niedziela, 24 lipca 2022

16 - Tak się bałem

 

Rozdział 16

Tak się bałem

Filip

 

 

Dwa i pół miesiąca później

Filip stał na werandzie domu Davida przodem do jego tylnego, małego podwórka, ale odwrócił się na słowa kumpla.

- Kurwa, Cichy, nienawidzę tego - powiedział David, a Filip wiedział doskonale, że jego przyjaciel właśnie tak się czuł.

Bezradny.

Dokładnie tak samo jak sam Filip, bo wiedzieli za mało i nie mogli działać.

Filip nadal nie chciał nic mówić Ani.

Chciał, żeby miała spokój.

Żeby czuła się bezpieczna.

Zadomowili się, osiedlili, mieli plany na przyszłość.

W ciągu ostatnich miesięcy dużo się zadziało, ale wszystko było dobre.

W czerwcu spotkali się ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi i znajomymi na kolejnym rocznicowym grillu w tym kompleksie mieszkaniowym, w którym się to wszystko zaczęło.

Nie tylko dla Ani i Filipa.

Dla nich wszystkich.

Ania i Filip byli tam po raz pierwszy razem.

Filip w ogóle po raz pierwszy.

Przyszli wszyscy faceci pracujący w ich jednostce w Fire Station 13, a nawet ci, którzy byli tam od niedawna lub na zastępstwo, wszystkie ich kobiety, Alice i Eddie oraz, oczywiście, a może przede wszystkim ci z przyjaciół, którzy nadal mieszkali w kompleksie.

I masa dzieciaków.

Więc Filip, kiedy się tego dowiedział od innych, że tak będzie, zabrał tam również dzieciaki od cioteczki Thelmy, żeby ona mogła odpocząć, a oni mogli się pobawić z innymi dziećmi.

Większości nowych mieszkańców kompleksu, którzy też przyszli, Ania i Filip nie znali.

Nie było to ważne, bo bawili się w swoim gronie, które przecież było bardzo liczne i wciąż się rozrastało.

Przy kilku stołach ich przyjaciele siedzieli w mniejszych grupkach, które czasem się mieszały i rozmawiali o wszystkim i o niczym.

Żartowali, jedli steki i kiełbaski z grilla oraz smakołyki, które przygotowały kobiety z tej okazji i pili piwo, które przynieśli faceci.

Poznawali nowych ludzi.

Tom przyszedł ze swoim o-rok-młodszym bratem, Lukiem.

Byli tak do siebie podobni, że fizycznie na pierwszy rzut oka można było uznać ich za bliźniaków.

Dopiero kiedy się odzywali, poruszali, reagowali na coś, było widać różnicę, bo Luke był nieco bardziej pewny siebie niż Tom, a wręcz czasem arogancki wobec innych, których przecież właśnie poznawał.

Tom robił dużo lepsze wrażenie pod tym względem, ale być może wszyscy sądzili po pozorach, bo nie znali ani jednego, ani drugiego.

Oli przyszedł z Leną, swoją żoną, i przyprowadził też swoją „kuzynkę”, ale Filip uznał, że nie było między nimi faktycznego pokrewieństwa, tylko podobieństwo losów.

Kapitan strażaków przedstawił nową imieniem Hannah, ale ona najpierw powiedziała, żeby mówić na nią Anie, a po poznaniu Ani, zmieniła zdanie.

Jakby wycofała się.

Wyglądała na zgrabną, chociaż jej sylwetka była okryta workowatą bluzką i spódnicą do kostek pomimo gorąca.

I bardzo się garbiła.

Miała jasnoblond włosy, które spięła ciasno z tyłu głowy w gruby warkocz, błękitne oczy, które miała zwykle spuszczone na ziemię i okrągłą twarz.

Kobieta, a właściwie dziewczyna, wyglądała na byłą mormonkę jakimi byli Olgierd i Lena, ale nie z ubioru czy nakrycia głowy tylko z zachowania.

Po pierwsze, jakby z nawyku, zaczęła usługiwać mężczyznom.

Filip zwrócił na to uwagę, bo Ani podobało się to, że byli partnerami właściwie we wszystkim, ale inni mężczyźni też to zauważyli, a Billy, ten facet, co pracował z Davidem, Jimmy’m i Alex’em zaczął ją wyręczać.

Speszyła się.

Potem okazało się, że była nauczycielką angielskiego w szkole Berta i Matta, więc dzieci, które ją znały i najwidoczniej lubiły, zaprosiły ją do zabawy.

Dała się porwać i rozbawiła się.

Z San Jose przyjechali syn Evy, Mick, z jej synową, Dorą i ich dziećmi, których Filip już kiedyś spotkał, ale nie zdążył właściwie poznać.

Nie chciał.

Tym razem Eva nie odpuściła.

Przedstawiła ich sobie wzajemnie, mówiąc synowi o Filipie „geniusz komputerowy” i opowiadając o jego systemach zabezpieczeń komputerów firmowych, kiedy Filip słuchał z pustą twarzą i kończącą się cierpliwością, dopóki nie zobaczył spojrzenia swojej Ani.

Chryste!

Jego kobieta była dumna z tego, że jej przyjaciółka tak o nim mówiła.

Więc postanowił trochę wyluzować i pogadać z nimi.

Żeby tylko dłużej oglądać ten wyraz jej twarzy.

Cudowny.

A Eva później opowiedziała im jednym tchem o swoim synu i synowej z zauważalną dumą matki, jako o pracownikach firmy robiącej oprogramowanie do samochodów, w tym elektrycznych.

Chociaż, akurat Dora była grafikiem komputerowym, więc chyba miała więcej wspólnego z Sandrą, dziewczyną Josha, Dzieciaka, która projektowała strony internetowe.

Więc wszyscy mieli wspólne tematy.

Pogadali, nawet było ciekawie i Filip stwierdził, że może trochę to lubił.

A jego Ania przez cały czas rozmawiała z kobietami i śmiała się w głos.

Więc ona na pewno to lubiła.

Filip pił piwo, przerzucał się gównem z facetami i patrzył na nią, bo była coraz piękniejsza, kiedy tak jaśniała spokojem i szczęściem.

Kurwa!

Pamiętał ten moment kilka dni wcześniej, kiedy pochwaliła się kobietom pierścionkiem i zaręczynami, bo chyba specjalnie odczekała na taki, żeby byli razem.

Zrobiła to po swojemu, cicho i prosto, patrząc na niego, kiedy mówiła o tym do swoich przyjaciółek.

Ale cholerna Sophie złapała za rękę Ani z pierścionkiem, zaczęła ją ciągnąć i krzyczeć, wołając przy tym:

- Jaki cudny. Pasuje do ciebie idealnie. Założę się, że nie będzie ci przeszkadzał w pracy.

I takie inne gówna.

Pozostałe kobiety cieszyły się ciszej, ale również było widać w tym szczerość i zadowolenie z jej, ale również z jego szczęścia.

Tak.

Filip zobaczył to w spojrzeniu Maggie, Evy, a nawet później facetów, które zostało skierowane w jego stronę.

No, faceci go głównie poklepali po plecach, ale… cokolwiek.

Filip nagle poczuł, że miał rodzinę.

Taką posklejaną, ale nie mniej prawdziwą.

Złożoną z przyszywanych braci i sióstr.

Oczywiście, jego bliższa rodzina, czyli cioteczka Thelma i dzieciaki, też byli szczęśliwi z ich powodu i gratulowali im.

Ale Filip tego się spodziewał, bo oni dawno oczekiwali zaręczyn, jako kolejnego, konsekwentnego kroku, więc sam zachęcił Anię do pokazania cioteczce pierścionka, kiedy byli tam w odwiedzinach.

Dziewczyny natychmiast zaczęły marzyć o sukienkach i sypaniu kwiatków.

Cioteczka i Betsy zaczęły się dopytywać o termin i plany związane ze ślubem i weselem.

Ale Filip zbył to wszystko unikami, bo nie rozmawiali jeszcze o tym z Anią, skoro zaczynała studia medyczne, które miały trwać przynajmniej sześć lat.

Musieli uzbroić się w cierpliwość.

W lipcu Ania zdała w końcu wszystkie pieprzone egzaminy, odłożyła te swoje książki i uspokoiła się.

Cholera.

Dopiero wtedy Filip zobaczył, jak bardzo była zdenerwowana tymi cholernymi testami, ale nie okazywała tego, tylko była nieco spięta i milcząca.

Filip zastanawiał się, czy wystarczająco ją wspierał.

Dopiero później dało się z nią spokojnie porozmawiać.

Po zdaniu testów, Ania zgodziła się na pojechanie w odwiedziny do swojej siostry do Lafayette na weekend, a potem, na kilka dni do Teksasu.

Ale wcześniej Filip dał jej długo odkładany prezent Gwiazdkowy, który trzymał schowany w jego już-nie-takim-tajnym mieszkaniu ze strachu, że Ania mogła się na niego pogniewać.

Ucieszyła się.

Ale też była zaskoczona.

Był to nowy stetoskop, a w czasie Gwiazdki jeszcze przecież nie rozmawiali o jej planach związanych z medycyną.

Więc Ania dowiedziała się czegoś nowego o Filipie.

Że miał intuicję i nieźle rozpoznawał charaktery ludzi.

Chociaż sam Filip, oczywiście, zwątpił w swoją pieprzoną intuicję po tym, jak cholernie bardzo pomylił się co do Ani te kilka miesięcy wcześniej.

I zachował się wobec niej jak pieprzony kutas, co gryzło go nieustannie i powodowało u niego wyrzuty sumienia.

Do Teksasu polecieli samolotem, a na miejscu wynajęli samochód, by poruszać się swobodnie po okolicy i by Filip mógł zobaczyć, gdzie było rancho dziadków Ani, a Ania mogła odwiedzić groby jej rodziny.

Nie obyło się bez łez.

Rancho Jenny sprzedała, zgodnie z ich umową, bo żadna z nich nie miała zamiaru się nim zajmować.

Było przeznaczone dla jednego z braci, a oni nie żyli.

Nadal zwiedzili je, a właściwie jego pozostałości, przebudowane przez nowych właścicieli po przejściu Harveya.

Z domu dziadków Ani nie zostały nawet gruzy.

Ale ta wizyta i odwiedzenie przez Anię grobów rodziny, pozwoliły jej na odpuszczenie przeszłości i pójście dalej.

To zrobili tak, jak zalecił im Tim.

A Filip wspierał Anię, jak umiał najlepiej i w jedyny sposób, w jaki mógł.

Swoją obecnością.

A przy okazji Filip przekonał się, a właściwie odczuł to, że Ania miała faktycznie dużą rodzinę, którą straciła jednego dnia.

Kurwa!

Filip nigdy nie zapomni tego widoku.

Stali na tym równinnym, pustym cmentarzu, wypełnionym tylko stojącymi w pionowo płytami nagrobnymi, równo skoszoną trawą, nielicznymi kwiatami leżącymi przy płytach i Filip z zaciśniętą piersią czytał napisy na jedenastu podobnych do siebie tablicach, które były ustawione w dwóch rzędach.

Na wszystkich widniała ta sama data śmierci.

Płyty z nazwiskami Peter i Annette Philision stały obok płyt Madison i Matthew West, a za nimi cztery płyty z imionami męskimi i dwie z żeńskimi, wszystkie z nazwiskiem Philision.

I nieco z boku płyt rodziców Ani nieco jaśniejsza, więc najwidoczniej dostawiona ostatnio, płyta z nazwiskiem jej najmłodszego brata, Andrew Philisiona, bez daty śmierci.

Dziadkowie, rodzice, pięciu braci i dwie bratowe Ani.

Jezu Chryste!

Dopiero ten widok sprawił, że Filip docenił to, że Ania śmiała się i wyglądała na szczęśliwą w otoczeniu ich przyjaciół i rodziny jej siostry.

Nie tylko Filip dostał z nimi nową rodzinę.

Oboje ją mieli.

I oboje mogli patrzeć w przyszłość.

A teraz był sierpień, Alex i Sophie z okazji pierwszej rocznicy ich ślubu wyjechali w pieprzoną podróż do Europy, więc Ania została poproszona przez Oli’ego o częściowe zastępstwo za Alexa.

Nie w pełnym wymiarze godzin, ale i tak cholernie niedogodnie.

Gówniany zbieg okoliczności.

Bowiem właśnie cholernie niedawno Filip dostał bardzo, bardzo kurewsko złe wieści, którymi nie bardzo chciał się podzielić z Anią, ale którymi podzielił się z Davidem.

Carlos Nebuenitto uciekł z więzienia.

Kiedy Driver zadzwonił do Filipa z prośbą o szybkie pieprzone spotkanie na osobności, ten nie miał dobrego przeczucia, chociaż jeszcze miał cholerną nadzieję, że chodziło o jakiś niezbyt czysty pieprzony interes.

Co zamierzał odrzucić w cholerę.

Marty jednak bez pieprzonego owijania w bawełnę wyjawił Filipowi to, czego cholernie dowiedział się od jednego ze swoich dawnych kontaktów, które pozostały mu po opuszczeniu pieprzonego życia związanego z gangiem.

Gówno.

Były to szczegóły pieprzonej ucieczki z jebanego więzienia pieprzonej grupki cholernie niebezpiecznych mężczyzn, w której skład wchodził pieprzony Carlos jebany Nebuenitto.

Kurwa! Kurwa! Kurwa!

Dawny Król Przestępców z Luizjany nie miał pieprzonego majątku, za pomocą którego niegdyś rządził wieloma pieprzonymi ludźmi, ale nadal miał posłuch u kilku cholernie niebezpiecznych.

Skurwiel wykorzystał stare przysługi.

Więc należało się cholernie spodziewać w kurewsko niedługim czasie jego wizyty w SLC i próby pieprzenia im w życiu lub innej próby jakiejś popieprzonej formy rewanżu za jego jebane „rozczarowania”.

Filip natychmiast po rozstaniu się z Driverem pojechał swoją terenówką do swoich komputerów i cholernie zweryfikował te pieprzone wieści grzebiąc w sieciach służby więzienniczej i FBI.

Zagrożenie było realne.

Kurwa!

Dla Ani i dla Filipa.

Ania, pracująca w pieprzonej remizie bez ciągłego nadzoru Filipa, była teraz nawet w większym niebezpieczeństwie niż wcześniej, bo sukinsyn był zdeterminowany, by dokonać swojej popieprzonej zemsty.

Osobiście.

A Filip był rozdarty.

David go przekonywał do poinformowania Ani.

Filip naprawdę bardzo chciał, żeby Ania była swobodna i szczęśliwa, ale znał ją i wiedział, że potrafiłaby zadbać o siebie, jeśli znałaby zagrożenie.

Westchnął ciężko.

Gówno.

- Dobrze - przyznał w końcu rację przyjacielowi - Powiem jej, ale jeszcze nie pieprzone teraz. Najpierw, kurwa, porozmawiamy z chłopakami. Zaplanujmy coś do cholery.

- Okej, Cichy - powiedział David - Więc zróbmy tak. Ponieważ możemy się spotkać dopiero w piątek, a to za dwa pieprzone dni, będziemy jej pilnowali na zmianę bez jej cholernej wiedzy. Ja zajmuję się nią, jak będzie w pierzonej pracy i cholernie wciągam w to Jimmy’ego i Alexa, żeby mieli oko. A ty, kurwa, zajmujesz się nią w waszym domu i stawiamy, kurwa, na Strzałę i Drivera, żeby jeździli czasem po waszej pieprzonej okolicy i żeby cholernie pilnowali ją, jakby jechała na pieprzone zakupy czy do kobiet.

- Okej - mruknął trochę uspokojony Filip.

Na Davida mógł zawsze liczyć.

To był jakiś plan.

Może nie doskonały i nie na dłużej, ale był.

Filip spojrzał na kobiety, siedzące za oknem w salonie Davida.

Kiedy tylko Big Ben i As wrócą do pieprzonego SLC, faceci zbiorą się cholernie ponownie, a może do tego czasu Filip dowie się czegoś kurewsko więcej.

- Cichy - zawołał go David - Może wciągnę w to Taylora?

- Poczekaj, Oko - odparł Filip - Najpierw Ania.

David zacisnął wargi, ale skinął głową i razem weszli do domu, w którym były ich kobiety z Evą, Sophie i Alice.

Wszystkie spojrzały na nich uważnie.

Gówno.

Jakoś Filip miał wrażenie, że po tym nie obędzie się bez pytań, ale wiedział, że Ania jego nie zapyta.

Ufała mu.

*****

Anna

Dzień później

Jechałam po szóstej wieczorem z pracy do naszego domu moim nowym Audi i panikowałam jak diabli.

Jak nigdy dotąd.

Bo ktoś mnie śledził.

A ja bałam się wrócić do domu i ściągnąć go tam za sobą.

O, Matko Jedyna!

Nie wiedziałam, co mogłabym zrobić.

Oli uzgodnił coś tam z Filipem za moimi plecami, więc jeździłam do remizy tylko na dzienne zmiany, ale to nawet lubiłam.

Trochę podejrzewałam, że było to związane z faktem, że Filip nie lubił spać beze mnie i nie winiłam go za to.

Ja też nie lubiłam spać bez niego, kiedy musiał mnie opuścić, wyjeżdżając do pracy gdzieś tak daleko, że wracał w środku nocy lub zostawiał mnie w łóżku samą nad ranem.

W pracy David wodził za mną wzrokiem tak, jak zdarzało się to przed moim porwaniem, ale sądziłam, że robił to z nawyku.

Przez kilka miesięcy nie było mnie w remizie.

Tylko zachowanie Jimmy’ego i Alexa mnie trochę dziwiło.

Niby po koleżeńsku i w żartach, ale pilnowali, żebym nie została nawet na sekundę sama, kiedy byliśmy poza remizą.

Jak nie oni.

A dzisiaj David odprowadził mnie do samochodu, co też nie było dziwne samo w sobie, bo skończyliśmy pracę i wyszliśmy prawie wszyscy razem, jednocześnie, ale to David był tym, który później został oparty ramieniem o drzwi swojego Grand Cherokee i z tylnej kieszeni spodni wyjął swój telefon.

I widziałam, że mówił do niego krótko, kiedy wyjeżdżałam z parkingu, a potem rozłączył się i wsiadł do swojego SUV-a.

Coś się działo.

Poprzedniego dnia byliśmy z Filipem na zakupach spożywczych, a on zdenerwował się na mnie w sklepie, kiedy zniknęłam mu z oczu w alejce z makaronami.

Warczał na mnie.

Jak nigdy.

Nigdy od czasu, kiedy Król był w więzieniu.

Potem Maggie zabroniła mi przyjeżdżania do niej, do pomocy przy dzieciach, bo powiedziała coś o niespodziewanej wizycie Alice i konieczności wyjazdu z dziećmi na basen rehabilitacyjny czy coś takiego.

Nie zrozumiałam jej.

Trochę bełkotała.

Gdybym jej nie znała, pomyślałabym, że kłamała.

Ale Maggie nie lubiła kłamać.

To z kolei spowodowało, że byliśmy we dwójkę z Filipem w domu przez prawie cały dzień, z wyjątkiem jednej godziny, kiedy musiał pojechać do swoich komputerów.

Kiedy zaproponowałam, że pojadę w tym czasie do biblioteki, prawie zrezygnował ze swojej pracy, więc, widząc jego zdenerwowanie, powiedziałam, że zostanę w domu.

A teraz żałowałam, że nie zmusiłam go do rozmowy.

Filip coś ukrywał przede mną.

I było to coś złego.

Byłam już wcześniej zdezorientowana i zdenerwowana tym wszystkim, a teraz doszło coś jeszcze gorszego, bo ktoś mnie śledził.

Widziałam to.

Kiedy bowiem odjechałam trochę od remizy, zauważyłam za sobą czarnego pickupa, Toyotę Hilux, który spodobał mi się, więc raczej uważnie patrzyłam na niego w tylnym lusterku, a potem jechał obok mnie i widziałam go skręcającego w lewo, więc mogłam go obejrzeć z różnych stron.

Bardzo ładny.

W sam raz dla Filipa - pomyślałam.

Ale później zobaczyłam go ponownie, kiedy jechał znowu za mną prawym, wolnym pasem i nie skręcił w prawo na nakazie, ale pojechał za mną.

Wyraźnie za mną.

Przestraszyłam się.

Co jest?

Postanowiłam to potwierdzić i nie informować Filipa, gdyby mi się coś wydawało, chociaż później i tak bym mu powiedziała, żeby to sprawdził, więc postarałam się zapamiętać numery jego tablic rejestracyjnych.

Skręciłam chaotycznie kilka razy w przypadkowe uliczki, a on ciągle znajdował się za mną lub obok mnie po przejechaniu przecznicy lub dwóch.

O, Matko!

Więc się postarałam.

Kiedy go wreszcie zgubiłam, wjechałam na parking podziemny pewnego biura, zaparkowałam w najdalszym ciemnym kącie, zgasiłam światła, silnik i zadzwoniłam do Filipa.

- Skarbie - usłyszałam jego zdenerwowany głos - gdzie ty do cholery jesteś?

- Cichy - mówiłam przerażonym szeptem, jakby ktoś miał mnie tu usłyszeć i zaatakować - Ktoś mnie śledził.

Odpowiedziała mi chwila ciszy, więc sprawdziłam na wyświetlaczu czy na pewno miałam zasięg.

Był.

Przysunęłam telefon z powrotem do ucha.

- Cichy, słyszysz? - szeptałam nieco głośniej, a po kolejnej chwili ciszy dodałam - Zgubiłam go, ale…

Filip wreszcie się odezwał.

- Co? - zareagował dziwnie, bo wydawało mi się, że się krztusił - Zgubiłaś?

- No… - zawahałam się, bo nie rozumiałam jego reakcji - T-tak.

Odpowiedział mi ryk śmiechu.

Dosłownie!

Mój Cichy na mój strach zareagował śmiechem tak głośnym, że musiałam odsunąć telefon od ucha.

Skrzywiłam się.

- Co w tym śmiesznego? - zasyczałam do niego, kiedy wreszcie się trochę uspokoił, a ja czułam ogarniającą mnie złość.

- Gdzie jesteś? - zapytał mnie, ale wciąż słyszałam jego uśmiech.

- Niedaleko twojego mieszkania… - przyznałam mu - na parkingu podziemnym. Cud, że mój telefon ma tu zasięg.

- Chryste, kobieto - zawołał - zabijesz mnie!

O, Matko!

A co to niby miało być?

- Okej - powiedział ostatecznie trochę poważniejąc - Czekaj tam, aż dam ci znać. Potem spotkamy się w mieszkaniu.

- Wyjaśnisz mi to - warknęłam wreszcie naprawdę zła na niego.

- Tak - powiedział i rozłączył się.

O, rany!

On… się… po prostu… rozłączył!

Też coś!

Siedziałam wściekła za kierownicą mojego SUV’a, patrzyłam w ekran swojego pięć-miesięcy-temu-nowego telefonu i starałam się znaleźć jakieś logiczne wyjaśnienie tego, co się stało, żeby trochę ochłonąć.

I trochę mi się udało.

Minęło zaledwie pięć minut, kiedy mój telefon się odezwał.

Filip.

- Przyjedź - rzucił krótko i rozłączył się.

Znowu!

Wrrrr!

Moje zdenerwowanie, które zdążyłam nieco ostudzić, wzrosło ponownie do poziomu wrzenia.

Ręce mi drżały, zęby zaciskały się bezwiednie, więc postarałam się rozluźnić, żeby jechać bezpiecznie.

Wzięłam głęboki wdech i zatrzepotałam palcami po bokach głowy, a potem wypuściłam powietrze przez usta - Fuuu.

Załączyłam silnik przyciskiem, bo był w systemie Keyless, zapięłam pasy, które zdążyłam odpiąć, kiedy się odprężałam, wzięłam jeszcze jeden głęboki wdech na wyciszenie i wyjechałam z parkingu, starając się jechać spokojnie i łagodnie, jakby nic się wcześniej nie stało.

Skupiałam się na spokoju i bezpiecznej jeździe, więc dopiero, kiedy skręcałam na miejsce parkingowe, które znałam z poprzedniej wizyty w mieszkaniu Filipa, zauważyłam znanego mi już pickupa Toyoty, stojącego tuż obok Rubicon’a Filipa.

A obok niego, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, nogami wyciągniętymi przed siebie i skrzyżowanymi w kostkach, oparty niedbale o drzwi od strony kierowcy, stał Strzała.

O, Matko Boska!

To był samochód Strzały!

Chris, pseudonim Strzała, właściciel Christopher’s Prime Tavern & Grill, przyjaciel Cichego był tym, który śledził mnie od remizy.

Zaparkowałam bardzo ostrożnie, koncentrując się z całej siły, by nie wjechać wprost na ścianę parkingu przede mną.

Albo może, lepiej, w jego samochód.

Wysiadłam i sztywno odwróciłam się do niego przodem.

Nie zdążyłam się odezwać.

- Kurwa, kobieto - natychmiast powiedział do mnie z podziwem w głosie - Jak ty to zrobiłaś?

Z zaskoczenia zamrugałam gwałtownie, jednocześnie stanęłam w miejscu jak wryta i otworzyłam usta.

Co???

Moja złość częściowo wyparowała, ale kotłowała się gdzieś tuż pod powierzchnią, gotowa nagle wybuchnąć.

- C-co? - zapytałam, kiedy byłam wreszcie zdolna do jakiegokolwiek ruchu.

- Jak dotąd jeszcze nikt mnie nigdy nie zauważył, a co dopiero zgubił - wyjaśnił Chris, właściciel modnej restauracji, który był przyjacielem Filipa.

Wyprostowałam się.

- To może nie należało jechać za mną takim wypasionym pickupem - warknęłam i skinęłam głową w stronę jego Toyoty.

Zachichotał.

- Racja - mruknął potem - I tak jesteś dobra - przyznał z łobuzerskim uśmieszkiem, którym przypominał mi mojego Niegrzecznego Chłopca, a potem odepchnął się od swojego samochodu i dokończył - No chodźmy, bo Cichy się wścieka, że jesteśmy tu za długo.

Kiwnął brodą w stronę kamery, o której całkiem zapomniałam.

No tak.

Cichy patrzył.

Wrrrr!

Spojrzałam w tamtą stronę nie maskując złości.

Weszliśmy do mieszkania bez tego kluczenia po labiryncie, jakie Filip mi zafundował za pierwszym razem, ale już zdążył mi powiedzieć, że wypuścił na sprzedaż dwa mieszkania, które tu miał, żeby je rozwinąć.

Filip nam otworzył, jeszcze zanim Strzała podniósł rękę, by zapukać, więc wiedziałam, że patrzył.

Weszliśmy, a Cichy za nami zamknął na klucz.

W pokoju stali David, Jimmy i Driver.

O, Matko!

O co chodziło?

- Aniu - westchnął Filip z ulgą i wreszcie przyciągnął mnie do siebie, objął ramionami i zacisnął je tak mocno, że zabrakło mi tchu.

Bał się o mnie.

No to już wcale nie byłam zła.

Objęłam również jego i oddałam mu uścisk, chociaż o wiele słabiej, a potem odsunęłam się, żeby spojrzeć uważnie w jego oczy.

Był zawstydzony.

- Cichy - mruknęłam - co się…

- Przepraszam, Skarbie - przerwał mi - powinienem ci był wszystko powiedzieć, jak tylko się dowiedzieliśmy.

Przypomniałam sobie dziwne zachowanie ich dwóch, Filipa i Davida podczas spotkania w domu Davida i Maggie.

Już wtedy miałam ochotę go spytać, co się stało, ale wstrzymałam się, licząc na to, że w końcu Filip mi wszystko powie.

Najwyraźniej nie chciał mi powiedzieć i działał za moimi plecami.

Zacisnęłam usta, wyprostowałam się i patrzyłam na niego.

- Carlos Nebuenitto uciekł z więzienia - powiedział cicho David, patrząc mi przy tym prosto w oczy, bo odwróciłam się w jego stronę, jak tylko zaczął mówić.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze do płuc przez otwarte usta.

O, nie!

Tylko nie to!

- Skarbie - Filip zwrócił moją uwagę na siebie.

- Cichy - szepnęłam - co my teraz zrobimy.

Oparłam się na nim całym przodem siebie, obie dłonie rozłożyłam płasko na jego brzuchu i patrzyłam w jego piękne, piwne oczy, żeby zobaczyć, jak stały się ciepłe, ale poważne.

Chciał mnie uspokoić.

- My nic - powiedział stanowczo - Ja będę robił z chłopakami.

Filip podniósł głowę, żeby spojrzeć na swoich przyjaciół.

Wyprostowałam się lekko od niego i odwróciłam do nich głowę.

- Będziesz jeździła do sklepu ze mną - Cichy wyjaśnił mi, spoglądając z powrotem na mnie - …w pracy będziesz blisko Davida i Jimmy’ego, a w drodze do sklepu lub do przyjaciółek będzie cię pilnował jeden z chłopaków, jeśli mnie nie będzie. I więcej nie uciekasz.

Tak, bał się.

Musiałam mu to dać.

- Och - westchnęłam - Okej - zgodziłam się.

- Będziemy cię pilnowali - ciągnął dalej - Zapewnimy ci bezpieczeństwo, a jednocześnie będziemy go szukali. Nawiążemy współpracę z Taylorem.

To ostatnie Filip powiedział w kierunku Davida, więc wiedziałam, że jeszcze tego nie uzgadniali, albo się na to nie zgodzili.

Pozostali patrzyli na naszą rozmowę bez słowa, ale uważnie.

Musieli porozmawiać beze mnie.

Nie zamierzałam im w tym przeszkadzać.

Ale musiałam wiedzieć.

- Jeśli… - zaczęłam niepewnie - No wiesz, jeśli mam nie uciekać, to muszę wiedzieć przed kim.

Driver zaśmiał się cicho, więc się odwróciłam i zobaczyłam, że Strzała pocierał sobie kark z dziwną miną.

- No, wiesz, Strzała - powiedziałam do niego po raz pierwszy jego pseudonimem - Gdybym wiedziała…

- Phi - prychnął pogardliwie Driver - Mnie byś nie uciekła.

- Założymy się? - warknął Strzała.

- Nie doceniłeś jej - powiedział nagle Filip i zrobił to z taką dumą w głosie, że szybko spojrzałam na niego - Obaj jej nie doceniacie.

Tak.

Jego spojrzenie też było pełne dumy… Ze mnie!

O, Matko!

Ale to było miłe.

- Ania umie się ukrywać - dodał, wciąż patrząc na mnie.

- Racja - mruknął Driver, a ja miałam ochotę rzucić mu wyzwanie, ale pomyślałam, że to byłoby dziecinne w sytuacji, kiedy mieliśmy na karku Króla Przestępców z Luizjany.

Więc znowu odpuściłam.

Ktoś musiał być dorosły.

- To powiecie mi, czym kto jeździ? - spytałam zamiast tego i podniosłam brwi, pytająco patrząc w ich stronę.

Natychmiast dostałam odpowiedź.

- Toyotę Strzały już znasz - zaczął mi wyjaśniać Filip, więc z powrotem spojrzałam na niego i skinęłam głową - Davida Grand Cherokee też. Jimmy jeździ…

- Wiem, ma czarnego Highlandera - przerwałam mu.

Filip się uśmiechnął.

Wiedział, że nie znałam się zbyt dobrze na samochodach, ale zwracałam uwagę na auta znajomych, żeby wiedzieć, których nie musiałam się obawiać.

A Jimmy jeździł swoim Highlander’em odkąd się znaliśmy.

Spojrzałam krótko na niego, a on uśmiechnął się do mnie łagodnie, więc odpowiedziałam mu uśmiechem.

On był jednym z tych dorosłych.

- Tak - Cichy skinął głową - Więc musisz jeszcze zobaczyć sportowego Mustanga Drivera. Jest czerwony z czarnym sportowym paskiem na masce.

Spojrzałam w kierunku Marty’ego, bo tak miał naprawdę na imię Driver.

Wiedziałam, jak wyglądał sportowy Mustang, a czerwony z czarnym paskiem był bez wątpienia Wabikiem Na Laski.

Ale może się myliłam.

Przecież już się pomyliłam nie jeden raz, kiedy oceniałam ludzi po pozorach i dostałam swoją nauczkę.

Bolesną.

A poza tym Alex też miał sportowego Mustanga, co prawda niebieskiego, ale okazał się wiernym, lojalnym, porządnym facetem i zdobył dla siebie dobrą kobietę, jaką była Sophie.

Musiałam dać Marty’emu szansę.

- Więc może on odprowadzi mnie na parking - zaproponowałam Filipowi i skinęłam głową w stronę Drivera - Pokaże mi tę swoją super wypasioną bryczkę, Wabik Na Laski, a wy tu pogadacie, kiedy ja będę jechała do domu.

- Skarbie… - Cichy zaczął protestować.

- Nie powiesz mi, że nie namierzasz mojego SUV’a na którymś z tych komputerów - machnęłam ręką w stronę jego monitorów, jednocześnie odwracając się tam i unosząc brwi.

Wszyscy faceci wybuchnęli śmiechem, a kiedy na nich spojrzałam, zobaczyłam z prawdziwą ulgą, że mój Cichy po krótkiej chwili, kiedy oniemiał, również chichotał pod nosem razem z nimi.

 I kręcił przy tym głową, patrząc na swoje buty.

- Cichy - powiedział przez swój śmiech David - Mówiłem ci już, że jesteście dla siebie stworzeni. Właściwie to ty jej nie musisz nic mówić. Ona jest tak mądra, że sama wszystko wie.

Tak, David też był tym dorosłym.

Lubiłam go.

Cichy podniósł głowę i spojrzał na mnie łagodnie.

- Ta - mruknął i uśmiechnął się delikatnie.

Odprowadził mnie do drzwi, przez cały czas trzymając mnie ramieniem owiniętym wokół mojej talii.

Zatrzymał nas tam, przyciągnął mnie do siebie i pocałował lekko moje usta.

Potem odsunął się, kiwnął głową Driverowi i brodą wskazał nam drzwi.

- Okej - powiedział - Odprowadź ją na parking, pokaż swój wóz, poczekaj aż odjedzie, a potem wróć, to pogadamy.

- Jeeezu - usłyszałam z głębie pokoju pomruk Strzały - Co te kobiety robią z facetami. Cichy przestaje być cichy i wydaje nam rozkazy.

- No - zgodnie mruknął Driver, ale ruszył, by otworzyć drzwi.

- To… - zawahałam się - Hmmm… cześć chłopaki.

Machnęłam im raz dłonią i odwróciłam się do drzwi.

Odpowiedziały mi milczące machnięcia ręką i kiwnięcia brodami, a potem wyszliśmy i zeszliśmy z Driverem schodami na parking.

Tam okazało się, że jego samochód stał zaledwie dwa miejsca parkingowe od mojego SUV’a, więc dowiedziałam się tylko jeszcze, że nazywał się Mustang GT, a potem przyjrzałam mu się całkiem dobrze i spojrzałam na jego tablice dla pewności, zanim wsiadłam do swojego Audi, uruchomiłam go, zapięłam pasy, wykręciłam i wyjechałam na ulicę, by pojechać do naszego domu.

Już spokojna.

No, prawie.

*****

Filip

Dwie godziny później

Filip wrócił do domu, zaparkował swojego Rubicon’a na podjeździe, skoro kazał Ani parkować jej Audi w garażu, wysiadł, zamknął samochód i, rozglądając się dyskretnie po okolicy, poszedł do drzwi wejściowych domu.

Odprawa, którą sobie zrobili z chłopakami nie była cholernie pocieszająca.

Driver miał wieści od ziomka, który miał znajomego, który siedział z Carlosem i powiedział, że tamten popieprzony szajbus przez cały czas mówił o Ani i o Filipie i o zemście, jaką dla nich wymyślił.

Najłagodniejszą formą tej zemsty było zabicie Ani, żeby Filip odczuł stratę i musiał z tym żyć.

- Jak on mógł uciec? - zapytał zdenerwowany tym wszystkim Jimmy.

Jimmy nie był wojownikiem.

Tak naprawdę nawet w wojsku był ratownikiem medycznym, więc nie umiał walczyć, kryć się, śledzić.

Był im potrzebny, podobnie jak Alex, jako dodatkowa para oczu, skierowana na Anię i na okolicę.

Tam, gdzie było za mało kamer.

Nadal, był dobrym człowiekiem, który się przejmował i chciał zrobić jak najwięcej się dało, żeby uchronić Anię.

- To nie jest istotne - wymruczał David - Skupmy się na znalezieniu go i unieszkodliwieniu.

- Jestem za zlikwidowaniem - twardo powiedział Filip.

- Ja też  - cicho dorzucił Strzała, a Driver kiwnął głową.

David i Jimmy zacisnęli usta.

To prawdopodobnie David byłby tym, który musiałby pociągnąć za cyngiel, więc pozostali nie mieli nic do gadania.

Dla nich wszystkich od zawsze było jasne, że David nie zabiłby nikogo, jeśli miałby jakieś inne wyjście.

Dla przyjaciela Filipa to była kwestia szacunku do życia w ogóle.

- Jak tylko się rozstaniemy, kontaktuję się z Taylorem - odezwał się David - i poinformuję go o wszystkim. Może coś będzie mógł pomóc.

Filip ponuro skinął głową.

Nie było ważne, jak bardzo tego nie chciał.

Nie mieli wyjścia.

- Musimy wciągnąć pieprzone FBI - dodał David i na to Filip zacisnął nie tylko wargi, ale również i zęby.

David tylko na niego patrzył.

Znali się od lat.

Gówno.

Filip był cholernie pewien, że pieprzone FBI będzie nieopisanie szczęśliwe, mogąc cholernie ingerować w jego pieprzone życie.

- Okej - mruknął w końcu - Ale czy z tym moglibyśmy cholernie poczekać jeszcze jakieś pieprzone dwa dni?

David patrzył na przyjaciela uważnie.

Filip nie odwrócił wzroku.

Wszyscy oni wiedzieli, czym zajmował się Filip dawniej i mogli podejrzewać, że nie zajmował się tym teraz.

Ale to nie oznaczało, że nie musiał trochę posprzątać, zanim wpuściłby pieprzone FBI do swojego życia.

David skinął głową.

Ustalili jeszcze plan działania na najbliższe dwa dni.

Chłopaki podzielili się dyżurami, w czasie których każdy z nich miał przejechać przynajmniej dwa razy po okolicy, w której stał dom Filipa.

Nie skontaktowali się z Asem ani z Big Benem, więc nie mogli ich wprowadzić w najnowsze wydarzenia.

I na tym się rozstali, wychodząc pojedynczo, każdy pojechał potem w inną stronę, chociaż robili to bardziej z nawyku niż z konieczności.

Filip postanowił bowiem zgłosić swoją działalność jako firmę zajmującą się ochroną danych i sieci dla firm.

I wtedy musiałby zgłosić pieprzony adres biura.

Gówno.

A teraz Filip wszedł do domu, poczuł zapach kolacji, zamknął drzwi na klucz i przestawił alarm, a potem wszedł do salonu.

Ania siedziała na kanapie, z nogami opartymi piętami na siedzisku, rękoma obejmując kolana, na których miała opartą głowę i patrzyła na niego bokiem.

Czekała na niego.

Kiedy zobaczyła go wchodzącego zmęczonym krokiem do domu, wyprostowała nogi, wstała powoli i podeszła do niego.

- Hej, kochanie - powitała go, objęła go ramionami w talii i wsunęła się pod jego ręce, którymi natychmiast chętnie ją objął.

Pocałował ją lekko w usta.

- Hej - mruknął, kiedy odsunął się na te kilka centymetrów, żeby widzieć jej oczy - Przepraszam, że ci nie powiedziałem.

Przycisnęła czoło do jego klatki piersiowej.

- Nic nie szkodzi - mruknęła, nie odrywając głowy od jego piersi.

- Przestraszyłaś się - stwierdził Filip i właśnie to do niego dotarło.

Tak bardzo się o nią bał, że nie pomyślał, że ona też się mogła wystraszyć.

Pogładził uspakajająco jej plecy.

- Trochę - powiedział Ania i odchyliła głowę, żeby na niego spojrzeć.

A potem wyraz jej twarzy się zmienił.

- Dlaczego tak się śmiałeś, jak wtedy zadzwoniłam? - spytała z ciekawością w głosie.

- Bo fantastycznie wykołowałaś Strzałę - przyznał Filip z uśmieszkiem, ale zaraz potem spoważniał i zbliżył twarz do mojej tak, że oparł czoło o moje - A poza tym odreagowałem, bo cholernie się przeraziłem.

Zamarła i było widać, że czekała na jego dalsze słowa.

Wiedziała, że było coś, czego jeszcze jej nie powiedział.

Musiał jej powiedzieć.

- Śledziłem twój samochód… - przyznał coś, czego bez wątpienia się spodziewała, skoro mógł to robić i kupił jej SUV-a nafaszerowanego elektroniką - ale na tym cholernym parkingu podziemnym, na którym się schowałaś, urwał mi się sygnał. Nie wiedziałem co się z tobą stało - a potem dokończył prawie niesłyszalnym szeptem - Byłem przerażony. Tak się bałem, że cię stracę.

- Cichy - szepnęła do niego, unosząc rękę, by objąć jego szczękę - Nigdy cię nie opuszczę - pogładziła jego zarośnięty policzek - kocham cię.

- Obiecałem, że nie pozwolę ci odejść… - mruknął pod nosem - więc staram się dotrzymać słowa.

- No to mam przechlapane - wymamrotała żartobliwie, niby ze strachem, a on wreszcie zaśmiał się cicho.

Kilka minut trwali tak, zasłuchani w ich oddechy.

*****

Anna

Kilka minut trwaliśmy tak, zasłuchani w nasze oddechy.

Aż w końcu Cichy postanowił zmienić nastrój i podniósł lekko głowę.

- To mnie w końcu nakarmisz czy co? - powtórzył moje słowa sprzed wielu miesięcy, a ja znowu zamarłam na tamto wspomnienie, a mój oddech zrobił sobie przerwę.

Wtedy pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha.

Wtedy wróciłam do niego po tym, jak od niego odeszłam.

To było tej nocy, kiedy zrozumiałam, że nie mogłam bez niego żyć.

Dotarło do mnie z całą mocą, jak bardzo bał się, że mógł mnie stracić.

- Kocham cię - powiedziałam bez tchu.

- To dobrze - odparł - bo obiecałaś, że wyjdziesz za mnie za mąż.

Rozluźniłam się.

Zachichotałam cicho, a potem sięgnęłam ustami do jego ust, dotknęłam ich lekko, odsunęłam się i odwróciłam się w stronę kuchni, ciągnąc go tam za rękę.

- Zrobiłam zapiekankę ziemniaczaną… - powiedziałam mu - i ja też jeszcze nie jadłam. Więc lepiej chodźmy, bo zaraz zaczniemy zużywać energię i padniemy z osłabienia.

Filip zaśmiał się cicho i poszedł za mną.

A potem zjedliśmy zapiekankę ziemniaczaną.

A potem zaczęliśmy zużywać energię na różne przyjemne sposoby.

I nie padliśmy z osłabienia.

 

1 komentarz: