Rozdział 10
Przyjaciele
Filip
Następnego dnia po
południu
Filip
nigdy o to nie prosił, bo też i nigdy nie potrzebował pomocy kumpli przy
rozwiązywaniu swoich problemów.
Zawsze
ze wszystkim dawał sobie cholerną radę sam i nie bardzo lubił pieprzonego naruszania
swojej cholernej prywatności.
Nawet,
jak im ufał, to tym razem też by nie poprosił.
Ale
chodziło o Anię.
Kurwa!
Znali
się z tymi facetami z różnych miejsc i byli tacy, z którymi znał się lepiej, bo
odbyli razem jakąś misję, ale Filip nie był aż tak długo w wojsku, żeby znać stamtąd
kogoś więcej niż dwóch kumpli.
Co
innego David.
Z
Davidem Filip znał się najdłużej i najlepiej, a David umiał najlepiej ocenić
sytuację i mógłby przewodzić wszystkiemu.
Kiedy
David poznał wszystkie cholerne okoliczności, został wprowadzony w całość popieprzonych
zawiłości tego, w co wpakował Anię tamten cholerny porąbaniec, natychmiast
zaczął mówić o wprowadzeniu w to kilku facetów, na których mogli liczyć.
Bo
pewne przyjaźnie są niezniszczalne.
Tamtej
nocy David przejął Anię z rąk Filipa w pracy tuż za progiem remizy, co
powiedziało pieprzonym facetom, z którymi pracowała Ania nawet więcej, niż
Filip by chciał, żeby wiedzieli, ale miał to w dupie.
Nawet
tych dwóch cholernych plotkarzy, Billy’ego i Sama.
Filip
podjechał Rubicon’em na pieprzony parking na tyłach remizy równo o szóstej po
południu, żeby mieć pewność, że wszyscy będą już w pracy i obejdzie się bez
rozmów na parkingu i niepotrzebnego wiszenia na widoku.
Ania,
oczywiście, poczekała, aż wysiadł, obszedł maskę swojego SUV-a i otworzył jej
drzwi, a potem podała mu obie dłonie, żeby mógł ją wyciągnąć na ziemię i
przyciągnąć do siebie.
Nie
wydawała się być spięta, niechętna temu lub wystraszona.
Ufała
mu.
Nie
patrzył na nią, tylko rozglądał się po okolicy, ale czuł to, że mu ufała i
opierała się na nim, czuł do głębi
swoich wnętrzności i lubił to.
Objął
ją ochronnie ramieniem, przyciągając do siebie za ramiona, zatrzasnął jej drzwi
i zamknął SUV-a, a potem poprowadził ją dookoła budynku remizy klnąc w duchu na
konieczność obchodzenia budynku w ten sposób.
Kurwa!
Na
widoku.
Weszli
do remizy objęci, Ania z ramieniem Filipa nadal wokół swoich ramion, a on z jej
ramieniem wokół swojej talii.
Filip
skinął brodą Jimmy’emu, Alexowi, potem Olgierdowi, który pojawił się w drzwiach
swojego biura, a potem Filip podał Davidowi torbę Ani, złapał jej kark,
przysunął do sobie i pocałował ją krótko w usta.
Bez
słowa odwrócił się i wyszedł, ale w ciągu nocy kilka razy wysyłał do Davida i
do niej SMS-y i dostawał odpowiedzi.
Nie
przyznał się im, że tuż po północy przez prawie godzinę krążył po okolicznych pieprzonych
uliczkach i obserwował pieprzony teren.
Nie
chodziło o brak zaufania.
Po
prostu denerwował się.
Nie pozwól mi
odejść
- dźwięczało mu w głowie, ale miało to dwa wymiary, a nie wiedział, co
popieprzony świr wymyślał na nią.
Po
powrocie do domu położył się do łóżka, a nawet zasnął, ale po dwóch godzinach
obudziło go przenikliwe gówniane poczucie porzucenia, cholernej pustki w
ramionach, chociaż Nessie przygarnęła się do jego nóg, jakby ona również czuła
się osamotniona.
Rano
pojechał Rubicon’em po Anię i równo o szóstej był na parkingu przy remizie,
akurat na czas, żeby zobaczyć Davida, którego uprzedził SMS-em, że zaraz
będzie, wychodzącego za Anią z czujnym spojrzeniem rzucanym dookoła tak jak
wtedy, kiedy odgrywał rolę ochroniarza Maggie czy Sophie.
Więc
Filip wiedział, że kumpel się przejął.
Pieprzone
dzięki.
Na
Davida zawsze mógł liczyć.
Obejmując
Anię ramieniem przed wsadzeniem jej do swojego SUV-a, podziękował mu skinieniem
brodą, bez słów, ale ich nie potrzebowali, bo obaj wiedzieli, że każdy z nich
zrobiłby to dla drugiego.
Wrócili
z Anią Rubicon’em do domu na śniadanie, na które Filip przyszykował dla nich
obojga jajecznicę z boczkiem, a potem położyli się spać.
Filip
trzymał Anię blisko siebie, bo tylko wtedy czuł, że ją miał.
Kurwa!
Wciąż
nachodziły go złe, miażdżące go wspomnienia tych kilku cholernie gównianych
godzin spędzonych na przenikającym go pieprzonym, bolesnym poczuciu porzucenia,
kiedy wyjechała.
Nawet,
jak wiedział, że sama, nie wołana, nie szukana, wróciła do niego i kochała go,
więc wracałaby do niego zawsze.
Położyła
się do łóżka pierwsza, a on najpierw krzątał się po domu, by sprzątnąć kuchnię po
śniadaniu i nakarmić Nessie, która wchodziła mu pod nogi, ale potem wszedł do
sypialni, spojrzał na jej śpiącą sylwetkę z kusząco wypiętym biodrem w półmroku
jego sypialni, więc zdjął dżinsy i koszulkę, by do niej dołączyć w jego łóżku.
W
samych bokserkach wszedł do łóżka za jej plecami i, starając się jej nie
obudzić, wsunął się do niej pod kołdrę.
Zmęczony
po niespokojnej nocy, którą musiał spędzić z dala od swojej Ani, zasnął w kilka
minut po tym, jak przysunęła się sennie tyłkiem do jego brzucha.
Jezu
Chryste, jak on to lubił.
Objął
ją jednym ramieniem wokół talii i pod żebrami, a drugą rękę przełożył pod jej
głowę, wokół dekoltu i przyciągnął ją blisko, wtulając nos w jej szyję tuż
przed zaśnięciem.
Kiedy
obudzili się cztery godziny później, a właściwie obudził ich dzwonek telefonu
Filipa, przekonał się, że spali bez zmiany pozycji.
Odsunął
od Ani jedną rękę i przeturlał się na plecy, żeby sięgnąć telefon ze swojej
szafki nocnej.
Spojrzał
na wyświetlacz.
Dzwonił
David.
-
Yo - mruknął Filip zaspanym głosem i poczuł, że Ania wcisnęła sennie swoje
plecy na jego brzuch, kiedy przeturlała się na niego.
-
Umówiłem facetów na popołudnie - mruknął David, który, najwidoczniej nie miał
okazji lub nie potrzebował przespać się aż tak długo.
A
potem wyrzucił z siebie szybko propozycję, rozumiejąc rozterki Filipa i jego
niechęć przed zostawieniem jej bez opieki, że Ania powinna spotkać się w domu Davida
z Maggie i Sophie.
Filip
nie był pewien konieczności wprowadzenia facetów, chociaż David go przekonywał,
bo Filip nie lubił się dzielić informacjami, ale z drugiej strony Filip wiedział,
że sam nie dałby rady uchronić Ani przed niebezpieczeństwem.
Nie
przed takim.
Zgodził
się na spotkanie, a zrobił to, leżąc z nią w łóżku, wąchając jej włosy i
wiedząc, że nie spała, więc wiedziała o wszystkim jeszcze, zanim się rozłączyli
z Davidem i Filip odłożył swój telefon z powrotem na szafkę nocną.
-
Hej - mruknął później do niej i objął dłonią bok jej głowy, by odwrócić ją do
przodem siebie.
-
Hej - szepnęła na wydechu, podniosła głowę, uśmiechnęła się i przetoczyła tak,
żeby przerzucić nogę i rękę przez jego ciało.
Czuł
na boku żeber ciepło jej cycków, jej delikatną dłoń na swojej klatce
piersiowej, a jej gorącą cipkę na swoim biodrze.
Kurwa,
jak dobrze.
Trzymał
jej twarz zwróconą do swojej, więc musiał tylko trochę się zgiąć, żeby sięgnąć
do jej ust.
I
wziął je w długim, mokrym pocałunku.
Kiedy
odsunął się odrobinę, spojrzał w jej granatowe oczy i przekonał się, że patrzy
w jego pożądliwie, chociaż niepewnie.
-
Aniu? - szepnął pytająco, żeby ją zachęcić.
Wyglądało,
jakby podjęła decyzję, podniosła się na przedramieniu, zasysając obie wargi
między zębami, a potem zawisła twarzą nad nim i spojrzała na jego klatkę
piersiową.
-
Mogę? - szepnęła.
-
Ależ proszę - odszepnął, opanowując śmiech, bo pytała.
Rozchylił
ramiona, żeby jej nie krępować.
Dotknęła
rozchylonymi ustami podstawy jego szyi, więc poczuł jej gorący oddech, a potem
sunęła powoli coraz niżej, przyszczypując go co chwilę wargami lub dla odmiany wysuwając
język, by go polizać.
Jezu
Chryste!
Myślała,
że mógłby kiedykolwiek odmówić czemuś
takiemu?
Bawiła
się smakowaniem jego skóry coraz niżej, aż doszła do brzegu slipek i odchyliła
je delikatnie, spoglądając w górę, w jego oczy, kiedy on podtrzymywał jedną
dłonią jej włosy, a drugą swoją głowę, żeby patrzeć.
A
potem nie była już niepewna i delikatna.
Rozpaliła
się.
Pokazała
mu, że czegoś się nauczyła i to było kurewsko fantastyczne!
Kiedy
wsuwała twardego kutasa głęboko do swoich cudownych ust po genialnym, dokładnie tak mocnym, jak lubił, pieszczeniu go ręką i
lizaniu jego jąder, nie wytrzymał i przeturlał się, by wejść na nią.
Oparł
się na przedramieniu, przegarnął jej włosy z boku głowy, a potem gładził jej
szyję, dekolt, aż zjechał do piersi, żeby podnieść ją i ująć wargami.
Wygięła
klatkę piersiową w jego stronę, wbijając pierś głębiej w jego usta i jęknęła
przeciągle.
Przesunął
dłoń na jej biodra, a potem patrzył jej prosto w półprzymknięte oczy, kiedy
wsunął dłoń między nich i dotknął łechtaczki.
Przeciągnął
palcem po jej wilgoci i sapnęła.
Rozchyliła
mocniej nogi, ujął kutasa i naprowadził czubek na jej środek.
Wsuwał
się powoli i delikatnie, kiedy nagle napięła biodra i nabiła się na niego, nie
czekając na jego ruch, więc wszedł od razu do końca.
Jezu
Chryste, jaka gorąca.
Wziął
ją głęboko i mocno, kolejny raz czując cudowną, aksamitną wilgoć i gorąco jej
wnętrza, które obejmowało go ciasno i przyjmowało gościnnie.
I
jechał ostro.
Dopiero,
kiedy usłyszał krzyk jej rozkoszy, pozwolił sobie na uwolnienie.
A
potem uspokoili swoje oddechy, leżeli przez chwilę, wtuleni w siebie i dopiero
później poszli pod prysznic, by przygotować się na ich dzień.
Cały
dzień, który mieli spędzić razem, chociaż przez dwie godziny oddzielnie.
Filip
wyszedł spod prysznica jako drugi, a Ania w samych majtkach suszyła sobie
włosy, stojąc przed lustrem w łazience.
Wycierał
się, kiedy zauważył, że Ania nie patrzyła w lustro, które i tak był mocno
zaparowane, więc nic by nie widziała, tylko zerkała na niego.
Zagryzała
wargę, prawie dotykając wzrokiem jego
brzucha i bioder.
Uśmiechnął
się pod nosem z zadowolenia, bo było widać, że znowu się podnieciła, ale
pocałował ją przelotnie w ramię i wyszedł do sypialni, by założyć slipki,
spodnie dresowe i koszulkę.
Myślał
o tym, jaka była gorąca i jakie dziwne było to, że utrzymała swoje dziewictwo
tak długo, będąc taka, kiedy wyszła z łazienki, skierowała się do szuflad i
rzuciła ręcznik na podłogę, by założyć swoje spodnie dresowe i koszulkę.
Całkowicie
swobodna w jego obecności.
Pieprzone
dzięki Chrystusowi.
Zebrał
ich ręczniki, wczorajsze ubrania i ruszył w stronę pralki.
-
Zostaw - usłyszał, jak zawołała za nim - ja to zrobię.
-
Skarbie - mruknął, ale nie zatrzymał się - wolę śniadanie zrobione przez
ciebie. Ja mogę wstawić pranie.
Uśmiechnęła
się do niego, ale już tego nie oglądał, tylko poszedł wstawić pranie, żeby
miała czas na przygotowanie mu czegoś specjalnego.
Bo
już wcześniej dowiedział się tego o niej.
Jego
Ania umiała gotować.
W
kuchni, kiedy siedział na stołku, a ona przygotowywała dla nich gorące zawijane
bułki z cynamonem, coś, czego Filip nigdy nie próbował, ale już jako surowe
ciasto pachniało zajebiście, zaczęli rozmawiać.
-
Mógłbym codziennie tak się budzić - przyznał Filip, patrząc na jej sprawne
ręce, zagniatające ciasto.
-
Z taki ciepłym, pachnącym posiłkiem - spytała, podeszła do szuflady po odłożeniu
ciasta na blat, ale spojrzała na niej kokieteryjnie.
Filip
widział u niej to nieświadome, cudowne spojrzenie kilka razy i za każdym jego
kutas reagował tak samo.
Twardniejąc
i drgając.
Tak
jak i teraz, chociaż dopiero co ją miał.
Filip
warknął, wychylił się do niej, schwycił jej kark i przyciągnął ją do siebie po
krótki, ale mocny pocałunek.
-
Z twoimi ustami na mnie - zauważył, kiedy ją puścił.
-
Tak - szepnęła i jej twarz złagodniała - Ja też to lubię.
Filip
tak jakby to zauważył.
Wyjęła
z szafki blachę, z innej papier do pieczenia, a Filip obserwował to, jak krzątała
się po jego kuchni i zastanawiał się, kiedy, do cholery, zdążyła to wszystko
kupić i umieścić w jego szafkach.
Lubił
to.
Szykowała
tam ich brunch, jakby była w swojej kuchni, a jemu to się podobało i nagle
zechciał, żeby ta kuchnia stała się bardziej jej, ich.
-
Musisz zwolnić swoje mieszkanie - wybełkotał bez zastanowienia.
-
Co? - szarpnęła całym ciałem w jego stronę z zaskoczeniem.
-
Mieszkasz tu - wyjaśnił, ale lekko się napiął, bo nie rozumiał jej reakcji -
Nie potrzebujesz go już.
-
Filip - szepnęła i w dalszym ciągu się nie poruszyła.
-
Skarbie - mruknął Filip i wstał, by przysunąć się do niej te dwa kroki, które
zdążyła się odsunąć, kiedy kręciła się po kuchni - Myślałem, że tego chcesz.
-
Ja… - nagle usłyszał w jej głosie zdławiony dźwięk, który już znał, dźwięk
przełykanych łez - Chcę, ale… nie myślałam, że ty…
-
Aniu - mruknął, kiedy przysunął się do jej ciała na całej długości, aż oparła
białe od mąki dłonie o jego koszulkę - Przecież to jasne, że lubię to, jak tu
jesteś i nie chcę, żebyś kiedykolwiek odeszła.
-
Tak - szepnęła, oparła się o niego i nagle uśmiechnęła się radośnie - Tak! - powtórzyła głośniej.
-
Więc załatwione? - powiedział i również się uśmiechnął.
Wycofał
się tyłem, by posadzić swój tyłek na stołek i patrzył, jak zabrała się za
wałkowanie ciasta w duży prostokąt.
-
Właściwie - zaczęła - to ja już nie mam mieszkania. Ale, oczywiście, wypadałoby
załatwić to oficjalnie z Dominikiem i uregulować… No wiesz.
Och,
tak.
Filip
nie pomyślał o tym, ale przecież Ania mieszkała u niego od ponad miesiąca, nie
miała w tamtym mieszkaniu żadnych swoich rzeczy, a on nigdy nie zapytał, czy
płaciła czynsz.
Najwidoczniej
nie.
Rozluźnił
się.
Załatwiła
to mimochodem, sprowadzając się do niego bez pytania i bez jego świadomości,
ale najprawdopodobniej tak robiła zawsze.
Po
prostu szła dalej.
Dlatego
nie pomyślała o tym, żeby z nim porozmawiać.
A
nie dlatego, że znowu szykowała się do ucieczki.
Prawda?
Więc
rozmawiali, Filip zrobił kawę, którą popijali niespiesznie z kubków, siedząc na
kanapie, gdzie się przenieśli, by poczekać, aż bułeczki się upiekły, zjedli
jeszcze gorące, a potem wybrali się do sklepu.
W
międzyczasie Ania zadzwoniła do Dominika i umówiła się na spotkanie, by
podpisać rozwiązanie umowy.
Filip
natomiast usiadł do komputera, żeby znaleźć w Internecie informację, jaki ekspres
byłby najlepszy dla nich, żeby jego Ania miała dobrą kawę.
A
po wizycie w sklepie, powrocie do domu, rozpakowaniu zakupów, zostawieniu w
pudełku ekspresu ciśnieniowego, na jaki się zdecydowali, a może raczej Filip
zdecydował, i do kawy rozpuszczalnej zjedzeniu
ciastek, które sobie kupili, pojechali do przyjaciół, by zawieźć tam kilka
bułek cynamonowych z tych upieczonych przez Anię.
Mieli
się rozstać, bo Filip zawoził Anię do Maggie, gdzie miała przyjechać jeszcze
Sophie, a potem Filip miał pojechać Rubicon’em na miejsce wskazane mu przez
Davida.
Ania
nadal nie miała swojego samochodu po tym, jak Filip obejrzał jej najnowszy
zakup, wściekł się na niego i, milcząc, odprowadził go do dealera.
Miał
ochotę go złomować.
Nie
rozmawiali o tym.
Jeszcze
nie był gotów.
Podjechał
Rubicon’em do krawężnika przed domem Davida i Maggie, odpiął swoje pasy,
spojrzał krótko na Anię, żeby zauważyć, że rozpinała swoje powoli, oczekując na
to, aż on wysiądzie i przejdzie na jej stronę.
Lubiła
to tak samo jak i on.
Dobrze.
Filip
wysiadł, lekko uśmiechając się pod nosem, przeszedł dookoła maski, nieznacznie
rozglądając się po okolicy, podszedł do jej drzwi i otworzył je.
Ania
natychmiast wyciągnęła do niego obie ręce i zwróciła w jego stronę kolana, by
mógł ją wyciągnąć do swojego ciała z samochodu i postawić na nogi.
Kiedy
już ją tam miał, jedną ręką objął ją pod ramieniem za plecami, a drugą sięgnął
za nią, by zatrzasnąć jej drzwi.
Położyła
obie dłonie na jego klatce piersiowej i wpatrzyła się w jego oczy, czegoś w
nich szukając.
Nie
zastanawiał się nad tym, bo wiedział, że za kilka sekund David otworzy drzwi i
będzie czekał, aż wejdą.
Nie
mógł pozwolić kumplowi czekać.
Pociągnął
Anię za rękę krótkim chodnikiem do drzwi domu Davida i Maggie, a zanim doszli,
już się otworzyły.
Stanął
w nich, ubrany w dżinsy, bluzę i buty zimowe, David, który, dla
niezorientowanych, patrzył tylko na Filipa i Anię z lekkim powitalnym uśmiechem.
Dla
bardziej uważnych cholernie widoczne było szybkie spojrzenie, którym ogarnął pieprzoną
ulicę.
Filip
był wdzięczny za czujność kumpla.
Weszli
szybko za próg, rzucając mu w przejściu ciche powitanie, kiedy to David
ponownie dotknął policzkiem do policzka Ani.
Filip
doszedł do wniosku, że powoli się do tego przyzwyczajał.
Przywitali
się z Maggie, która przyszła do nich, jak zwykle, w samych skarpetkach, ubrana
w niebieską koszulkę z kwiatowym nadrukiem i granatowe dżinsy, z rozwianymi
włosami, których nie spinała, odkąd nie pracowała jako księgowa i zdjęli z
siebie zimowe okrycia, by je powiesić przy drzwiach.
Maggie
i Ania weszły natychmiast potem do salonu, rozmawiając o swoich sprawach, a
Filip został z Davidem w kuchni.
David
zaproponował kumplowi piwo, ale ten odmówił i stali po prostu z biodrami
opartymi o oblat kuchenny, Filip o wyspę, a David naprzeciwko niego.
-
Pojedziemy oddzielnie - stwierdził David.
Filip
się nie odezwał ani nie poruszył, bo to nie było pytanie.
-
Ja pierwszy, a ty pięć minut po mnie - dodał David.
Filip
skinął delikatnie głową na znak, że usłyszał.
-
Czekamy, aż przyjedzie Sophie - dokończył David i ruszył się, więc Filip
poszedł za nim, więc weszli do salonu, gdzie kobiety siedziały na kanapie
Maggie i w fotelu Ania.
Filip
przysiadł bokiem biodra na oparciu jej fotela, a Ania oparła się o niego
ramieniem i bokiem głowy.
Lubił
to.
Położyła
poufale dłoń na jego udzie, a Filip objął jej ramiona swoim ramieniem i
swobodnie rozmawiali z Davidem i Maggie.
Dwie
minuty później David podniósł się z kanapy i poszedł w kierunku drzwi, bo, tak
jak Filip, usłyszał podjeżdżającego do krawężnika Raptora Sophie.
Dodatkowym plusem tego, że kobiety miały być
we trzy, było to, że pickup Sophie był samochodem bardzo męskim.
Dla
niezorientowanego wyglądało to tak, jakby w domu był z kobietami jakiś
mężczyzna.
Filip
jednak wciąż się denerwował.
Nie
lubił zostawiać Ani bez odpowiedniej opieki.
Więc,
mając świadomość tego, że Sophie potrafiła walczyć, a Maggie miała GPS, że dom
Davida był zamkniętą fortecą, z niezwykle super wypasionym systemem
bezpieczeństwa, który Filip sam pomagał konfigurować, Filip nadal żegnał się z
Anią, jakby nie mieli już nigdy się nie zobaczyć.
A
ona to wyczuła już po uściśnięciu ramion i pocałunku, jaki złożył na czubku jej
głowy, zanim podniósł się z oparcia fotela.
Wstała
z nim bez proszenia z jego strony, kiedy David z korytarza dał im znać
skinieniem głowy, że wychodził.
Maggie
krótko pożegnała się ze swoim mężem i David odleciał, a Filip założył kurtkę i przyciągnął
Anię do siebie, kiedy po tym stali w korytarzu.
-
Hej - szepnęła w jego szyję, kiedy oburącz kurczowo przycisnął ją do siebie -
Daję ci słowo, że będę tu na ciebie
czekała.
Filip
w odpowiedzi przycisnął jej policzek dłonią do swojej piersi, więc jej czoło
zatopiło się w jego szyi.
-
Nigdy od ciebie nie odejdę - szept Ani był tak cichy, że Filip prawie go nie słyszał,
ale i tak go uspokoił.
Przynajmniej
na tyle, żeby mógł ją puścić, odsunąć się na pół kroku i spojrzeć jeszcze raz w
jej granatowe oczy, trzymając tylko lekko palce jej obu dłoni.
Kurwa,
tak.
Nie
zwrócił na to wcześniej uwagi.
Wyszła
z domu bez pieprzonych szkieł kontaktowych.
Wiedział,
że poznała jego myśli i że z tego powodu wyraz jego twarzy się zmienił, kiedy
uśmiechnęła się do niego, sięgnęła na blat szafki przy drzwiach i wyjęła ze
swojej torebki okulary, by założyć je na nos.
Zamierzała
powiedzieć wszystko Maggie i Sophie.
Filip
stanął przodem do niej, objął dłonią jej kark i delikatnie pocałował czubek jej
nosa.
-
Muszę iść - mruknął tam.
-
Okej - szepnęła i odsunęła się do tyłu, wciąż patrząc w jego stronę.
Po
omacku sięgnął do klamki drzwi wyjściowych, a potem zdecydował się, odwrócił i
wyszedł za nie, nie oglądając się więcej
za siebie.
Poszedł
zdecydowanym krokiem do Rubicon’a, wskoczył za kierownicę, uruchomił silnik i
pojechał na spotkanie z kumplami.
*****
Godzinę później
Oprócz
Davida i Filipa na spotkaniu było ich jeszcze czterech.
Pierwszym
był Strzała, Chris, średnio wysoki, szczupły, ciemny blondyn z brązowymi oczami
i opalenizną nawet w środku zimy, który był z nich najszybszy i potrafił wejść dosłownie
wszędzie.
W
każdą pieprzoną dziurę i na każdej cholernej wysokości.
Pokonać
każdy zamek.
Byli
z Filipem na jednej misji i byli tam razem z Davidem.
Obecnie
Strzała prowadził i był właścicielem dochodowej, znanej w Salt Lake City
restauracji ze stekami, która nie była zwykłą stekownią, co oznaczało, bez
wątpienia, dużo pracy i duży zysk.
Kiedyś
jednak Strzała pracował czasem z Filipem przy niezbyt legalnych interesach, o
czym nigdy nie wspomnieliby Davidowi ani nikomu innemu.
Żaden
z nich.
Drugim
był Marty, nazywany przez nich ksywką Driver, czyli kierowca, bo umiał załatwić
dostęp do każdego, dowolnego pojazdu,
chociaż niekoniecznie zgodnie z prawem.
Był
ciemnowłosy, o ciemnej karnacji, mocno wytatuowany i wiecznie wyszczerzony białymi
zębami w dzikim uśmiechu, który nie miał nic wspólnego z wesołością.
Biada
tym, którzy mylili go z niefrasobliwością.
Marty
umiał też prowadzić każdy pojazd, nie
tylko kołowy, a za młodu brał udział w nielegalnych wyścigach ulicznych, co
zapewniłoby mu wyrok, gdyby nie poszedł w odpowiednim czasie do wojska, żeby
się schować.
On
również pracował z Filipem, kiedy ten potrzebował zarobić nieco kasy dla
cioteczki Thelmy i jej domu, a także później, kiedy ich interesu rozkwitły,
chociaż już nie było im potrzebne zdobywanie góry złota.
Nadal
zarabiali.
Driver
miał w swoim czasie pewne, niejasne, powiązania z gangami, chociaż cholernie
nie lubił pracować dla jednego szefa, ani trzymać się reguł, nawet jeśli to
były popieprzone reguły gangu.
Filip
nie pytał, zresztą to była główna, niepisana zasada ich wszystkich.
Robert,
największy z nich we wszystkie strony, umięśniony jak najlepszy zawodnik
wrestlingu, jakim kiedyś był, miał ksywkę Big Ben.
Podobnie
jak Vincent, As, wysoki Murzyn o mięśniach ze stali, które mogły się równać
tylko z mięśniami Davida, Rob był żołnierzem.
W
pełnym tego słowa znaczeniu.
Nadal
był.
Obaj
mieli więcej wspólnego z Davidem i jego pobytem w wojsku, więc Filip ich tak
dokładnie nie znał, ale nadal ufał w ich umiejętnościom w walce, tak jak ufał
Davidowi.
Stali
wszyscy rozrzuconą luźno grupą, ale niezbyt daleko od siebie, w pustym,
zakurzonym magazynie, który David znalazł jako bazę na to jedno spotkanie i
Filip cichym, jednostajnym głosem wprowadzał ich w sytuację.
Nie
lubił dzielić się swoim życiem ani życiem kogoś tak mu bliskiego, jak była
Ania, ale potrzebował ich i David mu to uświadomił dawno temu.
Zaraz
po ich szczerej rozmowie z Anią.
-
Więc, kurwa, Cichy - Chris zwrócił się do Filipa jego ksywką z wojska - musimy cholernie
rozpracować tego pojeba.
Filip
powiedział im, co zamierzał zrobić z jego kobietą ten, który się uważał za pieprzonego
Króla Przestępców i nazywał się Carlos jebany
Nebuenitto.
To
nazwisko było im znane.
I
to od kurewsko bardzo złej strony.
-
Mam kilka starych pieprzonych kontaktów - mruknął Driver - popytam.
-
Poszperam w sieci - mruknął Filip, ale nie musiał, więc nie zamierzał im
tłumaczyć, że przeszukanie nie będzie dotyczyło wyłącznie oficjalnych i łatwo
dostępnych pieprzonych stron i portali społecznościowych.
Zresztą,
wiedzieli o nim tyle, że był dobry w swojej działce, a dotyczyło to właśnie cholernej
elektroniki i hakerstwa.
-
Potrzebujemy pieprzonej broni - mruknął Big Ben, coś co wiedzieli, a on to
powiedział tylko po to, żeby potwierdzić, że zdobędzie.
Po
spojrzeniu, jakie wymienił z Asem, Filip wiedział, że obaj zdobędą, ile będą
mogli bez proszenia o to.
-
Jak coś zdobędziecie, zbierzemy się ponownie - powiedział David, a jego głos
był nieszczęśliwym grzmotem - Nikt nic nie robi na własną pieprzoną rękę.
To
ostatnie David skierował do Filipa.
Filip
skinął głową, chociaż go to wkurzało.
Kurwa
mać!
Musieli
bezczynnie czekać z dnia na dzień i
żyć ze strachem, że ktoś albo coś się wysypie, albo coś się rozpieprzy.
Ale
David miał rację i David był najlepszy w planowaniu wszelkich operacji, więc
Filip mu ufał.
-
Okej, Oko, jak dasz znać, to się spotkamy - wymamrotał As, co było jawnym
dowodem na to, że David, bo to był jego pseudonim, był ich niepisanym liderem,
dowódcą, któremu wszyscy ufali i czekali na jego rozkazy.
Wszyscy
skinęli głowami.
Nie
było nic więcej do dodania, więc zaczęli się pojedynczo rozchodzić, każdy w
inną stronę jednym z czterech wejść do magazynu, w różnych, nieregularnych,
odstępach czasu.
Na
końcu wyszli David i Filip, każdy w przeciwną stronę, do swoich samochodów
zostawionych jedną lub dwie przecznice dalej.
Filip
wsiadł do Rubicon’a po przekonaniu się, że nikt się nim nie interesował, po
czym jechał nieco okrężną drogą, co, jak był pewien, uczynił również David.
Kiedy
Filip dojechał do domu Davida i Maggie, Raptor Sophie stał dokładnie tam, gdzie
go zostawili, a, wrota garażu domykały się za Grand Cherokee Davida.
Filip
zaparkował naprzeciwko ich drzwi, wysiadł, przeszedł chodnikiem w stronę domu
Davida i zadzwonił dokładnie w tej samej chwili, kiedy David mu otworzył.
*****
Alba
/ Anna
Wcześniej
nie bałam się, albo może byłam tylko trochę zdenerwowana, a teraz, kiedy Filip
wrócił do mnie do domu Maggie i Davida, byłam wręcz szczęśliwa, że to zrobiłam.
Długo
wahałam się, czy powiedzieć prawdę Maggie i Sophie i, gdyby to była z nami na
przykład Eva, nie zrobiłabym tego.
Te
dwie jednak przeżyły swoje i czułam, że mogą mnie zrozumieć, a przy tym nie
wpadną w panikę, nie wystraszą się, a może nawet mi pomogą.
Potrzebowałam
bowiem porady w swoich bardzo prywatnych sprawach z Filipem.
Kiedy
jechaliśmy na spotkanie z przyjaciółmi, było niepokojące i dziwne to, że Filip
nie zauważył tego, że nie miałam na sobie soczewek, bo to świadczyło o jego
zdenerwowaniu.
Zwykle
wszystko spostrzegał.
Wysiedliśmy
z Rubicon’a jak zwykle i nie było niczym niezwykłym to, że szliśmy do drzwi
Maggie i Davida objęci mocno, bo tak zawsze chodziliśmy.
Jednak
przez cały czas czułam silniejsze napięcie mięśni Flipa i widziałam drganie
jego mięśni na szczęce, co również świadczyło o jego zdenerwowaniu.
Nie
wiedziałam, co mogłabym zrobić, żeby go uspokoić, więc nic nie zrobiłam, tylko
szłam obok niego i starłam się być pogodna i spokojna.
Przywitaliśmy
się z Davidem w progu jego domu, chociaż popchnął mnie lekko do środka po
dotknięciu mojego policzka swoim szorstkim i drapiącym, więc zrozumiałam, że on
też się denerwował.
Maggie
przyszła do nas, do korytarza wejściowego, w samych skarpetkach, więc czułam
się, jakby stała koło nas mała dziewczynka, a nie poważna mama małego dziecka i
to w ciąży z następnym.
Weszłyśmy
we dwie do salonu, gdzie Maggie usiadła na kanapie, a ja w fotelu, kiedy
mężczyźni weszli do kuchni.
-
Alba, słyszałam, że Oli ma kogoś na zastępstwo za ciebie - powiedziała Maggie -
Co będziesz robiła? Chyba nie zamierzasz całych dni spędzać w domu.
Zabrzmiała,
jakby to miało ją rozczarować, więc uśmiechnęłam się do siebie, bo wydało mi
się to śmieszne.
Martwiła
się o to, że nie miałam zainteresowań, jakiejś pasji?
-
Och - mruknęłam i zastanawiałam się, jak powiedzieć trochę, ale nie za dużo -
Myślałam o tym, żeby pójść do szkoły - wypaliłam.
Maggie
klasnęła w dłonie i nabrała powietrza, żeby coś powiedzieć, ale ją
wyprzedziłam.
-
Ale, proszę - szepnęłam - nie mów nic nikomu, bo muszę jeszcze rozwiązać kilka
spraw.
-
O… - zająknęła się Maggie i obejrzała się na wejście do kuchni, skąd zobaczyłyśmy
nadchodzących facetów - Później… - szepnęła.
David
podszedł prosto do kanapy i usiadł obok swojej żony, by objąć ją ramieniem i
przyciągnąć do siebie, a ona wpasowała się natychmiast pod jego pachę, jakby
byli do tego urodzeni.
Dwie
pasujące do siebie połówki.
Filip
podszedł do mojego fotela i przysiadł na lewym podłokietniku, a ja
automatycznie podgięłam prawą nogę i przechyliłam się w jego stronę, aby mógł
mnie objąć ramieniem, które przerzucił na oparcie fotela.
Oparłam
głowę o jego żebra i poczułam jego napięcie, które pod wpływem mojego dotyku
zelżało tylko trochę.
Tak,
musiałam mu to dać.
Zapewnienie,
że będzie dobrze, że byłam z nim i tu zostanę.
Dlatego
rozmawialiśmy luźno, ale nie pamiętałam potem o czym, a kiedy przyjechała
Sophie, David wstał, żeby ją wpuścić, a potem pożegnał się z Maggie i wyszedł.
Poszliśmy
za nim do drzwi.
Stałam
z Filipem w korytarzyku wejściowym, a on przycisnął mnie mocno do siebie i
poczułam, że właśnie to był ten moment, kiedy musiałam dać mu spokój,
zapewnienie, podporę.
-
Hej - szepnęłam - Daję ci słowo, że
będę tu na ciebie czekała.
A
później, kiedy mocniej przycisnął mój policzek dłonią do swojej piersi dodałam
- Nigdy od ciebie nie odejdę.
Wtedy
poczułam, że jego mięśnie opuściła część napięcia i wiedziałam, że zrobiłam
dobrze.
Filip
spojrzał mi w oczy i dopiero w tej chwili zauważył, że nie miałam soczewek, a
wyraz jego twarzy się zmienił.
Uśmiechnęłam
się do niego, wyjęłam z torebki okulary i włożyłam je na nos, by wyraźniej
zobaczyć jego piękne oczy i usta.
Kochałam
to.
Kiedy
w końcu po kilku sekundach musiał iść, pocałował mnie w czubek nosa, szybko się
odwrócił i zdecydowanym krokiem wyszedł, a Maggie podeszła, by delikatnym
ruchem zamknąć drzwi i przekręcić w nich klucz, a później wstukać kod do
alarmu.
Odwróciłam
się w trakcie tego do kuchni i poszłam do Sophie, która tam już gospodarzyła,
przygotowując dla nas kawę.
Odwróciła
się przodem do drzwi w trakcie wyjmowania kubków i zamarła.
-
Alba - krzyknęła na mój widok - Ty nosisz okulary?
Uśmiechnęłam
się do niej szeroko i w tym momencie poczułam, że Maggie dołączyła do nas, więc
odwróciłam się do niej z tym uśmiechem.
Popatrzyła
na mnie badawczo, a potem zobaczyłam, jak rozchyliła usta w zdumieniu.
-
Ty masz niebieskie oczy - szepnęła do mnie.
Spoważniałam,
bo zawstydziłam się, ale potem zebrałam się na odwagę i wyprostowałam, by
powiedzieć im to, co miałam do powiedzenia.
-
Na razie nie możecie jeszcze tego nikomu
tego powiedzieć, więc nazywajcie mnie Alba - zaczęłam cicho i poważnie - Ale
tak naprawdę mam na imię Anna.
Obie
wciągnęły wdech i obie podeszły do mnie bliżej, by schwycić mnie za ręce, przez
co poczułam się naprawdę dużo lepiej.
Stałyśmy
tam parę sekund w małej grupce, patrzyłam na nie uważnie i nagle jakoś wiedziałam,
że podjęłam dobrą decyzję.
Pokonałam
w sobie resztkę tego strachu, który gnał mnie przez Stany przez te kilka lat,
wciągnęłam powietrze do płuc i powiedziałam im:
-
Pewien zły człowiek ściga mnie, bo wymyślił sobie na wykorzystanie mojej krwi
do jakiegoś porąbanego rytuału - dłoń Maggie ścisnęła mocno moją, a Sophie
ponownie wciągnęła gwałtowny wdech - Dlatego od kilku lat uciekam, zmieniając
tożsamości i wygląd, nie mając nawet porządnego samochodu ani ubrań, żeby
łatwiej pozostawić za sobą przeszłość.
-
Och, kochanie - szepnęła Maggie z żalem.
-
Nie chciałam was w to wciągać - spojrzałam na nią błagalnie - Wy wszyscy macie
dobre życie, dzieci…
-
Nie - przerwała mi gwałtownie Sophie i spojrzałam na nią - Musimy…
Była
zła, ale nie na mnie, tylko zdeterminowana.
Znałam
ją już na tyle, że wiedziałam, że chciałaby walczyć.
Musiałam
to uciąć.
-
David i Filip się tym zajmują - powiedziałam im.
Maggie
popatrzyła na mnie ze zrozumieniem i po tym wiedziałam, że ona wiedziała, czego dotyczyła „praca” Filipa i Davida.
-
Nie wiem, co chcą zrobić - przełknęłam ślinę, bo ja nie wiedziałam - ale wiem, że Filip się o mnie boi.
-
Nie chce cię stracić - mruknęła Maggie.
-
Co? - szarpnęłam głową w jej stronę, bo mnie zaskoczyła.
Nie
sądziłam, że to mogło być takie oczywiste, a do tego okazało się, że to ja byłam taka niedomyślna.
-
Każdy z nich tak czuje - mruknęła Sophie i spojrzałam na nią, by zobaczyć, że
nie chce już walczyć, stoi wyprostowana i na jej twarzy maluje się zrozumienie.
Poczułam,
że mam rozchylone ze zdziwienia usta, kiedy myślałam o tym, że każda z nich to przeżyła, a ja powinnam
była porozmawiać z nimi wcześniej.
Zanim
próbowałam uciec.
-
Ja… - zaczęłam z wahaniem, ale przerwałam, zacisnęłam usta i zassałam wargi
między zębami, bo nie wiedziały o mnie właściwie nic i nie mogłyby mi odpowiedzieć, gdyby zapytała.
-
Alba - odezwała się Sophie - A co z twoją rodziną, przyjaciółmi?
Spojrzała
na mnie delikatnie i niepewnie.
-
Wiesz, jak nie chcesz… - powiedziała, ale ja się zdecydowałam.
-
Moi rodzice nie żyją - powiedziałam cicho, a mój głos tylko trochę zadrżał -
Tak samo jak moi bracia. Mam tylko siostrę.
-
Och, kochanie - powtórzyła Maggie, a i Sophie ścisnęła moją dłoń, więc wiedziałam,
że również mi współczuła.
-
Ja… wiecie… - spojrzałam na nie nagle zawstydzona, bo nie byłam już z tego
dumna, ale czułam zażenowanie - Nie mam zbytniego doświadczenia, jeśli chodzi o
mężczyzn.
Maggie
spojrzała na mnie ponownie tak, jakby doskonale wiedziała o czym mówiłam.
-
Miałam pięciu braci… - powiedziałam im i tym razem Sophie spojrzała na mnie z
większym zrozumieniem, chociaż obie czekały na to, co brzmiała jako „ale” w
moich słowach i wiedziałam o tym - ale nigdy nie miałam chłopaka. Ja… hmmm…
przed Filipem nigdy… no wiecie…
Jąkałam
się tak zawstydzona, a one nagle przysunęły się do mnie nawet bliżej i poczułam
ich wsparcie, jakiego nie czułam od lat,
odkąd zabrakło mojej mamy, siostra miała swoją rodzinę, a ja uciekałam.
-
Byłam najmłodsza z rodzeństwa i zawsze wszyscy traktowali mnie jak dziecko -
dodałam - więc nie wiem, jak myślą mężczyźni i co czują.
-
To dobrze trafiłaś - powiedziała Sophie z uśmiechem w głosie, a Maggie kiwnęła
głową z zapałem, więc wiedziałam, że obie są gotowe dać mi to, czego
potrzebowałam.
Kawa
była gotowa, Maggie miała upieczoną tartę z jabłkami, ja przywiozłam kilka bułek
cynamonowych, więc rozdzieliłyśmy się, żeby zająć się naszym jedzeniem.
Musiałam
im opowiedzieć wszystko, więc zapytałam, czy możemy przejść do salonu z kawą,
bym mogła snuć tam moją długą opowieść.
Więc
zabrałyśmy słodkości, talerzyki, kubki i sztućce i przeszłyśmy, żeby rozsiąść
si e na kanapie i fotelach.
Mówiłam
dosyć długo, bo, co prawda nie opowiedziałam dziewczynom niektórych rzeczy
związanych z moją rodziną i okolicznościami związania się przeze mnie ze Złym,
ale opowiedziałam im za to o Nieznajomym i mojej podróży po Stanach.
-
Więc Filip chce cię obronić przed Królem Przestępców - Maggie bardziej
stwierdziła niż zapytała.
Spojrzałam
na nią spod oka, bo było coś jeszcze.
Powiedziałam
wtedy - Odeszłam od niego.
-
Wiemy - powiedziała Sophie.
-
Nie - przełknęłam ślinę - Odeszłam od Filipa.
-
Co? - Maggie zachłysnęła się kawą.
-
Ja… - musiałam się im przyznać - Opuściłam Filipa, wyjechałam.
-
Kiedy? - szepnęła Sophie, odstawiając kubek z kawą na stolik.
-
Wtedy, następnego dnia, kiedy Oli powiedział mi, że ma kogoś na moje zastępstwo
- przyznałam - Spakowałam jedną małą torbę i wyszłam z domu, zanim Filip
wrócił. Kupiłam samochód i pojechałam. Chciałam was i jego uchronić przed tym…
no wiecie.
Westchnęłam.
-
Ale wróciłaś - stwierdziła Sophie, marszcząc brwi i było widać, że próbowała
zrozumieć.
-
Tak. Ja… - ponownie zassałam wargi niepewna, czy robiłam dobrze, bo musiałam im
powiedzieć coś, co nie dotyczyło mnie tylko Filipa.
Zawahałam
się przez kilka sekund, ale uznałam, że zaufałam im już tak bardzo, że mogę
również i w tym.
-
Filip jest znajdą - powiedziałam im - Jego mama porzuciła go.
-
Och - szepnęła Maggie i ponownie zrozumienie większe, niż mogłam się po niej
spodziewać, przepłynęło przez jej twarz.
Nie
znałam jej, nie wiedziałam nic o jej rodzinie.
Powinnam
z nią kiedyś porozmawiać nieco dłużej bez innych.
-
Więc porzucenie przeze mnie poczuł bardziej niż ktokolwiek inny - wyjaśniłam,
nie analizując tego w danej chwili - A teraz cały czas boi się, że mnie straci.
Że odejdę, porzucę go.
-
O, kurwa - mruknęła Sophie, a ja się wzdrygnęłam i zobaczyłam, że Maggie
zrobiła to samo.
-
Przepraszam - mruknęła Sophie do nas obu, kiedy to spostrzegła - Po prostu masz
problem większy niż mój. O wiele
większy.
Spojrzałam
na nią otwarcie zaciekawiona.
-
Kiedy ojciec Alexa zagroził mi - wyjaśniła mi - Alex pilnował mnie na każdym
kroku, bo bał się mnie stracić. To wtedy Maggie mi pokazała ten GPS z funkcją
przycisku paniki. Pamiętasz, opowiadałyśmy ci?
Przytaknęłam
i słuchałam dalej, bo nie wiedziałam, do czego zmierzała.
Popatrzyła
na mnie i uściśliła szybko:
-
To znaczy masz problem większy, niż którakolwiek z nas kiedykolwiek miała, ale
nie o to i chodziło. Chodzi mi o problem z Filipem. Musisz mu dać pewność, że
go nie opuścisz.
-
Wiem - szepnęłam, bo to już wiedziałam.
-
Alba - powiedziała Maggie, więc odwróciłam się do niej - ten mój eks-chłopak,
mój stalker…
Kiwnęłam
głową, że pamiętałam, jak o nim mówiły.
-
David bał się, że on mi coś zrobi, więc ukrywaliśmy się i obserwowali mnie z
Filipem na każdym kroku.
-
Z Filipem? - szepnęłam.
-
Tak - Maggie skinęła głową i uśmiechnęła się lekko do mnie - Filip pomógł kilku
z nas, w kilku różnych sytuacjach.
Odwróciłam
wzrok na Sophie, która skinęła głową i dodała - Tak, to Filip namierzał mój
GPS, a właściwie GPS Maggie, który miałam, kiedy mnie porwali.
-
I znalazł Evę, kiedy miała swoje problemy - dodała Maggie, a Sophie razem ze
mną odwróciła się do niej i spytałyśmy w duecie - Naprawdę?
Zobaczyłam,
że Maggie kiwnęła głową w tym samym momencie, kiedy Sophie szepnęła Łał i odwróciłam się do niej.
O,
Matko!
Mój
mężczyzna był dobry i hojny!
Wiedziałam!
Spojrzałam
ponownie na Maggie, która kontynuowała.
-
Alba! Chodzi mi o to, że musisz szczerze rozmawiać z Filipem o swoich
uczuciach. W ogóle rozmawiać.
Zobaczyłam,
że Sophie również skinęła głową.
Rozmawiać?
Oboje
z Filipem należeliśmy do ludzi, którzy przez całe życie uczyli się rozmawiać coraz
mniej i mniej i coraz bardziej
ukrywać swoje uczucia.
Rozmawianie
o tym mogło być trudne.
Nawet
bardzo trudne.
-
Dlaczego wróciłaś? - spytała Sophie cicho, ale patrzyła na mnie jakby znała
odpowiedź.
Bo go kocham - nie
powiedziałam.
- Zamierzasz kiedykolwiek znowu odejść? -
spytała zaraz potem Maggie i ona też wyglądała, jakby znała odpowiedź.
Patrzyłam
na nie obie i nagle, sama nie wiedząc dlaczego, otworzyłam usta i wydobyłam z
siebie wyznanie - Kocham go.
Ich
twarze pojaśniały, złagodniały i oczy im rozbłysły, więc wiedziałam, że obie
się przejmowały.
I
ucieszyły się z mojego wyznania.
-
To mu to powiedz - szepnęła Maggie.
Sophie
skinęła głową.
W
tej samej chwili w sypialni na górze zaczął płakać Jim, więc wszystkie trzy
poderwałyśmy się, żeby tam pobiec.
Maggie
była pierwsza, ale nie ścigałyśmy się, więc to było oczywiste.
Jim
potrzebował głównie swojej mamy.
Szłyśmy
z Sophie za nią, kiedy nagle zatrzymałam się w otwartych drzwiach sypialni
Maggie i Davida, bo mój wzrok przykuł duży obraz wiszący na ścianie
naprzeciwko ich.
Była
to Para Młoda, którą rozpoznałam od razu.
Maggie
i David w ich strojach ślubnych.
Byli
objęci i całowali się, więc nie było widać ich twarzy, ale od całego obrazu
biła taka miłość i namiętność, że zamarłam z ogarniających mnie uczuć.
Miałam
Filipa i poczułam to.
Nie
chodziło o zazdrość o Davida, czy o moment zaślubin, ale właśnie o tę
namiętność, którą już znałam, odkąd Filip pokazał mi, jak wspaniały może być
seks, a może seks z kimś kogo się kocha.
Sophie
również stanęła ze mną w korytarzu, a potem wróciła ten krok, o który mnie
wyprzedzała i spojrzała, na co się wgapiałam.
-
Och! - szepnęła - Podoba ci się? - spytała, kiedy odwróciła się do mnie całkiem
przodem i zobaczyłam na jej twarzy wyraźną ciekawość.
-
Tak - odszepnęłam - Jest piękny!
Nie
mogłam oderwać od niego wzroku.
-
To Alex namalował - powiedziała mi, a
w jej głosie rozbrzmiała taka duma,
że spojrzałam na nią.
-
Tak? Ooo! - mruknęłam, ale właśnie
dotarło do mnie coś ważnego.
Maggie
była dumna z Davida i pokazywała to na każdym kroku, tak jak na każdym kroku
pokazywała to, że była z nim, należała do niego i kochała go.
Najwidoczniej
Sophie robiła to samo dla Alexa, chociaż za rzadko przebywałam w towarzystwie
ich obojga, żeby to zauważyć.
Przypomniałam
sobie ton głosu Evy, kiedy mówiła o Jimmy’m.
Wszystkie
te kobiety były dumne, zakochane i za każdym
razem pokazywały to, podkreślały to na każdym
kroku.
Nawet
może nieświadomie, ale zawsze, ale to zawsze
były dla swoich mężczyzn wsparciem.
Tak,
to było to, co powinnam dać Filipowi.
Może
nawet byłabym w stanie przełamać się i porozmawiać z nim.
Powiedzieć
mu, że go kocham.
O,
Matko!
Jak
dobrze było mieć przyjaciółki!
Dziękuję
OdpowiedzUsuń