Rozdział 14
David
David
stał na korytarzu i patrzył przez duże okno do sali, w której na szpitalnym
łóżku leżał jego przyjaciel.
Filip
spał, jego szyja była owinięta bandażem, ale już nie miał w ustach tej
pieprzonej rury, ani tylu cholernych czujników podłączonych do piersi, a Ania
siedziała na krześle przy jego łóżku i głowę miała leżącą na rękach rozłożonych
na jego kołdrze.
Jedna
z jej rąk nadal była pokryta opatrunkami, a David wiedział, że miała opatrzony
również bok pod koszulką, ale wyglądało na to, że nie myślała o swoich ranach.
Kurwa!
David
wspominał swoją złość, a nawet wściekłość
na kobietę przyjaciela, kiedy tak cholernie sucho, bez emocji powiedziała mu,
że się miała zamiar przeprowadzić się do siostry, do Luizjany.
Kurwa
mać!
Nawet
nie patrzyła mu w oczy.
Nie ma potrzeby,
żebym wracała do SLC
- powiedziała, a David nie wyczuł bólu w jej głosie.
Aż
tak dobrze się maskowała.
Jak
Filip.
Był
na nią dosłownie wściekły, bo wiedział, ile znaczyła dla jego kumpla.
Ale,
przecież gdyby David nie znał tak dobrze Filipa, nie znał go od tylu
pieprzonych lat, też by tego o nim
nie wiedział.
Wtedy
myślał tylko jedno:
-
Kurwa, nie mogła zostawić Filipa! Nie po
tym, jak tyle poświęcił i jak ryzykował, żeby ją uratować.
Ale
potem, w następnej sekundzie, David dowiedział się, że Ania była przekonana, że
Filip nie żył i to zmieniło wszystko.
Zrozumiał.
Przez
ponad trzy pieprzone dni, odkąd była
przytomna, żyła wierząc, że Filip zginął na tym cholernym podwórku.
Gówno.
Nawet
jego to popieprzyło.
David
wspominał ten widok jako jeden ze swoich najgorszych koszmarów zaraz po tym
wspomnieniu, jak szukał Maggie, kiedy została porwana przez swojego
eks-chłopaka.
Dwa
ciała bliskich mu osób leżące tam na pieprzonych kamieniach bez czucia, cholernie
krwawiące, powyginane, martwe…
Widział
to wielokrotnie na misjach, ale nadal tym razem to go cholernie pieprzyło, bo wtedy nie był to nikt mu bliski.
Biegł
w ich stronę, kątem oka zarejestrował pieprzone FBI i zespół Taylora
unieszkodliwiających bandę cholernych popleczników Nebuenitto, widział swoich
kumpli, biegnących w tę samą stronę, co on i uruchomił nadajnik, żeby wrzasnąć
do Henry’ego:
-
Dawaj tu natychmiast pieprzony
helikopter!
Kiedy
Henry się odezwał Tak, David
dorzucił:
-
Filip i Ania oberwali!
David
rozłączył się, jak tylko usłyszał Przyjąłem
i dopadł do Ani, by rzucić się na kolana, sprawdzić jej puls, przekonać się, że
oberwała w brzuch, ale kula przeszła na wylot i by spróbować opanować
krwawienie.
W
tym samym pieprzonym czasie Driver i Strzała dopadli do Filipa.
David
wiedział, że byli równie mocno związani z Filipem, co on.
-
Kurwa mać, Cichy, trzymaj się! -
krzyczał Strzała.
Driver
trzymał dłoń na szyi Filipa, ale cholerna krew ich przyjaciela uciekała mu
przez palce, a Strzała w tym czasie rozpiął pieprzoną kamizelkę, żeby przekonać
się, że wytrzymała.
Filip
nie miał ran od kul w klatce piersiowej.
Ale
tętnica szyjna była rozerwana.
Tętnica!
Jezu
Chryste!
As
i Big Ben byli tuż za nimi, krzycząc w biegu Medyka, jak zdarzało im się to na polu walki gotowi, by pomagać w
transporcie obojga rannych w dogodniejsze dla helikoptera miejsce, ale potem musieli
poczekać.
Pieprzone
minuty, zanim przyleciał helikopter
ratunkowy, które spędzili na podtrzymywaniu pieprzonego krwawienia z szyi
Filipa, na zakładaniu cholernego prowizorycznego opatrunku i modlitwach, które
dla postronnego mogły brzmieć jak złorzeczenie Bogu, dłużyły się jak jebane lata.
Kurwa
jebana mać!
Davidowi
udało się opatrzyć bok Ani, ale jej biała sukienka wyglądała jak całun
śmiertelny z tą cholerną czerwoną plamą.
I
jeszcze te poranione kamieniami ręce.
Kiedy
kończył to robić, z domu wyprowadzono jebanego
Nebuenitto.
David
zobaczył na jego twarzy grymas satysfakcji, więc miał ochotę podbiec do cholernego
dupka i mu przypierdolić, wybić z niego gówno albo, lepiej, rozerwać mu czaszkę
kulą ze swojego karabinka.
Jak
wszystkim potworom, którzy nie powinni chodzić po tym świecie.
Jak
mówiła mu jego Maggie.
Ale
zajął się przyjacielem, bo tamten pierdolony sukinsyn i tak nie uniknie swojej
cholernie zasłużonej kary.
Helikopter
wylądował na rozległym podwórku, które Nebuenitto przypadkowo usłużnie oczyścił
wcześniej z samochodów, medycy zabrali Cichego i Anię, a David z kumplami
pojechali za nimi.
Dojechali
do cholernego szpitala dwoma z pieprzonych Suburban’ów, które załatwił im
cholerny Leo.
Sukinsyn
miał swoją wygraną, okupioną krwią dwojga wspaniałych ludzi.
Potem
siedzieli w pięciu w pieprzonej szpitalnej poczekalni przez cztery cholernie długie dni, śpiąc na pieprzonej podłodze
i na cholernie niewygodnych, plastikowych pieprzonych krzesłach i czekali na jakąkolwiek pieprzoną informację o
stanie Filipa.
Ale
przynajmniej wiedzieli, że walczył.
A
Ania nic nie wiedziała, bo jej cholerna
starsza siostra nie zdawała sobie pieprzonej sprawy z tego, że ci dwoje się
kochają i Ania cierpi wewnątrz, szykując się na życie bez Filipa.
Bo
myślała, że nie przeżył.
Kurwa!
Nie
rozmawiały ze sobą.
Kiedy
wreszcie David zaniósł Anię na rękach do jego sali, by zobaczyła, że Filip
żyje, przekonał się o sile ich miłości.
Jezu
Chryste!
David
widział to już.
Tak
samo Sophie czekała na obudzenie się Alexa, kiedy dostał kulkę.
Tak
samo, chociaż może inaczej, Eva chciała być przy Jimmy’m po jego wypadku i
poparzeniu.
Ania
była ranna, słaba i zmęczona, ale nadal była zdeterminowana, żeby zostać przy łóżku
Filipa.
Bo
go kochała.
Kiedy
zmęczona, osłabiona wykrwawieniem i raną Ania zasnęła na siedząco i zabrali ją na
wózku od Filipa do jej sali, David nie protestował, bo potrzebowała się wyspać
w dobrych warunkach, żeby jej rany się zagoiły.
I
tak nie mogła wtedy nic zrobić dla Filipa, bo spał pod wpływem leków.
Ale,
kiedy usłyszał ciche kroki na korytarzu w środku nocy, wyjrzał i zobaczył ją,
przemykającą chyłkiem, boso, w samej cholernej męskiej koszulce i niczym więcej,
do sali jego przyjaciela, musiał jej pomóc.
Wszyscy
pomogli.
Strzała
i Driver stali tuż za drzwiami i czujnie kryli jego plecy, wyglądając, czy nie
szedł ktoś z personelu od strony windy, a pozostali stali zaalarmowani, gotowi
do kłótni, walki o ich racje.
Za
przyjaciela.
David
po prostu wyszedł z poczekalni i zasłonił Anię przed wzrokiem pielęgniarki,
pytając starszą panią o jakieś nieistotne gówno.
Ania
sobie poradziła z resztą.
Dzięki
temu Ania mogła spać z Filipem.
Żaden
z kumpli nie powiedział słowa, ale David był pewien, że widzieli.
Wszystko.
Kiedy
David się odwrócił od pielęgniarki, spojrzał przez okno do sali przyjaciela,
zauważył, że dobrze się schowała, układając wzdłuż ciała Filipa, pod tymi
pieprzonymi kablami i rurkami.
David
również był pewien jak cholera, że to jej imię, krzyknięte wtedy przez pieprzoną
przyjaciółkę Ani, obudziło jego kumpla z cholernej śpiączki.
Przywołało
go.
A
teraz patrzył na tę parę, która wreszcie miała szansę na spokojne życie i przypomniał
sobie jeszcze, jaka odważna była Ania.
Bez
wahania zadeklarowała natychmiastowe złożenie cholernych zeznań, którymi mogła
obciążyć pieprzonego świra, który cholernie uważał się za pieprzonego Króla jebanych
Przestępców.
Nawet,
jeśli kosztowałoby ją to powracanie do bolesnych wspomnień.
I
do strachu, który gnał ją przez Stany przez pięć cholernych lat.
Była
stworzona dla Filipa.
Pasowała
do niego idealnie.
On
też był taki odważny, chociaż nigdy nie wychodził na pierwszy plan.
Filip
nigdy by tego tak nie nazwał.
Ale
tak było.
Prawdziwej
odwagi wymagało bowiem siedzenie w zamkniętym pieprzonym wozie bojowym, przed cholernymi
ekranami komputerów, kiedy dookoła wybuchały granaty, rozlegały się pieprzone
nieznane strzały z różnej broni i nie można było opuścić posterunku, bo jego kumple
cholernie liczyli na pieprzone informacje.
Kurwa,
tak!
Więc
David pomoże Ani w pokonaniu pieprzonego
Nebuenitto, wynajdując wszelkie cholerne nagrania, jakie mogłyby obciążyć
cholernego pojeba.
Musiał
tylko pomyśleć, do kogo musiał się zwrócić o cholerną przysługę, ale na pewno
zacznie od Taylora.
Związała
ich praca, ale też wzajemny szacunek.
Z
zamyślenia wyrwał Davida ruch, jaki poczuł tuż przy sobie.
Obok
niego stanęła brunetka, którą poznał zaledwie przed chwilą.
-
Witam - powiedziała do niego, patrząc na Anię, która siedziała przy łóżku i
trzymała dłoń Filipa przy swoich ustach, nie zwracając uwagi na resztę świata,
a potem spojrzała na Davida i zbadała go wzrokiem - Jestem Giselle Flexman.
Byłyśmy kiedyś z Anną przyjaciółkami. Dopóki nie zaginęła te sześć lat temu.
Mieszkałyśmy razem w kampusie, kiedy byłyśmy w college’u Grossmana na kursie
przygotowującym na medycynę.
David
nie odezwał się, ale skinął głową.
-
Muszę iść, bo jestem tu w pracy, więc nie poczekam na nią, ale… - powiedziała
tamta - Czy mogę zostawić panu moją wizytówkę, żeby podał pan ją Ani, kiedy
będzie można.
-
Tak - chrząknął David i wyciągnął rękę, a Giselle podała mu kartonik.
-
Dziękuję panie… - przerwała.
-
David - przedstawił się David.
Kobieta
uśmiechnęła się, lekko skinęła głową i odeszła, a David popatrzył jeszcze przez
chwilę na przyjaciela i jego kobietę i poszedł do poczekalni, gdzie byli
wszyscy ich kumple.
Prawdopodobnie
wiedzieli, ale i tak to powiedział.
-
Ocknął się, sam oddycha - stwierdził do wszystkich.
-
Kurwa, Oko - powiedział Strzała i przeczesał dłonią włosy.
David
nie usłyszał od nich nic więcej.
Nie
potrzebowali słów.
Filip
był jednym z nich.
Zawsze.
*****
Anna
Tydzień później
Obudziłam
się gwałtownym szarpnięciem szarym świtem na swoim częściowo rozkładanym,
całkiem wygodnym fotelu w naszej sali szpitalnej.
A
właściwie już teraz w sali Filipa.
Obudziło
mnie to, że Filip chaotycznie rzucał się na swoim szpitalnym łóżku i coś mamrotał
przez sen.
-
Aniu - usłyszałam jedyne zrozumiałe
słowo.
To
nie było po raz pierwszy, więc wiedziałam, co to oznaczało.
Znowu
miał koszmary.
Wychyliłam
się z fotela i dotknęłam jego ręki, a kiedy to nie pomogło, wstałam i
pogłaskałam go po szorstkiej od zarostu twarzy.
-
Jestem tu, kochanie - powiedziałam mu do ucha szeptem słowa, które powtarzałam
jak mantrę od kilku dni i oparłam czoło o jego skroń.
Otworzył
oczy, wtulił usta w moją dłoń i się lekko uśmiechnął.
Odsunęłam
się na parę centymetrów, by widzieć jego oczy.
-
Jesteś - szepnął.
Dwa
dni po odłączeniu go od respiratora lekarz pozwolił na przeniesienie Filipa do
innego pokoju i, z pomocą Giselle, z którą nawiązałam szybko kontakt po tym,
jak zostawiła swoją wizytówkę Davidowi, mogłam być z nim w jednej sali, ale na
innym łóżku.
A
potem zostałam wypisana, bo moja rana nie wymagała opieki szpitalnej i
wstawiono mi tutaj fotel, chociaż nie byliśmy małżeństwem.
Dzięki
mojej przyjaciółce.
To,
że nie spaliśmy na jednym łóżku, oznaczało, że Filip nie czuł mojego dotyku w
nocy i miał koszmary, w których widział, jak krew znaczyła moją białą sukienkę
po tym, jak mnie postrzelili.
Wiedziałam,
bo mi to powiedział, kiedy raz obudził się i nie mógł się uspokoić, więc
leżałam obok niego, kiedy dyszał ciężko.
Chciałabym
spać z nim przez całą noc, ale nadal byłam słaba i nadal mi dokuczała rana,
więc musiałam spać na oddzielnym łóżku, a potem w swoim fotelu, bo łóżka
szpitalne były zbyt wąskie, żebyśmy zmieścili się obok siebie.
Więc
starałam się trzymać Filipa choćby za rękę, ale w czasie snu nie udawało mi się
to.
I
wtedy się budził.
Tak
jak teraz.
O,
Matko!
Następnego
dnia po wyjęciu Filipowi rurki intubacyjnej z gardła, Filip spał na swoim łóżku,
a my staliśmy we dwójkę z Davidem na korytarzu przed salą Filipa i
rozmawialiśmy.
David
i ich kumple wracali tego dnia do SLC samolotem wojskowym z całym sprzętem,
jaki przywieźli i z zespołem SWAT, z którym współpracował David i Filip, więc
pożegnaliśmy się dość wylewnie jak na takich twardzieli.
Każdy
z nich mnie krótko uściskał, obejmując ramionami.
Bałam
się, że zaczną mnie klepać po plecach, ale się powstrzymali.
David
miał podczas tego dziwnie zaciśniętą szczękę i zmarszczone brwi, ale ja
pomyślałam, że to nie było nic złego.
Po
prostu cieszyli się, że zastawiali Filipa w dobrych rękach.
-
Wiesz Aniu - odezwał się David, kiedy byliśmy na korytarzu już tylko on i ja,
bo miał dołączyć do swoich towarzyszy trochę później - Filip każdemu z nas na
swój sposób uratował życie.
Po
tych niespodziewanych słowach poczułam, że moje płuca są jakieś zbyt luźne,
jakby nie mogły się zacisnąć, żeby wymienić powietrze.
Chociaż
właściwie się tego spodziewałam, bo przecież wcześniej wiedziałam, że mój Filip
był hojny i dobry.
Wspaniały.
-
W czasie walki liczy się szybka informacja - wyjaśnił David - A Filip ma
refleks, intuicję i jest naprawdę dobry w obsłudze wszelkiej elektroniki.
-
Tak? - powiedziałam na wydechu i to właściwie nie było zdziwienie, ale po
prostu zachwyt, że David mi to mówił.
-
Tak - David kiwnął głową - Filip to pieprzony geniusz wszelkich systemów komputerowych. Taylor lubi z nim
pracować i ceni go tak samo jak ja.
Łał!
Milczeliśmy
przez kilka minut, patrząc na tego bliskiego nam obojgu, który nabierał sił w
tamtej szpitalnej sali.
A
potem spojrzałam niepewnie na Davida, a i on, kiedy wyczuł mój wzrok, spojrzał
na mnie.
-
Mówił mi… - zawahałam się, bo głęboko we mnie tkwiła potrzeba ochrony
informacji o każdym z nas - Filip powiedział mi, że jest hakerem - przyznałam.
-
Powiedział ci? - to była kolej Davida na zdziwienie.
Autentyczne.
Przytaknęłam
i ponownie spojrzałam przez szybę na mojego wspaniałego mężczyznę, leżącego
prawie płasko na łóżku szpitalnym.
-
Jest wspaniały… - szepnęłam - dobry, hojny.
Odwróciłam
się twarzą do Davida.
-
Ale nie wierzy w siebie - dodałam cicho i spojrzałam na przyjaciela Filipa z
mocą - A ja nie wiem, co zrobić, by
mu powiedzieć, jaki jest wspaniały.
Zobaczyłam,
że twarz Davida złagodniała, oczy stały się ciepłe i przechylił głowę w stronę
sali Filipa.
-
Bądź z nim - powiedział - i mów mu to codziennie. Nawet bez słów. Maggie
powiedziała kiedyś, że łatwiej pamięta się to, co się usłyszało o sobie złego,
a dobre trzeba słyszeć raz po raz, żeby w to uwierzyć. Moja Maggie jest
geniuszem matematycznym… - powiedział to z dumą w głosie, a ja spojrzałam na niego
z otwartymi ustami, bo Maggie zachowywała się jak żona i matka, a nie
matematyk, a co dopiero geniusz - ale nigdy nie słyszała tego od swojej matki i
w ogóle rzadko przez całe dzieciństwo. Więc nie wierzyła w to.
Tak.
Zrozumiałam.
Filip
pamiętał porzucenie przez matkę, jeszcze potem jakąś kobietę, a później
przyporządkowywał wszystkie kobiety do tego schematu, jaki sobie wymyślił i
zapamiętał to, myśląc, że nie był wiele wart.
Przecież
to dlatego na samym początku sądził, że byłam dziwką.
I
Maggie też uwierzyła w swoje możliwości, bo David
jej to mówił.
Więc
tą, która musiała to mówić Filipowi, byłam ja.
Dobrze
się stało, że miałam na to całe życie.
Dałabym
radę.
Właśnie
wtedy David dał mi wizytówkę Giselle.
Później
tego dnia, kiedy zostałam sama z Filipem śpiącym jeszcze przez większość doby,
przyszła Jenny i pomogła mi skontaktować się z Giselle, a potem
zorganizowałyśmy przenosiny Filipa do mojej sali następnego dnia.
Jak
tylko lekarz na to pozwolił.
Jenny
przynosiła mi ubrania na zmianę, jedzenie i kawę, a także przyniosła zdjęcia
swojej rodziny.
Dużo
rozmawiałyśmy.
Więc
poznałam z widzenia jej męża, Raphael’a i czwórkę dzieci: najstarszą Annette,
która miała imię po naszej mamie, Abigail, Petera, który miał imię po naszym
tacie, i najmłodszego Tobiasa.
Nie
mogłam się doczekać, by poznać ich osobiście.
Zamknąć
ten straszny etap mojego życia w samotności.
Niedawno
był u nas agent Leader.
Przekazał
Filipowi i mnie najświeższe informacje, z których wynikało, że Króla oskarżą o
zlecenie mojego porwania i mieli na to wystarczająco dużo dowodów.
Włącznie
z monitoringiem z lotniska w SLC, gdzie „mądry” osiłek rozmawiał tuż pod kamerą
ze swoim szefem na temat dostarczenia mnie jego prywatnym odrzutowcem i każde
jego słowo można było bez cienia wątpliwości odczytać z ruchu jego warg, co FBI
zrobiło.
Nie
pytałam, skąd mieli te nagrania.
Oskarżenie
o co najmniej podwójne zabójstwo: mojego brata i Jasona, było możliwe do
wniesienia, chociaż dowodem na nie był tylko e-mail z mojej skrzynki pocztowej.
Nadal,
było to przyznanie się do zabójstwa.
Chociaż
nie do tortur.
Cóż.
Podobnie
jak na to pierwsze, dowodem na stręczycielstwo i handel kobietami, czyli mną i
tymi przede mną, były zapiski z kamer w domu Nebuenitto, bo było wyraźnie widać,
jak mówił mi, że mnie sprzeda do burdelu, kiedy rozmawialiśmy po raz ostatni.
I
z wypowiedzi głupiego, obleśnego osiłka, kiedy mnie nachodził.
Leo,
jak kazał na siebie mówić agent Leader, miał nadzieję na wykrycie śladów
brudnych pieniędzy Carlosa, pochodzących z handlu narkotykami i innymi rzeczami,
ale jak na razie jego ludzie niczego nie znaleźli.
Nie
wiedziałam dlaczego, ale w moim odczuciu Leo miał nadzieję, że w tym mógłby mu w
tym pomóc Filip.
Wiedziałam,
że Filip mógłby to zrobić.
Umiał
to zrobić.
Mój
Filip umiał zrobić wszystko.
Ale
byłam prawie pewna, że byłoby to nielegalne, więc Leo nie mógł go o to prosić,
ani nie powinien tego sugerować w żaden
sposób.
Po
wyjściu agenta nie rozmawialiśmy wiele o tym z Filipem, bo chciałam, żeby
odpoczął, przespał się, ale on miał mi do powiedzenia jeszcze jedno.
-
Aniu - zaczął niepewnym tonem - musimy porozmawiać o twoim adwokacie.
Chodziłam
wtedy dookoła jego łóżka, by sprawdzić, czy miał wszystko, co było mu potrzebne
do odpoczynku i czy wygodnie leżał, więc miałam twarz blisko jego twarzy, ale
dopiero po jego słowach spojrzałam w jego oczy.
-
Tak? - spytałam i zmarszczyłam brwi.
Nie
wiedziałam, o co mu chodziło.
-
David sądzi, że to przez niego Nebuenitto cię znalazł - powiedział Filip, a się
zdziwiłam.
Przychodziło
mi to czasem na myśl, ale byłam przecież bardzo
ostrożna.
Usiałam
bokiem na łóżku.
-
Jason zawsze mówił mi, żebym nie ufała nikomu, kogo opłacam, bo może znaleźć
się ktoś, kto go kupi za większe pieniądze - powiedziałam Filipowi, a on się
wyprostował i prawie się uśmiechnął.
O,
Matko!
Nieznajomy
miał rację i Filip to aprobował.
-
Dlatego, kiedy potrzebowałam na coś pieniędzy - kontynuowałam - wymyślałam inne
ich przeznaczenie i kilka razy przekierowywałam je do różnych banków, skrytek,
aż Jason mógł je odebrać i wydać na coś dla mnie.
Filip
skinął głową i się zamyślił.
-
Czy przed tym, jak Jason zniknął, brałaś jakieś pieniądze od adwokata? -
zapytał mnie o coś, nad czym sama się zastanawiałam już dużo wcześniej.
-
Tak - szepnęłam.
-
Jak się nazywa twój prawnik? - spytał mój mężczyzna.
-
Mecenas Bernard Greedy - odpowiedziałam mu.
Skinął
głową, a ja wstałam.
Filip
nie powiedział nic więcej.
Pomyślałam,
że zechce to sprawdzić.
Pomyślałam
również, że to była moja wina, że Nieznajomego spotkało to wszystko złego, co
go spotkało.
Byłam
za mało ostrożna.
Filip
poprosił mnie wtedy, żebym podała mu jego laptop, który dostarczył nam David
tuż przed odlotem, a który zwykle leżał na szafce pod przeciwną ścianą.
Pół
godziny później zabrałam mu go i kazałam mu odpocząć.
Najpierw
mnie nie posłuchał.
A
potem nie miał wyjścia.
Ale
śmiały mu się oczy.
Śmiał się!
A
był to pierwszy raz, kiedy podniosłam na niego głos.
Uch!
*****
Tydzień później
Siedziałam
na kanapie w salonie mojej siostry z nogami zgiętymi w kolanach i skierowanymi
w stronę oparcia, kiedy mój tułów był całkowicie na brzuchu i klatce piersiowej
Filipa.
Prawie
leżałam w jego ramionach.
Dwa
dni wcześniej Filip został wypisany ze szpitala po tym, jak chirurg zdjął mu
szwy, obejrzał zabliźniającą się ranę i pozwolił na jego wypis pod pewnymi
warunkami.
Jednym
z nich było to, że mieliśmy zgłosić się na kontrolę za tydzień od dnia wyjścia
Filipa ze szpitala.
Więc
nie mogliśmy jeszcze wrócić do domu, do SLC.
Dlatego
właśnie zamieszkaliśmy na kilka dni w pokoju gościnnym mojej siostry w Lafayette,
które było na tyle blisko Nowego Orleanu, że mogliśmy podjechać stamtąd na
kontrolę.
Jenny
była wręcz szczęśliwa, że nas miała u siebie.
Mieszkali
z mężem i dziećmi we wschodniej dzielnicy miasta w dużym, piętrowym domu w
stylu kolonialnym, który miał osiem sypialni, z których jedna była apartamentem
dla nich dwojga, a dwie były apartamentami gościnnymi.
Apartamentami!
Jeden
z nich zajmowaliśmy z Filipem i czuliśmy się w nim nieswojo, bo był dla nas za
duży, prawie tak duży jak cały dom Filipa.
Wiedziałam,
że Filip czuł to tak samo jak ja, ale skupialiśmy się na tym, że wreszcie
byliśmy razem przez całą dobę.
Nie
mieliśmy dosyć dotykania się, obejmowania, a jeśli byliśmy o kilka kroków od
siebie, to przynajmniej patrzyliśmy w swoją stronę.
Kończyły
się właśnie pierwsze dwie godziny, kiedy byliśmy całkiem sami w całym domu, bo
Jenny pojechała na kinder party z dziećmi do jakiejś swojej przyjaciółki, a
Raphael był w pracy.
Pierwszą
godzinę spędziliśmy na przytulaniu się i delikatnych pieszczotach w dużym łóżku
w pokoju gościnnym, co skończyło się moim pójściem pod zimny prysznic i dziwną
miną Filipa.
Oboje
bowiem zapragnęliśmy tego, czego nie powinniśmy mieć z naszymi gojącymi się
ranami, osłabieniem i możliwością komplikacji.
Zwłaszcza
Filip.
Więc
musieliśmy się opanować.
Właśnie
to wykrzyczałam do Filipa, biegnąc pod prysznic, a potem uznałam, że pomyślał,
że byłam wariatką.
O,
Matko!
To
był drugi raz, kiedy przy nim krzyczałam.
Na
niego!
Wciąż
miałam nadzieję, że nie weszło mi to w nawyk, a było jedynie wytrąceniem mnie z
równowagi przez nietypowe okoliczności.
Bo
za bardzo go chciałam.
Po
prysznicu ubrałam się w spodnie dresowe i koszulkę, a potem zeszliśmy do
salonu, żeby nie mieć pokus związanych z przebywaniem razem w łóżku.
Opierałam
policzek i skroń o ramię i klatkę piersiową Filipa, ale dłoń trzymałam na jego jaskrawo
czerwonej, zabliźniającej się ranie.
On
przytulał mnie jedną ręką za biodro, a drugą za kark pod włosami, ale czułam
jego policzek na swoich włosach, więc wiedziałam, że też chłonął moją obecność,
jak ja jego, ale była zamyślony.
-
To wszystko moja wina - po cichu powiedział Filip niespodziewanie i jakby do
siebie.
-
Co? - szarpnęłam głową do góry ze zdziwienia.
-
Mieliśmy wszystko zorganizowane - wyznał mi Filip - Dopięte dosłownie na
ostatni guzik. Mogliśmy go mieć bez strat.
Zmarszczyłam
brwi, bo nie rozumiałam o czym mówił.
To
nie miało sensu.
-
Filip - powiedziałam cicho i położyłam dłoń na jego policzku, by zmusić go do
spojrzenia w moje oczy.
Nadal
patrzył nad moim ramieniem z dziwnym, bolesnym wyrazem twarzy.
-
David nad wszystkim panował - tłumaczył mi Filip - Mieliśmy wszystkie potrzebne
informacje, nawet plan tej cholernej posiadłości i zdjęcia. Chłopaki zdobyli
masę wszelkiej broni. Driver takie płaskie barki, na których mogliśmy
przepłynąć, skoro powiedziałaś nam o aligatorach.
Och!
Zrozumiałam.
Szykowali
się do szturmu na dom Króla.
Ale
nadal nie wiedziałam, o co Filip się
obwiniał.
-
Byłabyś bezpieczna, David by cię ochronił - kontynuował swoje zwierzenie - Ale
wziąłem jedną barkę z napędem, która została, bo robiła za dużo hałasu i
popłynąłem tam, bo nie mogłem znieść myśli, że jesteś tam, a ja…
Ojej,
on sądził, że to przez niego zostałam ranna?
-
Filip - przerwałam mu, kładąc mu palce na wargach, żeby zamilkł - Chciałam być z tobą. To ja nie posłuchałam Davida i nie padłam,
jak mi kazał.
Chciał
coś powiedzieć, więc cicho krzyknęłam - Nie!
Bardzo
starałam się patrzeć mu prosto w oczy.
-
Zorganizowałeś całą wyprawę, zwołałeś kumpli, a przecież wiem, że wolisz
pracować sam - wyliczałam - Strzała mówił mi, że słyszał, że to ty domyśliłeś się, gdzie mnie trzymali.
Zdobyłeś numer Jenny i zadzwoniłeś do niej, żeby wiedziała, że byłam w
Luizjanie.
Jak
miałam go przekonać?
-
To Nebuenitto zrobił źle -
powiedziałam coś, co powinien wiedzieć.
I
wiedział, więc trochę się rozluźnił, ale nadal się obwiniał.
Widziałam
to, więc pomyślałam, że muszę robić to tak, jak kazał mi David.
Codziennie.
-
Obyło się bez strat - wyszeptałam, kiedy wreszcie spojrzał mi prosto w oczy i
trochę bólu odpłynęło z jego rysów.
Zastąpiło
je coś o wiele piękniejszego, co bardzo lubiłam.
Ciepło,
łagodność i czułość.
-
Jezu - wymamrotał - jak ja cię kocham.
Uśmiechnęłam
się do niego delikatnie i przesunęłam dłoń z powrotem na jego szyję, by mógł
mnie pocałować, ale ten pocałunek był delikatny, czuły i krótki.
-
Ja ciebie też - mruknęłam.
Położyłam
wygodnie skroń na jego bicepsie i po raz kolejny zapatrzyłam się na nasze
blizny.
Rany
na mojej ręce i na biodrze zagoiły się bardzo ładnie i szybko pod wpływem
maści, które poleciła mi pielęgniarka w szpitalu, a rana po kuli w boku była
tylko niemiłym wspomnieniem, które dokuczało mi, jeśli śmiałam się za mocno.
Bardziej
martwiła mnie blizna na szyi Filipa, bo pod nią kryła się połatana tętnica
szyjna, chociaż dobrze połatana i ładnie się gojąca, ale ja nadal strasznie się
bałam powikłań, jakie mogłyby się kiedyś ujawnić.
Pilnowałam
więc przyjmowanie przez Filipa leków przeciwzapalnych i przeciwzakrzepowych,
wcierałam trzy razy dziennie maść przyspieszającą gojenie i w ogóle pilnowałam go.
Bałam
się.
Nikomu
oprócz Filipa, który spał ze mną, więc wiedział, nie przyznałam się, że czasem
budziłam się w środku nocy hiperwentylując po śnie, w którym stał naprzeciwko
mnie, a bok jego szyi wybuchał czerwienią.
To
było wspomnienie tego strasznego momentu, po który spędziłam kilka dni
zamknięta w swojej głowie z myślą, że mnie opuścił.
Że
nie żył.
O,
Matko!
Filip
chyba wyczuł, że wspomnienie tamtego obrazu przeszło przez mój mózg, bo ujął
mnie pod brodę, żeby ją unieść, spojrzał uważnie w moje oczy, zechciał mnie rozproszyć
i przytulił mnie ramieniem owiniętym za moimi plecami bliżej, by podciągnąć
mnie do swoich ust, by pocałować mnie najpierw delikatnie, ale potem coraz
bardziej mocno, gorąco i namiętnie.
Zapomniałam
się.
Oddałam
mu ten pocałunek.
Nawet
nie usłyszeliśmy otwieranych drzwi, więc odsunęliśmy usta od siebie dopiero,
kiedy usłyszeliśmy sepleniący głosik Petera.
-
Fuj, ciocia!
A
zaraz za nim głosy innych dzieci.
Śmiech
Annette.
-
Niech się całują - najbardziej autorytatywnie, poważnie stwierdziła Abigail -
To znaczy, że się kochają.
-
Pfff - fuknął Peter.
Uśmiechnęłam
się do Filipa, patrząc z bliska, jak jego oczy też się uśmiechały, ale potem
oddaliliśmy się od siebie, przekręciłam się i usiadłam z nogami na podłodze.
-
Och - zawołała Jenny, wchodząc na końcu do salonu z najmłodszym, Tobiasem, na
biodrze - Tu jesteście.
-
Ta - mruknął Filip.
Nie
spojrzałam w jego stronę.
Patrzyłam
jak moja siostra odstawiała swojego synka na podłogę i zrzucała z ramienia
torbę z jego rzeczami do kąta.
-
Hej, Jenny - zawołałam do niej - Jutro mają przyjechać nasi przyjaciele. Czy
będzie w porządku, żebyśmy się spotkali tu u was?
Maggie
zadzwoniła do mnie w tej sprawie dwie godziny temu, prawie natychmiast po tym,
jak Raphael opuścił dom w drodze do pracy i powiedziała mi, jaki był cały ich
plan.
-
Tak, okej - powiedziała Jenny, ale zrobiła zmartwioną minę, którą natychmiast
wyjaśniła pytaniem - Ale się tu nie zmieścimy, jeśli będzie ich dużo. Gdzie będą
spać?
Filip
westchnął obok mnie dość ciężko.
Nie
spojrzałam na niego, bo miałam ochotę zrobić do niego minę.
Dyskutowaliśmy
już o tym.
-
Och, nie martw się - machnęłam lekceważąco ręką - Eva i Jimmy z dziećmi, a
także Sophie z Alex’em zamieszkają w hotelu. Już mają zarezerwowane pokoje w La
Quinta, a nawet apartamenty, i zamówione samochody z wypożyczalni. Ale
zaprosiłam… To znaczy… Może mogłaby tu się zmieścić Maggie z Davidem i ich
synkiem? I jeszcze ma przyjechać cioteczka Thelma.
-
O, rany - szepnął Filip.
Spojrzałam
na niego i wyszczerzyłam zęby do niego w uśmiechu, bo właśnie to próbowałam mu
powiedzieć w czasie naszej dyskusji.
Znałam
swoją siostrę.
To
się nie zmieniło.
Nasza
mama też taka była.
Byłam
pewna, że Jenny się zgodzi, a wręcz byłaby oburzona, gdyby nie mogła mieć w
swoim domu naszych przyjaciół, a zapytanie jej było tylko formalnością, ale ja musiałam
teraz udawać, że ją o to prosiłam.
Tak
właśnie to działało.
-
Przyjeżdżają tylko na weekend, dwie noce - wyjaśniłam dalej Jenny, odwracając
się z powrotem w jej stronę, a potem dorzuciłam Filipowi, patrząc znowu na
niego - I nie przywożą ze sobą Nessie. A za tydzień wracamy do domu, ale nie
mogli się doczekać, żeby zobaczyć, jak dochodzisz do zdrowia.
Zrobił
dziwną minę.
- Ta, na pewno - mruknął dziwnym tonem.
O,
Matko!
Nie
wierzył?
-
Kochają cię i martwili się - szepnęłam, pochylając się w jego stronę i
obejmując jego szczękę dłonią, żeby całkiem odwrócił twarz do mnie.
Zobaczyłam,
jak jego piękne, piwne oczy stały się ciepłe i bardzo chciałam go pocałować,
więc zgięłam się, by dosięgnąć jego usta, ale jednocześnie usłyszałam oburzony głosik
Petera.
-
Fuj, ciocia - wyseplenił - znowu?
Zachichotałam
w tym samym czasie, kiedy Filip się uśmiechnął i usłyszałam śmiech Jenny i jej
córek.
No,
tak.
Znowu.
*****
Dwa dni później
Siedzieliśmy
w salonie Jenny całą dużą gromadą.
Okazało
się, że oprócz wolnego drugiego apartamentu gościnnego, Jenny miała wolną
sypialnię, którą szykowała na kolejne dziecko, ale nadal była pusta, więc
wystarczyło, że moja starsza siostra wykazała się swoim niezaprzeczalnym talentem
organizacyjnym i sprowadziła do niej w ciągu paru godzin podstawowe meble, jak
łóżko i komodę, aby cioteczka Thelma mogła tam dość wygodnie zamieszkać na dwie
noce.
Łazienka
była w korytarzu, ale tylko na dwie sypialnie, więc obywało się bez porannego
tłoku.
Wiedziałam.
Moja
siostra całkowicie była za tym, żeby
wszyscy byli blisko.
Było
coś, czego nie dowiedziałam się z telefonu Maggie, ale od Evy, która nie umiała
kłamać i, jeśli zapytało się ją odpowiednio, zawsze wygadała się ze wszystkim.
Przelot
samolotem w tę i z powrotem do SLC opłaciły dla wszystkich Eva i Sophie bez
wiedzy pozostałych.
To
znaczy, oczywiście, David się zorientował i uniósł honorem, ale po cichu, żeby
nie denerwować swojej ciężarnej żony, która miała poranne mdłości, jak przy
każdym dziecku, a bardzo chciała być tu z nami.
Nie
dowiedziałam się, co powiedzieli cioteczce Thelmie.
Na
szczęście ja nie musiałam nikomu nic
tłumaczyć ani kłamać.
Chociaż
przez te kilka lat nauczyłam się kłamać.
Siedziałam
w dużym fotelu trochę bokiem, a ze mną siedział Filip, który przysiadł na jego oparciu,
żeby być jak najbliżej mnie i obejmował mnie ramieniem.
Maggie,
David, Eva i Jimmy siedzieli objęci w parach na jednej kanapie, a Sophie z
Alex’em w fotelu, przytuleni do siebie podobnie jak ja i Filip.
Jenny z Raphael’em i dziewczynkami siedzieli
na drugiej kanapie, ale dziewczynki bardzo szybko pobiegły do bawialni, gdzie
na dywanie na podłodze kłębiły się dzieci pod opieką Marii i Matta.
Bowiem
Eva z Jimmy’m przylecieli z całą trójką swoich dzieci i poprzedniego dnia byli
w centrum Lafayette, by zobaczyć miasto.
Lubili
zwiedzać.
Siedzieliśmy
właśnie w salonie przy kawie i słodkościach, wśród których królowały beignets,
o co postarała się moja siostra, wiedząc, że nie jadłam ich od lat, a
uwielbiałam je.
Filip
zjadł ich pięć, więc dowiedziałam się, że je polubił.
I
bardzo dużo rozmawialiśmy, a ja byłam nieopisanie szczęśliwa, że moi przyjaciele i moja rodzina mogli się poznać.
Miałam
wszystkich wokół siebie i kochałam to.
Dowiedzieliśmy
się z Filipem, że Nessie została z Alice, Eddiem i ich dziećmi, na co się
trochę obraziła i przez pierwszy wieczór nie chciała wyjść z transportera.
Więc
opowiedzieliśmy Jenny, Raphael’owi i dzieciom o naszym kocie.
Rozmawialiśmy
już o wszystkich, więc Jenny dowiedziała się, kto miał ile dzieci i w jakim
wieku, kto czym się zajmował i jakich jeszcze mieliśmy przyjaciół, a moje przyjaciółki
poznały szczegóły mojej rodziny.
I
ja przy okazji też.
Eva
dowiedziała się o mnie więcej niż dotychczas wiedziała, ale, na szczęście, nie
pogniewała się na mnie o to, że ją okłamywałam przez tak długo, chociaż znałam
ją dłużej niż pozostałe kobiety.
Cioteczka
Thelma przy okazji też się sporo dowiedziała.
Ale
nie pisnęła ani słówkiem o tym, że byłam nazywana czasem przez dzieci ciocia Alba.
Dzieci
były jak zawsze najbardziej szczere.
Właśnie
rozmowa skręciła na nieco bardziej neutralne tematy.
Faceci
przeszli na chwilę do części telewizyjnej, w której Raphael pokazywał im jakieś
rozwiązania z systemem kina domowego, które podobno „genialnie oddawało atmosferę meczu na żywo”.
Słowa
Raphael’a.
-
Więc wygląda na to, że będziemy mieszkały dosyć daleko od siebie - powiedziała
nagle Jenny, pochylając się do mnie i biorąc mnie za rękę.
-
Kochanie… - szepnęłam, ale mi przerwała.
-
Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę, widząc moją małą siostrzyczkę taką
szczęśliwą - powiedziała - otoczoną przez przyjaciół.
-
Tak - mruknęłam, oglądając się na Filipa, który stał z mężczyznami, ale co
chwilę spoglądał w moją stronę.
Moja
siostra zauważyła moje spojrzenie.
-
Jesteście dla siebie stworzeni - stwierdziła łagodnie, a ja zszokowana spojrzałam
na nią.
Zamrugałam
gwałtownie z zaskoczenia jej słowami, ale również ze wzruszenia, a potem
wzięłam płytki, przerywany wdech.
-
David powiedział mi, że Filip uratował życie facetom podczas kilku akcji -
wypaliłam dość bezmyślnie, ponownie patrząc na mojego mężczyznę.
Chciałam
żeby Jenny pokochała Filipa i próbowałam podkreślić w oczach zasługi, ale też
chciałam powiedzieć jej jaki był wspaniały, więc nie zasługiwałam na niego.
Zapomniałam,
że jedną ze słuchających była cioteczka Thelma, która kochała Filipa jak matka.
Spojrzałam
na nią z zapartym tchem, że może wystraszyłam ją tym, czym mogły grozić akcje
Davida i Filipa.
Ale
nie, patrzyła na mnie ciepło i łagodnie.
-
Nas też uratował - powiedziała Maggie wskazując palcem na kobiety - Pomógł
każdej z nas - przypomniała mi coś, o czym już wcześniej mi powiedziała.
Zobaczyłam
olbrzymie oczy Jenny.
-
Filip jest geniuszem komputerowym - powiedziałam cicho do niej, ale sama
usłyszałam, że w moim głosie zabrzmiała nieskrywana duma.
Uśmiechnęła
się łagodnie.
-
To dobrze się składa, że jest geniuszem - powiedziała cichutko do mnie - bo ty jesteś geniuszem w pediatrii.
I
w jej głosie zabrzmiała autentyczna duma.
Otworzyłam
usta i patrzyłam na nią zdumiona.
Nigdy mi tego nie
powiedziała.
-
Ja… - zaczęłam na wydechu, a później ciągnęłam dalej - Zawsze sądziłam, że
traktowałaś moje zamiłowanie do leczenia dzieci jako mrzonkę, dziecinną fanaberię - wyszeptałam do niej.
-
Kochanie… - powiedziała mi cicho - zawsze, od dzieciństwa brałaś się za coś i
nie kończyłaś tego - zamknęłam usta, bo wiedziałam o czym mówiła.
-
Jak co?! - Sophie spytała Jenny głośno, więc
obejrzałam się, by zobaczyć, że była oburzona.
Zła
na moją siostrę, że mówiła coś niedobrego o mnie.
Jakby
chciała mnie bronić.
Ale
to była prawda.
Tak
robiłam.
Zobaczyłam
też przy okazji, że wszyscy na nas patrzyli i przysłuchiwali się tej naszej
wymianie zdań.
Nawet
mężczyzn to zainteresowało.
Filip
obejrzał się na podniesiony głos Sophie, zmarszczył brwi i zaczął się szybko do
nas zbliżać, jakby chciał mnie bronić, ale kobiety nie zauważały tego.
Patrzyły
tylko na Jenny.
Nie
byłam pewna, czy chciałam, żeby Filip usłyszał to, co zamierzała powiedzieć moja
siostra, ale już nie miałam szansy jej przerwać.
Zagryzłam
wargi.
-
Jak Ania miała dziesięć lat, wymyśliła sobie, że będzie grała na gitarze.
Uparła się - kręcąc głową jakby z niedowierzaniem, powiedziała wszystkim dokładnie to, czego się obawiałam, więc
opuściłam głowę i zamknęłam oczy - I grała.
Chodziła na zajęcia, do grupy, uczyła się. Była w tym świetna! Jeszcze jako piętnastolatka potrafiła zaimponować chłopakom
na ognisku wykonaniem Bonanzy.
Pamiętacie? - Jenny zanuciła ten motyw i przerwała, więc otworzyłam oczy, żeby
zobaczyć, że wszystkie kiwały głowami, a Filip stał niedaleko i przysłuchiwał
się z uśmiechem.
O,
Matko!
To
było takie zawstydzające.
-
Ale to znudziło jej się po roku i marudziła, bo nie chciała już jeździć na
lekcje, które wykupili jej rodzice - dokończyła moja starsza siostra - A pół
roku potem zdecydowała, że woli uczyć się baletu.
I przez następne dwa lata brała lekcje tańca. I też była w tym świetna. Do tej pory mam przed oczami
jej wykonanie tańca łabędzia z Jeziora
Łabędzi.
O,
Matko!
Zrobiłam
do Filipa minę pod tytułem Ratunku,
ale on patrzył z zadowoleniem, jakby chciał mi powiedzieć, że podobała mu się
ta podróż mojej starszej siostry po upokorzeniach mojego dzieciństwa.
-
A potem znudziła się tym, więc to też rzuciła i zaczęła uczyć się rysunku, ale
to rzuciła już po pół roku - moja siostra najwyraźniej się rozkręciła, ale
resztę powiedziała jakby ciszej, z uczuciem - Jedyne, czego nie rzuciła było
to, jak wymyśliła sobie jako piętnastolatka, że będzie leczyć dzieci. Kochała to.
Spojrzałam
na nią kiedy nagle przerwała, ale potem musiałam natychmiast przenieść wzrok po
kolei na moje przyjaciółki i zrobiłam to z przerażeniem.
Jenny
przerwała, bo nagle Maggie i Eva wydały głośne Och i zaczęły jedna przez drugą opowiadać mojej siostrze, jak „pomogłam”
zdiagnozować Jima.
A
potem, nieco spokojniej, ale również z uczuciem, wtrąciła się cioteczka Thelma,
by opowiedzieć im wszystkim o tym chorym koledze Johnny’ego.
Ojej!
Popatrzyłam
na Filipa błagalnie i wtedy zobaczyłam coś dziwnego.
Mój
mężczyzna był ze mnie dumny!
Filip
był dumny z tego, że tak o mnie mówili.
O mnie!
-
Więc widzisz, dziecko - powiedział cioteczka Thelma, a ja spojrzałam na nią, by
zobaczyć jej ciepłe, łagodne spojrzenie, którym obejmowała mnie i Filipa na
zmianę - Jesteście dla siebie
stworzeni.
Rozejrzałam
się i zobaczyłam, że wszyscy kiwali głowami.
Wszyscy
patrzyli na mnie!
Nawet
faceci, którzy właśnie do nas podeszli i słyszeli większość wypowiedzi kobiet.
O,
nie!
Zerwałam
się z fotela, na którym siedziałam, by schować twarz w szyi Filipa, a on
szaleńczo zaczął się chichotać z mojego zawstydzenia.
Ale,
kiedy spojrzałam na niego, zobaczyłam czyste szczęście.
Filip
bez słów mówił mi to, co czułam.
Kocham cię.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń