wreszcie się odezwał.
-
Co? - zareagował dziwnie, bo wydawało mi się, że się krztusił - Zgubiłaś?
-
No… - zawahałam się, bo nie rozumiałam jego reakcji - T-tak.
Odpowiedział
mi ryk śmiechu.
Dosłownie!
Mój
Cichy na mój strach zareagował
śmiechem tak głośnym, że musiałam odsunąć telefon od ucha.
Skrzywiłam
się.
-
Co w tym śmiesznego? - zasyczałam do
niego, kiedy wreszcie się trochę uspokoił, a ja czułam ogarniającą mnie złość.
-
Gdzie jesteś? - zapytał mnie, ale wciąż słyszałam jego uśmiech.
-
Niedaleko twojego mieszkania… - przyznałam mu - na parkingu podziemnym. Cud, że
mój telefon ma tu zasięg.
-
Chryste, kobieto - zawołał - zabijesz
mnie!
O,
Matko!
A
co to niby miało być?
-
Okej - powiedział ostatecznie trochę poważniejąc - Czekaj tam, aż dam ci znać.
Potem spotkamy się w mieszkaniu.
-
Wyjaśnisz mi to - warknęłam wreszcie naprawdę zła na niego.
-
Tak - powiedział i rozłączył się.
O,
rany!
On…
się… po prostu… rozłączył!
Też
coś!
Siedziałam
wściekła za kierownicą mojego SUV’a, patrzyłam w ekran swojego pięć-miesięcy-temu-nowego
telefonu i starałam się znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie tego, co się stało,
żeby trochę ochłonąć.
I
trochę mi się udało.
Minęło
zaledwie pięć minut, kiedy mój telefon się odezwał.
Filip.
-
Przyjedź - rzucił krótko i rozłączył się.
Znowu!
Wrrrr!
Moje
zdenerwowanie, które zdążyłam nieco ostudzić, wzrosło ponownie do poziomu
wrzenia.
Ręce
mi drżały, zęby zaciskały się bezwiednie, więc postarałam się rozluźnić, żeby
jechać bezpiecznie.
Wzięłam
głęboki wdech i zatrzepotałam palcami po bokach głowy, a potem wypuściłam
powietrze przez usta - Fuuu.
Załączyłam
silnik przyciskiem, bo był w systemie Keyless, zapięłam pasy, które zdążyłam
odpiąć, kiedy się odprężałam, wzięłam jeszcze jeden głęboki wdech na wyciszenie
i wyjechałam z parkingu, starając się jechać spokojnie i łagodnie, jakby nic
się wcześniej nie stało.
Skupiałam
się na spokoju i bezpiecznej jeździe, więc dopiero, kiedy skręcałam na miejsce
parkingowe, które znałam z poprzedniej wizyty w mieszkaniu Filipa, zauważyłam
znanego mi już pickupa Toyoty, stojącego tuż obok Rubicon’a Filipa.
A
obok niego, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, nogami wyciągniętymi przed
siebie i skrzyżowanymi w kostkach, oparty niedbale o drzwi od strony kierowcy,
stał Strzała.
O,
Matko Boska!
To
był samochód Strzały!
Chris,
pseudonim Strzała, właściciel Christopher’s Prime Tavern & Grill, przyjaciel
Cichego był tym, który śledził mnie
od remizy.
Zaparkowałam
bardzo ostrożnie, koncentrując się z całej siły, by nie wjechać wprost na
ścianę parkingu przede mną.
Albo
może, lepiej, w jego samochód.
Wysiadłam
i sztywno odwróciłam się do niego przodem.
Nie
zdążyłam się odezwać.
-
Kurwa, kobieto - natychmiast powiedział do mnie z podziwem w głosie - Jak ty to zrobiłaś?
Z
zaskoczenia zamrugałam gwałtownie, jednocześnie stanęłam w miejscu jak wryta i
otworzyłam usta.
Co???
Moja
złość częściowo wyparowała, ale kotłowała się gdzieś tuż pod powierzchnią,
gotowa nagle wybuchnąć.
-
C-co? - zapytałam, kiedy byłam wreszcie zdolna do jakiegokolwiek ruchu.
-
Jak dotąd jeszcze nikt mnie nigdy nie zauważył, a co dopiero zgubił
- wyjaśnił Chris, właściciel modnej restauracji, który był przyjacielem Filipa.
Wyprostowałam
się.
-
To może nie należało jechać za mną takim wypasionym pickupem - warknęłam i
skinęłam głową w stronę jego Toyoty.
Zachichotał.
-
Racja - mruknął potem - I tak jesteś dobra - przyznał z łobuzerskim uśmieszkiem,
którym przypominał mi mojego
Niegrzecznego Chłopca, a potem odepchnął się od swojego samochodu i dokończył -
No chodźmy, bo Cichy się wścieka, że jesteśmy tu za długo.
Kiwnął
brodą w stronę kamery, o której całkiem zapomniałam.
No
tak.
Cichy
patrzył.
Wrrrr!
Spojrzałam
w tamtą stronę nie maskując złości.
Weszliśmy
do mieszkania bez tego kluczenia po labiryncie, jakie Filip mi zafundował za
pierwszym razem, ale już zdążył mi powiedzieć, że wypuścił na sprzedaż dwa
mieszkania, które tu miał, żeby je rozwinąć.
Filip
nam otworzył, jeszcze zanim Strzała podniósł rękę, by zapukać, więc wiedziałam,
że patrzył.
Weszliśmy,
a Cichy za nami zamknął na klucz.
W
pokoju stali David, Jimmy i Driver.
O,
Matko!
O
co chodziło?
-
Aniu - westchnął Filip z ulgą i wreszcie
przyciągnął mnie do siebie, objął ramionami i zacisnął je tak mocno, że zabrakło
mi tchu.
Bał
się o mnie.
No
to już wcale nie byłam zła.
Objęłam
również jego i oddałam mu uścisk, chociaż o wiele słabiej, a potem odsunęłam
się, żeby spojrzeć uważnie w jego oczy.
Był
zawstydzony.
-
Cichy - mruknęłam - co się…
-
Przepraszam, Skarbie - przerwał mi - powinienem ci był wszystko powiedzieć, jak
tylko się dowiedzieliśmy.
Przypomniałam
sobie dziwne zachowanie ich dwóch, Filipa i Davida podczas spotkania w domu
Davida i Maggie.
Już
wtedy miałam ochotę go spytać, co się stało, ale wstrzymałam się, licząc na to,
że w końcu Filip mi wszystko powie.
Najwyraźniej
nie chciał mi powiedzieć i działał za moimi plecami.
Zacisnęłam
usta, wyprostowałam się i patrzyłam na niego.
-
Carlos Nebuenitto uciekł z więzienia - powiedział cicho David, patrząc mi przy
tym prosto w oczy, bo odwróciłam się w jego stronę, jak tylko zaczął mówić.
Wciągnęłam
gwałtownie powietrze do płuc przez otwarte usta.
O,
nie!
Tylko
nie to!
-
Skarbie - Filip zwrócił moją uwagę na siebie.
-
Cichy - szepnęłam - co my teraz zrobimy.
Oparłam
się na nim całym przodem siebie, obie dłonie rozłożyłam płasko na jego brzuchu
i patrzyłam w jego piękne, piwne oczy, żeby zobaczyć, jak stały się ciepłe, ale
poważne.
Chciał
mnie uspokoić.
-
My nic - powiedział stanowczo - Ja będę robił z chłopakami.
Filip
podniósł głowę, żeby spojrzeć na swoich przyjaciół.
Wyprostowałam
się lekko od niego i odwróciłam do nich głowę.
-
Będziesz jeździła do sklepu ze mną - Cichy
wyjaśnił mi, spoglądając z powrotem na mnie - …w pracy będziesz blisko Davida i
Jimmy’ego, a w drodze do sklepu lub do przyjaciółek będzie cię pilnował jeden z
chłopaków, jeśli mnie nie będzie. I więcej nie
uciekasz.
Tak,
bał się.
Musiałam
mu to dać.
-
Och - westchnęłam - Okej - zgodziłam się.
-
Będziemy cię pilnowali - ciągnął dalej - Zapewnimy ci bezpieczeństwo, a
jednocześnie będziemy go szukali. Nawiążemy współpracę z Taylorem.
To
ostatnie Filip powiedział w kierunku Davida, więc wiedziałam, że jeszcze tego
nie uzgadniali, albo się na to nie zgodzili.
Pozostali
patrzyli na naszą rozmowę bez słowa, ale uważnie.
Musieli
porozmawiać beze mnie.
Nie
zamierzałam im w tym przeszkadzać.
Ale
musiałam wiedzieć.
-
Jeśli… - zaczęłam niepewnie - No wiesz, jeśli mam nie uciekać, to muszę wiedzieć przed
kim.
Driver
zaśmiał się cicho, więc się odwróciłam i zobaczyłam, że Strzała pocierał sobie
kark z dziwną miną.
-
No, wiesz, Strzała - powiedziałam do niego po raz pierwszy jego pseudonimem -
Gdybym wiedziała…
-
Phi - prychnął pogardliwie Driver - Mnie byś nie uciekła.
-
Założymy się? - warknął Strzała.
-
Nie doceniłeś jej - powiedział nagle Filip i zrobił to z taką dumą w głosie, że
szybko spojrzałam na niego - Obaj jej nie doceniacie.
Tak.
Jego
spojrzenie też było pełne dumy… Ze mnie!
O,
Matko!
Ale
to było miłe.
-
Ania umie się ukrywać - dodał, wciąż patrząc na mnie.
-
Racja - mruknął Driver, a ja miałam ochotę rzucić mu wyzwanie, ale pomyślałam,
że to byłoby dziecinne w sytuacji, kiedy mieliśmy na karku Króla Przestępców z
Luizjany.
Więc
znowu odpuściłam.
Ktoś
musiał być dorosły.
-
To powiecie mi, czym kto jeździ? - spytałam zamiast tego i podniosłam brwi,
pytająco patrząc w ich stronę.
Natychmiast
dostałam odpowiedź.
-
Toyotę Strzały już znasz - zaczął mi wyjaśniać Filip, więc z powrotem
spojrzałam na niego i skinęłam głową - Davida Grand Cherokee też. Jimmy jeździ…
-
Wiem, ma czarnego Highlandera - przerwałam mu.
Filip
się uśmiechnął.
Wiedział,
że nie znałam się zbyt dobrze na samochodach, ale zwracałam uwagę na auta
znajomych, żeby wiedzieć, których nie musiałam się obawiać.
A
Jimmy jeździł swoim Highlander’em odkąd się znaliśmy.
Spojrzałam
krótko na niego, a on uśmiechnął się do mnie łagodnie, więc odpowiedziałam mu
uśmiechem.
On
był jednym z tych dorosłych.
-
Tak - Cichy skinął głową - Więc musisz jeszcze zobaczyć sportowego Mustanga
Drivera. Jest czerwony z czarnym sportowym paskiem na masce.
Spojrzałam
w kierunku Marty’ego, bo tak miał naprawdę na imię Driver.
Wiedziałam,
jak wyglądał sportowy Mustang, a czerwony z czarnym paskiem był bez wątpienia Wabikiem
Na Laski.
Ale
może się myliłam.
Przecież
już się pomyliłam nie jeden raz, kiedy oceniałam ludzi po pozorach i dostałam
swoją nauczkę.
Bolesną.
A
poza tym Alex też miał sportowego Mustanga, co prawda niebieskiego, ale okazał
się wiernym, lojalnym, porządnym facetem i zdobył dla siebie dobrą kobietę, jaką
była Sophie.
Musiałam
dać Marty’emu szansę.
-
Więc może on odprowadzi mnie na parking - zaproponowałam Filipowi i skinęłam
głową w stronę Drivera - Pokaże mi tę swoją super wypasioną bryczkę, Wabik Na
Laski, a wy tu pogadacie, kiedy ja będę jechała do domu.
-
Skarbie… - Cichy zaczął protestować.
-
Nie powiesz mi, że nie namierzasz mojego SUV’a na którymś z tych komputerów -
machnęłam ręką w stronę jego monitorów, jednocześnie odwracając się tam i
unosząc brwi.
Wszyscy
faceci wybuchnęli śmiechem, a kiedy na nich spojrzałam, zobaczyłam z prawdziwą ulgą,
że mój Cichy po krótkiej chwili, kiedy oniemiał, również chichotał pod nosem
razem z nimi.
I kręcił przy tym głową, patrząc na swoje
buty.
-
Cichy - powiedział przez swój śmiech David - Mówiłem ci już, że jesteście dla
siebie stworzeni. Właściwie to ty jej nie musisz nic mówić. Ona jest tak mądra, że sama wszystko wie.
Tak,
David też był tym dorosłym.
Lubiłam
go.
Cichy
podniósł głowę i spojrzał na mnie łagodnie.
-
Ta - mruknął i uśmiechnął się delikatnie.
Odprowadził
mnie do drzwi, przez cały czas trzymając mnie ramieniem owiniętym wokół mojej
talii.
Zatrzymał
nas tam, przyciągnął mnie do siebie i pocałował lekko moje usta.
Potem
odsunął się, kiwnął głową Driverowi i brodą wskazał nam drzwi.
-
Okej - powiedział - Odprowadź ją na parking, pokaż swój wóz, poczekaj aż
odjedzie, a potem wróć, to pogadamy.
-
Jeeezu - usłyszałam z głębie pokoju pomruk
Strzały - Co te kobiety robią z facetami. Cichy przestaje być cichy i wydaje
nam rozkazy.
-
No - zgodnie mruknął Driver, ale ruszył, by otworzyć drzwi.
-
To… - zawahałam się - Hmmm… cześć chłopaki.
Machnęłam
im raz dłonią i odwróciłam się do drzwi.
Odpowiedziały
mi milczące machnięcia ręką i kiwnięcia brodami, a potem wyszliśmy i zeszliśmy
z Driverem schodami na parking.
Tam
okazało się, że jego samochód stał zaledwie dwa miejsca parkingowe od mojego
SUV’a, więc dowiedziałam się tylko jeszcze, że nazywał się Mustang GT, a potem przyjrzałam
mu się całkiem dobrze i spojrzałam na jego tablice dla pewności, zanim wsiadłam
do swojego Audi, uruchomiłam go, zapięłam pasy, wykręciłam i wyjechałam na
ulicę, by pojechać do naszego domu.
Już
spokojna.
No,
prawie.
*****
Filip
Dwie godziny później
Filip
wrócił do domu, zaparkował swojego Rubicon’a na podjeździe, skoro kazał Ani
parkować jej Audi w garażu, wysiadł, zamknął samochód i, rozglądając się
dyskretnie po okolicy, poszedł do drzwi wejściowych domu.
Odprawa,
którą sobie zrobili z chłopakami nie była cholernie pocieszająca.
Driver
miał wieści od ziomka, który miał znajomego, który siedział z Carlosem i powiedział,
że tamten popieprzony szajbus przez cały czas mówił o Ani i o Filipie i o
zemście, jaką dla nich wymyślił.
Najłagodniejszą
formą tej zemsty było zabicie Ani, żeby Filip odczuł stratę i musiał z tym żyć.
-
Jak on mógł uciec? - zapytał zdenerwowany tym wszystkim Jimmy.
Jimmy
nie był wojownikiem.
Tak
naprawdę nawet w wojsku był ratownikiem medycznym, więc nie umiał walczyć, kryć
się, śledzić.
Był
im potrzebny, podobnie jak Alex, jako dodatkowa para oczu, skierowana na Anię i
na okolicę.
Tam,
gdzie było za mało kamer.
Nadal,
był dobrym człowiekiem, który się przejmował i chciał zrobić jak najwięcej się
dało, żeby uchronić Anię.
-
To nie jest istotne - wymruczał David - Skupmy się na znalezieniu go i
unieszkodliwieniu.
-
Jestem za zlikwidowaniem - twardo powiedział Filip.
-
Ja też - cicho dorzucił Strzała, a
Driver kiwnął głową.
David
i Jimmy zacisnęli usta.
To
prawdopodobnie David byłby tym, który musiałby pociągnąć za cyngiel, więc pozostali
nie mieli nic do gadania.
Dla
nich wszystkich od zawsze było jasne, że David nie zabiłby nikogo, jeśli miałby
jakieś inne wyjście.
Dla
przyjaciela Filipa to była kwestia szacunku do życia w ogóle.
-
Jak tylko się rozstaniemy, kontaktuję się z Taylorem - odezwał się David - i poinformuję
go o wszystkim. Może coś będzie mógł pomóc.
Filip
ponuro skinął głową.
Nie
było ważne, jak bardzo tego nie chciał.
Nie
mieli wyjścia.
-
Musimy wciągnąć pieprzone FBI - dodał David i na to Filip zacisnął nie tylko
wargi, ale również i zęby.
David
tylko na niego patrzył.
Znali
się od lat.
Gówno.
Filip
był cholernie pewien, że pieprzone FBI będzie nieopisanie szczęśliwe, mogąc cholernie ingerować w jego pieprzone życie.
-
Okej - mruknął w końcu - Ale czy z tym
moglibyśmy cholernie poczekać jeszcze jakieś pieprzone dwa dni?
David
patrzył na przyjaciela uważnie.
Filip
nie odwrócił wzroku.
Wszyscy
oni wiedzieli, czym zajmował się Filip dawniej i mogli podejrzewać, że nie zajmował się tym teraz.
Ale
to nie oznaczało, że nie musiał trochę posprzątać, zanim wpuściłby pieprzone
FBI do swojego życia.
David
skinął głową.
Ustalili
jeszcze plan działania na najbliższe dwa dni.
Chłopaki
podzielili się dyżurami, w czasie których każdy z nich miał przejechać
przynajmniej dwa razy po okolicy, w której stał dom Filipa.
Nie
skontaktowali się z Asem ani z Big Benem, więc nie mogli ich wprowadzić w
najnowsze wydarzenia.
I
na tym się rozstali, wychodząc pojedynczo, każdy pojechał potem w inną stronę,
chociaż robili to bardziej z nawyku niż z konieczności.
Filip
postanowił bowiem zgłosić swoją działalność jako firmę zajmującą się ochroną
danych i sieci dla firm.
I
wtedy musiałby zgłosić pieprzony adres biura.
Gówno.
A
teraz Filip wszedł do domu, poczuł zapach kolacji, zamknął drzwi na klucz i
przestawił alarm, a potem wszedł do salonu.
Ania
siedziała na kanapie, z nogami opartymi piętami na siedzisku, rękoma obejmując
kolana, na których miała opartą głowę i patrzyła na niego bokiem.
Czekała
na niego.
Kiedy
zobaczyła go wchodzącego zmęczonym krokiem do domu, wyprostowała nogi, wstała
powoli i podeszła do niego.
-
Hej, kochanie - powitała go, objęła go ramionami w talii i wsunęła się pod jego
ręce, którymi natychmiast chętnie ją objął.
Pocałował
ją lekko w usta.
-
Hej - mruknął, kiedy odsunął się na te kilka centymetrów, żeby widzieć jej oczy
- Przepraszam, że ci nie powiedziałem.
Przycisnęła
czoło do jego klatki piersiowej.
-
Nic nie szkodzi - mruknęła, nie odrywając głowy od jego piersi.
-
Przestraszyłaś się - stwierdził Filip i właśnie to do niego dotarło.
Tak
bardzo się o nią bał, że nie pomyślał, że ona też się mogła wystraszyć.
Pogładził
uspakajająco jej plecy.
-
Trochę - powiedział Ania i odchyliła głowę, żeby na niego spojrzeć.
A
potem wyraz jej twarzy się zmienił.
-
Dlaczego tak się śmiałeś, jak wtedy zadzwoniłam? - spytała z ciekawością w
głosie.
-
Bo fantastycznie wykołowałaś Strzałę
- przyznał Filip z uśmieszkiem, ale zaraz potem spoważniał i zbliżył twarz do
mojej tak, że oparł czoło o moje - A poza tym odreagowałem, bo cholernie się
przeraziłem.
Zamarła
i było widać, że czekała na jego dalsze słowa.
Wiedziała,
że było coś, czego jeszcze jej nie powiedział.
Musiał
jej powiedzieć.
-
Śledziłem twój samochód… - przyznał coś, czego bez wątpienia się spodziewała,
skoro mógł to robić i kupił jej SUV-a nafaszerowanego elektroniką - ale na tym cholernym parkingu podziemnym, na którym
się schowałaś, urwał mi się sygnał. Nie wiedziałem co się z tobą stało - a
potem dokończył prawie niesłyszalnym szeptem - Byłem przerażony. Tak się bałem, że cię stracę.
-
Cichy - szepnęła do niego, unosząc rękę, by objąć jego szczękę - Nigdy cię nie
opuszczę - pogładziła jego zarośnięty policzek - kocham cię.
-
Obiecałem, że nie pozwolę ci odejść… - mruknął pod nosem - więc staram się
dotrzymać słowa.
-
No to mam przechlapane - wymamrotała żartobliwie, niby ze strachem, a on
wreszcie zaśmiał się cicho.
Kilka
minut trwali tak, zasłuchani w ich oddechy.
*****
Anna
Kilka
minut trwaliśmy tak, zasłuchani w nasze oddechy.
Aż
w końcu Cichy postanowił zmienić nastrój i podniósł lekko głowę.
-
To mnie w końcu nakarmisz czy co? - powtórzył moje słowa sprzed wielu miesięcy,
a ja znowu zamarłam na tamto wspomnienie, a mój oddech zrobił sobie przerwę.
Wtedy
pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha.
Wtedy
wróciłam do niego po tym, jak od niego odeszłam.
To
było tej nocy, kiedy zrozumiałam, że nie mogłam bez niego żyć.
Dotarło
do mnie z całą mocą, jak bardzo bał się, że mógł mnie stracić.
-
Kocham cię - powiedziałam bez tchu.
-
To dobrze - odparł - bo obiecałaś, że wyjdziesz za mnie za mąż.
Rozluźniłam
się.
Zachichotałam
cicho, a potem sięgnęłam ustami do jego ust, dotknęłam ich lekko, odsunęłam się
i odwróciłam się w stronę kuchni, ciągnąc go tam za rękę.
-
Zrobiłam zapiekankę ziemniaczaną… - powiedziałam mu - i ja też jeszcze nie
jadłam. Więc lepiej chodźmy, bo zaraz zaczniemy zużywać energię i padniemy z
osłabienia.
Filip
zaśmiał się cicho i poszedł za mną.
A
potem zjedliśmy zapiekankę ziemniaczaną.
A
potem zaczęliśmy zużywać energię na różne przyjemne sposoby.
I
nie padliśmy z osłabienia.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń